Na początku października pogoda na kaliflifornijskiej pustyni była tak niepewna i zmienna,
jak pierwsze rozkazy świeżo upieczonego podporucznika wydawane plutonowi. Tego dnia na
bezchmurnym niebie świeciło słońce. Kiedy Phyllis Anderson zaczęła przyrządzać obiad w
kuchni ładnego piętrowego domu w najlepszej części osiedla Państwowego Centrum
Szkoleniowego, poczuła przypływ optymizmu. Dzień był gorący a jej mąż Keith uciął sobie
długą drzemkę. Od dwóch tygodni męczyło go ciężkie przeziębienie, a Phyllis miała nadzieję, że
słońce i ciepło poradzą sobie z chorobą raz na zawsze.
Za oknami kuchni, na trawniku wśród długich popołudniowych cieni pracowały
spryskiwacze. Na klombach rozkwitały jesienne kwiaty jakby na przekór surowym,
szarozielonym, ciernistym meskitom, jukkom i kaktusom, rosnącym dziko między czarnymi
skałami na beżowej pustyni.
Pani Anderson nuciła pod nosem, wstawiając do mikrofalówki makaron. Nasłuchiwała
kroków męża. Dziś major miał nocne ćwiczenia. Głośny tupot oznajmił jednak nadejście
zbiegającego po schodach Keitha juniora, ucieszonego perspektywą wyjścia do kina. Obiecała to
dzieciom, skoro ojciec wychodził do pracy. W końcu zaczynał się weekend.
— Przestań hałasować! — zawołała.
Ale to nie był Keith junior. Do ciepłej kuchni wtoczył się jej mąż, w niekompletnym
pustynnym drelichu. Ociekał potem i ściskał głowę, jakby miała zaraz pęknąć.
— ...szpital... pomocy — wydyszał.
Na jej przerażonych oczach mocno runął na podłogę, łapiąc z trudem powietrze.
Phyllis znieruchomiała, a potem wybiegła z kuchni, szybko i zdecydowanie jak żona
wojskowego. Bez pukania wpadła do kuchni sąsiedniego domu.
Kapitan Paul Novak i jego żona Judy osłupieli.
— Phyllis? Novak zerwał się. — Co się stało?
— Paul, jesteś mi potrzebny Judy, zajmij się dziećmi. Szybko! — Żona majora nie traciła
czasu. Obróciła się na pięcie i wybiegła z kuchni, tuż za nią kapitan Novak z żoną. Żołnierz
wezwany do działania nie zadaje pytań. W kuchni Andersonów Novakowie od razu zrozumieli,
co się stało.
— Pogotowie? — Judy Novak sięgnęła po telefon.
— Nie ma czasu! — krzyknął Novak.
— Jedziemy naszym wozem! — zawołała Phyllis.
Judy Novak pobiegła na górę do dzieci, które szykowały się do kina. Phyllis i Novak
podnieśli duszącego się majora. Z nosa popłynęła mu krew. Jęczał, nie mogąc wykrztusić ani
słowa. Przenieśli go przez trawnik do zaparkowanego samochodu. Novak usiadł za kierownicą.
Phyllis z tyłu, przy mężu. Tłumiąc szloch, wsparła głowę majora na swoim ramieniu i tuliła go do
siebie. Patrzył na nią, w męczarniach walcząc o oddech. Novak popędził przez bazę, naciskając
klakson. Pojazdy rozstępowały się jak kompania piechoty, która przepuszcza czołgi. Kiedy
dotarli do szpitala wojskowego w Weed, major Keith Anderson był już nieprzytomny.
Trzy godziny później zmarł.
W przypadku nagłego, niewyjaśnionego zgonu w stanie Kalifornia należy obowiązkowo
przeprowadzić sekcję zwłok. Ze względu na niezwykłe okoliczności śmierci ciało majora
pospiesznie przeniesiono do kostnicy. Gdy wojskowy patolog otworzył jamę klatki piersiowej,