Krąpiec Mieczysław- Czy językoznawstwo warunkuje filozofowanie.pdf
(
153 KB
)
Pobierz
8995891 UNPDF
Mieczysław Albert Krąpiec
CZY JĘZYKOZNAWSTWO WARUNKUJE FILOZOFOWANIE
?
1
Bywały różne dziedziny filozoficznych zainteresowań: rzeczywistość,
myślenie, język. Filozofia klasyczna zawsze interesowała się ostatecznym
rozumieniem realnego świata. Nie zawsze jednak owo ostateczne rozumienie
świata dokonywało się poprawnie i bezbłędnie. Raczej błądzenie i dyskusje
bywały tu normą aniżeli zgodność interpretacyjna. Descartes i pojawiający się
po nim myśliciele uważali, że przedmiotem filozoficznego wyjaśniania są
„idee” – rozmaicie zresztą pojmowane – jako że zawartość poznawcza jest
dana człowiekowi właśnie w „ideach”. Od początków zaś wieku XX przedmiot
filozoficznego zainteresowania przeniósł się, zwłaszcza w krajach
anglosaskich, na język, jako że ten artykułuje wszelkie myślenie i nie ma
ucieczki od języka
2
.
Poprzednio po Condillacu także zdawało się panu Destutt
de Tracy i jego kolegom, że ideologia – „sciences des idées” – jest nauką
generalną i stanowi absolutny punkt wyjścia wszystkich nauk; szczególnie jest
ona podstawą psychologii i moralności. Ideologia miała zastąpić metafizykę.
Jednakże wcześniejszy zwolennik „szkoły ideologów” Napoleon Bonaparte,
gdy osiągnął władzę, rozpędził tę szkołę właśnie jako ateistyczną – jako
„tenebreuse métaphysique”, sprzeczną z prawem i duchem narodu. „Ideologia”
w zmienionej postaci ostała się gdzie indziej...
3
Gdy więc w ostatnich dziesiątkach lat językoznawstwo bujnie się
rozwinęło, poczęło się wydawać niektórym nawet wybitnym językoznawcom,
jak np. E. Benveniste, że na podstawie rezultatów swych badań potrafią
1 M. A. Krąpiec,
Czy językoznawstwo warunkuje filozofowanie?
, [w:] Roczniki Filozoficzne,
XXXV, 1987, z. 1, s. 125-136.
2 Lingwiści odróżniając za F. de Saussure’em „język-le langage” i „mówienie-la parole”,
a więc język jako system znaków od konkretnego języka - mowy, uważają, że nie można
„wydostać się” poza „langage”, gdyż wszelkie „wydostawanie się” można dokonać tylko
przez konkretne „mówienie - la parole”. Takie jednak stanowisko jest „dogmatem”, gdyż
„la langage” jest systemem znaków utworzonych przez człowieka poznającego
rzeczywistość i ustanawiającego znaki na mocy działania ludzkiej natury. I dokonujemy
tego świadomie, w funkcji pierwotnego znakowania, jakim jest tworzenie w poznaniu pojęć-
sensów. A nadto, i to jest niezmiernie doniosłe, mamy bezznakowy kontakt poznawczy przy
afirmacji istnienia konkretnego bytu danego nam w empirii dnia codziennego oraz w
doświadczeniu własnej jaźni, gdy nieustannie rejestruję, że to „ja” poznaję, czuję,
oddycham
–
słowem, stwierdzam istnienie „ja” jako podmiotu „w akcie podmiotowania”
ludzkich czynności.
3 Por. R. Romberg,
Ideologie
, w
: Historisches Wörterbuch der Philosophie
, Bd IV, Basel 1976,
s. 174 nn.
1
wyrugować niektóre kwestie metafizyczne, choćby takie jak „pojęcie” jaźni,
jako że zaimek osobowy „ja” nie przedstawia żadnej treści (już poprzednio na
to zwrócił uwagę D. Hume), że wobec tego „ja” jest tylko interioryzacją
struktury gramatyki języka
4
.
