Leszek Kołakowski-O wypowiadaniu niewypomnialnego.pdf
(
90 KB
)
Pobierz
8903307 UNPDF
L
ESZEK
K
OŁAKOWSKI
O wypowiadaniu
niewypowiadalnego:
j˛zyk i sacrum*
Zwró´my uwag˛ na niektóre osobliwo´ci j˛zyka religijnego, które ró˙nia˛ go od ´wieckie-
go. Zało˙yłem na pocza˛tku, ˙e j˛zyk „sacrum” jest j˛zykiem kultu, co oznacza, ˙e jego
składniki staja˛ si˛ sensowne w aktach interpretowanych przez wiernych jako kontakt
z Bogiem: w rytuale, w modlitwie, w mistycznym spotkaniu. Religia nie jest zbiorem
twierdze´, których sensowno´´ pochodzi z kryteriów ustalaja˛cych zakres odniesienia albo
ze sprawdzalno´ci. Poszczególne składniki j˛zyka „sacrum” musza˛ zdawa´ si˛ niezrozu-
miałe czy wr˛cz nonsensowne poza kontekstem kultu. Zarówno w mowie potocznej, jak
i w j˛zyku naukowym akty rozumienia i wiary sa˛ wyra´nie rozdzielone, nie jest tak jednak
w dziedzinie „sacrum”: rozumienie słów i poczucie uczestnictwa w rzeczywisto´ci, do
której te słowa si˛ odnosza˛, zlewaja˛ si˛ w jedno. Jezus powiedział: „Ale wy nie wierzycie,
bo nie jeste´cie z moich owiec” (J 10, 26). Równa si
˛
to powiedzeniu, ˙e przynale˙no´´
poprzedza wszelkie dowody, które nie sa˛ te˙ nigdy dowodami nadaja˛cymi si˛ do przyj˛cia
przez sa˛d czy przez redaktora naukowego pisma.
W aktach kultu, a zwłaszcza w rytuale, symbole religijne nie sa
˛
konwencjonalnymi
znakami czy obrazami: funkcjonuja˛ one jako rzeczywiste przeka´niki energii pochodza˛cej
z innego ´wiata. Znaczenie słów zatem konstytuuje si˛ przez odniesienie do całej sfery
„sacrum” wła˛czaja˛c zarówno rzeczywisto´´ mityczna˛, jak czynno´ci kultowe. Niemal
ka˙dy przykład zaczerpni˛ty z archaicznej lub uniwersalnej religii mo˙e słu˙y´ za ilustra-
cj˛ tej szczególnej formy lingwistycznego ˙ycia. Evans-Pritchard, analizuja˛c j˛zyk religij-
ny jednego z plemion wschodniej Afryki, zwraca uwag˛, ˙e w j˛zyku tym ła˛cznik „jest”
ma znaczenie inne ni˙ w codziennym u˙yciu: pomieszanie obu tych j˛zyków doprowadzi-
ło, jego zdaniem, do wysuni˛tej przez Levy-Bruhla fałszywej teorii mentalno´ci prelogi-
cznej. W tym j˛zyku religijnym mo˙na powiedzie´, ˙e deszcz jest Bogiem lub ˙e ptak jest
duchem, nigdy jednak, ˙e Bóg jest deszczem czy duch ptakiem: kiedy na przykład ogórek
zajmuje miejsce byka w jednym z rytuałów, ogórek jest bykiem, ale byk nigdy nie jest
*Fragment ksia˛˙ki pt. Religion, Fontana Paperbacks 1982, wg autoryzowanego przekładu w „Aneksie” nr
29-30, 1983, Londyn.
54
ogórkiem. W pewnych okoliczno´ciach, okre´lonych tradycja
˛
religijna
˛
, znaki - zamiast po
prostu spełnia´ funkcje reprezentowania - sa˛ tym, co oznaczaja˛.
