Davies Norman - Powstanie 44.pdf

(5534 KB) Pobierz
Uwagi do elektronicznej wersji Powstania ’44 Normana Daviesa
Uwagi do elektronicznej wersji Powstania ’44 Normana Daviesa.
Usunięto mapy, ilustracje i zdjęcia, pozostawiając ich spisy.
Wszystkie przypisy opracowane zostały w programie Word i w widoku normalnym są ukryte. Można
je czytać po ustawieniu kursora na odnośniku do przypisu. Została też zapisana druga wersja pliku, z
której wszystkie przypisy wraz z odnośnikami usunięto. (Norman Davies Powstanie ’44 – bez
przypisów).
Na początku pliku znajduje się spis treści oparty na zasadzie hiperłącza. Również spis dodatków i
spis kapsułek pozwala na szybkie przenoszenie się do żądanego miejsca. Tradycyjny spis treści z
numeracją taką jak w książce, (u góry strony) znajduje się na końcu.
Kapsułki, które w książce umieszczone są w osobnych ramkach mogą być czytane oddzielnie według
własnych upodobań, gdyż nie są integralne z treścią całej książki, a jedynie zazębiają się z nią
tematycznie. W związku z tym przed każdą kapsułką jest hiperłącze o treści „Kapsułka. Przejdź na
koniec kapsułki.” Można go wykorzystać i ominąć kapsułkę, albo zignorować i czytać dalej.
Norman Davies
POWSTANIE '44
Tytuł oryginału
Rising '44. „The Battle for Warsaw"
Copyright by Norman Davies
Three cartoons by David Low copyright e Atlantic Syndication.
As I Please by George Orwell (copyright ę George Orwell, 1944) by permission of Bill
Hamiltonas the Literary Executor of the Estate of the Late Sonia Brownell Orwell and Seeker &
Warburg Ltd.
Campo di Fiori (16 lines) from The Collected Poems 1931-1987 by Czesław Miłosz (Viking, 1988)
copyright Czesław Miłosz, 1988.
Reproduced by permission of Penguin Books Ltd. The cover of Poland by W.J. Rose (Penguin
Books, 1939) copyright ę W.J. Rose, 1939.
Ilustracje (z wyjątkiem wkładki III)
pochodzą z wydania Macmillan Publishers Ltd, 2003
Opracowanie graficzne
Witold Siemaszkiewicz
Fotografia Autora na skrzydełku
Joanna Plewińska-Potocka
Weryfikacja historyczna
Andrzej Krzysztof Kunert
Konsultacja historyczna
Agnieszka Cubala
Paweł Kowal
Krzysztof Szwagrzyk
Zdzisław Zblewski
Adiustacja
Jadwiga Grellowa
Julka Cisowska
Korekta
Barbara Gąsiorowska
Urszula Horecka
Indeks
Artur Czesak
Józef Kozak
Redakcja techniczna
Edward Leśniak
Łamanie
Irena Jagocha
Opieka redakcyjna
Anna Szulczyńska
Współpraca
Julita Cisowska
Copyright for the translation by Elżbieta Tabakowska
Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo Znak, Kraków 2004
ISBN 83-240-0459-9
Zamówienia: Dział Handlowy, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37
Bezpłatna infolinia: 0800-130-082
Zapraszamy do naszej księgarni internetowej: www.znak.com.pl
Warszawie
oraz wszystkim, którzy walczą z tyranią
bez względu na wszystko
Spis treści
Przedmowa do wydania polskiego
Nigdy nie walczyłem w żadnej wojnie. Zgłosiłem się do służby w Królewskiej Marynarce, ale nigdy
nie zostałem powołany. Prawdę mówiąc, nigdy nie miałem w ręce prawdziwego karabinu i nigdy nie
strzelałem - nawet do królików czy bażantów. Wobec tego być może nie najlepiej się nadaję do roli
historyka, który zajmuje się opisywaniem czynów i towarzyszących im emocji związanych z doniosłym
wydarzeniem wojskowym. Czasem się zastanawiam, czy to właśnie nie moja własna nieświetna kariera
niekombatanta skłoniła mnie do bezkrytycznego podziwu dla młodych mężczyzn i kobiet z podziemnej
Armii Krajowej, która stanęła przeciw regularnym siłom zbrojnym Trzeciej Rzeszy i która - trwając na
polu walki dziesięciokrotnie dłużej, niż się spodziewano - dokonała jednego z najbardziej pamiętnych
czynów w dziejach drugiej wojny światowej.
