Przezwyciężenie metafizyki[1]
Tł. Marek J. Siemek
Co znaczy „przezwyciężenie metafizyki”? Myśl zwrócona ku dziejom bycia (seinsgeschichtlich) używa tego hasła jedynie w charakterze pomocniczego środka, aby móc sobie nadać w ogóle jakąś zrozumiałość. Naprawdę jednak hasło to daje powód do licznych nieporozumień, nie pozwala ono bowiem doświadczeniu dojść do podstawy, której dzieje bycia dopiero ujawniają swą istotę. A tą istotą jest wy-darzenie (das Er-eignis) — wydarzenie przebolenia samego bycia. Nade wszystko więc przezwyciężenie nie oznacza wyparcia pewnej dyscypliny poza horyzont filozoficznej „kultury”. „Metafizyka” jest tu już pomyślana jako udział prawdy bytu, tzn. bytości, rozumianej jako skryte jeszcze, ale wyraziście nadarzające się przyswojenie (Ereignung) — mianowicie przyswojenie niepamięci o byciu.
O ile przezwyciężenie rozumiane jest jako twór filozofii, to stosowniejszym hasłem byłoby: przeszłość metafizyki. Wywołuje ono wprawdzie nowe nieporozumienie. Przeszłość (Vergangenheit) oznacza tu prze-mijanie i znikanie wśród tego, co było. Metafizyka, o ile przemija (vergeht), jest czymś przeszłym (vergangen). Przeszłość nie wyklucza, lecz właśnie zawiera w sobie to, że metafizyka dopiero teraz rozpoczyna swe bezwarunkowe panowanie w łonie samego bytu oraz, jako taka, również w obrębie odartych z prawdy form tego, co rzeczywiste, i przedmiotów. Zarazem jednak metafizyka, o ile patrzeć na nią z punktu widzenia jej narodzin i początków, jest czymś przeszłym; kona już. Konanie to trwa dłużej niż dotychczasowe dzieje metafizyki.
Metafizyki nie można pozbyć się tak jak jakiejś opinii. W żaden sposób niepodobna zostawić jej za sobą jak doktryny, w którą nikt już nie wierzy i której nikt nie wyznaje.
Iż człowiek jako animal rationale — co dziś znaczy: jako istota żywa, która pracuje — wciąż musi błądzić po pustyniach spustoszonej ziemi, to mogłoby być znakiem, że metafizyka wydarza się już z samego bycia, a jej przezwyciężanie (Überwindung) — jako przebolenie (Verwindung) tegoż bycia. Bowiem praca (por. Ernst Junger, Der Arbeiter, 1932) osiąga dziś metafizyczną rangę bezwarunkowego uprzedmiotowienia wszystkiego, co istoczy się w ramach woli woli.
Jeśli tak, to nie wolno nam roić sobie, iż stajemy poza obrębem metafizyki dzięki temu, że przeczuwamy jej skonanie. Gdyż metafizyka, nawet przezwyciężona, nie znika. Powraca ona w odmienionej postaci i zachowuje swe panowanie jako dalej rządząca różnica, która dzieli bycie od tego, co jest.
Zmierzch prawdy tego, co jest, znaczy: jawność bytu, i tylko bytu, traci dotychczasową wyłączność swych roszczeń do dawania miary.
Zmierzch prawdy tego, co jest bytem, wy-darza się z koniecznością i jako pełne dokonanie się metafizyki.
Zmierzch ten dokonuje się w pełni jednocześnie dzięki rozpadowi świata naznaczonego przez metafizykę i dzięki zrodzonemu z metafizyki spustoszeniu ziemi.
Rozpad ten i spustoszenie znajdują odpowiadające im pełne dokonanie w tym, że człowiek metafizyki, animal rationale, zostaje trwale u-stawiony (fest-gestellt) jako zwierzę robocze.
Takie u-stawienie potwierdza ów stan, skrajnego zaślepienia, w jakim człowiek pozostaje względem swego zapomnienia o byciu. Człowiek jednak sam chce być kimś, kto dobrowolnie żyje wolą woli — a więc kimś, dla kogo wszelka prawda staje się tym właśnie błędem, którego on potrzebuje, aby móc upewnić się w swym złudzeniu. Idzie mianowicie o złudzenie, które nie pozwala dostrzec, że wola woli nie może chcieć nic innego poza znikomym Niczym (das nichtige Nichts), w obliczu którego sama utwierdza siebie, nie mogąc poznać dokonanej już w pełni własnej znikomości (Nichtigkeit).
Zanim bycie mogło wy-darzyć się w swe; prawdzie początkowej, musiało naprzód zostać przełamane jako woła; świat musiał zostać przemocą doprowadzony do rozpadu, ziemia wydana spustoszeniu, a człowiek przymuszony do nagiej pracy. Dopiero po owym zmierzchu wy-darza się owa trwająca przez długi okres nagła chwila początku. W zmierzchu wszystko się kończy; wszystko, tzn. to, co jest bytem, wzięte w całościowym horyzoncie prawdy właściwej metafizyce.
Ten zmierzch już się wy-darzył. Następstwami tego wy-darzenia są wypadki dziejów powszechnych naszego stulecia. Wskazują one tylko drogę odejścia tego, co już się skończyło. Ta końcowa droga uporządkowana jest, w sensie określonym przez ostatnie stadium metafizyki, technicznie i historycznie. Porządkowanie takie urządza po raz ostatni to, co się już skończyło, nadając temu pozór jakiejś rzeczywistości, której uskutecznianie skutkuje nieodparcie, gdyż sugeruje, że można obejść się bez odkrycia samej istoty bycia; i sugeruje to tak zdecydowanie, że wszelką myśl o takim odkryciu ma za całkowicie zbyteczną.
Skryta jeszcze prawda bycia odmówiona jest człowieczeństwu metafizyki. Zwierzę pracujące wydane jest upojeniu własnymi wytworami, aby samo siebie doprowadziło do rozdarcia i unicestwiło w znikomości Niczego.
Jak dalece metafizyka należy do natury człowieka? Człowiek, tak jak przedstawia go metafizyka, tj. jako pewien byt, jest naprzód, pomiędzy wszystkim innym, wyposażony we władze i zdolności. Jego w taki oto sposób ukształtowana istota, jego natura, Co i Jak jego bycia, są już same w sobie metafizyczne: animal (zmysłowość) i rationale (to, co nie zmysłowe). Włączony tym sposobem w granice myślenia metafizycznego, człowiek pozostaje więźniem różnicy między byciem a bytem — różnicy, która nie jest przezeń doświadczana. Naznaczony piętnem metafizyki sposób ludzkiego przedstawiania znajduje wszędzie tylko taki świat, jaki zbudowany jest na modłę metafizyczną. Metafizyka należy do natury człowieka. Czym jednak jest sama ta natura? I czym jest sama metafizyka? Kim jest w obrębie tej naturalnej metafizyki sam człowiek? Czy jest jedynie jakimś Ja, które utwierdza się prawdziwie jako takie dopiero przez odwołanie się do jakiegoś Ty, bowiem tworzy się tylko w stosunku Ja-Ty?
Dla Kartezjusza ego cogito jest tym, co we wszelkich cogitationes stanowi coś już przedstawionego i do-stawionego, coś zawsze obecnego, nie budzącego żadnych kwestii, niepowątpiewalnego, coś we wszelkiej wiedzy już z góry zawartego (stehende), a więc we właściwym sensie pewnego i przed wszystkim innym niezbicie ustalonego — a mianowicie jako to, co wszystko inne ze-stawia w relacji ze sobą i tym sposobem stawia-„na-przeciw” wszystkiemu innemu.
Do przedmiotu (Gegenstand) należy jednocześnie skład treściowy tego, co stoi-na-przeciw, jego Co, a więc essentia-possibilitas — jak i samo jego stanie jako czegoś, co stoi-na-przeciw, a więc existentia. Przedmiot jest jednością stałości swego składu (Ständigkeit des Bestandes). I skład, i jego stan są w sposób istotny związane z tym rodzajem „stawiania” (Stellen), jaki właściwy jest „przed-stawianiu” (Vorstellen); a przedstawiać znaczy tu: zabezpieczając „mieć-przed-sobą”. Pierwotnym przedmiotem jest przedmiotowość (die Gegen-Ständigkeit) sama. A pierwotną przedmiotowością jest owo „Ja myślę”, wzięte w sensie „Ja postrzegam”, które pod wszystko, co postrzegalne, już z góry pod-kłada i pod-łożyło siebie, subiectum. W porządku transcendentalnej genezy przedmiotu podmiot jest pierwszym obiektem ontologicznego sposobu przedstawiania. Ego cogito — to cogito w sensie: me cogitare.
