Margaret Barker - Narzeczona doktora.pdf

(656 KB) Pobierz
med314
Margaret Barker
Narzeczona doktora
Tłumaczył
Aleksander Glondys
ROZDZIAŁ PIERWSZY
Samolotem rzucało na wszystkie strony. Sara przy-
trzymała si˛ umywalki, by nie upa´´. W toalecie prze-
bywała ju˙ od kilku minut i chciała jak najszybciej
wyj´´, by nie prowokowa´ niepotrzebnych pyta´ .
W dodatku istniało ryzyko, ˙e kto´ b˛dzie potrzebo-
wał lekarza, i załoga zacznie jej szuka´. Sara zgodziła
si ˛ słu˙y´ swoja ˛ pomoca ˛ podczas lotu, w zamian za co
linie lotnicze dały jej miejsce w klasie biznes za cen˛
biletu normalnego.
Po raz kolejny spojrzała na trzymany w r ˛ ku test.
Nie ma wa˛tpliwo´ci – jest w cia˛˙y. Pokr˛ciłagłowa˛
z niedowierzaniem i wyszła z toalety. Nieco otumanio-
na przeciskała si ˛ przez rz ˛ dy foteli, by jak najszybciej
usia˛´´ i zebra´ my´li.
No c´ ˙, cia˛˙a to nie koniec ´wiata. Mo˙e w tej
chwili tak jej si ˛ wydaje, ale tylko dlatego, ˙e jest
w szoku.
Wyjrzała przez okno, staraja˛c si˛ uspokoi´. Pod
brzuchem samolotu przesuwały si˛ o´nie˙one szczyty
Alp. Mimo ˙ebył stycze´ , w Londynie, kt´ ry za soba˛
zostawiała, nie spadł nawet płatek ´niegu. Widok z ok-
na wyra´nie jej u´wiadamiał, jak bardzo zmienia si˛
jej ˙ycie.
Wr´ ciła my´lami do chwili, gdy po raz pierwszy
4
MARGARET BARKER
zauwa˙yła symptomy cia˛˙y. Mdło´ci pojawiały si˛ ju˙
od kilku dni, ale dopiero dzisiejszego ranka stały si˛ na
tyle silne, ˙e nie mogła ich ignorowa´. Pozałatwiała
wszystkie formalno´ci zwia˛zane ze zmiana˛ pracy,
a potem poszła do apteki i kupiła test cia˛˙owy. Nie
miała jednak czasu go u˙y´.A˙ do teraz.
– Czy mog˛ zaproponowa´ szampana? – Jej roz-
my´lania przerwał uprzejmy głos stewardesy.
Sara podzi ˛ kowałais ˛ cza ˛ c delikatny płyn, u´wia-
domiła sobie, ˙e jej obecny stan ła˛czy si˛ wła´nie
z nim. A konkretnie z po˙egnalna˛ wizyta˛ byłego chło-
paka, Robina. Wpadł do niej w drodze na przyj˛cie, na
kt´ re kupił dwie butelki szampana. Wspominaja˛c sw´ j
romans, otworzyli jedna˛ z nich i wypili po kieliszku.
Wspomnienia zaczynały coraz bardziej od˙ywa´
w ich pami˛ci, potem tak˙e emocje. Wypili nast˛pny
kieliszek, potem jeszcze jeden. Ostatecznie mieli co
´wi˛towa´. Oboje otrzymali bardzo atrakcyjne propo-
zycje pracy. Zbli˙ało si˛ Bo˙e Narodzenie, no i wypa-
dało zako´ czy´ wmiłym nastroju ich zwia˛zek. Bo
cho´ si˛ rozstawali, czynili to bez wzajemnych uraz´ w
i pretensji.
Ani on, ani Sara nie czuli si˛ gotowi na zwia˛zek na
całe˙ycie. Chcieli do maksimum wykorzysta´ mło-
do´´, zwiedzi´ ´wiat i nacieszy´ si ˛ wolno´cia ˛ , nie
maja˛cnagłowie rodziny i zobowia˛za´ .
Nie wiedza˛c kiedy, sko´ czyli obydwie butelki. W ja-
kim´ momencie, gdy Robin rozwodził si ˛ na temat
swych niebosi˛˙nych plan´ w, nachylił si˛ i obja˛ł Sar˛.
To wystarczyło, by ogarn˛ła ich ciepła fala nostal-
gii za wsp´ lnie sp ˛ dzonymi chwilami. I stało si ˛ ...