Jeszcze przedtem zaś zwracano uwagę, że łącznik
zdaniowy „jest” występuje zasadniczo w językach indoeuropejskich i jest
nieznany innym grupom językowym. Tymczasem cała metafizyka jest
nieporozumieniem nabudowanym właśnie wokół „jest”. Zapędy niektórych
językoznawców na tereny filozofii zdarzały się i będą nadal się zdarzać, tym
bardziej że filozofia klasyczna posługuje się tzw. językiem naturalnym
5
jako
narzędziem swych filozoficznych (nie językowych!) – dotyczących bytu –
analiz. Jak więc ma się język do filozofii? Bo nie jest wcale problemem, jak się
mają językoznawcy do filozofii. Jeśli chcą się „mieć do” – muszą być...
filozofami.
Zanim się przystąpi do jakiegoś „wytyczania” granic pomiędzy
językoznawstwem i filozofią, wpierw należy sobie zdać sprawę z samego
bytowego charakteru języka, gdyż to decyduje o przenikaniu się zagadnień
filozoficznych i językowych.
Język jest niewątpliwie systemem znaków, i to niejednorodnych.
Najwidoczniej występują tu znaki umowne, narzędne, jakimi są różne języki –
mowy narodowe – czy grupy języków, np. indoeuropejskich, turkmeńskich,
wietnamskich... Język jako system znaków umownych jest uwikłany w
potrójne, współzależne relacje: syntaktyczne, semantyczne i pragmatyczne.
Językoznawcy interesują się przede wszystkim syntaktycznymi relacjami
języka, a nie doceniają niekiedy istotnej strony języka jako znaku, próbując
pomijać relacje semantyczne i pragmatyczne
6
.
Tymczasem język w oderwaniu
4 Przez „język naturalny” rozumiem w zasadzie język dnia codziennego, zdroworozsądkowy,
będący bazą i punktem wyjścia w formowaniu różnych nauk i stanowiący zasadnicze
„narzędzie” filozoficznych interpretacji, oczywiście po dokonaniu uściśleń definicyjnych
terminów filozoficznych. Jest to język podmiotowo-orzecznikowy, związany ze spontanicznym
rozumieniem rzeczywistości świata realnego, czyli bytu jako istniejącego podmiotu w sobie
złożonego. Byt ten poznajemy „odpowiedzialnie”, czyli prawdziwościowe na drodze sądów,
jako najdoskonalszego ludzkiego aktu poznania wyrażonego w zdaniach, w których to o
„podmiocie” wypowiadamy „orzeczniki”, jako poznane w podmiocie „cechy realne”, wiążąc je
w sądowym orzekaniu z podmiotem poprzez łącznik zdaniowy „jest” lub równoważne
gramatyczne „kategorie”.
5 Na ten temat zwracałem uwagę w książce
Język i świat realny
, Lublin 1985.
6 Najłatwiej bowiem jest analizować syntaktyczną stronę języka, jako jednolity przedmiot
cechujący się swoistą strukturą, której reguły można coraz bardziej precyzować. Ta sama
jednak syntaktyczna strona nie funkcjonowałaby wcale jako język bez istotnego powiązania ze
stroną semantyczną i pragmatyczną dlatego że język jest ze swej istoty znakiem od którego
2
od najpierwotniejszej i podstawowej relacji semantycznej nie byłby w ogóle
rozpoznany jako język.
Z semantyczną stroną języka wiąże się – istotny dla poznania – drugi
system znaków językowych. Jest nim system znaków transparentnych,
przezroczystych: sensów, pojęć i sądów, tworzących samą treść poznania.
System znaków naturalnych, przezroczystych, jakimi są sensy naszego języka
mówionego (pisanego), ujawnia istotny sposób naszego poznania i ukazuje
zarazem aspekty poznawcze, a więc co i jak ujmujemy z samej rzeczy.
Jednakże w spontanicznym naszym poznaniu sensy naszych wyrażeń
językowych nie są przedmiotem poznania, lecz tylko ukazują sam sposób
wybiórczego docierania do samej rzeczy poznawanej. Historia myśli
filozoficznej zna wielkie poślizgi poznawcze, gdy to właśnie system znaków
transparentnych – a więc układ naszych pojęć, sądów i rozumowań – uchodził
za przedmiot naszego (spontanicznego) ludzkiego poznania. Nastąpiło to u
Platona, a potem u Kartezjusza i w całej filozofii podmiotu, a zwłaszcza w
fenomenologii. Niemniej jednak zdajemy sobie sprawę, że poznawanie sensów
naszego spontanicznego poznania, a więc poznawanie pojęć, sądów i
rozumowań, dokonuje się tylko w aktach refleksji nad naszym spontanicznym
poznaniem.