To wła´nie czyni ´wiat mitów „całkowicie innym” ´wiatem, którego opis wydaje si˛
nieprzekładalny na j
˛
zyk przeznaczony do opisu zdarze´ fizycznych; ma on inne normy
identyfikacji, inne prawa przyczynowo´ci i inne zasady interpretacji zwia˛zku zjawisk.
Udział ludzi i rzeczy w tym niefizykalnym porza˛dku mo˙na oczywi´cie łatwo zlekcewa-
˙y´ jako patologi˛ j˛zyka (zgodnie ze stara˛ teoria˛ Maxa Mullera) lub (jakby chciał Cassirer)
jako mentalny relikt hipotetycznej ery archaicznej, kiedy ludzie nie potrafili odró˙ni´
przedmiotów od symboli, to znaczy kiedy nie´wiadomi byli semantycznych funkcji j˛zyka.
Takie wyja´nienia to czysto spekulatywne wybiegi. Teoria Mullera w swoim pierwotnym
kształcie została prawie całkowicie zapomniana, ale filozofowie orientacji empirystycznej
posłu˙yli si˛ nia˛ w poprawionej wersji: wierzenia religijne mo˙na interpretowa´ jako
patologi˛ j˛zyka w tym sensie, ˙e utrzymuja˛ si˛ one dzi˛ki niezdolno´ci rozró˙nienia
mi˛dzy wypowiedziami sensownymi i bezsensownymi, stosownie do kryteriów spraw-
dzalno´ci. Ta wersja, je´li ma by´ wyja´nieniem genetycznym, jest równie spekulatywna
jak poprzednia: je´li za´ ma by´ norma˛ ustalaja˛ca˛ kryterium sensu, to wystarczy powtórzy´
uwagi na temat jej arbitralno´ci. Co do teorii, która powiada, ˙e nasi przodkowie nie
potrafili odró˙ni´ drzewa od słowa „drzewo” i ˙e utrzymywanie religii mo˙na wyja´ni´
tym, i˙ w dalszym cia˛gu nie jeste´my czasem w stanie czyni´ takich rozró˙nie´ - brak na
nia˛ dowodów empirycznych, a nie jest te˙ ona wiarygodna jako prawda zdroworozsa˛dko-
wa.
Wspomniana˛ zbie˙no´´ rozumienia i wierzenia - obu pochłoni˛tych przez akt „uczest-
nictwa” - obserwowa´ mo˙na we wszystkich religijnych rytuałach. Jak podkre´lał niejed-
nokrotnie Mircea Eliade, ka˙dy z nich, pod warunkiem, ˙e wierza˛cy go biora˛ na serio,
uchodzi za autentyczne odtworzenie pierwotnego wydarzenia, a nie tylko za akt przypo-
mnienia. Eucharystia, podstawowy rytuał chrze´cija´stwa, stanowi dobry przykład, ponie-
wa˙ tak cz˛sto słu˙yła racjonalistycznym krytykom za ulubiony przedmiot drwin. Chrze-
´cijanie nigdy nie twierdzili, ˙e słowa „to jest ciało moje” odnosza˛ si˛ do tajemniczego
procesu chemicznego, w którym chleb zamienia si˛ w ciało, i ˙e pewnego dnia b˛dziemy
mogli zaobserwowa´ t˛ przemian˛: wiedzieli zawsze, ˙e ˙adna empiryczna zmiana tego
typu nie zachodzi. Z drugiej strony wierzyli, ˙e sens tego obrza˛dku nie polega tylko na
przypomnieniu m
˛
cze´ stwa Chrystusa, lecz ˙e w ten sposób zyskuja
˛
prawdziwa
˛
komuni
˛
z pełnym ˙yciem Odkupiciela, z Jego ludzkimi i boskimi przymiotami. W pó´niejszym
standardowym „wyja´nieniu” rytuału w kategoriach arystotelesowskich - substancja chle-
ba ust
˛
puje miejsca substancji ciała, podczas gdy akcydensy, czyli jako´ci zmysłowe, nie
ulegaja˛ zmianie - równie˙ nie było pretensji do jakiegokolwiek sensu empirycznego. Ze
wzgl˛du na cia˛gło´´ tradycji religijnej sformułowanie było mo˙e niefortunne, jako ˙e
musiało pa´´ ofiara
˛
ogólnego ataku na arystotelesowsko-scholastyczna
˛
siatk
˛
poj
˛
ciowa
˛
.