NARZECZONA DOKTORA
5
Potrza˛sn˛łagłowa˛. Jak mogła by´ tak nierozsa˛dna?
Co ja˛ skusiło, by jeszcze ten jeden raz i´´ z Robinem
do ł´ ˙ka?! Zamiast sympatycznego zako´ czenia ro-
mansu, zafundowała sobie komplikacj˛, z kt´ ra˛ niełat-
wo b˛dzie si˛ upora´.
Komplikacj ˛ ? To jest katastrofa! Bo Sara leciała
wła´nie do Rzymu obja˛´ posad˛ lekarki...
Nurtowałyj˛ setki pyta´ . Ile miesi˛cy b˛dzie w sta-
nie pracowa´? Gdzie ma wychowywa´ dziecko? We
Włoszech czy w Anglii? Je´li w Anglii, gdzie ma rodzi-
c´ w i siostr˛, konieczna b˛dzie rezygnacja z nowej po-
sady. Je´li we Włoszech, to b˛dzie musiała pracowa´,
by utrzyma´ siebie i dziecko. A kto podczas jej pracy
zajmie si˛ niemowl˛ciem?
Pozostaje jeszcze kwestia praw rodzicielskich Ro-
bina. A to oznacza, ˙e najpierw musi mu oznajmi´,˙e
zostanie ojcem. Nie paliła si˛ do tego, tak ze wstydu,
jak i przekonania, ˙e Robin zupełnie nie nadaje si˛ do
tej roli.
Ale jako biologiczny ojciec ma prawa do dziecka.
Jak zareaguje? Czy b˛dzie ja˛ przekonywał, by wr´ cili
do siebie ze wzgl ˛ du na dobro dziecka? Na to nie
mogłaby si˛ zgodzi´. Odczuwała zbyt wielka˛ ulg˛, gdy
w ko´ cu si˛ rozstali.
– Doktor Montgomery? – usłyszałagłos stewar-
desy.
– Tak?
– Jedna z pasa˙erek, mała dziewczynka, ´le si ˛
poczuła – wyja´niła stewardesa. – Ma kłopoty z od-
dychaniem. Czy pani doktor mogłaby na nia˛ zerkna˛´?
– Oczywi´cie.
6
MARGARET BARKER
Umysł Sary natychmiast si˛ przestawił i z trapionej
obawami kobiety przemieniła si˛ w lekarza. Gdy dota-
rła na miejsce, zauwa˙yła blada ˛ dziewczynk ˛ le˙a ˛ ca ˛
na podłodze w ogonie samolotu, na rozło˙onych przez
załog˛ poduszkach. Sara szybko stwierdziła, ˙e dziew-
czynka ma duszno´ci.
– To Judy – przedstawiłamała˛ stewardesa. – Ma
osiem lat i podr´ ˙uje do Rzymu pod nasza˛ opieka˛.
– Witaj, Judy. – Sara u´miechn ˛ ła si ˛ , podło˙yła
pod plecy dziewczynki dło´ i pomogłajejusi˛´´. – Na-
zywam si˛ Sara Montgomery i jestem lekarka˛. A teraz
powiedz, skarbie, co si˛ dzieje.
– Nie mog˛ oddychac´–odparła Judy. Miała´wisz-
cza˛cy oddech. – W og´ le nie mog˛ nabra´ gł˛boko
powietrza.
– Miała´ ju˙ kiedy´ podobne objawy?
– Dwa lata temu miałam astm˛. Ale potem mi
przeszło.
– Problem w tym – odparła Sara, odgarniaja˛c grzy-
wk˛ ciemnych włos´ w z czoła dziecka – ˙e astma
wła´ciwie nigdy nie znika. Czasem lubi powraca´. Ale
nie ma si ˛ co martwi´ na zapas, a przede wszystkim
musz˛ ci jako´ pom´ c. Na razie podam ci tlen, ˙eby´
mogła swobodnie oddycha´. Zgoda?
Widza ˛ c, ˙e dziewczynka kiwa głowa ˛ , Sara nało˙yła
jej mask˛ tlenowa˛ na twarz.
– Teraz musisz si˛ rozlu´nic´–instruowała dalej.
– O tak, ´wietnie. Oddychaj spokojnie, staraja ˛ c si ˛
o niczym nie my´le´. Za chwil˛ poczujesz si˛ lepiej.
Dziewczynka ponownie skin˛łagłowa˛. Sara kuc-
n ˛ ła przy niej i oparła si ˛ plecami o ´cian ˛ samolotu.
Zgłoś jeśli naruszono regulamin