- Wszystko, na co mnie sta
wszystko, na co sta
któregokolwiek z nas to tylko
przyci
gni
cie ich uwagi. Naprawd
chcesz,
eby Władcy Cienia zdali sobie
spraw
z twojej obecno
ci?
- To jest tylko Czarna Kompania, co? Wzi
li swoj
fors
i zaryzykowali?
Nawet je
li czterdzie
ci tysi
cy Taglian miałoby zgin
wraz z nimi?
Usta Kopcia skurczyły si
na kształt zwi
dłej, małej
liwki. Na równinie
ludzkie morze obmyło pagórek, gdzie po raz ostatni zatkni
to sztandar Czarnej
Kompanii. Przypływ zmył go w kierunku wzgórz.
- Nie b
dziesz przypadkiem zadowolony ze sposobu, w jaki wszystko poszło,
prawda? - W głosie Łab
dzia zabrzmiały niebezpieczne tony, ju
nie szydził.
Kope
był zwierz
ciem politycznym, gorszym od krokodyla. Krokodyle mog
sobie zjada
swe młode, ale ich zdrady s
mo
liwe do przewidzenia.
Cho
w
ciekły jak diabli, Kope
odpowiedział głosem niemal
e czułym.
- Osi
gn
li wi
cej, ni
li si
nam
niło.
Równin
pokrywały ciała martwych i umieraj
cych ludzi i zwierz
t. Oszalałe
słonie bojowe miotały si
, całkowicie niezdolne do opanowania. Tylko jeden
legion taglia
ski zachował jeszcze sw
integralno
. Wyr
n
ł sobie przej
cie do
bram miasta, a potem osłaniał ucieczk
pozostałych
ołnierzy. Nad obozem
wojskowym, poło
onym po przeciwnej stronie miasta, rozbłysły płomienie.
Kompanii udało si
jeszcze zaszkodzi
swoim pogromcom.
Kope
rzekł na koniec.
- Przegrali bitw
, ale uratowali Taglios. Zabili jednego z Władców Cienia, a
pozostałym uniemo
liwili atak na Taglios. Pozostałych przy
yciu
ołnierzy b
d
musieli wykorzysta
do odbicia Dejagore.
- Wybacz, je
li mo
esz, ale nie ta
cz
z rado
ci z tego powodu. - warkn
ł
Łab
d
- Lubiłem tych chłopców. Nie podoba mi si
sposób, w jaki umy
liłe
sobie ich wystawi
.
Nerwy Kopcia były na wyczerpaniu.
- Oni nie walczyli o Taglios, Łab
d
Chcieli nas wykorzysta
, aby przebi
si
przez Ziemie Cienia do Khatovaru. Mogło to si
okaza
gorsze ni
panowanie
Władców Cienia.
Łab
d
potrafił rozpozna
racjonalizacj
, kiedy na ni
natrafił.
- A poniewa
nie mieli zamiaru liza
twoich butów, nawet je
li chcieli
uratowa
wasze dupy przed Władcami Cienia, doszedłe
do wniosku,
e wygodnie
b
dzie pozwoli
im tu zosta
.
ałosne, powiadam. To doprawdy byłoby pyszne
przedstawienie, widzie
, jak ta
czysz, gdyby jednak zwyci
yli, a ty musiałby
wypełni
swoj
cz
umowy.
- Daj spokój, Wierzba - powiedział Mather. Łab
d
nie zwrócił na
uwagi.
- Nazwij mnie cynikiem, Kope
, ale zało
si
o wszystko, co zechcesz,
e ty i
Radisha od samego pocz
tku kombinowali
cie, jak ich wypieprzy
. Co? Nie
mogli
cie pozwoli
, by prze
lizn
li si
chyłkiem przez Ziemie Cienia? Ale
wła
ciwie dlaczego nie, do diabła? Tego nigdy nie rozumiałem.
- To si
jeszcze nie sko
czyło, Łab
d
. - powiedział Klinga - B
d
cierpliwy.
Kope
te
kiedy
zapłacze.
Pozostali zapatrzyli si
na
. Odzywał si
tak rzadko,
e kiedy ju
otworzył
usta, wiedzieli, i
nale
y słucha
tego, co mówi. Co on wiedział?