Magiczny Krag.txt

(1166 KB) Pobierz
- 1 -
Libba Bray
STUDNIA
WIECZNOCI
Przełożyła
Magda Białoń-Chalecka
Wydawnictwo Dolnolšskie
Dodane przez:
shin  chomikuj.pl/shiny29
Libba Bray - Studnia wiecznoci
- 2 -
Spis treci:
Prolog  str. 8
Rozdział 1  str. 10
Rozdział 2  str. 13
Rozdział 3  str. 18
Rozdział 4  str. 23
Rozdział 5  str. 27
Rozdział 6  str. 31
Rozdział 7  str. 37
Rozdział 8  str. 44
Rozdział 9  str. 48
Rozdział 10  str. 56
Rozdział 11  str. 62
Rozdział 12  str. 70
Rozdział 13  str. 73
Rozdział 14  str. 77
Rozdział 15  str. 82
Rozdział 16  str. 88
Rozdział 17  str. 97
Rozdział 18  str. 101
Rozdział 19  str. 107
Rozdział 20  str. 115
Rozdział 21  str. 124
Rozdział 22  str. 128
Rozdział 23  str. 133
Rozdział 24  str. 139
Rozdział 25  str. 143
Rozdział 26  str. 152
Rozdział 27  str. 162
Rozdział 28  str. 168
Rozdział 29  str. 180
Rozdział 30  str. 189
Rozdział 31  str. 194
Rozdział 32  str. 200
Rozdział 33  str. 206
Rozdział 34  str. 219
Rozdział 35  str. 225
Rozdział 36  str. 229
Rozdział 37  str. 237
Rozdział 38  str. 240
Rozdział 39  str. 251
Rozdział 40  str. 262
Rozdział 41  str. 273
Rozdział 42  str. 277
Rozdział 43  str. 280
Rozdział 44  str. 284
Libba Bray - Studnia wiecznoci
- 3 -
Rozdział 45  str. 290
Rozdział 46  str. 295
Rozdział 47  str. 299
Rozdział 48  str. 307
Rozdział 49  str. 314
Rozdział 50  str. 317
Rozdział 51  str. 323
Rozdział 52  str. 326
Rozdział 53  str. 330
Rozdział 54  str. 335
Rozdział 55  str. 346
Rozdział 56  str. 350
Rozdział 57  str. 357
Rozdział 58  str. 358
Rozdział 59  str. 363
Rozdział 60  str. 365
Rozdział 61  str. 368
Rozdział 62  str. 375
Rozdział 63  str. 379
Rozdział 64  str. 382
Rozdział 65  str. 386
Rozdział 66  str. 395
Rozdział 67  str. 399
Rozdział 68  str. 405
Rozdział 69  str. 413
Rozdział 70  str. 418
Rozdział 71  str. 420
Rozdział 72  str. 421
Rozdział 73  str. 427
Rozdział 74  str. 432
Rozdział 75  str. 436
Libba Bray - Studnia wiecznoci
- 4 -
Barryemu i Joshowi z wyrazami miłoci
I wszystkim, którzy wierzš, że pokój nie jest tylko ideš
lub mrzonkš, ale koniecznociš
Libba Bray - Studnia wiecznoci
- 5 -
Kwintesencjš braku przemocy jest miłoć. Z miłoci i chęci
bezinteresownego działania w naturalny sposób rodzš się
strategia, taktyka i techniki walki bez przemocy. Brak przemocy
to nie dogmat, lecz proces.
THICH NHAT HANH
Pokój jest lepszy od wojny, ale też utrzymanie go wymaga
znacznie większego wysiłku.
GEORGE BERNARD SHAW
Libba Bray - Studnia wiecznoci
- 6 -
Różo nad Różami, jedyna w całym wiecie!
I ty przybyła tam, gdzie przypływ fale miecie
W zamglony, smutny brzeg, i usłyszała dzwon,
Co wzywa nas swym biciem; daleki słodki ton.
Piękno, zasmucone wiecznym trwaniem swoim,
Stworzyło Ciebie z nas, i z szarej morskiej toni.
Dumne nasze statki o masztach zamylonych
Jednaki los podzielš, przez Boga im sšdzony.
