Berkeley Traktat.pdf

(575 KB) Pobierz
9139638 UNPDF
George Berkeley
Traktat o zasadach
ludzkiego poznania
w którym poddano badaniu główne
przyczyny błędów i trudności w różnych
dziedzinach wiedzy oraz podstawy
sceptycyzmu, ateizmu i niewiary
Przełożył
Janusz Salamon SJ
Posłowie napisał
Sebastian Tomasz Kołodziejczyk
Tytuł oryginału:
A Treatise Concerning the Principles of Humań Knowledge,
wherein the chief causes of the error and difficulty in the Sciences with
the ground of Scepcism, Atheism, and Irreligion are inquired into.
Przedmowa
To, co tutaj prezentuję, po długim i sumiennym dociekaniu stało się dla
mnie oczywiście prawdziwe. Toteż wydało mi się pożytecznym, aby poznali
je zwłaszcza ci, którzy są skażeni sceptycyzmem albo domagają się dowodu
istnienia i niematerialności Boga czy przyrodzonej nieśmiertelności duszy.
Nie przesądzając sam o skuteczności moich wywodów, zadowolę się tym, że
czytelnik zechce je bezstronnie rozważyć. Nie zależy mi bowiem na popular­
ności tego, co tutaj napisałem, o ile nie byłoby zgodne z prawdą. Aby jednak
prawda nie ucierpiała, pozwalam sobie prosić czytelnika, aby zawiesił swój
sąd, dopóki przynajmniej raz nie przeczyta całości z taką uwagą i namysłem,
na jaki niniejszy przedmiot zdaje się zasługiwać. Są bowiem w tej pracy
fragmenty, które same w sobie, wyjęte z kontekstu, są (w sposób nieuniknio­
ny) niezwykle podatne na całkiem opaczne zrozumienie i zdają się prowa­
dzić do zupełnie niedorzecznych wniosków, które jednak z nich nie wynika­
ją, jak się okaże po przeczytaniu całości. Choćby jednak ktoś przeczytał
całość, ale uczynił to pobieżnie, jest wielce prawdopodobnym, że błędnie
zrozumie to, co chciałem przekazać. Tym niemniej pozwalam sobie żywić
nadzieję, że myślącemu czytelnikowi moje wywody będę się jawiły jako ja­
sne i oczywiste. Sądzę, że z tego, iż niektóre z moich poglądów mogą się
wydać nowe i nadzwyczajne, nie mam obowiązku się usprawiedliwiać. Tego
bowiem, kto jakąś prawdę, którą można udowodnić, odrzucałby tylko z tego
powodu, że jest to prawda dopiero co odkryta i przeczy ludzkim przesądom,
z pewnością należałoby uznać za mało zaznajomionego z naturą nauki. Tyle
uznałem za słuszne zaznaczyć w tej przedmowie, aby jeśli to możliwe zapo­
biec pośpiesznym sądom tego rodzaju ludzi, którzy są nazbyt skłonni potę­
pić jakiś pogląd, nim go właściwie zrozumieją.
5
Wstęp
1. Jako że filozofia nie jest niczym innym, jak tylko zgłębianiem mądro­
ści i prawdy, można by słusznie oczekiwać, że ci, którzy poświęcili jej szcze­
gólnie wiele czasu i trudu, powinni zażywać w większym stopniu pokoju
umysłu, cieszyć się większą jasnością i oczywistością poznania i rzadziej
być trapionymi wątpliwościami i trudnościami niż inni ludzie. Tymczasem,
jak widzimy, rzecz ma się tak, że to nieoświecone masy ludzkie, które poru­
szają się po utartych i niewyszukanych ścieżkach zdrowego rozsądku, pod­
dając się nakazom natury, funkcjonują z łatwością i bez przeszkód. Nic
z tego, co znajome, nie wydaje im się niewytłumaczalne czy trudne do zrozu­
mienia. Nie uskarżają się na jakikolwiek brak oczywistości poznania zmy­
słowego i w najmniejszym stopniu nie grozi im popadniecie w sceptycyzm.