Wkrótce jednak stało si˛ jasne, ˙e podejmowane przez uczestników szesnasto- i siedem-
nastowiecznych sporów ustawiczne próby wymy´lenia poprawionej formuły prowadziły
do jeszcze wi˛kszego pomieszania. „Chleb jest ciałem” - powiedział Luter. Nonsens
- odparli katolicy - chleb nie mo˙e by´ ciałem i Jezus nie powiedział „panis est corpus
meum”, lecz „hoc est corpus meum”. W pismach Kalwina prze´ledzi´ mo˙emy pełno coraz
bardziej skomplikowanych formuł, wzajem niezgodnych i rozpaczliwie usiłuja˛cych zna-
le´´ spójne i klarowne wyja´nienie - słowem, niedo´cigły cel. Radykałowie reformacji,
pocza˛wszy od Zwingliego, byli coraz bardziej skłonni rezygnowa´ z wszelkich prób
wyja´nienia sposobu, w jaki „rzeczywista obecno´´” Chrystusa w Komunii
´
wi˛tej da si˛
55
w ogóle pomy´le´ oraz sprowadzi´ rytuał do zwykłego aktu przypomnienia, odbieraja
˛
c
mu w ten sposób sens religijny. Najbardziej nawet przemy´lna manipulacja j˛zykowa nie
mogła Eucharystii nada´ takiej formy, która by w jakimkolwiek stopniu spełniała wymogi
´wieckiego rozumienia. Nie znaczy to jednak ˙e to, co miało zachodzi´ w czasie obrz
˛
du,
było zasadniczo pozbawione sensu. Eucharystia zrozumiała była dla wierza˛cych w ramach
całego systemu symboli rytualnych: wszelkie akty komunikacji z rzeczywisto´cia˛ sakralna˛
nale˙a˛ do tego systemu i ˙aden z nich nie jest w sytuacji lepszej czy gorszej z punktu
widzenia norm rza˛dza˛cych ´wiecka˛ percepcja˛ i my´leniem.
Nie na wiele zda si˛ twierdzenie, ˙e mamy tutaj do czynnienia z metafora˛, poniewa˙
o wyra˙eniu metaforycznym mówimy zazwyczaj wówczas, kiedy mniej wi˛cej wiemy, jak
zredukowa´ je do powiedzenia niemetaforycznego, nawet je´li przyznajemy, ˙e redukcja
taka pocia˛ga za soba˛ takie czy inne zubo˙enie. W rozwa˙anym przypadku redukcja nie jest
wykonalna, a próba jej przeprowadzenia byłaby sprzeczna z pierwotnym sensem obrza˛d-
ku. Wyja´niaja˛c znaczenie Eucharystii czy innych rytuałów, chrze´cijanie nie wyra˙ali si˛
metaforycznie; mieli na my´li rzeczywiste wydarzenia, które nie podlegaja
˛
wprawdzie
empirycznym testom, lecz zgodne sa˛ ze sposobami, jakimi posługuje si˛ Bóg w nawia˛zy-
waniu kontaktu z ludzkimi umysłami. Ci teologowie i reformatorzy, którzy - poszukuja˛c
kompromisu z wymogami stawianymi przez empirystów i logików - opracowali „ulepszo-
ne” i bardziej strawne dla krytyków formuły, zabrn˛li w ´lepy zaułek. Je´li chcieli zacho-
wa´ pierwotny sens rytuału i tylko opisa´ go w j˛zyku bardziej zgodnym z filozoficznymi
obyczajami swoich czasów, nie byli w stanie osia
˛
gna
˛
´ niczego prócz wyja´nienia „ignotum
per ignotius”. Historia kontrowersji wokół Eucharystii w okresie reformacji i kontrrefor-
macji (i pó´niej) stanowi jedna˛ długa˛ list˛ takich niepowodze´; je˙eli natomiast poszuki-
wali formuły, która˛ racjonalistyczni krytycy uznaliby za bez zarzutu, ich ulepszenia
nieuchronnie wiodły do całkowitego usuni˛cia religijnego sensu z j˛zyka „sacrum”. To
samo mo˙na powiedzie´ o wszelkich próbach pozyskania dla niektórych elementów
j˛zyka sakralnego statusu „naukowego” dyskursu: pod tym wzgl˛dem tajemnica Euchary-
stii jest w takiej samej sytuacji, jak poj˛cia łaski, Trójcy
´
wi˛tej, czy cho´by Boga.