I kiedy, zwyciężone w wojnach Najwyższego,
Zatonš pod tym samym rozgwieżdżonym niebem,
Ustanie cichy szloch serc naszych, zdjętych trwogš,
Co żyć nie potrafiš i umrzeć nie mogš.
fragment Róży wojny W.B. Yeatsa
w przekładzie Łukasza Witczaka
Libba Bray - Studnia wiecznoci
- 7 -
AKT 1
PRZED WITEM
Nie ma nic prostszego niż samooszukiwanie.
Gdy człowiek czego pragnie, wierzy, że jest to prawdš.
DEMOSTENES
Libba Bray - Studnia wiecznoci
- 8 -
PROLOG
1893
Londyn
Noc była zimna i ponura, a biedacy przeszukujšcy Tamizę przeklinali swój los.
Wyławianie mieci z mrocznych wód wielkiej londyńskiej rzeki nie było wesołym zajęciem,
ale od czasu do czasu zapewniało posiłek, więc czy im się to podobało, czy nie, musieli
znosić wilgoć usztywniajšcš koci i wywołujšcš ból pleców.
- Widzisz co, Archie?
- Nic  odpowiedział Archie swojemu kumplowi Rupertowi.  Parszywa noc.
Szukali już od godziny, a nie mogli się pochwalić żadnš zdobyczš, poza ubraniem
zdartym z martwego marynarza. Jutro rano będš mogli je sprzedać handlarzowi starzyznš, ale
garć monet zapewniłaby im strawę i piwo jeszcze tego wieczoru, a dla łachmytów takich jak
Archie i Rupert liczyło się tylko tu i teraz. Nadzieja na jakie jutro to niedorzeczny optymizm
i lepiej go zostawiać tym, którzy nie zarabiajš na życie, wyławiajšc nieboszczyków z wód
Tamizy.
Pojedyncza latarnia na łódce na niewiele się zdała wobec gęstej mgły. Brzegi skrywał
mrok. Nieowietlone domy po drugiej stronie rzeki przypominały ciemne czaszki. Mężczyni
płynęli przez płyciznę, przeczujš długimi hakami brudnš wodę w poszukiwaniu ciał
wszystkich tych, których dzisiejszego wieczora spotkał tragiczny koniec: marynarzy lub
dokerów zbyt pijanych, by się utrzymać na wodzie, ofiar poległych w bójkach na noże albo
zabitych przez rzezimieszków czy morderców, przeszukujšcych muł dzieciaków porywanych
przez silny przypływ, z fartuchami pełnymi cennego węgla, tego samego, który pocišgnšł je
na dno.
Nagle hak Archiego o co zaczepił.
- Ej, Rupert, powoli. Mam có.
Rupert zdjšł latarnię z haczyka i wysunšł jš za burtę. Na powierzchni unosiło się ciało.
Mężczyni wyłowili je, wcišgnęli na pokład i przewrócili na plecy.
- A niech mnie!  zdziwił się Rupert.  To jest dama.
- To była dama  poprawił go Archie.  Sprawdmy kieszenie.
Szabrownicy oddali się swemu makabrycznemu zajęciu. Kobieta wyglšdała na zamożnš,
gdyż miała na sobie eleganckš suknię z lawendowego jedwabiu, która nie mogła być tania.
Stanowiła niezwykłe znalezisko jak na tę okolicę.
Archie umiechnšł się.
- Mam!
Wycišgnšł z kieszeni damy cztery monety i nagryzł je po kolei.
- Ile tego jest, Archie? Starczy na kufelek?
Archie przyjrzał się uważniej zdobyczy. Niestety, nie były to funty, a szylingi.
- Ta, i na niewiele więcej  sarknšł.  Zabierz naszyjnik.
- Jasne.
Rupert zdjšł z szyi kobiety dziwny metalowy wisiorek w kształcie oka z podwieszonym u
dołu półksiężycem. Nie był nawet ozdobiony szlachetnymi kamieniami. Na pewno nikt nie
będzie chciał go kupić.
- A to co takiego?  zapytał Archie. Rozgišł zesztywniałe palce kobiety, zacinięte na
skrawku mokrego papieru.
Rupert szturchnšł kumpla.
- Co tam jest napisane?
Archie odepchnšł go.
Libba Bray - Studnia wiecznoci
- 9 -
- Nie wiem. Nie umiem chyba czytać, nie?
- Jak miałem osiem lat, chodziłem do szkoły  pochwalił się Rupert, bioršc kartkę. 
Drzewo Wszystkich Dusz żyje.
Archie dał mu kuksańca.
- A to co ma niby znaczyć?
Rupert pokręcił głowš.
