Barker Margaret - Greckie wesele.pdf
(
491 KB
)
Pobierz
7131197 UNPDF
Margaret Barker
Greckie wesele
ROZDZIAŁ PIERWSZY
Chloe nie przestawała machać na pożegnanie Rachel
i Sam, które ciągle podskakiwały na brzegu. Straciła
z oczu ukochane córeczki, gdy łódź wypłynęła z zatoki
Nymborio i wzięła kurs na przystań na wysepce Ceres.
Zawsze, gdy udawała się na dyżur do szpitala, było jej
przykro, że nie może poświęcić córkom więcej czasu.
Na dodatek tego dnia musiała być w pracy znacznie
wcześniej.
Miała jednak świadomość, że zostawia je w wyjąt
kowo dobrych rękach, ponieważ odkąd wróciła do
pracy, jej matka Pam wzięła je pod swoje opiekuńcze
babcine skrzydła. Pam przepadała za wnuczkami i wraz
z gosposią Marią zajmowała się nimi, gdy Chloe była
w szpitalu. Jeszcze przed południem ona lub Anthony,
ojciec Chloe, odwiozą je do szkoły na Ceres.
Patrząc na roziskrzone w porannym słońcu wody
Morza Śródziemnego, Chloe przypomniała sobie bez
troski urlop, który spędziła na Ceres, zanim urodziły się
bliźniaczki.
Pospiesznie odsunęła od siebie to wspomnienie.
Bardzo rzadko pozwalała sobie na bezproduktywne
marzenia. Po co myśleć o czymś, co mogłoby się
wydarzyć, gdyby... Poczuła dziwny chłód. Ogarnęło ją
niczym nie uzasadnione poczucie zagrożenia.
- Chloe, co ci jest? - zaniepokoił się Manolis,
wioślarz, złota rączka, ogrodnik oraz małżonek nieza
stąpionej Marii. Nie uwierzył jej, chociaż zapewniła go,
że nic złego się nie dzieje. - Miałaś bardzo niewyraźną
minę. Byłoby głupio, gdyby dyrekcja musiała zamknąć
szpital z powodu choroby najważniejszej pielęgniarki.
- Wcale nie jestem taka ważna.
Manolis zarzucił cumę na słupek.
- Maria powiedziała, że masz pod sobą całe piętro.
Ona mówi, że jesteś wyjątkowo ważna. I że bez ciebie
trzeba by zamknąć cały szpital. - Pomógł jej wysiąść.
- Moja praca jest rzeczywiście bardzo odpowiedzia
lna, ale mam bardzo dobry zespół. Ktoś na pewno by
mnie zastąpił. Poza tym mamy wielu świetnych spec
jalistów.
- Przypłynąć po ciebie o zwykłej porze?
- Zadzwonię w ciągu dnia i powiem ci, o której będę
wolna. Dzisiaj zaczyna u nas pracę nowy położnik. Nasz
dyrektor, doktor Michaelis, poprosił mnie, żebym się
nim zajęła, więc nie mam pojęcia, kiedy skończę.
- Dawno nie widziałem doktora Michaelisa - zadu
mał się Manolis. - Jak mu się układa z Sarą?
- Jej zdaniem fantastycznie. - Uśmiechnęła się.
- Wszystkie wolne chwile spędzają razem w swoim
gniazdeczku. Zamierzają wziąć ślub. W sierpniu.
- Mamy już czerwiec! To za chwilę! Mam nadzieję,
że będę zaproszony.
- To zrozumiałe! - zawołała, przekrzykując huk
motoru.
Szła brukowanym placem, mijając skrzynki pełne
ryb i warzyw. Myślała o swojej siostrze Sarze i Michae-
lisie. Na początku zanosiło się na krótki burzliwy
romans, lecz wkrótce oboje uznali, że są sobie prze
znaczeni. Czego miłość nie potrafi?!