Nowożytną postacią ontologii jest filozofia transcendentalna, która staje się teorią poznania.
W jakiej mierze tego rodzaju teoria pojawia się w łonie nowożytnej metafizyki? W takiej, w jakiej bytość bytu zostaje pomyślana jako obecność (Anwesenheit) dla tego sposobu przedstawiania, który podstawia sobie swój przedmiot (das sicherstellende Vorstellen). Bytość jest teraz przedmiotowością. Pytanie o przedmiotowość, o możliwość tego, by coś stało-na-przeciw (mianowicie na-przeciw sposobowi przedstawiania, który zabezpiecza i rachuje), jest pytaniem o pozna-walność.
Ale pytanie to jest właściwie rozumiane jako pytanie nie o fizyczno-psychiczny mechanizm procesu poznawczego, lecz o samą możliwość wyistaczania, uobecniania (des Anwesens) przedmiotu w poznaniu i dla poznania.
„Teoria poznania” jest obróbką (Betrachtung), θεωρια, w tej mierze, w jakiej ον, pomyślany jako przedmiot, zapytywany jest o przedmiotowość i o to, co ją umożliwia η ον.
W jakim sensie Kant, dzięki swej transcendentalnej perspektywie, zabezpiecza (sicherstellt) metafizyczną stronę nowożytnej metafizyki ? Gdy prawda staje się pewnością i tym sposobem bytość, ουσια bytu przemienia się w przedmiotowość perceptio i cogitatio świadomości, wiedzy — wówczas, i w tym sensie, wiedza i poznawanie wysuwają się na pierwszy plan.
„Teoria poznania” i to, co się za nią uważa, jest w gruncie rzeczy metafizyką i ontologią opierającą się na prawdzie, rozumianej jako pewność zabezpieczającego przedstawiania.
Błędna jest natomiast wykładnia „teorii poznania” jako wyjaśnienia „poznawania” i jako „teorii” nauk, choć cała ta sprawa zabezpieczania jest tylko następstwem tego, że bycie zostało przekształcone w przedmiotowość i w bycie-czymś-przedstawionym (przedstawioność).
„Teoria poznania” jest określeniem, które przykrywa wzrastającą niezdolność istotną nowożytnej metafizyki do zrozumienia swej własnej istoty i jej podstawy. Mówić o „metafizyce poznania” to pozostawać w okręgu tego samego niezrozumienia. Naprawdę chodzi tu o metafizykę przedmiotu, tzn. bytu jako przedmiotu dla jakiegoś podmiotu.
Ekspansja logistyki nie jest niczym więcej, jak tylko odwrotną stroną empirystyczno-pozytywistycznego błędu w pojmowaniu teorii poznania.
Pełne dokonanie się metafizyki zaczyna się wraz z Heglowską metafizyką wiedzy absolutnej jako woli ducha.
Dlaczego metafizyka ta jest tylko początkiem? Czy i do niej samej nie dotarła pewność bezwarunkowa, i to jako absolutna rzeczywistość ?
Czy jest tu jeszcze jakaś możliwość wykroczenia poza siebie? Oczywiście nie. Ale niespełniona jest jeszcze możliwość bezwarunkowego zajęcia się sobą jako wolą życia. Wola nie pojawiła się jeszcze jako wola woli, w swej przygotowanej przez siebie samą rzeczywistości. Dlatego absolutna metafizyka ducha nie jest jeszcze pełnym dokonaniem się metafizyki.
Wbrew płaskiej gadaninie o rozpadzie filozofii heglowskiej to jedno pozostaje faktem, że w XIX wieku tylko ta filozofia określała rzeczywistość, choć oczywiście nie w zewnętrznej formie doktryny uznawanej i wyznawanej, lecz jako metafizyka, jako utrwalone panowanie bytości w sensie pewności. Opozycyjne wobec tej metafizyki prądy również należą do niej samej. Od czasu śmierci Hegla (1831) wszystko inne jest jedynie takim opozycyjnym prądem wobec niego — nie tylko w Niemczech, ale i w całej Europie.