- Nie wiem. Co z tym robimy?
- Zostaw. Ze słów nie ma pożytku, chłopcze. Zabieraj ubrania i wrzućmy jš z powrotem
do wody.
Rupert wzruszył ramionami i zrobił, co mu kazano. Archie miał rację: ze starego listu nie
da się wycišgnšć żadnych pieniędzy. Jednak to smutne, że ostatnie słowa zmarłej przepadnš
wraz z niš, chociaż pewnie gdyby komu na tej pani zależało, to nie pływałaby twarzš w dół
po Tamizie w takš parszywš noc. Chwilę póniej mężczyni wyrzucili kobietę za burtę.
Rozległ się zaledwie cichy plusk.
Ciało zanurzyło się powoli, a opuchnięte białe dłonie unosiły się na powierzchni kilka
sekund dłużej, jakby po co sięgały. Szabrownicy wbili haki w błotniste dno i ruszyli z
pršdem w poszukiwaniu skarbu, dzięki któremu noc na chłodzie nie będzie stracona.
Archie szturchnšł jeszcze kobietę hakiem w głowę w gwałtownym błogosławieństwie,
zanim pochłonęły jš mętne, muliste wody potężnej Tamizy. Rzeka przyjęła jej ciało i zabrała
ostatnie ostrzeżenie do mrocznego grobu.
Libba Bray - Studnia wiecznoci
- 10 -
ROZDZIAŁ PIERWSZY
Marzec 1896
Akademia Spence dla Młodych Dam
Istnieje pewien szczególny kršg piekła niewspomniany w słynnym dziele Dantego. Można
weń wstšpić w szkołach dla panien w całym Imperium, a nazywa się lekcja manier. Nie
wiem, jak się czuje istota wrzucona do jeziora ognia. Zapewne nie jest jej przyjemnie. Ale z
pełnym przekonaniem mogę stwierdzić, że przejcie całej sali balowej z ksišżkš na głowie i
deskš przywišzanš do pleców w stroju złożonym między innymi z gorsetu, kilku warstw
halek oraz za ciasnych bucików stanowi torturę, którš nawet pan Alighieri uznałby za zbyt
paskudnš dla swojego Piekła.
 Kierujcie wzrok ku niebiosom, dziewczęta  sugeruje nasza dyrektorka, pani Nightwing,
gdy ruszamy wolnym krokiem z wysoko uniesionymi głowami i rękami wycišgniętymi jak
baletnice.
Pętle, którymi przymocowano deskę, wrzynajš mi się w ramiona. Kawałek drewna jest
nieugięty i muszę trzymać się sztywno jak strażnik pod pałacem Buckingham. Kark boli mnie
od wysiłku. Mój debiut odbędzie się w maju, czyli o cały rok wczeniej niż powinien,
ponieważ wszystkie zainteresowane strony uznały, że w wieku lat siedemnastu jestem już
gotowa i dobrze mi zrobi, jeli teraz wejdę do towarzystwa. Będę nosiła piękne suknie, brała
udział w wystawnych przyjęciach i tańczyła z przystojnymi dżentelmenami  jeżeli przeżyję
szkołę. W tej chwili poważnie w to wštpię.
Pani Nightwing przechadza się wzdłuż sali balowej. Jej sztywne spódnice muskajš
podłogę z szelestem, jakby ganiły jš za to, że tam leży. Dyrektorka bez chwili przerwy
wyszczekuje rozkazy niczym sam admirał Nelson.
 Głowy wysoko! Nie umiechać się, panno Hawthorne! Spokojny, poważny wyraz
twarzy! Nie myleć o niczym.
Staram się, by moje oblicze przypominało niezamalowane płótno. Kręgosłup zaraz mi
pęknie, a lewe ramię, które trzymam wycišgnięte chyba już od wielu godzin, drży z
wyczerpania.
 I dygnięcie
Niczym opadajšce suflety dygamy nisko, rozpaczliwie próbujšc nie stracić równowagi.
Pani Nightwing nie wydaje rozkazu, żeby się wyprostować. Nogi mi się trzęsš z wysiłku. Nie
dam już dłużej rady. Wywracam się na twarz. Ksišżka spada mi z głowy i z głonym
łupnięciem lšduje na podłodze. Robiłymy to już czterokrotnie i za każdym razem co mi nie
wychodziło. Widzę, jak buty pani Nightwing zatrzymujš się ki...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin