Brown Sandra -Chase.pdf
(
836 KB
)
Pobierz
8820666 UNPDF
PROLOG
- Chase, proszę, wyjdźmy stąd. Nie powinniśmy jej teraz
niepokoić.
Słowa te musiały przebić się przez ból i narkotyki, żeby
dotrzeć do jej świadomości. Jakoś dotarły. Marcie Johns uchy
liła zapuchnięte powieki. Chociaż w szpitalnej sali panował
półmrok, skąpe światło dnia, które przenikało przez zaciąg
nięte zasłony, zdawało się razić. Potrwało chwilę, zanim jej
oczy przyzwyczaiły się do jasności.
Przy jej łóżku stał Chase Tyler. Towarzyszył mu młodszy
brat, Lucky. Od razu go rozpoznała, mimo iż nigdy wcześ
niej się nie spotkali. Chase wpatrywał się w nią intensywnie,
a Lucky sprawiał wrażenie zalęknionego.
Nie była pewna pory dnia. Wydawało się jej, że to po
ranek, który nastąpił po tym fatalnym wypadku samochodo
wym. Nieco wcześniej personel szpitala przeniósł ją z od
działu intensywnej terapii na normalną salę w Szpitalu Me
todystów św. Lucky'ego.
Badał ją cały zespół lekarzy, a każdy z nich był specja
listą w innej dziedzinie. Poinformowano ją, że obrażenia są
poważne, ale nie zagrażają życiu. Doznała wstrząsu móz
gu, miała złamaną rękę i obojczyk i znajdowała się w szoku.
Cieszyła się, że żyje, a optymistyczne rokowania, iż od
zyska pełne zdrowie, przyniosły jej ulgę. Niepokoiło ją, że
nikt nie wspomniał nawet o Tani. Gdy odzyskała przytomność
na oddziale intensywnej terapii, zaczęła się o nią dopytywać.
W końcu powiedziano jej, że Tania Tyler zmarła wskutek
obrażeń doznanych w chwili zderzenia. Student Wyższej
Szkoły Technicznej w Teksasie, jadący do domu na wakacje,
5
nie zatrzymał się przed znakiem „stop" i spowodował kolizję,
uderzając w bok samochodu.
Marcie jechała przypięta pasem bezpieczeństwa. Mimo to
siła uderzenia rzuciła ją w bok, potem w górę i w przód.
Głową trzasnęła o deskę rozdzielczą, w wyniku czego twarz
miała posiniaczoną i poocieraną. Oczy były mocno podbite,
a nos i wargi potłuczone i spuchnięte. Teraz ramię znajdo
wało się w specjalnym uchwycie, który je unieruchamiał.
W wypadku zginęła żona Chase'a.
W ciągu niecałych dwudziestu czterech godzin Chase bar
dzo się zmienił. Rysy twarzy nosiły teraz ślady cierpienia.
Był rozczochrany, nie ogolony, miał podkrążone oczy. Z tru
dem go rozpoznała.
Tylerowie zaangażowali ją jako pośredniczkę handlu nieru
chomościami, ale pracowała wyłącznie z Tanią. W ciągu kil
ku tygodni obejrzały kilka posiadłości. Entuzjazm Marcie na
widok pewnego szczególnego domu okazał się do tego stopnia
zaraźliwy, że Tania niemal się w nim zakochała. Chciała je
szcze tylko poznać opinię Chase'a.
Chase'a Tylera i Marcie Johns przez trzynaście lat łączyła
wspólna klasa. Od tego czasu nie widzieli się jednak całe
lata, aż do wczoraj, kiedy to niespodziewanie Tania posta
nowiła wpaść z nią do Chase'a do pracy, do biura Spółki
Wiertniczej Tylera.
- Sówka! - Wstał i okrążył biurko, by przywitać ją uści
skiem dłoni i krótkim, przyjaznym objęciem.