Westchnęła. Cieszy się szczęściem siostry, ale nie
będzie się rozklejać w drodze do pracy. Czeka ją
męczący dzień, lecz to właśnie praca pomogła jej
przetrwać najtrudniejsze chwile w życiu. Co chciałaby
zmienić, gdyby można było cofnąć czas? Nie warto
zawracać sobie głowy takimi rozważaniami. Co się
stało, to się nie odstanie. Można tylko iść do przodu.
Gdy weszła do recepcji, zawołała ją Michelle.
- Doktor Michaelis prosił, żebyś od razu poszła do
jego gabinetu. Już tu jest! Ten nowy! - Zniżyła głos.
- Piekielnie przystojny. Spodoba ci się.
- Nie obchodzi mnie, jak wygląda. Najważniejsze,
żeby znał się na położnictwie. - Była to prawda. Przykre
doświadczenia oduczyły ją interesowania się płcią prze
ciwną. Nie w głowie jej romanse. Poza tym ten nowy
lekarz na pewno jest żonaty.
W szatni dla personelu pospiesznie przebrała się
w granatowy strój. Przeciskając się między kartonem
papieru toaletowego a pudełkami z mydłem, podeszła
do lustra, by zrobić porządek z włosami potarganymi
przez morską bryzę.
Jej jasne włosy sięgały aż do ramion. Rozczesała je,
związała i wsunęła pod pielęgniarski czepek. Na od
chodnym powiodła wzrokiem po kartonach i pudłach.
Należy je jak najszybciej uprzątnąć. Porozmawia o tym
z Michaelisem.
Z uśmiechem na twarzy ruszyła do gabinetu dyrek
tora. Czuła, że pielęgniarstwo jest jej życiową pasją. Nie
znosiła bałaganu, jak przystało na prawdziwą pielęg
niarkę. Taką jak te potwory ze szkoły pielęgniar
skiej! Ma dopiero dwadzieścia osiem lat, a zaczyna
myśleć jak kobieta czterdziestoletnia. Ale czy to
źle, że nie interesuje ją nic poza pracą i córka
mi? Przecież to właśnie obiecała sobie po śmierci
Patricka.
Zapukała do drzwi.
- Witaj, Chloe. Widzę, że Michelle przekazała ci
moją prośbę. - Narzeczony jej siostry miał ciemną
karnację, był wysoki i przystojny. Odkąd Sara u niego
zamieszkała, zaczął dbać o wygląd. Tego dnia miał na
sobie elegancki, jasny garnitur. Nowy. To znaczy, że
Sarze udało się go namówić na wyprawę do sklepów
w Rodos. - Pozwól, że ci przedstawię doktora Petrosa.
Demetrius jest położnikiem, więc często będziecie
razem pracowali. Już mu wyjaśniłem, że od kiedy stąd
wyjechał, w szpitalu zaszło sporo istotnych zmian.
Aktualnie cały personel pracuje tam, gdzie jest akurat
najbardziej potrzebny, lecz z jego specjalizacją...
- Urwał. - Co ci jest? Nagle zbladłaś. Lepiej usiądź.
- Już podawał jej szklankę wody.
- To przez ten upał. Spieszyłam się do pracy. - Nie
mogła oderwać wzroku od postaci, która stała pod
oknem. Niemożliwe. Ale imię i nazwisko jest to samo.
- Demetrius - szepnęła łamiącym się głosem.
Mężczyzna podszedł, by się jej przyjrzeć. Trwało to
wieki. Zachował pokerową twarz i tylko dłonie zaciś
nięte w pięści pozwoliły jej domyślić się, że przypomina
sobie, co kiedyś ich łączyło. To dziwne przeczucie,
które ogarnęło ją jeszcze na łodzi...
Plik z chomika:
Neorator
Inne pliki z tego folderu:
Brown Dan - Zwodniczy punkt.exe
(581 KB)
Brown Dan - Kod Leonarda da Vinci.exe
(425 KB)
Brown Dan - Cyfrowa twierdza.exe
(361 KB)
Baczyński Krzysztof - sen w Granicie Kuty.zip
(499 KB)
Bakterie w ....zip
(13921 KB)
Inne foldery tego chomika:
A
C
D
E
F
Zgłoś jeśli
naruszono regulamin