Charakterystyczne dla metafizyki jest to, że w całych jej dziejach existentia, o ile w ogóle o niej mowa, zawsze traktowana jest w sposób zwięzły i jako coś samo przez się zrozumiałego. (Por. skąpe objaśnienie postulatu rzeczywistości w Krytyce czystego rozumu Kanta). Jedyny wyjątek stanowi tu Arystoteles? który swą ενεργεια czyni tematem wnikliwych przemyśleń; później jednak te jego przemyślenia nie zdołały stać się czymś w swej źródłowości istotnym. Przekształcenie ενεργεια w actualitas i w rzeczywistość przysłoniło znów wszystko to, co wyszło na jaw w ενεργεια. Powiązanie między ενεργεια i ουσια zaciemnia się. Dopiero Hegel na nowo poddaje existentia przemyśleniu, ale czyni to w swej Logice. Schelling zaś myśli to pojęcie poprzez odróżnienie podstawy (Grund) i egzystencji (Existenz) — odróżnienie, które jednak zakorzenione jest w subiektywności.
W zawężeniu bycia do „natury” widać spóźniony i niewyraźny pogłos bycia jako φυσις.
Naturze przeciwstawione zostają rozum i wolność. Ponieważ natura jest bytem, wolność i powinność nie są myślane jako bycie. Pozostaje się przy opozycji bycia i powinności, bycia i wartości. Wreszcie gdy wola dochodzi do skrajnego bieguna swego rozpasania, swego bezistocia (Unwesen), samo bycie staje się także po prostu „wartością”. Wartość myślana jest jako warunek woli.
Metafizyka, we wszystkich swych postaciach i na wszystkich dziejowych etapach, jest jedynym — ale zapewne też koniecznym — przeznaczeniem (Verhängnis) Zachodu i przesłanką jego ogólnoświatowego panowania. Wola tego panowania oddziałuje dziś wtórnie na środek Zachodu, skąd na spotkanie woli wychodzi znów tylko wola.
Rozwinięcie bezwarunkowego panowania metafizyki dopiero się zaczyna. Początek ten następuje wtedy, gdy metafizyka afirmuje właściwe sobie bezistocie, wydając mu i w nim umacniając całą swą istotę.
Metafizyka jest przeznaczeniem w sensie ścisłym i jedynym, o jaki tu chodzi: w tym mianowicie, że jako naczelna tendencja zachodnio-europejskich dziejów metafizyka umieszcza człowieczeństwo w zawieszeniu pośród wszystkiego, co jest bytem — ale zarazem bycie tego, co jest jako dwoistość (Zwiefalt) obojga, nigdy nie może być czymś, czego metafizyka sama z siebie, poprzez siebie i w sobie właściwej prawdzie mogłaby doświadczyć, o co mogłaby pytać, co byłaby zdolna spoić.
Jednakże to przeznaczenie, o którym należy myśleć w perspektywie dziejów bycia, jest konieczne dlatego, że przechowywana w byciu różnica między nim samym a bytem, może, dzięki byciu właśnie, znaleźć się w prześwicie dopiero wtedy, gdy sama ta różnica wy--darza się jako taka. Ale jak mogłoby to nastąpić, gdyby uprzednio byt nie popadł w skrajne zapomnienie o byciu, a zarazem bycie nie objęło bezwzględnego, choć dla metafizyki niepoznawalnego panowania jako wola woli, która nadaje sobie ważność od początku i jedynie przez wyłączny priorytet, jaki przyznaje bytowi (czemuś, co jest przedmiotowo rzeczywiste) nad byciem.
Tak więc to, co w różnicy tej odróżnialne, w pewien sposób udostępnia się przedstawieniu, zarazem jednak pozostając skryte w osobliwej niepoznawalności. Dlatego różnica sama jest przysłonięta. Znakiem takiego stanu rzeczy jest np. reakcja na ból, właściwa epoce metafizyki i techniki — reakcja, która zarazem z góry określa wykładnię jego istoty.
Wraz z początkiem pełnego do konania się metafizyki zaczyna się nieznane i metafizyce z istoty swej niedostępne przygotowanie chwili, w której dwoistość bycia i tego, co jest, po raz pierwszy zostaje przejawiona. W tym przejawieniu jeszcze ukryte są pierwsze przebłyski prawdy o byciu—prawdy, która na powrót bierze w siebie całą nadrzędność bycia ze względu na jego rządy.