A jednak, gdy tylko pozostawimy na chwilę zmysły i instynkt, aby podążyć
za światłem jakiejś wyższej zasady, rozumować, rozmyślać i zastanawiać się
nad naturą rzeczy, zaraz pojawiają się w naszych umysłach tysięczne wątpli­
wości, dotyczące tego, co przedtem wydawało się nam w pełni zrozumiałe.
Wszędzie zaczynamy dostrzegać przesądy i omyłki zmysłów. Kiedy zaś usi­
łujemy je przezwyciężyć, uciekając się do rozumu, niepostrzeżenie popada­
my w dziwaczne paradoksy, trudności i sprzeczności, które mnożą się i po­
grążają nas z każdym krokiem. Aż w końcu, przebrnąwszy przez manowce
naszych dociekań, odkrywamy, że znaleźliśmy się tam, gdzie byliśmy na
początku, albo, co gorsza, pogrążyliśmy się w godnym pożałowania scepty­
cyzmie.
2. Za przyczynę tego stanu rzeczy uważa się zazwyczaj tajemniczość
samej rzeczywistości lub naturalną słabość i niedoskonałość naszego rozu­
mu. Mówi się, że możliwości naszych władz umysłowych są ograniczone
i że Natura przeznaczyła je do podtrzymywania życia i czynienia go łatwiej­
szym, nie zaś do wnikania w wewnętrzną istotę i strukturę rzeczy. Sugeruje
się też, że nie należy się dziwić, że kiedy skończony umysł człowieka zaczy­
na traktować o rzeczach przynależących do sfery nieskończoności, wówczas
7
wikła się w absurdy i sprzeczności i niepodobna, aby sam mógł się od nich
kiedykolwiek uwolnić; należy wszakże do natury nieskończoności, że nie
może jej pojąć to, co jest skończone.
3. Być może jednak postępujemy w sposób nazbyt stronniczy, kiedy źró­
deł błędu upatrujemy w naszych władzach umysłowych, nie zaś w ich niepo­
prawnym użyciu. Trudno przypuszczać, aby poprawne wnioskowanie wy­
chodzące od prawdziwych przesłanek miało kiedykolwiek prowadzić do
wniosków, które są niespójne albo nie do utrzymania. Należałoby raczej są­
dzić, że Bóg potraktował ludzi bardziej szczodrze, niż by miał uczynić, ob­
darzając ich przemożnym pragnieniem wiedzy, a jednocześnie czyniąc ją dla
nich nieosiągalną. Pozostawałoby to w niezgodzie z zawsze łaskawym spo­
sobem działania Bożej Opatrzności, która stosownie do pragnień, jakie za­
szczepiła w swych stworzeniach, zazwyczaj wyposaża je w środki, które,
przy właściwym ich użyciu, prowadzą do zaspokojenia tych pragnień. Osta­
tecznie jestem skłonny mniemać, że zdecydowaną większość, o ile nie wszyst­
kie z tych trudności, które dotychczas zajmowały filozofów i zagradzały dro­
gę do wiedzy, zawdzięczamy sobie samym. Wpierw wznieciliśmy tumany
kurzu, a teraz uskarżamy się, że nie widzimy.
4. Moim celem jest zatem próba odkrycia tych zasad, które są przyczyną
pojawienia się w kilku dziedzinach filozofii tych wszystkich wątpliwości
i niepewności, tych niedorzeczności i sprzeczności i to w takim natężeniu, że
nawet najwięksi mędrcy uznali naszą ignorancję za nieuleczalną, przekona­
ni, że jest ona konsekwencją naturalnej tępoty i ograniczoności naszych władz
umysłowych. Z pewnością jest rzeczą godną naszego trudu, aby podjąć się
ścisłego przebadania pierwszych zasad ludzkiego poznania, roztrząsając je
i analizując na wszelkie sposoby. Zwłaszcza że istnieją powody, aby podej­
rzewać, że owe przeszkody i trudności, które wprowadzają umysł w zakło­
potanie, zagradzając mu drogę w jego dążeniu do prawdy, sanie tyle konse­
kwencją rzekomej tajemniczości i zawiłości przedmiotów poznania czy też
naturalnej ułomności naszego rozumu, ale raczej rezultatem uporczywego
trzymania się fałszywych zasad, czego można było uniknąć.