Wiem natomiast, że gdybym jako chłopak w odpowiednim wieku znalazł się w 1944 roku w
Warszawie, to z całą pewnością byłbym wstąpił do Armii Krajowej. Do osiemnastego roku życia byłem
aktywnym członkiem skautingu i wychowałem się w tym idealistycznym, romantycznym, religijnym i
patriotycznym duchu, który był czymś powszechnym wśród skautów tamtego pokolenia. W czasie wojny
byłbym szczęśliwym działaczem konspiracji i niewiele się zastanawiając, wstąpiłbym razem z moimi
rówieśnikami do „Baszty" czy „Parasola". Nie potrafię powiedzieć, czy miałbym dość siły psychicznej i
fizycznej, aby przejść „próbę ogniową". Ale przy mojej atletycznej budowie i naturze skłonnej do
rywalizacji byłbym dobry w przedzieraniu się przez ruiny i polowaniu na Niemców. Jednocześnie
 
obawiam się jednak, że jako człowiek dość gwałtowny i mało praktyczny szybko bym się dał zabić. I
właśnie z tego powodu szczególnie mnie wzrusza życie i legenda Krzysztofa Kamila Baczyńskiego.
Często się mawia - i nie bez racji - że historycy powinni zachowywać emocjonalny dystans wobec
tego, o czym piszą. Ale jest też prawdą, że historycy, którzy zachowują całkowity dystans i trzymają się
z dala od opisywanych zdarzeń,
8
są narażeni na niebezpieczeństwo braku świadomości moralnych dylematów i emocjonalnych
cierpień innych ludzi. A takiego konfliktu, jakim było Powstanie Warszawskie, nie da się w pełni opisać
wyłącznie w kategoriach akcji wojskowych i politycznych manewrów. Empatia i wyobraźnia są równie
konieczne jak wyważone sądy.
Jako Brytyjczyka szczególnie interesowało mnie to, co dotyczyło roli Wielkiej Brytanii. Im dłużej się
zastanawiam nad wydarzeniami z 1944 roku, tym bardziej uświadamiam sobie niedociągnięcia
Brytyjczyków (i Amerykanów). I nabieram tym mocniejszego przekonania, że Powstanie Warszawskie
można właściwie ocenić tylko w kontekście sojuszu aliantów. Miałem coraz silniejsze wrażenie, że
polscy historycy byli nazbyt skłonni albo przerzucać całą winę na własną, polską stronę, albo dawać
wiarę zbyt uproszczonym teoriom na temat bezdusznej zdrady ze strony Zachodu. Ostatecznie doszedłem
do przekonania, że nikt z uczestników wydarzeń nie był bez winy, ale również że polscy przywódcy
Powstania mieli słuszne powody do podejmowania wielu ze swoich kontrowersyjnych działań, a lwiej
części ignorancji, niekompetencji i złej woli należy szukać gdzie indziej. Moją analizę podsumowuję
zatem stwierdzeniem, że „tragedia Powstania Warszawskiego była skutkiem ogólnego załamania w łonie
Wielkiego Sojuszu". Przede wszystkim zaś, jako przedstawiciel narodu, który tak się chlubi
zwycięstwem aliantów, miałem poczucie, że zbyt mało uznania i szacunku okazano służbie i ofierze
lojalnego Sojusznika. Zbyt łatwo było krytykować tych, którzy przegrali, zbyt wygodnie było opinii
publicznej Zachodu pławić się w fałszywym blasku naszej nieomylności. Albowiem Polacy - bez własnej
winy -dostali się w pułapkę nie tylko bezwzględnej przemocy Hitlera i Stalina, ale także sojuszu z
Zachodem, który się okazał tak bardzo jednostronny. Odnieśliśmy znaczne korzyści z podjętych przez
Polskę wojennych trudów. Natomiast Polska nie odniosła korzyści z trudów poniesionych przez nas. I to
trzeba było powiedzieć.