- Cześć, Chase - powiedziała, śmiejąc się ze swojego
przezwiska ze szkolnych lat. - Miło cię znowu widzieć.
- Dlaczego nie pojawiłaś się na żadnym zjeździe naszej
klasy? - Jego uśmiech sprawił, że uwierzyła mu, gdy dodał: -
Wyglądasz fantastycznie!
- Nie mogę ścierpieć, że zwracając się do niej, używasz
tego okropnego przezwiska! - wykrzyknęła Tania.
- Nie obraziłaś się chyba, prawda? - spytał Chase.
- Jasne, że nie. Skoro tolerowałam je jako nastolatka, to
tym bardziej mogę je znieść jako osoba dorosła. Mieszkałam
kilka lat w Houston i jakoś nigdy nie udało mi się przyjechać
na spotkanie klasowe.
Jeszcze raz wyraził jej swoją aprobatę.
- Naprawdę wspaniale wyglądasz, Marcie. Lata były dla
ciebie więcej niż łaskawe. Wręcz szczodre, śmiem twierdzić.
Słyszałem, że interesy też ci doskonale idą.
- Dziękuję, rzeczywiście tak jest. Bardzo się cieszę, że
mam własną firmę. Od roku już występuje zastój w całej
gospodarce, ale mnie się udaje jakoś prosperować.
- Szkoda, że nie mogę tego samego powiedzieć o sobie -
z żalem zauważył Chase.
- Och, ale za to macie inne, szczególne powody do radości.
- Powiedziałam jej o dziecku - poinformowała go Tania. -
Przekonała mnie, że stać nas na dom pomimo skromnego
budż.etu, tym bardziej iż teraz jest idealny czas na kupowanie.
Dla kupujących rynek stoi otworem.
- Czy mam już wyciągnąć książeczkę czekową? - spytał
z lekką ironią.
- Jeszcze nie. Marcie i ja chcemy, abyś pojechał z nami
i zobaczył dom, który oglądałyśmy wczoraj. Myślę, że byłby
dla nas doskonały. Pojedziesz?
- Kiedy? Teraz?
- Tak.
- Przykro mi, kochanie, ale w tej chwili nie mogę - odparł
Chase.
Na ożywionej twarzy Tani pojawiło się zakłopotanie.
- Kiedy indziej pojechałbym z przyjemnością, ale teraz
oczekuję właśnie przedstawiciela towarzystwa ubezpiecze
niowego. Miał się tu zjawić natychmiast po lunchu, zawia
domił mnie jednak telefonicznie, że przyjdzie nieco później.
Muszę na niego zaczekać.
- Czytałam w porannych gazetach, że twój brat został
uwolniony od tych śmiesznych podejrzeń o podpalenie - ode
zwała się Marcie. - Czy macie jakieś problemy, Chase?
- Nie - odparł. - Po prostu musimy przeprowadzić inwen-
6
7
taryzację całego sprzętu, spisać, co straciliśmy, i omówić na
sze roszczenia.
Tania westchnęła z rozczarowaniem.
- No, to może jutro.
- Może jeszcze dzisiaj, tylko później. Jedźcie teraz same -
zaproponował - a jeśli nadal będziecie tak podekscytowane
domem, zadzwońcie do mnie. Jak ten facet już sobie pójdzie,
dołączę do was. Oczywiście, Marcie, o ile dysponujesz wol
nym czasem.
- Zarezerwowałam dla ciebie i Tani całe popołudnie.
Tania z uśmiechem zarzuciła Chase'owi ręce na szyję
i głośno pocałowała go w usta.
- Kocham cię, a ty z pewnością pokochasz ten dom.
Objął ją w talii i mocno przycisnął do siebie.
- Na pewno tak się stanie, ale nigdy nie będę go kochał
tak mocno jak ciebie. Zadzwoń do mnie później.
Odprowadził je do drzwi i pomachał ręką. Był to ostatni
raz, gdy Tania i Chase widzieli się, dotykali, całowali.