5. Choć to przedsięwzięcie może zniechęcać stopniem swej trudności,
kiedy się zważy, jak wielu wybitnych i niepospolitych mężów podjęło się
przede mną podobnego zadania, pozwalam sobie żywić pewne nadzieje na
powodzenie. Albowiem ten, kto ma szerokie horyzonty, nie zawsze widzi
jasno i być może ktoś bardziej krótkowzroczny, zmuszony przyjrzeć się przed­
miotowi swego badania z bliska i dokładnie, będzie zdolny dostrzec to, co
umknęło uwadze kogoś znacznie bystrzejszego.
6. Aby ułatwić czytelnikowi zrozumienie dalszych wywodów, warto, ty­
tułem wstępu, powiedzieć co nieco o naturze języka i o możliwych naduży-
ciach w tej dziedzinie. Poruszenie tego tematu zmusza mnie jednak do przy­
wołania w pewnym stopniu już teraz głównego przedmiotu moich rozważań
i zwrócenie uwagi na to, co, jak się zdaje, w głównej mierze przyczyniło się
do zagmatwania i skomplikowania badań naukowych, prowokując niezli­
czone błędy i trudności we wszystkich niemal dziedzinach wiedzy. Chodzi tu
o przekonanie, że umysł ma władzę tworzenia abstrakcyjnych idei albo pojęć
rzeczy. Ten, komu pisma i dysputy filozofów nie są całkiem obce, z pewno­
ścią przyzna, że wiele z nich dotyczy właśnie abstrakcyjnych idei. To przede
wszystkim one uchodzą za przedmiot takich dyscyplin, jak logika i metafizy­
ka, i za przedmiot wszelkiej wiedzy dotyczącej najbardziej abstrakcyjnych
i najwyższych zasad. We wszystkich tych dziedzinach rzadko podejmuje się
jakiekolwiek zagadnienie, nie założywszy wpierw zarówno istnienia takich
idei w ludzkim umyśle, jak i tego, że umysł jest z nimi dobrze zaznajomiony.
7. Przyjmuje się powszechnie, że jakości, czy modi rzeczy, nigdy tak
naprawdę nie istnieją same przez się i w oderwaniu od wszystkich innych,
ale są jak gdyby zmieszane i zespolone ze sobą w tym samym przedmiocie.
Powiadają jednak, że umysł, będąc zdolnym do rozważania każdej jakości
z osobna, czyli w oderwaniu od innych jakości z nią złączonych, tworzy
sobie w ten sposób idee abstrakcyjne. Na przykład, gdy jakiś przedmiot jest
postrzegany przez wzrok jako rzecz rozciągła, barwna i pozostająca w ruchu,
wówczas umysł, rozkładając tę złożoną ideę na konstytuujące ją proste ele­
menty i rozpatrując każdy z nich z osobna w oderwaniu od pozostałych, two­
rzy abstrakcyjne idee rozciągłości, barwy i ruchu. Nie znaczy to, żeby barwa
czy ruch mogły istnieć bez rozciągłości, lecz jedynie że umysł jest zdolny
w procesie abstrakcji utworzyć sobie ideę barwy niezależnie od rozciągłości
oraz ideę ruchu niezależnie od zarówno koloru, jak i rozciągłości.