Po raz pierwszy usłyszałem o Powstaniu Warszawskim, kiedy z grupą brytyjskich studentów
przyjechałem do Warszawy podczas ferii wielkanocnych w 1962 roku. Pierwszego dnia pobytu pokazano
nam Rynek Starego Miasta, który został świeżo odbudowany, i opowiedziano o jego zniszczeniu „w
wyniku walk" i „podczas wojny". Ktoś zażartował, że może te zrekonstruowane budynki nie mają
jeszcze nawet dziesięciu lat, ale wyglądają, jakby pochodziły z XV wieku. Tego samego dnia
zaprowadzono nas do getta i pod pomnik Bohaterów Getta. Pewnie nam opowiadano o spaleniu getta, bo
w pamięci utkwił mi pewien dziwny szczegół. Podniosłem z gruzów kawałek nadpalonej kości i
pomyślałem, że może to jest kość ludzka.
9
Najwyraźniej byłem przerażony tym, czego się dowiadywałem. Ale najlepiej pamiętam swoją złość.
Jak to możliwe, że ja, absolwent Wydziału Historii Nowożytnej wielkiego uniwersytetu w Oksfordzie,
mogłem o tym nie wiedzieć wcześniej? Z pewnością zacząłem wtedy zadawać pytania i z pewnością
dowiedziałem się podstawowych faktów o Powstaniu. W mojej pamięci utkwiły jeszcze dwa momenty.
Po pierwsze, zapamiętałem, że nasza grupa szła wzdłuż jednej z ulic, dziś wiem, że to była Miodowa.
Zbliżaliśmy się do skrzyżowania z Długą - tam gdzie blisko trzydzieści lat później stanął pomnik
Powstania Warszawskiego - i wtedy nasza przewodniczka kazała nam spojrzeć na właz do kanału na
środku skrzyżowania, ale zabroniła się zatrzymywać, „bo się nam przyglądają". Potem wyjaśniła,
dlaczego ten właśnie właz był taki ważny. Drugi moment nastąpił, kiedyśmy stali na skarpie na tyłach
Krakowskiego Przedmieścia, patrząc na przeciwległy brzeg Wisły. Wydawało się, że prawy brzeg rzeki
jest strasznie blisko. Przewodniczka powiedziała chyba: „Do tego miejsca doszli Rosjanie podczas
Powstania". Miało minąć dużo czasu, zanim w pełni zrozumiałem znaczenie jej słów.
Gdy się spogląda wstecz, nie jest zbyt trudno zrozumieć, dlaczego w 1962 roku nie było łatwo o
rzetelną informację na temat Powstania. Powstanie było wówczas mniej odległe w czasie, niż dziś
oddalony jest wybór papieża Jana Pawła II czy powstanie Solidarności. A w Oksfordzie moi
wykładowcy najwyraźniej uważali, że druga wojna światowa nie przeszła jeszcze w pełni do historii.
Mój kurs „Historii Europy w XX wieku" kończył się na 1939 roku, a przełomowe dzieło mojego
własnego nauczyciela, „Początki drugiej wojny światowej" 1 , jeszcze nie było ukończone. W Polsce
reżim Gomułki zdążył się już w pewnej mierze uwolnić od paranoi i odrzucić jedno czy drugie tabu. Ale
jego surowa cenzura nie dopuszczała żadnej swobodnej dyskusji na takie tematy jak Powstanie; nie
wolno było publicznie czcić pamięci Armii Krajowej; nie można też było podawać w wątpliwość
1 Zob. Alan John Percivale Taylor, The Origins of the Second World War, London 1963.
 
postępowania Związku Sowieckiego. Nieliczne dostępne opracowania na temat Powstania, przeważnie
dotyczące spraw wojskowych, nie były tłumaczone na użytek zagranicznych odbiorców. Ogólnie rzecz
biorąc, historycy wciąż jeszcze uprawiali swoją profesję tak, jakby żyli w epoce sprzed Sołżenicyna i
sprzed Holokaustu - kiedy historyczny krajobraz drugiej wojny światowej nie nabrał jeszcze
definitywnych kształtów.
