Baśń o słońcu i wietrze- Wiesława Pakuła.pdf

(60 KB) Pobierz
85197575 UNPDF
Baśń o słońcu i wietrze
Prawdziwa przyjaźń potrzebuje pielęgnacji, wspólnych wieczorów przy
kominku, długich spacerów, a przede wszystkim mnóstwa czasu na rozmowy.
Przyjaźnie młodości
Kiedy widzę dwie dziewczynki z tej samej klasy, rozgadane, roześmiane, które
nie mogą się bez siebie obyć, patrzę na nie z czułością myśląc „niech to trwa".
Przywołuję wtedy na pamięć własne dzieciństwo i przyjaźnie „do grobowej
deski", kiedy nie mogłyśmy się z przyjaciółką nagadać, nazwierzać...
Znajomy dziesięcioletni chłopczyk jest bardzo przejęty, gdy ma go odwiedzić
przyjaciel. Uprzedza rodziców, aby nie zapomnieli go ugościć. Może zostanie
do niedzieli? Chłopiec jest zachwycony kolegą, cieszy się, że on wybrał akurat
jego. Choć sam więcej daje z siebie w tej przyjaźni, a mniej bierze. To
nieważne.
Czas mija i często te związki z dzieciństwa, te bezinteresowne, serdeczne z
czasów młodości, ze studenckich lat rozpadają się. Powodem bywa odległość,
zaabsorbowanie rodziną i karierą zawodową. Dzieli niechęć małżonka czy
różny status materialny. Nieraz oglądamy w telewizji taki film, w którym na
zjeździe absolwentów albo na pogrzebie jednego z nich spotyka się ongiś
zgrana paczka.
Dawniej byli sobie tacy bliscy, a teraz nie bardzo jest o czym mówić. „Gdzie są
chłopcy z tamtych lat? Gdzie dziewczęta z tamtych lat?"- chciałoby się
powtórzyć słowa piosenki.
Nie ma w nas już tej naturalności, szczerości, choć zapewniamy się, że zawsze
możemy na siebie liczyć. Może z tą koleżanką, z którą wyszłam z takiego
spotkania, będzie znów jak dawniej? Bo nie wystarcza, okazuje się, rodzina i
codzienne bytowe sprawy. Szuka się ludzi, z którymi jest co wspominać,
których lubili nasi rodzice, a tych już nie ma. Żeby tylko znaleźć czas na
spotkania i rozmowy...
Prawdziwa przyjaźń - pisze w swojej książce Mc Ginnis - potrzebuje
pielęgnacji, wspólnych wieczorów przy kominku, długich spacerów, a przede
wszystkim mnóstwa czasu na rozmowy. Wymaga to - na przykład
-wyłączenia telewizora, aby nie przeszkadzał...
A oto dość typowy dialog:
„Słyszysz, co mówią w dzienniku?" - pyta moja przyjaciółka przez telefon.
„Dzwonię do ciebie w ważnej sprawie" - mówię.
„Ja cię słucham, słucham, wszystko mogę powtórzyć. Wiesz, że mam
podzielność uwagi".
Kawaler w tramwaju
Dlaczego często rozpadają się przyjaźnie, a nasze kontakty z ludźmi są pełne
konfliktów? Bo chcielibyśmy widzieć ich innymi niż są. Tacy, jacy są, działają
nam na nerwy. Kiedy się spotykamy, krytykujemy ich i pouczamy.
„Przyjaźnimy się już tyle lat, ale żeby ona była inna..." Jeśli inna, to już nie ta.
Szukajmy wobec tego nowych przyjaciół albo bądźmy samotni. Bo przyjaźń -
jak miłość - powinna gwarantować wolność, przestrzeń, a nie kontrolę nad
drugą osobą.
Autor „Sztuki przyjaźni" traktuje przyjaźń jako uczucie bliskie miłości i często
nie rozdziela tych pojęć. Wielokrotnie posługuje się przykładami z Ewangelii,
z życia Jezusa i Jego przyjaźni z uczniami. Pisze o Jego otwartości, szczerości i
chęci przebaczania.
Pomyśl przez chwilę o ludziach, którzy mieli na ciebie dobry wpływ, którzy
wyłuskali z ciebie to, co w tobie najlepsze. Czy nie są to ci, którzy w ciebie
wierzyli i którzy przebaczali ci twoje błędy. Zmieniłeś się, ponieważ
akceptowali cię takim, jakim byłeś.
Dale Carnegie w swojej książce opisuje przyjaźń bardziej jako dobre wzajemne
kontakty, pomocne w każdej życiowej sytuacji, również - i to nie bez znaczenia
- w prowadzeniu udanych interesów. Daje wiele przykładów, że w pracy
bardziej nawet niż fachowość o sukcesie stanowi umiejętność współżycia z
ludźmi. Szefowie osiągają cel, rozbudzając w pracownikach entuzjazm
uznaniem i zachętą. Stevie Wonder wspomina, że kiedy byt małym chłopcem,
nauczycielka poprosiła, aby pomógł jej złapać mysz, która biegała po klasie.
