Krąpiec Mieczysław-Filozofia i nauki.pdf

(119 KB) Pobierz
8996099 UNPDF
Mieczysław Albert Krąpiec
FILOZOFIA I NAUKI 1
Istnieją różnorakie związki filozofii i nauki, co znajduje swój wyraz w
aktualnym stanowisku zarówno różnych kierunków filozoficznych, jak i
naukowców filozofujących. Wachlarz tych relacji jest bardzo szeroki: od
tożsamości całkowitej lub częściowej filozoficznej i naukowej dziedziny
poznania po ich częściową niezależność lub całkowitą autonomię. Zależy to i
od koncepcji samej filozofii, i od koncepcji naukowego poznania zarazem.
Generalnie rzecz ujmując, to filozofia w ciągu wieków (zwłaszcza w
ostatnich dwóch stuleciach) traciła pole swych dociekań na rzecz nauki, by
wreszcie, w pozytywizmie, stać się logiką nauki; a w filozofii analitycznej
stanowić, niekiedy, językową terapeutykę myślenia.
Dojrzenie relacji zachodzących pomiędzy poznaniem filozoficznym i
naukowym można najłatwiej umożliwić na tle faktycznych ich związków,
jakie miały miejsce w dziejach myśli naukowej.
Nauka powstała najpierw jako filozofia. Ona – filozofia – była
pierwszą postacią nauki u filozofów jońskich, a później ateńskich. To na
terenie filozofii, pierwotnie, ustalano wszystkie drogi i metody
zreflektowanego poznania, poczynając od empiryzmu jończyków (który jawił
się początkowo naiwnie postulowany, ale z czasem, wraz z rozwijaniem
koncepcji indukcji, podlegał coraz ściślejszym rygorom poznawczym), a
potem skrajnego intelektualizmu apriorycznego eleatów, poprzez
intuicjonizm platoński i rysujące się stopnie poznania, do
arystotelesowskiego racjonalizmu i koncepcji abstrakcyjnego sposobu
ujmowania natury (PHYSIS) rzeczy.
U Arystotelesa, posługującego się wypracowaną w Akademii koncepcją
nauki DIOTI, można mówić o syntezie poznania filozoficznego i naukowego.
Arystoteles był, jedynym w historii, wielkim myślicielem - filozofem i
naukowcem zarazem, ogarniającym całokształt ludzkiego poznania, i to w
dużej mierze dzięki koncepcji nauki ujawniającej się w naukotwórczym
pytaniu DIA TI („dzięki czemu?” , „dla-czego?”). Chodziło bowiem o
1 Mieczysław Albert Krąpiec, Filozofia i nauki , [w:] Roczniki Filozoficzne, XXXVII-
XXXVIII, z. 1, 1989-1990, s. 171-180.
1
 
wskazanie na taki konieczny czynnik, w zmieniających się rzeczach,
ujmowanych poznawczo już to spontanicznie, w abstrakcji spontanicznej,
totalnej, już to metodycznie w epagogicznej indukcji („abstractio formalis”),
który jest racją i jedynym powodem zaistniałych, w zmianie, stanów rzeczy.
Czynnikiem tym miała być tzw. forma, pojęta jako faktor koniecznościowy
organizujący „od wewnątrz” samą rzecz. Wskazanie na formę – zwłaszcza
substancjalną – będącą racją jedności tożsamości zmieniającego się bytu,
pozwalało ująć, w poznaniu, moment konieczny i istotny, a przez to
pozwalało skonstruować definicję realną, kończącą proces poznania. W
wypadku konieczności dalszego dowodzenia, poprzez definicję realną i jej
aspektowne zdaniowe równoważniki pojęte jako „terminus medium”
sylogizmu, należało doprowadzić do konkluzji, wskazującej na czynnik
„DIA TI”, dzięki któremu zaistniały niezrozumiałe nowe stany rzeczy .
Arystoteles uważał, że taka koncepcja poznania jest uniwersalna i
można ją zastosować tak w przyrodoznawstwie (PERI PHYSEOS), jak i w
metafizyce. A św. Tomasz usiłował ją zaadoptować do teologicznych metod
wyjaśniania, co nie zawsze było możliwe, ze względu na często
metaforyczny charakter orzecznika zdaniowego w objawionym (w Piśmie
św.) naturalnym języku podmiotowo-orzecznikowym; np. „ludzi czeka
ostateczny sąd”, „sprawiedliwi staną po prawicy”, „Bóg do zbawienia
przeznacza” – co jest narażone już to na jednoznaczne, już to wieloznaczne
interpretacje. Ale sam Stagiryta w swych pismach metafizycznych
zaanonsował jeszcze dwie inne koncepcje nauki: a) poprzez odwołanie się do
tzw. „czterech przyczyn”, których ciągi nieskończone są niemożliwe; b)
poprzez interpretację celowego działania „HOS EPI POLY” – „jak w
większości wypadków” przebiega zaobserwowany proces zmian
ujawniających naturalne inklinacje, a przez to i celową determinację
działania.