Po powrocie z pierwszej podróży do Polski próbowałem zmniejszyć swoją ignorancję w sprawie
Powstania Warszawskiego.
10
Pamiętam, że przeczytałem wspomnienia Churchilla z czasu wojny, które zawierają spory rozdział
poświęcony wydarzeniom z 1944 roku. Jak można się było spodziewać, Churchill bezgranicznie
wychwalał męstwo powstańców, a mówiąc o postępowaniu Sowietów, powtórzył przymiotnik
„złowrogie", którego już raz wcześniej użył. Podał do wiadomości publicznej nawet gorzkie w tonie
przesłanie od kobiet Warszawy, które mówiły światu, że „Polskę potraktowano gorzej niż sojuszników
Hitlera". Natomiast nie przedstawił niestety żadnej krytycznej analizy polityki aliantów. Można się było
tylko domyślać, że stało się coś bardzo niedobrego, ale nie sposób było się dowiedzieć co.
Potem, kiedy lepiej poznałem Polaków w Londynie, uświadomiłem sobie, że spora ich grupa winą za
upadek Powstania obarcza swoich własnych przywódców. Ten punkt widzenia stanowił dla mnie
niespodziankę, ponieważ był w znacznym stopniu zbieżny z linią polityczną propagowaną przez reżim
komunistyczny w Warszawie. W pewnym okresie pracowałem nad kilkoma tematami - chociaż nie nad
Powstaniem - z doktorem Janem Ciechanowskim, wykształconym w Wielkiej Brytanii historykiem i
autorem jednego z niewielu napisanych po angielsku opracowań Powstania. Doktor Ciechanowski, który
sam brał udział w Powstaniu i przeszedł twardą szkołę wojny i wygnania, wykonał ogrom niezwykle
ważnej pracy, badając w zbiorach archiwalnych w Londynie dokumenty dotyczące polityki i
wewnętrznych podziałów w łonie polskiego rządu z czasu wojny oraz formułując całościową
interpretację kwestii jego odpowiedzialności za tragedię Warszawy. Według tego scenariusza zarówno
gabinetowi premiera Mikołajczyka, jak i przywódcom wojskowego podziemia zarzuca się
nierealistyczne postawy, które pociągnęły za sobą mylny osąd zarówno możliwości zachodnich aliantów,
jak i potrzeby „współpracy" z Sowietami. Sam byłem świadkiem kilku gniewnych ataków, do których
zostali sprowokowani rodacy doktora Ciechanowskiego, choć nie zawsze potrafiłem zrozumieć źródło
ich gniewu czy zorientować się w alternatywach. Oczywiście i moje poglądy dojrzewały z biegiem lat.
Trzeba przyznać, że doktor Ciechanowski reagował ze stoicyzmem, niezmiennie twierdząc, że
warunkiem postępu w historycznym pojmowaniu wydarzeń są różnice zdań.
Moje osobiste kontakty z byłymi powstańcami były do niedawna bardzo nieliczne. Z wyjątkiem
kuzynki mojej żony, Danuty, która służyła w batalionie „Baszta", a obecnie mieszka w Anglii, nikt z
moich polskich powinowatych nie brał udziału w Powstaniu. Dopóki celowo nie zbliżyłem się do
rozmaitych stowarzyszeń zrzeszających byłych kombatantów w Polsce i w Wielkiej Brytanii, nie łączyły
mnie z nimi żadne bliższe więzi. Ale jako członek świata akademickiego musiałem poznać byłych
polskich żołnierzy,
11
którzy reprezentowali cały przekrój tej grupy, którzy mieli takie czy inne powiązania z Armią
Krajową i którzy, podobnie jak ja, dołączyli do wspólnoty akademickiej. Znaleźli się wśród nich profesor
Irena Bellert, profesor Janusz Zawodny i profesor Wenceslas Wagner w Ameryce Północnej, doktor
Zbigniew Pełczyński w Anglii, profesor Jerzy Zubrzycki w Australii, profesor Jerzy Kłoczowski i
profesor Władysław Bartoszewski w Polsce. Nie było trudno zgadnąć, że ich opinie i wspomnienia nie
będą we wszystkich przypadkach takie same. Ale najbliższe były mi nieugięte poglądy profesora
Bartoszewskiego „Teofila".