Doceniła tym samym doskonałość słuchu niewidomego chłopca. To
wydarzenie odmieniło jego życie. Po latach stał się znakomitym piosenkarzem.
Przypominam sobie, jak moja matka zdobywała miejsce w tramwaju.
Podchodziła do zamyślonego młodzieńca, pytając przyciszonym głosem „Czy
może mi kawaler ustąpić miejsca?" (pamiętam to anachroniczne dzisiaj słowo
„kawaler" wypowiadane bez ironii). Nie pomstowała na „dzisiejszą młodzież",
która rozpiera się i nikogo nie widzi. Skutek byt taki, że chłopak dosłownie
zrywał się (było to co prawda kilkanaście lat temu), dając miejsce starszej,
delikatnej kobiecie. Nie znaczy to oczywiście, że sam nie powinien się
domyślić.
Sekret Sokratesa
Wszyscy lubimy mieć rację. Spory o rację poróżniły już wielu oddanych
przyjaciół, zepsuty niemało świetnie zapowiadających się spotkań
towarzyskich. Nikt bowiem wtedy nie wygrywa. Zwycięzca na argumenty czy
krzyk i tak najczęściej nie osiąga celu, kiedy zraża sobie ludzi. Człowiek
pognębiony w sporze, którego w dodatku nie wysłuchano z uwagą,
potraktowano jako mniej ważnego, jakąś „bożą podszewkę", nie będzie
przyjazny takiemu rozmówcy. Bo - jak twierdzi filozof John Dewey -
pragnienie bycia ważnym to ukryty motor natury ludzkiej; dzięki niemu
tworzy się cywilizacja.
Podobno szpitale psychiatryczne zaludniają ci, którzy nie czuli się ważni w
realnym świecie. Teraz w świecie urojonym pacjent może być Napoleonem
albo Sokratesem. Sekret tego wielkiego filozofa polegał na takim prowadzeniu
dysputy, aby rozmówca na jego pytania odpowiadał twierdząco. Nie mówił
uczniowi, że się myli, czekał, aż sam dojdzie do konkluzji, przeciw której
protestowałby kilka minut temu. Czy to w naszym języku oznacza
manipulację? Może szukanie wspólnych punktów, kiedy cel jest ten sam.
Także teraz, w dwadzieścia cztery wieki później warto koncentrować się na
tym, co łączy, a nie dzieli, starać się wczuć w sposób widzenia drugiego
człowieka, wysłuchać go uważnie, nie myśląc tylko, jak samemu dojść do
głosu. Tylko dlaczego cytowany tu Sokrates nie potrafił zjednać Ksantypy,
swojej żony? Różnie o tym mówią źródła. Fakt, że kobieta szczęśliwa nie stanie
się jędzą. A i filozofem najtrudniej być we własnym domu.
Twój i mój problem
Ostatnio słyszy się, nawet wśród bliskich sobie ludzi, idiotyczne zdanie „To
twój problem". Znaczy to: licz na siebie, ja ci nie pomogę. Tak nie powie
przyjaciel, który zna i rozumie nasze kłopoty. Ale może też rozluźniają się te
bliskie, przyjacielskie więzi, polegające na wyłączności, na tym, że o drugiej
osobie wszystko się wie i tym samym aktywnie uczestniczy w jej życiu. Mamy
niejednokrotnie za mato czasu i dość kłopotów z własną rodziną: małżonkami,
rodzicami i dziećmi, tak że wysłuchiwanie cudzych zmartwień przekracza już
nasze możliwości. Zwłaszcza kiedy bywa jednostronne. Kuzynka opowiadała
mi, że boi się już wizyt swojej przyjaciółki i jej kilkugodzinnych monologów o
dzieciach. Nie ma możliwości, aby sama doszła do głosu.
Dawniej było inaczej. Kiedy nawet zniknie przyjaźń oparta na „braterstwie
dusz", zostają jeszcze wciąż lojalność i szczerość, uprzejme, serdeczne
odnoszenie się do siebie i w razie potrzeby świadczenie sobie przysług. To
dużo w dobie tupetu i agresji, kiedy niespodziewanie można usłyszeć „Pan już
u mnie nie pracuje", a na ulicy dostać znienacka w głowę. Przecież brak
agresywności nie dowodzi bierności i słabości, ale siły.
Dale Carnegie wspomina baśń swego dzieciństwa w Missouri. Słońce i wiatr
kłóciły się o to, które z nich jest silniejsze. Wiatr powiedział „Widzisz tego
człowieka, założę się, że prędzej zedrę z niego płaszcz, niż ty". Słońce
schowało się za chmurami, a wiatr zaczął wiać coraz mocniej i mocniej.
Ale im bardziej szarpał człowiekiem, tym szczelniej ten otulał się płaszczem.
Kiedy zmęczony wicher ucichł, wyjrzało słoneczko i uśmiechnęło się
przyjaźnie. Człowiekowi zrobiło się ciepło i wtedy zdjął płaszcz.
WIESŁAWA PAKUŁA
Copyright by Moja Rodzina, nr 5/1998
opr. TG/PO
Zgłoś jeśli naruszono regulamin