Marcie z Tanią pojechały samochodem do domu, który
miał być przedmiotem transakcji.
- Chase z pewnością go polubi - odezwała się Tania, gdy
przemierzały kolejny, obszerny pokój. Była tak ożywiona jak
dziecko, któremu obiecano niespodziankę. Miała słodki
uśmiech, oczy iskrzyły się niekłamaną radością życia.
Teraz Tania nie żyła.
Widok pogrążonego w rozpaczy wdowca sprawił, że Mar
cie ścisnęło się serce.
- Chase, przykro mi. Tak bardzo mi przykro. - Chciała
wyciągnąć rękę i dotknąć go, spróbowała nawet, ale zdała
sobie sprawę, że zarówno ręka, jak i obojczyk są unieru
chomione.
Czy winił ją za to, że była nierozważnym kierowcą? Czy
obciążał ją odpowiedzialnością za ten wypadek? Czy można
było ją winić?
- My... my go nie widziałyśmy. - Jej głos był słaby
i brzmiał obco nawet dla własnych uszu. - Był tylko hałas i...
Chase usiadł na krześle przy jej łóżku. Trudno było wprost
uwierzyć, że to ten sam mężczyzna, którego widziała wczoraj.
Wysoki, z ujmującą prezencją, teraz siedział zgarbiony. Linie
twarzy zdeformowała tylko ta jedna noc. Żywe szare oczy
nabiegły krwią, wyglądały jak pozbawione życia. Nie odbijały
światła, zupełnie jakby były martwe.
- Chcę dowiedzieć się wszystkiego o Tani. - Gdy wy
mówił jej imię, głos mu się załamał. - W jakim była nastroju?
Co mówiła? Jakie były jej ostatnie słowa?
Lucky jęknął.
- Chase, oszczędź sobie tego.
Chase z irytacją strząsnął z ramienia dłoń brata.
- Powiedz mi, Marcie, co mówiła, co robiła gdy... gdy
ten gnojek ją zabił.
Lucky ukrył twarz w dłoniach i masował palcami skronie.
Był tak samo rozstrojony jak brat. Tylerowie byli rodziną
zżytą. Gdy ktoś z nich potrzebował wsparcia, pocieszenia
czy obrony, nigdy nie doznał zawodu. Marcie domyślała się,
jak musieli niepokoić się o Chase'a. Potrafiła również zro
zumieć potrzebę dowiedzenia się o wszystkim, co łączyło
się z ostatnimi momentami życia jego młodej żony.
- Tania się śmiała - wyszeptała Marcie.
Środki przeciwbólowe z wolna przestawały działać i na
rastający ból spowodował, że zaczęła mówić coraz bardziej
niewyraźnie. Z trudem dobierała właściwe słowa. Wypowia
danie ich stało się prawdziwą męką. Mimo to usilnie starała
się być zrozumiana. Wiedziała, że musi to zrobić dla Chase'a.
- Rozmawiałyśmy o domu. Ona... ona była... bardzo nim
podekscytowana.
- Zamierzam kupić ten dom. - Chase skierował wzrok
na Lucky'ego. Oczy miał dzikie i rozbiegane. - Kup go za
mnie. Ona pragnęła go mieć, więc będzie go miała.
- Chase...
- Kup ten cholerny dom! - ryknął. - Czy możesz przy
najmniej to dla mnie zrobić bez wdawania się w zbędne
dyskusje?
8
9
- W porządku.
Jego dziki, nieopanowany wybuch wstrząsnął osłabionym
systemem nerwowym Marcie. Kolejny dreszcz bólu przeszył
jej nadwerężone ciało. Wybaczyła mu. Rany, jakich doznał
w wyniku tego wypadku, także były ranami.