Mo˙na tylko powtórzy´ tutaj pytanie nieustannie stawiane przez Erazma z Rotterdamu
i jego zwolenników: dlaczego Ewangelie sa˛ tak dobrze zrozumiałe dla wszystkich z wy-
ja˛tkiem tych, których umysły zepsuła teologiczna spekulacja? Dotyczy to wszystkich
dawnych ´wi
˛
tych tekstów, czy to pisanych, czy przekazywanych ustnie. Wierza
˛
cy rozu-
mieja˛ j˛zyk „sacrum” w jego wła´ciwej funkcji, to znaczy jako aspekt kultu.
W tym miejscu mo˙na by wysuna˛´ zastrze˙enie: „istota racjonalna nie mo˙e czci´
czego´, czego nie mo˙e uprzednio zrozumie´”. Ale obiekcja ta pochodzi z racjonalistycz-
nych uprzedze´, o ile zakłada, ˙e zrozumie´ co´ to tyle, co móc opisa´ własne do´wiad-
czenia w kategoriach, które spełniaja˛ wymogi empiryzmu. Ustawicznie popadamy w t˛
sama
˛
„petitio principii”: wierza
˛
cym powiada si
˛
, ˙e ich j
˛
zyk jest zasadniczo niezrozumia-
ły i ˙e oni sami nie potrafia˛ go zrozumie´, a to dlatego, ˙e ich j˛zyk nie jest w stanie
sprosta´ warunkom zrozumiało´ci, narzuconym filozoficzna˛ ideologia˛, której główny cel
polega na takim ustaleniu tych warunków, by j˛zyk religijny wykluczy´ z domeny tego,
co zrozumiałe. Powtórzmy jeszcze, ˙e znaczenie słów „racjonalny” czy „irracjonalny”
zale˙y od tre´ci, jaka˛ przypisujemy poj˛ciu „ratio”, to za´ z kolei jest sprawa˛ czysto
filozoficznych preferencji.
Przy zało˙eniu, ˙e j˛zyk religijny jest j˛zykiem kultu i ˙e wiedza wierza˛cych utrzymuje
si˛ w aktach kultu, które kieruja˛ nia˛, utwierdzaja˛ i nadaja˛ jej sens, mo˙na łatwo doj´´ do
przekonania - rozpowszechnionego w´ród mniej radykalnych krytyków religii - ˙e j˛zyk
56
ten ma charakter „normatywny”, „ekspresywny” czy „emocjonalny”. Nietrudno tutaj
o pomieszanie i kwestia, czy i w jakim sensie j˛zyk religijny jest „normatywny”, jest
kluczowa w opisie jego osobliwo´ci.