W tamtych latach napisałem o Powstaniu niewiele, a to, co pisałem, pisałem ostrożnie, ponieważ
kierowała mną świadomość, że do zbadania i skoordynowania pozostaje wiele różnorodnych punktów
widzenia. Starałem się między innymi o to, aby wyrazić więcej podziwu i szacunku dla Armii Krajowej,
niż byli skłonni wyrażać ci, którzy krytykowali jej dowództwo.
Decyzję o stworzeniu głębszego studium o Powstaniu podjąłem dopiero pod sam koniec lat
dziewięćdziesiątych. Wyglądało bowiem na to, że -mimo dziesięciolecia, które minęło od upadku
komunizmu - nikt nie kwapi się, aby przedstawić nową wizję Powstania w jego szerszym kontekście.
Dostępnych było wiele nowych materiałów, pamiętników i dokumentów; zniknęły też dawniejsze
ograniczenia. A mimo to nie pracowano nad żadną nową ogólną syntezą. W 1994 roku minęła
pięćdziesiąta rocznica Powstania i wciąż nie ukazała się żadna obszerniejsza rewizja. Istniało
niebezpieczeństwo, że rocznica sześćdziesiąta - praktycznie ostatnia większa okazja do uroczystości, w
której mogłaby jeszcze wziąć udział znacząca grupa tych, którzy przeżyli - również minie i nie będzie
dniem, w który można by złożyć Powstaniu należny hołd.
Prowadziłem badania, coraz więcej czytałem i moja ocena zmieniała się w miarę lektury. Na
początku byłem skłonny przyjąć wiele z konwencjonalnego obrazu, w którym desperacka odwaga
polskiego podziemia pozostaje w ostrym kontraście z krótkowzrocznością jego przywódców. Im więcej
się dowiadywałem, tym wyraźniej dostrzegałem, że ten konwencjonalny obraz jest obrazem fałszywym,
że zrodził się z bolesnego doświadczenia klęski, z diabolicznej propagandy komunistów, z niezdolności
historyków do przeprowadzenia krytycznej analizy sojuszu aliantów. Dziś powiedziałbym, że Powstanie
Warszawskie było wspaniałym zbrojnym zrywem, który przeszedł wszelkie oczekiwania, i że decyzja o
jego rozpoczęciu - choć z konieczności ryzykowna - nie była lekkomyślna ani tym bardziej „zbrodnicza".
Ponadto chciałbym twierdzić, że chociaż Powstanie upadło, to jednak szczególnych przyczyn i
konsekwencji jego upadku nie można było przewidzieć,
12
a niewątpliwych pomyłek i błędnych ocen ze strony przywódców Powstania nie powinno się uważać
za czynnik o decydującym znaczeniu. Siły zbrojne Polski z czasu wojny nie walczyły w pełnej izolacji.
Tworzyły część potężnej koalicji aliantów, która w 1944 roku stała u progu zwycięstwa. Wszyscy
członkowie sojuszu mieli swoje prawa i swoje zobowiązania. Główną odpowiedzialność za
funkcjonowanie koalicji ponosiła jednak Wielka Trójka, która uporczywie starała się zatrzymać dla
siebie prawo do tworzenia wszystkich strategicznych planów i przeprowadzania wszystkich
poważniejszych debat wojskowych i politycznych.