Każdemu, kto widział Chase'a i Tanie razem, wydawało
się oczywiste, że łączy ich szczególne uczucie. Tania uwiel
biała go, a on obsypywał ją pieszczotami, zwłaszcza od czasu,
gdy nosiła w swoim łonie ich pierwsze dziecko. Wypadek
pozbawił go za jednym zamachem obu kochanych istot.
- Tuż przedtem, jak wjechałyśmy na skrzyżowanie, spytała
mnie o zdanie na temat koloru... - Jej ramię przeszył nagły,
ostry ból. Nie mogła zapobiec wykrzywieniu twarzy. Roz
paczliwie zapragnęła zamknąć oczy i poddać się działaniu
narkotyków, by zapaść w stan nieświadomości i nie odczu
wać udręki, jaka towarzyszyła jej od chwili odzyskania przy
tomności.
Bardzo jednak chciała przynieść ulgę Chase'owi. Jeśli roz
mowa o Tani mogłaby uśmierzyć ból, będzie ją desperac
ko kontynuować, opanowując w miarę możliwości własną
niemoc.
- Pytała mnie... na jaki kolor powinna pomalować sypial
nię... dla dziecka.
Chase ukrył twarz w dłoniach.
- Chryste!
Łzy spływały mu między palcami i wolno toczyły się
w dół. Widok ten przysporzył Marcie więcej bólu niż brutalna
kraksa samochodowa.
- Chase - wyszeptała ochryple - czy winisz mnie za to?
Nie odrywając rąk od twarzy, potrząsnął przecząco głową.
- Nie, Marcie, nie. Winę przypisuję Bogu. To on ją zabił.
On zabił moje dziecko. Dlaczego? Tak ogromnie ją kochałem.
Kochałem. - Głos przeszedł w szloch.
Lucky zbliżył się i w geście pocieszenia położył rękę na
ramieniu brata. Również w oczach młodszego mężczyzny
Marcie dostrzegła łzy. Wydawało się, że walczy z bólem we
własnym sercu. Ostatnio Lucky przeżywał ciężkie chwile,
gdyż został oskarżony o podłożenie ognia w garażu Tyler
Drilling. Chociaż w końcu definitywnie odparto zarzuty, a pra
wdziwego winowajcę osadzono w areszcie, najwidoczniej ta
ciężka próba pozostawiła ślady.
Marcie szukała w myślach czegoś pocieszającego, co mo
głaby powiedzieć, ale słowa otuchy ulatywały i stawały
się abstrakcją. Zmęczony umysł nie potrafił ich uchwycić.
W istocie nie było to ważne. Cokolwiek by powiedziała,
zabrzmiałoby banalnie.
„Boże, w jaki sposób mogę mu pomóc?"
Należała do osób, które bezradność odczuwały jak prze
kleństwo. Poczucie niemożności wpędzało ją w depresję.
Wlepiła wzrok w jego pochyloną głowę i zapragnęła go do
tknąć, objąć, wchłonąć ten ból, by nie cierpiał.
Przysięgła sobie, że pewnego dnia, jakimś sposobem, przy
wróci życie Chase'owi Tylerowi.
10
1
i otworzył bramę, dając znak dwóm klownom, by postarali
się odwrócić uwagę byka i sprowokować go do opuszczenia
areny.
- Nigdy w życiu czegoś takiego nie widziałam. - Kobieta
nie mogła ochłonąć z wrażenia.
- Czy ci młodzi ludzie uczęszczają na jakieś specjalne
treningi? - chciał się dowiedzieć jej mąż.
Marcie od niedawna interesowała się ujeżdżaniem byków
i jej wiedza na ten temat była jeszcze skąpa.
- Tak, ćwiczą zręczność. Jest to niezbędne, ale dużo rów
nież zależy od szczęścia.
- Jak to?
- Zależy to także od tego, którego byka wylosuje kowboj
danego wieczoru.
- To znaczy, że niektóre są bardziej wściekłe, a inne
mniej ?
Marcie uśmiechnęła się.