8. Dalej, zauważywszy, że w poszczególnych rzeczach rozciągłych, po­
strzeganych przez zmysły, jest jakiś podobny i wspólny im wszystkim ele­
ment, podczas gdy inne elementy są swoiste, jak ten lub inny kształt czy
wielkość, które odróżniają jedne rzeczy od drugich, umysł rozważa z osobna
i wyodrębnia to, co wspólne, tworząc na tej podstawie najbardziej abstrak­
cyjną ideę rozciągłości. Idea ta nie jest ani linią, ani powierzchnią, ani bryłą,
nie ma też określonego kształtu ani wielkości, ale jest ideą całkowicie od
tego wszystkiego oderwaną. W podobny sposób, pozostawiając na boku to,
co w poszczególnych barwach postrzeganych przez zmysły odróżnia jedną
z nich od drugiej, a zachowując tylko to, co jest im wszystkim wspólne, umysł
tworzy abstrakcyjną ideę barwy, która nie jest ani czerwona, ani niebieska,
ani biała, ani żadnego innego koloru. Podobnie też, rozważając ruch w ode­
rwaniu nie tylko od poruszającego się ciała, lecz również od toru, jakim to
ciało się porusza, i od wszystkich poszczególnych kierunków i prędkości,
8
9
tworzy się abstrakcyjną ideę ruchu, która w równym stopniu odnosi się do
każdego poszczególnego przypadku ruchu, jaki tylko może być postrzegany
przez zmysły.
9. I tak jak umysł tworzy sobie abstrakcyjne idee jakości czy modi, tak
też precyzując czy dokonując myślowej separacji, sięga abstrakcyjnych idei
bytów bardziej złożonych, posiadających kilka współistniejących ze sobą
własności. Na przykład, gdy umysł dostrzeże, że Piotr, Jakub i Jan są ogólnie
rzecz biorąc do siebie podobni pod względem wyglądu i innych własności,
wówczas ignorując to, co w złożonej idei Piotra, Jakuba czy jakiegokolwiek
innego konkretnego człowieka jest właściwe tylko każdemu z nich, pozosta­
wia tylko to, co jest im wszystkim wspólne. W ten sposób umysł tworzy
oderwaną ideę, w której wszystkie poszczególne jednostki na równi uczest­
niczą. Abstrahuje przy tym całkowicie od tych wszystkich okoliczności i róż­
nic, które mogłyby z niej uczynić byt jednostkowy. W taki właśnie sposób,
jak się powiada, dochodzimy do abstrakcyjnej idei człowieka albo, jeśli kto
woli, idei człowieczeństwa lub natury ludzkiej. Co prawda, obejmuje ona
barwę, gdyż nie ma człowieka, który by nie miał jakiegoś koloru, niemniej
nie może to być ani barwa biała, ani czarna, ani żadna inna, ponieważ nie
istnieje taki kolor, który byłby właściwy wszystkim ludziom. Idea człowieka
obejmuje również wzrost, ale nie jest to ani wzrost wysoki, ani wzrost niski,
ani też średni, ale coś wyabstrahowanego z każdego z nich. To samo dotyczy
wszystkich innych cech. Dalej jeszcze, jako że istnieje wielka różnorodność
innych stworzeń posiadających niektóre, ale nie wszystkie własności składa­
jące się na złożoną ideę człowieka, umysł, pozostawiając na boku te cechy,
które są właściwe ludziom, a zachowując tylko te, które są wspólne wszyst­
kim istotom żywym, tworzy ideę zwierzęcia, która abstrahuje nie tylko od
wszystkich poszczególnych ludzi, ale również ptaków, ssaków, ryb i owa­
dów. Elementami składowymi abstrakcyjnego pojęcia zwierzęcia są ciało,
życie, zmysły i samoczynny ruch. Ciało w powyższym rozumieniu nie ma
żadnej szczególnej postaci czy kształtu, jako że nie ma takiej postaci czy
kształtu, które byłyby wspólne wszystkim zwierzętom. Nie jest zatem pokry­
te włosem, upierzeniem czy łuską itd., ani też nagie, gdyż włosy, pióra, łuski
i nagość są cechami, które odróżniają jedne zwierzęta od drugich i dlatego
wyłącza sieje z abstrakcyjnej idei zwierzęcia. Z tego samego powodu zdol­
ność samoczynnego poruszania się nie musi odnosić się ani do chodzenia,
ani latania, ani pełzania, a jednak jest ruchem, choć trudno go pojąć.