Przezwyciężenie metafizyki myślane jest w perspektywie dziejów bycia. Jest ono pierwszym znakiem, który zapowiada rozpoczynające się przebolenie zapomnienia o byciu. Wcześniejsze od pierwszego znaku, choć garażem bardziej niż on skryte, jest to, co się w nim pokazuje. A jest to samo wy-darzenie. To, co dla metafizycznego sposobu myślenia wygląda jak pierwszy znak czegoś innego, naprawdę liczy się jeszcze tylko jako zwykły ostatni przebłysk bardziej pierwotnego prześwitu (Lichtung). Przezwyciężenie godne jest pamięci tylko o tyle, o ile myśli się przy tym o przeboleniu. To usilne (inständige) myślenie zarazem pomne jest jeszcze przezwyciężenia. A takie pomnienie doświadcza owego jedynego w swoim rodzaju wy-darzenia, które polega na wy-właszczeniu bytu (Enteignung des Seienden). Wydarzenie to zaś czyni prześwit dla palącej potrzeby prawdy o byciu, a więc i dla pierwszych przebłysków prawdy, które przy tym rozstaniu rzucają na istotę ludzką swe światło. Przezwyciężenie (Überwindung) jest prze-kazaniem (Über-Lieferung) metafizyki jej własnej prawdzie.
Zrazu przezwyciężenie metafizyki daje się przedstawić tylko na gruncie metafizyki samej: jako pewnego rodzaju przewyższenie jej przez nią samą. W tym wpadku można zasadnie mówić o metafizyce metafizyki — co było poruszone w studium Kant und das Problem der Metaphysik gdzie myśl Kantowską, pochodzącą jeszcze z samej tylko krytyki racjonalnej metafizyki, próbowaliśmy interpretować właśnie z tego punktu widzenia. Oczywiście myśleniu Kanta zostaje przypisane dzięki temu więcej, niż sam Kant mógł w granicach swej filozofii pomyśleć.
Gdy mowa o przezwyciężeniu metafizyki, może to mieć jeszcze i takie znaczenie, że „metafizyka” pozostaje nazwą dla platonizmu, który nowożytnemu światu prezentuje się w tej interpretacji, jaką nadali mu Schopenhauer i Nietzsche. Odwrotność platonizmu, podług której dla Nietzschego zmysłowość staje się prawdziwym światem, a to, co nad-zmysłowe, światem nieprawdziwym, mieści się całkowicie w łonie metafizyki. Ten rodzaj przezwyciężenia metafizyki, o jaki idzie Nietzschemu — tzn. rozumiany w sensie określonym przez XlX-wieczny pozytywizm — jest, jakkolwiek w formie odmiennej i wyższej, tylko ostatecznym zaplątaniem się w metafizykę. Wprawdzie z pozoru wygląda to tak, jak gdyby owo „meta”, czyli moment transcendencji ku temu, co nad-zmysłowe, było odrzucone na rzecz trwałego umocnienia się w elementarnym świecie zmysłowości; naprawdę jednak tylko dokonuje się tu w pełni zapomnienie o byciu, a to, co nadzmysłowe, zostaje wyzwolone i pchnięte do działania jako wola mocy.
Wola woli, nie mogąc tego wiedzieć ani dopuszczać jakiejkolwiek o tym wiedzy, wyklucza wszelki u-dział (Geschick); przez słowo to rozumiemy tutaj przyznanie jakiejś formy jawności bycia tego, co jest. Wola woli usztywnia wszystko w bezudziałowości (das Geschicklose). Następstwem tego jest bezdziejowość (das Ungeschichtliche), której znakiem jest panowanie historii. Bezsilność tej ostatniej to historyzm. Gdyby dzieje bycia chciano uporządkować i wyłożyć podług obiegowego dziś historycznego sposobu przedstawiania, to wówczas ta niefortunna próba w najdobitniejszy sposób potwierdziłaby, iż tym, co w naszej epoce panuje, jest zapomnienie o udziale bycia.
Epoka metafizyki w pełni dokonanej niedługo się rozpocznie.
Wola woli narzuca, jako naczelne formy swego przejawiania się, obrachunek i organizację wszystkiego; czyni to jednak tylko dla nieustającego — w żadnych warunkach — zabezpieczania siebie samej.
Naczelną formę przejawiania się, dzięki której wola woli w obrębie bezdziejowego świata w pełni dokonanej metafi...
MKTK