Wspomnieli´my ju˙, ˙e niektórzy mistycy podkre´lali pragmatyczne raczej ni˙ teore-
tyczne znaczenie naszych słów, kiedy mowa o Bogu i Jego atrybutach, ich intencja˛ było
wskazanie na nieadekwatno´´ ludzkiego j˛zyka w próbach uporania si˛ z niesko´czono-
´cia˛, nie za´ znalezienie ´wieckich odpowiedników dla sakralnego słownictwa: i rzecz
jasna, nikt z nich nie rzucał cienia wa˛tpliwo´ci na sama˛ realno´´ Boga, nawet je˙eli okazało
si˛, ˙e równie dobrze pasuje Do´ słowo „nic” jak i słowo „wszystko” (w tradycji buddyj-
skiej, wła˛cznie z Zenem, wa˛tek boskiej Nico´ci jest bodaj cz˛stszy). Kiedy współczesna
filozofia mówi o „normatywnej” tre´ci j˛zyka religijnego, nie ma na my´li sensu mistycz-
nego. Chodzi raczej o to, ˙e wypowiedzi religijne mo˙na przetransponowa´ na ´wieckie
reguły post˛powania, tym samym odkrywaja˛c ich sens w ł a ´ c i w y. Najdobitniejszy
w tej sprawie był Hobbes: wszystkie dogmaty wiary chrze´cija´skiej były dla niego
zwyczajnie nakazami politycznego posłusze´ stwa i nie miały absolutnie ˙adnej tre´ci
poznawczej: rza˛dza˛cy posługuja˛ si˛ tym dziwacznym ˙argonem ze wzgl˛dów politycz-
nych, by narzuci´ władz˛ poddanym. Kiedy R. B. Braithwaite twierdzi, ˙e artykuły wiary
chrze´cija´skiej sa
˛
sensowne, poniewa˙ prowadza
˛
do istotnych zasad moralnych, wraca
do podobnej interpretacji. Niesprawdzalno´´ „religijnych twierdze´” nie pozbawia ich
sensowno´ci - powiada Braithwaite - je˙eli postanowimy zbada´ ich tre´´ w ten sposób, i˙
przyjrzymy si
˛
ich faktycznemu u˙yciu przez wierza
˛
cych. Okazuje si
˛
wówczas, ˙e
wyra˙aja˛ oni postaw˛ moralna˛ lub zamiar przestrzegania okre´lonych reguł post˛powania:
tak wi˛c ich religijne przekonania nie sa˛ niczym wi˛cej, jak aktami lojalno´ci wobec zasad
moralnych. Lojalno´´ ta wspierana jest jaka˛´ opowie´cia˛ historyczna˛, której prawdziwo´´
czy fałszywo´´ wszelako nie jest istotna dla autentyczno´ci wiary.
T˛ prób˛ uratowania sensowno´ci wierze´ religijnych poprzez sprowadzenie ich do
przepisów moralnych mo˙na rozumie´ dwojako. Albo jest to arbitralne postanowienie,
oparte na standardowych definicjach empirystycznych, które uzale˙niaja˛ sensowno´´ od
procedur weryfikacyjnych, albo te˙ jest to psychologiczna obserwacja, wedle której ludzie
religijni, kiedy wyra˙aja˛ swoje przekonania, nie maja˛ na my´li nic innego, jak tylko wol˛
post˛powania w okre´lony sposób. Je˙eli mamy na my´li to drugie, to obserwacja ta jest
z pewno´cia
˛
falszywa. Kiedy chrze´cijanin twierdzi, ˙e Jezus był synem Boga, który
zsta˛pił na ziemi˛, by odkupi´ rodzaj ludzki, oczywista˛ nieprawda˛ byłoby utrzymywa´, ˙e
nie ma on na my´li n i c z e g o i n n e g o, jak tylko własna˛ decyzj˛ na´ladowania Jezusa.