Wreszcie trzecim układem „znaków językowych” jest sama rzecz jako
przedmiot naszego poznania, „na-znaczona” naszymi sensami (znakami
naturalnymi) i przez to dostępna naszemu intelektowi. Rzecz wtedy ma
„znaczenie”, gdy jest dosiężna w świetle naszych znaków naturalnych, w
świetle pojęć i sądów. Cóż bowiem rozumiem np. z konkretnego psa stojącego
przede mną? Niewiele w stosunku do tego, czego u niego nie poznaję. Poznaję
bowiem, że jest jakimś ssakiem, czworonożnym, szczekającym, rasy owczarek
alzacki.... Cała „reszta” psiego organizmu, psiej psychiki jest dla mnie
niedostępna. Dostępna stała się tylko w tej mierze, w jakiej została
„naznaczona” moimi aktami poznania, i tylko w takiej mierze ma dla mnie
„znaczenie” poznawcze. Mimo wszystko jednak poznaję samego psa, a nie
moje pojęcia i moje sądy o psie. I gdy krzyknę: „pies”!, każdy ogląda się za
tym przedmiotem, a gdy go nie widzi, pyta: „gdzie”? Nikt zaś mnie wówczas
nie pyta o moje zrozumienie „psa”. I w tym sensie mogę mówić o systemie
natury bytowej nie można abstrahować pod groźbą zatracenia samego przedmiotu.
3
znaków językowych w trzecim wypadku: realnego przedmiotu mego poznania.
Rzeczywistość bowiem nie „znaczona” systemem znaków poznawczych nie
ma wartości poznawczych. Z punktu widzenia jest „bez znaczenia”, bo właśnie
nie została „naznaczona”, by przez to stać się dostępna poznaniu i komunikacji
językowo-poznawczej.
Mając na uwadze poczynione tu rozróżnienia w systemie znaków
związanych z naszym poznaniem, dostrzegamy, że i sam język nie może być
oderwany od potrójnego systemu znaków, a więc znaków umownych,
narzędnych samej mowy, znaków naturalnych, czyli sensów języka
mówionego, i rzeczy znaczonej jako przedmiotu poznania i przedmiotu
samego języka. Rozerwanie więzi pomiędzy trzema systemami znaków jest
zniszczeniem samego języka i jego istotnych funkcji w ludzkim życiu.
Oczywiście nie przeszkadza to lingwistom obrać za szczególny przedmiot
swych naukowych dociekań jakiś „wydzielony” obszar języka, np. jego stronę
syntaktyczną. Jest to nawet konieczne dla przeprowadzenia ścisłych analiz.
Zarazem jednak trzeba mieć na uwadze, że jest to zabieg sztuczny, jakby
„prosektoryjny”, i nigdy normalne funkcjonowanie języka nie jest możliwe w
takich sztucznych, prosektoryjnych warunkach analizy, jak nie jest możliwa
praca ręki, gdy ją w prosektorium rozłożymy na jej elementarne części.
W analizie języka jako znaku należy zwrócić szczególną uwagę na
sytuację „znako-rodną”, podstawową dla rozumienia znaku, a także – w
konsekwencji – dla rozumienia samego języka jako systemu znaków.