Swoje wnioski sformułowałem w innym miejscu tej książki (zob. Raport przejściowy). Jednakże
może warto podkreślić, że moim celem była nie tyle polemika z istniejącymi interpretacjami, ile
stworzenie spójnej opowieści: chciałem po prostu opowiedzieć tę historię tak, jak ją widzę. Szczególnie
ważne były dwa aspekty tego zadania. Po pierwsze, uważałem, że sprawą o podstawowym znaczeniu jest
umieszczenie Powstania na tle długiej chronologii zdarzeń i uwzględnienie faktów, które nastąpiły przed
rokiem 1944 i później. Główny trzon książki objął zatem okres od roku 1939 do roku 1956, z dość
obszernym rozszerzeniem narracji na czas od roku 1956 do dziś. Po drugie, szybko doszedłem do
przekonania, że podstawową wadą istniejących opracowań - zwłaszcza w przypadku polskich autorów -
jest minimalizacja roli sojuszu aliantów, do którego przecież Polska należała, i kierowanie krytyki niemal
wyłącznie przeciwko bezpośrednim polskim uczestnikom dramatu. W rezultacie przeanalizowałem
wydarzenia i niedociągnięcia agend działających nie tylko w Berlinie i w Warszawie, ale także w
Londynie, Waszyngtonie i Moskwie. Ostatecznie zdecydowałem, że podstawowe pytanie, jakie należy
postawić, brzmi nie „dlaczego powstańcy nie zdołali osiągnąć swoich celów?", lecz „dlaczego w ciągu
dwóch miesięcy wahań i deliberacji zwycięscy alianci nie zorganizowali pomocy?".
Oryginalne anglojęzyczne wydanie - Rising '44 - ukazało się w wydawnictwie Macmillan w
październiku 2003 roku. Wydanie amerykańskie ukaże się w maju lub czerwcu 2004 roku w
wydawnictwie Viking Penguin równocześnie z poprawionym wydaniem brytyjskim w miękkiej okładce.
Niemiecki przekład - przygotowywany przez wydawnictwo Droemer Verlag -powinien trafić na rynek
mniej więcej w tym samym czasie co tłumaczenie polskie przygotowywane przez Wydawnictwo Znak na
sześćdziesiątą rocznicę Powstania. Opowieść o Powstaniu niewątpliwie odbije się najmocniejszym i
najszerszym echem w dwóch krajach - w Polsce i w Niemczech. Można uznać za szczęśliwy zbieg
okoliczności to, że Polacy i Niemcy będą czytać o tym najtragiczniejszym z konflikcie w momencie,
13
gdy oba narody akurat staną się równorzędnymi partnerami w Unii Europejskiej.
Z punktu widzenia autora pierwsze reakcje na Rising ’44 były bardziej niż zadowalające. Pozytywne
recenzje ukazały się w niemal wszystkich ważniejszych brytyjskich gazetach i czasopismach, a także w
wielu czołowych katalogach nowych książek.
W powitalnej salwie na łamach „Sunday Thelegraph” wybitny historyk wojskowości, sir Max
Hastings, któremu zresztą nie zabrakło własnych pomysłów, zawarł wiele wylewnych pochwał. „Norman
Davies wie o Polsce więcej niż jakikolwiek inny historyk na zachodzie – pisał. – Z tej wybitnej książki
przebija zarówno jego wiedza, jak i jego pasja. (...) Davies napisał wzruszającą elegię na cześć tamtych
skazanych na zagładę romantyków, którzy w 1944 roku walczyli z taką szlachetnością i z tak tragicznym
skutkiem. (...) Nieszczęściem Polaków było to, że byli znienawidzeni i przez Rosjan, i przez Niemców i
że przygląda im się obojętnie większość zachodnich aliantów” 2
Jak wielu innych recenzentów, Richard Overy, historyk współczesnych Niemiec, był niezbyt
zadowolony z nazewniczych eksperymentów autora. Ale mimo to nazywa go „mistrzem narracji” 3 .
Angus McQueen, filmowiec świetnie znający Europę Środkową, podkreśla „wielki cynizm polityczny
wielkich mocarstw”, który „okazuje się przytłaczający w zestawieniu z idealizmem bojowników
2 Max Hastings, „Sunday Telegraph" 19 października 2003.
3 Richard Overy, A City Up in Arms, „Literary Review" grudzień 2003/styczeń 2004.
 
 
Zgłoś jeśli naruszono regulamin