Jakkolwiek by´my podwa˙ali jego wiar
˛
powołuja
˛
c si
˛
na kryteria weryfikalno´ci, nie
mo˙na utrzymywa´ z sensem, a nawet bez nara˙ania si˛ na absurd, ˙e wiara ta, t a k j a k
ó w c h r z e ´ c i j a n i n j a˛ p o j m u j e, nie wychodzi poza program etyczny. Je˙eli za´,
z drugiej strony, proponowana redukcja stanowi po prostu propozycj
˛
uratowania z dzie-
dzictwa religijnego tej cz˛´ci, o której empirysta b˛dzie skłonny powiedzie´ „wiem, co to
znaczy”, wówczas mamy do czynienia po prostu z powtórzeniem doktryny empirystycz-
nej. We wszystkich próbach sprowadzenia wierze´ religijnych do ich normatywnych
konsekwencji ba˛d´ do aktów woli moralnej i moralnych podstaw, pomija si˛ wszystko, co
specyficznie religijne, nie jest to interpretacja, lecz odrzucenie bez reszty j˛zyka „sacrum”.
Nie ma oczywi´cie ˙adnej logicznej niekonsekwencji ani psychologicznej niemo˙liwo´ci
w powiedzeniu, pod którym zreszta˛ wiele osób si˛ podpisuje, „odrzucam całkowicie
chrze´cija´skie wierzenia dotycza˛ce Boga, stworzenia, zbawienia itd., wierz˛ wszelako,
˙e chrze´cija´skie zasady moralne sa˛ szlachetne i pragn˛ ich przestrzega´”, ale takie
postanowienie nie jest szczególna˛ interpretacja˛ - psychologiczna˛, historyczna˛ czy seman-
57
tyczna
˛
- chrze´cija´stwa: jest to tylko osobisty akt wyboru i jako taki nie wnosi nic do
zrozumienia sensu j˛zyka religijnego.
J˛zyk „sacrum” nie jest normatywny w sensie semantycznym, jak gdyby go mo˙na było
„ostatecznie” i bez reszty sprowadzi´ do nakazów moralnych. Nie jest równie˙ normatyw-
ny w sensie psychologicznym, co zakładałoby, ˙e ludzie odbieraja˛ religijne mity tak, jakby
miały one tre´´ j e d y n i e „preskryptywna˛”. Oczywi´cie niewła´ciwe byłoby te˙ okre´le-
nie tego j˛zyka jako normatywnego, maja˛c na my´li, ˙e wierzenia religijne mo˙na wyczer-
puja˛co opisa´ jako zjawisko historyczne i kulturalne w kategoriach ich funkcji regulatora
ludzkiego zachowania. Niewła´ciwe byłoby te˙ utrzymywa´, ˙e w j˛zyku tym zachodzi
logiczny zwia˛zek pomi˛dzy mitycznymi opowie´ciami i teologicznymi twierdzeniami
z jednej strony a moralnymi normami z drugiej.
Istnieje wszelako sens, w którym mo˙emy okre´lenie „normatywny” odnie´´ do j˛zyka
„sacrum”, a jest to sens epistemologiczny. Musz˛ powtórzy´ tu uwag˛, która dotyczy
sprawy o podstawowym znaczeniu w badaniu poznawczych i j˛zykowych aspektów reli-
gijnego ˙ycia. Utrzymuj
˛
mianowicie, ˙e istnieje szczególnego rodzaju percepcja, chara-
kterystyczna dla dziedziny „sacrum”. W tej dziedzinie moralne i poznawcze aspekty
percepcji sa˛ tak ze soba˛ stopione, ˙e nie sposób ich odró˙ni´: dopiero analiza „z zewna˛trz”
stwarza to rozró˙nienie. Wierza
˛
cy nie otrzymuje nauk religijnych w formie mitycznych
opowie´ci ba˛d´ teoretycznych twierdze´, z których nast˛pnie przechodzi do normatyw-