Okazuje się, że platońsko-arystotelesowska koncepcja nauki „DIA TI”
była zasadniczo słusznym i zreflektowanym uściśleniem spontanicznego,
zdroworozsądkowego poznania raczej aniżeli teorią nauki, pojętej jako
swoista sztuka przekształcania rzeczywistości poprzez zespół zabiegów
poznawczych, uzbrojonych w proporcjonalne narzędzia intensyfikujące akty
samego poznania, kierowanego do jasno określonych celów. A losy nauki
2
potoczyły się właśnie w tym kierunku, co zresztą nie było nie związane z
filozoficznym subiektywizującym nurtem kartezjanizmu i jego rozdzieleniem
przedmiotu poznania na „res extensa” i „res cogitans” oraz zarysowaniem
teorii mierzalnego typu poznania dla materii, a analizy idei dla przedmiotów
duchowych. Potem spożytkowano kantowską koncepcję nauki, kierującej się
naukotwórczym pytaniem: „jakie są konieczne aprioryczne warunki
wartościowego poznania?”, a następnie pozytywistyczne pomysły teorii
nauki, co w rezultacie doprowadziło naukowe poznanie do weryfikujących
lub falsyfikujących zabiegów związanych z odpowiedzią na pytanie „to
know how?”
Filozofia po Arystotelesie „zagubiła się” w stoickich ideologiach i
neoplatońskiej gnozie. Do pewnego stopnia – w następnych wiekach –
ratowała się przez związanie się z chrześcijańską wiarą i teologią
apologetów, Aleksandryjczyków, Ojców Kappadockich, a zwłaszcza św.
Augustyna, który w dużej mierze czytał Ewangelię oczyma platończyka,
koncentrującego się na sensie bycia człowiekiem, co ogromnie wzbogaciło
myśl ludzką o odkryte przez Aureliusza Augustyna humanistyczne wartości
wiary, szeroko poszerzające horyzonty sensu życia.
Filozofia odłączyła się od teologii poprzez prace św. Alberta, który
dostrzegł, w przyjmowanej filozofii arabskiej Awicenny, możliwość
uprawiania filozofii nie-chrześcijańskiej. Na tym też tle ujrzano konieczność
rozłączenia filozofii i teologii oraz nauk przyrodniczych (botaniki).
Myśl tę pogłębił św. Tomasz poprzez wyakcentowanie specyfiki teologii
jako „doctrina sacra” i zarazem nowej koncepcji rzeczywistości (bytu jako
istniejącego), co umożliwiło uprawianie filozofii nie jako spekulacji o
abstrakcyjnych naturach, ale jako podstawowej (ostatecznej) interpretacji
realnie istniejącej rzeczywistości.
Ale zasadniczy kierunek filozofii i jej rozważań poszedł inną drogą,
wskazaną przez Jana Dunsa Szkota, który wyakcentował franciszkańską
(bonawenturiańską) koncepcję filozofii chrześcijańskiej, która w swych
rozważaniach uwzględniała objawienie. Za przedmiot filozofii uznano „byt
jako byt”, w sensie „byt jako niesprzeczność” lub jako „natura”, która
wyklucza z siebie sprzeczność. Rozważania filozoficzne związano z analizą
zapożyczonych od Awicenny „natur trzecich”, układających się
3
warstwicowo na kształt piramidy, której podstawą jest „byt”, a coraz
węższymi warstwami są natury: „substancji”, „żyjącego”, „zwierzęcia”,
„człowieka”, by dojść do szczytowego punktu natur, jaką jest: „ta oto
konkretna natura” – „haecceitas”: – „Jan”. Natura bytu wykluczająca z siebie
sprzeczność miała być jednoznacznie ujęta przez intelekt, który jednym
prostym aktem myśli zawsze docierał do podstawowej warstwy
rzeczywistości bytu jako bytu. Taką koncepcję od Jana Dunsa Szkota przyjął
Franciszek Suarez, a następnie suarezjańską myśl o bycie jako jednoznacznej
naturze odziedziczył Descartes, a uzasadnił szeroko Christian Wolff, będący
w dużej mierze natchnieniem dla koncepcji Hegla i jego dialektyki
rozwojowej, jako że byt pojęty jako czysta możliwość, abstrahująca od
wszelkiej determinacji, jest identyczna z nie-bytem, co wyzwala „stawanie
się” - „WERDEN”.