10. Na pytanie, czy inni ludzie posiadają tę wspaniałą zdolność tworze­
nia idei na drodze abstrakcji, oni sami najlepiej mogą odpowiedzieć. Jeśli
chodzi o mnie, to istotnie potrafię sobie wyobrazić czy przedstawić idee tych
poszczególnych rzeczy, które postrzegałem, oraz łączyć je i rozdzielać na
różne sposoby. Potrafię sobie wyobrazić człowieka o dwu głowach albo tors
ludzki złączony z ciałem konia. Mogę myśleć o ręce, oku, nosie jako wyab­
strahowanych czy oddzielonych od reszty ciała. Wtedy jednak, jakąkolwiek
bym sobie rękę lub oko wyobraził, musiałyby mieć jakąś określoną postać
i barwę. Podobnie idea człowieka, którą sobie tworzę, musi być ideą czło­
wieka białego, czarnego lub śniadego, prostego lub zgrabionego, wysokie­
go, niskiego lub średniego wzrostu. Nie potrafię żadnym wysiłkiem myśli
pojąć opisanej wcześniej abstrakcyjnej idei. Równie niemożliwe jest dla mnie
utworzenie abstrakcyjnej idei ruchu, który byłby czymś odrębnym od poru­
szającego się ciała i nie byłby ani szybki, ani wolny, nie przebiegał po linii
krzywej czy prostej. To samo można powiedzieć o wszelkich innych abstrak­
cyjnych i ogólnych ideach. Mówiąc wprost, uznaję się za zdolnego do abs­
trahowania w tym znaczeniu, że potrafię rozważyć poszczególne elementy
czy własności w oderwaniu od innych, które, chociaż w danym przedmiocie
są ze sobą złączone, to przecież mogłyby w rzeczywistości istnieć także bez
nich. Zaprzeczam jednak, jakobym potrafił odrywać w myśli jedną od dru­
giej lub przedstawiać sobie oddzielnie te własności, które nie mogą istnieć
w takiej izolacji, albo bym był zdolny utworzyć ogólne pojęcie, abstrahując
od szczegółów w sposób wyżej opisany, a to są przecież dwa właściwe
i powszechnie akceptowane rozumienia abstrakcji. Istnieją podstawy, by są­
dzić, że większość ludzi uzna, iż znajdują się w podobnym, co ja, położeniu.
Ogół ludzi, którzy są prości i niewykształceni, nigdy nie rości sobie pretensji
do posiadania pojęć abstrakcyjnych. Zresztą powiada się, że są one trudne
i nie dają się osiągnąć bez utrapień i pracy. Mamy zatem rozumne podstawy
do konkluzji, że jeśli takie pojęcia istnieją, to posiadają je jedynie uczeni.
11. Zajmę się teraz zbadaniem tego, co można przytoczyć na obronę owej
teorii abstrakcji, i spróbuję odkryć, co skłania filozofów do akceptacji poglą­
du tak odległego, jak się zdaje, od zdrowego rozsądku. Niedawno zmarły,
słusznie ceniony filozof, udzielił temu poglądowi bezsprzecznie dużego
poparcia w przekonaniu, że posiadanie ogólnych abstrakcyjnych idei jest tym,
co najbardziej odróżnia człowieka od zwierzęcia, gdy chodzi o kwestię ro­
zumności. „Posiadanie idei ogólnych - powiada on -jest właśnie tym, co
w doskonały sposób odróżnia człowieka od zwierzęcia i jest doskonałością,
jakiej władze umysłowe zwierząt w żadnym razie nie osiągają. Oczywiste
jest bowiem, że nie dostrzegamy u zwierząt żadnych przejawów używania
przez nie ogólnych znaków dla idei powszechnych, a na tej podstawie mamy
prawo przypuszczać, że nie posiadają one zdolności abstrahowania albo two­
rzenia idei ogólnych, skoro nie używają wyrazów ani żadnych innych zna-
1 John Locke (Essay Concerning Humań Understanding, 1690).
10
11
Zgłoś jeśli naruszono regulamin