Pierwszym i zasadniczym dla nas znakiem jest nasze „pojęcie”, jakie sobie
formujemy wówczas, gdy poznajemy rzecz samą. Pojęcie jest ze swej natury
znakiem jako znakiem i rozumienie innych znaków nie jest możliwe bez
odniesienia się do rozumienia istotnego znaku, jakim jest nasze pojęcie, będące
transparentnym, czyli „przezroczystym” znakiem rzeczy poznawanej. Nie
zatrzymuje ono na sobie uwagi poznawczej, ale ukierunkowuje nasze
spontaniczne poznanie na przedmiot. Spełnia ono jakby „stężoną” funkcję
specjalnych okularów pomagających oczom ujrzeć samą rzecz. Pojęcie jako
znak jest „przezroczyste”, zasadniczo skierowuje akt poznania na rzecz
znaczoną. Niemniej jednak akt poznania, jako akt duchowy, podlega jakby
„dyfrakcji” i stwarza jakby „łunę poznawczą”, ilekroć zachodzi poznanie
spontaniczne. Jest nią właśnie „refleksja towarzysząca” naszym aktom
4
duchowego poznania. Poznając bowiem jakąś rzecz w akcie spontanicznego
poznania, zarazem „wiem, że poznaję”. Towarzysząca refleksja nie ma
przedmiotu, gdyż jest poznaniem rejestrującym sam przebieg poznania. I
właśnie towarzysząca refleksja – która intensyfikuje się w miarę powtarzania
aktów spontanicznego poznania – jest podstawą refleksji aktowej, czyli aktu
refleksji jako szczególnego aktu poznania, w którym za przedmiot mego
poznania biorę moje akty poznania. Właśnie możliwość uprzedmiotowienia
mego sposobu spontanicznego poznania świadczy o tym, że w aktach poznania
spontanicznego, uprzedmiotowionego zachodzi rejestrowanie sposobu
poznania w towarzyszącej refleksji. Wskutek tego mogę wziąć za przedmiot
mego poznania właśnie moje pojęcia, które zostały w spontanicznym poznaniu
jakoś zarejestrowane dzięki towarzyszącej refleksji. Jak już wspomniano,
towarzysząca refleksja nie jest czymś nam danym jedynie zalążkowo. Ona
wzrasta wraz z aktami poznania. Niekiedy zaś przy życiu refleksyjnym wzrasta
ona tak niepomiernie, że hamuje samą działalność człowieka. I to może jest
powodem, że myśliciele analizujący ludzkie poznanie ostatecznie nie
zauważyli: „poślizgu” i jakby „przesunięcia się” z pozycji refleksji
towarzyszącej na refleksję aktową; mniemają, że przedmiotem ludzkiego
poznania jest właśnie „świat idei”, „świat rzeczy dany nam w pojęciach”, co
doprowadza do uwięzienia ludzkiego rozumu w świecie symboli, jak
konsekwentnie myślał Cassirer.
Jest sprawą niezwykle doniosłą – w analizie ludzkiego języka –
uświadomić sobie, że to świat rzeczy znaczonych, a nie znaczące znaki
transparentne, stanowi przedmiot ludzkiego spontanicznego poznania. Znaki
zaś występujące w postaci „pojęć” ukazują najlepiej naturę samego znaku jako
„zbitki relacyjnej”. Bo rzeczywiście w pojęciu będącym „znakiem pierwszym”
można zauważyć relacje do rzeczy, do podmiotu, do adresata mowy, do
systemu innych znaków transparentnych i znaków umownych. Z rzeczy
bowiem poznawanej ujmuje się tylko jej niektóre cechy, które mogę ująć lub
które są mi do czegoś potrzebne. Z ujętych cech konstruuję sobie „pojęcie”. To
ja sam konstruuję, a przez to jakby „wcielam” mój akt poznawczy w
wytworzony znak-pojęcie. Tenże znak przyporządkowuję drugiemu
człowiekowi (lub sobie samemu jako „drugiemu”), któremu „komunikuję” mój
rezultat poznawczy. Rezultat ten – znak-pojęcie – nie jest odosobniony od
5
Plik z chomika:
inacosiegapisz
Inne pliki z tego folderu:
Krapiec - Filozofia prawa( Audiobook).rar
(108046 KB)
Krapiec - Antropologia( Audiobook).rar
(115480 KB)
Krapiec - Etyka( Audiobook).rar
(107151 KB)
Krapiec - Filozofia sztuki( Audiobook).rar
(109551 KB)
Krapiec - Metafizyka( Audiobook).rar
(125784 KB)
Inne foldery tego chomika:
Abelard Piotr
Ajdukiewicz Kazimierz
Arystoteles
Augustyn Święty
Awicenna
Zgłoś jeśli
naruszono regulamin