nych wniosków. Tre´´ moralna dana jest bezpo´rednio w samym akcie percepcji i rozu-
mienia, poniewa˙ akt ten zlewa si
˛
z zaj
˛
ciem postawy moralnej. Nie jest tak, by wierza
˛
cy
osobno „poznawał”, ˙e Bóg jest Stwórca˛, i nast˛pnie dochodzi do wniosku, ˙e winien mu
posłusze´stwo (takie rozumowanie byłoby tak czy inaczej logicznie nieprawomocne):
jedno i drugie „wie” on w akcie akceptacji. W religijnych aktach postrzegania - w prze-
ciwie´stwie do teologicznej spekulacji - nie istnieje co´ takiego, jak czyste „stwierdzenie
faktu”: ˙adne poszczególne wyra˙enie słowne nie da si˛ wła´ciwie poja˛´ bez odniesienia
do całej przestrzeni mitu, ˙adne nie jest sensowne w kategoriach religijnych bez jedno-
czesnej akceptacji powinno´ci. Powtórzmy: religia nie jest zbiorem twierdze´, jest dzie-
dzina˛ kultu, gdzie rozumienie, wiedza, poczucie uczestnictwa w rzeczywisto´ci ostatecz-
nej (bez wzgl˛du na to, czy mamy na my´li osobowego boga, czy te˙ nie) i zaj˛cie postawy
moralnej pojawiaja˛ si˛ jako jeden akt, którego pó´niejszy podział na wyró˙nione klasy
metafizycznych, moralnych i innych twierdze´ mo˙e by´ przydatny, lecz musi zarazem
zniekształca´ sens pierwotnego aktu kultu. Wierza˛c, ˙e Jezus zło˙ył siebie w ofierze, by
zbawi´ ludzko´´ od zła, chrze´cijanin nie dokonuje przeistoczenia przyj˛tego „faktu”
w normatywna
˛
konkluzj
˛
, na mocy której winien by´ wdzi
˛
czny Zbawicielowi i próbowa´
na´ladowa´, jakkolwiek niedoskonale, Jego ofiar˛ we własnym ˙yciu: jedno i drugie
postrzega on bezpo´rednio. Wydzielone twierdzenia teologiczne, jak „Bóg istnieje”, nie
sa
˛
wła´ciwie składnikami religii: uzna´ istnienie Boga jako teoretyczne twierdzenie ma
niewiele wspólnego z wła´ciwie religijnymi aktami przynale˙no´ci: racj˛ miał Pascal
mówia˛c, ˙e deizm jest niemal tak odległy od chrze´cija´stwa, jak ateizm (liczni pisarze
chrze´cija´scy, klasyfikuja˛c ró˙ne odmiany ateizmu, umieszczali na swojej li´cie postaw˛
ludzi, którzy uznawali wprawdzie istnienie Boga, ale nic nie wskazywało na to, i˙ uznanie
to ma jaki´ wpływ na ich ˙ycie). Wyznawca hinduizmu nie uznaje prawa karmy w taki
sam sposób, w jaki uznaje, powiedzmy, prawa termodynamiki, praw tych mo˙na si˛
nauczy´, mo˙na je zrozumie´, przyja˛´ za prawd˛, poła˛czy´ logicznie z innymi znanymi
prawdami radykalnymi i stosowa´ w ró˙nych technicznych manipulacjach: prawo karmy
natomiast pojmowane jest jako prawda religijna w akcie, który obejmuje zarazem i nieod-
ró˙nialnie uznanie własnej wiary, poczucie przynale˙no´ci do porza˛dku kosmicznego
Plik z chomika:
inacosiegapisz
Inne pliki z tego folderu:
o_prawie_naturalnym.pdf
(155 KB)
O Swietym Augustynie.pdf
(79 KB)
O Swietym Anzelmie.pdf
(80 KB)
O Sekstusie Empiryku.pdf
(74 KB)
O mistrzu Eckharcie.pdf
(72 KB)
Inne foldery tego chomika:
Abelard Piotr
Ajdukiewicz Kazimierz
Arystoteles
Augustyn Święty
Awicenna
Zgłoś jeśli
naruszono regulamin