- Wszystkie pochodzą ze specjalnych hodowli zwierząt
przeznaczonych na rodeo, ale każdy ma swoje humory i indy
widualne cechy.
Ich uwagę przyciągnęła druga brama, gdzie kolejny kowboj
przygotowywał się do występu. Byk stracił właśnie cierpli
wość i brykał tak gwałtownie, że zawodnikowi trudno było
wspiąć się na jego grzbiet. Kobieta z Massachusetts nerwowo
wachlowała twarz. Jej mąż siedział oczarowany bez reszty.
- Panie i panowie, wygląda na to, że nasz kolejny kowboj
zamierza zwyciężyć dziś wieczór - zagaił prezenter. - Czy
ktoś z państwa chciałby zająć jego miejsce? - Po krótkiej
pauzie zachichotał. - Tylko, proszę, nie wszyscy naraz! Ten
kowboj nie obawia się potężnego byka. W rzeczywistości
im niebezpieczniejszy występ, tym bardziej mu się podoba.
Brał udział w rodeo przez wiele lat, zanim się z tego wycofał.
Na arenę wrócił ponownie półtora roku temu, bynajmniej
nie zrażony faktem, że jest około dziesięciu lat starszy od
większości zawodników ujeżdżających byki. Pochodzi ze
wschodniego Teksasu. Czy jest może wśród was ktoś z Milton
- Panie i panowie, dziś wieczór ujrzycie nie tylko gro
madkę jurnych byczków, ale również kilku odważnych kow
bojów, którzy zdecydowali się je ujeżdżać! - Nosowy głos
prezentera niósł się echem przez przepastną arenę Will Ro
ger's Coliseum w Fort Worth, w stanie Teksas. - Osiem se
kund. Oto ile kowboj musi usiedzieć na grzbiecie byka. Cóż
to jest, myślicie państwo, ale uwierzcie mi, że to najdłuższe
osiem sekund, jakie możecie sobie wyobrazić. Nie znajdziecie
tu kowboja, który by temu zaprzeczył. Tak, szanowni państwo.
W świecie rodeo jest to najtrudniejsza, najniebezpieczniejsza
i najbardziej ekscytująca konkurencja. Oto dlaczego zacho
waliśmy ją na koniec.
Marcie spojrzała w kierunku swoich gości, zadowolona,
że dobrze się bawią. Przyprowadzenie ich na rodeo było
dobrym pomysłem. Czy istniał lepszy sposób, by ukazać im
prawdziwe oblicze Teksasu? Było to czymś w rodzaju chrztu
bojowego.
Prezenter odezwał się ponownie:
- Nasz pierwszy zawodnik, który wystąpi tego wieczoru,
Larry Schafer, pochodzi z Park City, w stanie Utah. W czasie
gdy nie ujeżdża byków, uprawia narciarstwo. Ten młody
człowiek, poszukujący mocnych wrażeń, panie i panowie, po
jawia się właśnie w bramie numer trzy na Cyklonie Charliem!
Powodzenia, Larry!
Małżeństwo z Massachusetts z zapartym tchem obserwo
wało, jak na arenę wpada byk z kowbojem uczepionym na
jego grzbiecie. Po kilku sekundach kowboj tarzał się w pyle,
broniąc się przed kopytami byka. Gdy tylko udało mu się
stanąć na nogi, podbiegł do ogrodzenia, wspiął się na nie
12
13
Plik z chomika:
Neorator
Inne pliki z tego folderu:
Brown Dan - Zwodniczy punkt.exe
(581 KB)
Brown Dan - Kod Leonarda da Vinci.exe
(425 KB)
Brown Dan - Cyfrowa twierdza.exe
(361 KB)
Baczyński Krzysztof - sen w Granicie Kuty.zip
(499 KB)
Bakterie w ....zip
(13921 KB)
Inne foldery tego chomika:
A
C
D
E
F
Zgłoś jeśli
naruszono regulamin