W filozofii scholastycznej, postsuarezjańskiej, dokonująca się
precyzyjnie analiza natur, wyrażonych w definicyjnym, jednoznacznym
języku, poczęła się zbiegać z nauką i jej językiem jednoznacznym, związanym
z intuicją treści koniecznościowych i jednoznaczną analizą treści sprawdzaną
w zorganizowanej empirii. Tak więc w czasach nowożytnych poznanie
naukowe i poznanie filozoficzne zdawało się spływać do wspólnego nurtu,
zdeterminowanego jakoby wspólnym przedmiotem – „naturą”, jawiącym
się dla nauki i filozofii jednoznacznie i wyrażającym się w jednoznacznym
języku, abstrahującym od konkretnie istniejących, realnych uwarunkowań.
Różnica pomiędzy filozofią i nauką najbardziej uwidoczniła się w
kierunku samego wyjaśniania. W filozofii po Descartesie, Wolffie, Kancie,
Heglu i fenomenologii „szło się” od myśli ku rzeczywistości, a w naukach od
rzeczy poznawanej na drodze empirycznej indukcji do samych pojęć,
organizowanych w siatkę teorii. Cóż zatem dziwnego, że pojawiła się
koncepcja związania samej filozofii z nauką, co miałoby doprowadzić do
uściślenia filozofii, jej unaukowienia, a wreszcie do skonstruowania
„prawdziwej filozofii”, jak np. w marksizmie, gdzie ustalane przez naukę
prawa podlegałyby jeszcze filozoficznej generalizacji, poprzez poszerzanie
zakresu pojęć i ekstrapolację roboczych hipotez, zwłaszcza na bazie (rzekomo
przez naukę udowodnionej) koncepcji ewolucji, której głębsze rozumienie i
tak musiało zakładać filozoficzną koncepcję bytu i stawania się (głównie w
4
wersji heglowskiej, nie do końca uświadomionej). A to doprowadzało
niekiedy samą naukę do jej tyranizowania przez filozofię, jak to miało
miejsce w wypadku Trofima Łysenki, a także zabawnych zabiegach Olgi
Lepieszyńskiej. Sama filozofia stawała się dyscypliną poznawczą
niepotrzebną, a użyteczną jedynie w postaci rozbudowanej ideologii, która
miała uzasadniać polityczny i gospodarczy hegemonizm władzy.
Mając na uwadze zarysowany pobieżnie historyczny ciąg związku
filozofii i nauki, należy sobie uświadomić podstawowy warunek takiego
związania się tych dziedzin poznania. Jak wszędzie, tak i w filozofii metoda
poznania i jej język zależą od charakteru samego przedmiotu filozofii. Jeśli
– z jakichś racji, o których bliżej mówi historia filozofii – uzna się, iż
przedmiotem filozoficznego poznania jest byt pojęty jako jakaś „natura” (już
to niezdeterminowana, już to zdeterminowana) to taki przedmiot trzeba
jednoznacznie określić poprzez enumerację jej cech, ustalenie relacji
pomiędzy nimi i ostatecznie wyrażenie tego wszystkiego w jakimś
jednoznacznym języku. I czym jest wówczas tak pojęta filozofia? Jest
najpierw analizą przedmiotu jako natury jawiącej się w intelekcie! A to
znaczy, że jest analizą i teorią idei, które pojawiają się w postaci jakiejś
abstrakcyjnej natury. Ale czy tak jawiące się „natury”, łącznie z „naturą
bytu jako bytu”, realnie i konkretnie istnieją jako dana nam do wyjaśnienia
rzeczywistość, czy też są one zespołem jakichś – może nawet
koniecznych – cech jawiących się w naturze abstrakcyjnego przedmiotu?
I czy analizując – stosując różnorodne metody analizy, nawet tzw.
dialektyki – idee i abstrakcyjne natury, dojdziemy przez to do ich realnego,
rzeczywistego istnienia? Oczywiście – nie! A cała droga postszkotowskiej
filozofii europejskiej (tzw. tomizm był raczej wąską strugą, i to mętną
wskutek pomieszania języków atakujących systemów Szkota i Suareza,
uchodzących niekiedy za swoisty „tomizm”) była usiłowaniem daremnego
przejścia od myśli do rzeczywistości, i to wbrew uznawanej zasadzie, że „de
posse ad esse non valet illatio” (donec probetur). Myśl bowiem abstrahując od
realnego istnienia rzeczy, użyczając jej w akcie poznania swego istnienia
(gdyż to ja myślę!), nie ma żadnych możliwości dać realnie istnienie
abstrakcyjnym naturom, które tego istnienia w sobie nie posiadają. Filozofia
zatem tak uprawiana stała się dobrą gimnastyką myśli, a nie wyjaśnianiem
5
Zgłoś jeśli naruszono regulamin