Anioł Stróż - Całość.pdf
(
1412 KB
)
Pobierz
Anioł Stróż - Całość
ANIOŁ
STRÓŻ
by: Szalony Kapelusznik
Aniele Boży, stróżu mój,
Ty zawsze przy mnie stój.
Rano, wieczór, we dnie, w nocy
Bądź mi zawsze ku pomocy,
Strzeż duszy i ciała mego,
Zaprowadź mnie do żywota wiecznego.
Amen
CZĘŚĆ PIERWSZA
1. Witamy w Polson!
Pada. Cały czas pada.
A ja myślałam, że jak opuścimy Anglię, to deszcz też tam
zostanie. No cóż, przynajmniej tu, w samochodzie, jest sucho. Wycieraczki pracują już na
maksymalnych obrotach, a efektu ich pracy i tak nie widać. Uriel nigdy nie był najlepszym
kierowcą, a warunki pogodowe wcale mu nie pomagają. Jedziemy tak wolno, że mam
wątpliwości, czy w ogóle posuwamy się do przodu. Raphael asekuracyjnie skrzyżował ręce na
piersi, ale i tak w szybie odbija się jego wściekły grymas twarzy, miotającego pod nosem stek
przekleństw. Ma rację, on rzeczywiście był lepszym kierowcą. Ale prowadzić koniecznie
chciał Uriel. Jak tak dalej pójdzie to do wieczora nie dojedziemy. Mnie też już zaczyna cała ta
sytuacja irytować. Za to Michael z trudem powstrzymuje szeroki uśmiech, próbując cokolwiek
dojrzeć przez ścianę deszczu za szybą.
- Masz zamiar dowieść nas tam do końca tygodnia? – burknął Raphael dając w końcu
upust swojej frustracji.
Uriel.
- To może ja poprowadzę.
- To i tak nic nie da.
- Co ci szkodzi. Gorzej od ciebie i tak się już nie da prowadzić – prychnął.
Uriel posłał mu mordercze spojrzenie.
Bóg musiał być naprawdę w świetnym humorze robiąc z nich bliźniaków. Jeszcze
nigdy nie słyszałam żeby kiedykolwiek w czymś się ze sobą zgadzali, a sarkazm stał się
jedynym opanowanym przez nich językiem.
Spojrzałam na zegarek. Siedemnasta dwadzieścia pięć. Żałuję, że nie mam ze sobą
jakiejś książki. W tym czasie wymiana uwag przez bliźniaków przerodziła się w zajadłą
kłótnię.
- Mógłbyś choć raz uwierzyć w moje możliwości! – wyrzucał z siebie Uriel.
- Może bym i uwierzył, gdyby nie były tak bardzo ograniczone! Nawet Amitiel
prowadzi lepiej od ciebie! – syknął wściekle Raphael.
Rzeczywiście moje umiejętności w zakresie prowadzenia pojazdów nie są zbyt
wysokie. Ale żeby od razu porównywać mnie do Uriela? Moja duma została poważnie
naruszona. Michael już całkowicie przestał udawać, że go to nie bawi. Z szerokim uśmiechem
obserwował sprzeczkę bliźniaków, a gdy zobaczył mój oburzony wyraz twarzy, wynikający z
nadszarpniętej dumy, bezczelnie zaczął się śmiać, wprawiając wszystkich wokół w jeszcze
gorszy nastrój.
Cudem dojechaliśmy na miejsce. Miasteczko Polson w stanie Montana. Już z daleka
widać rozlewające się we wszystkie strony Jezioro Flathead. Krajobraz naprawdę zwala z nóg.
Domki niedbale rozrzucone, w tle góry, a wszystko to wśród ogromnych połaci lasu. Niektóre
miejsca na Ziemi są jak z bajki. Polson zdecydowanie do nich należy.
Zjechaliśmy krętą drogą do centrum. Objechaliśmy wszystko wzdłuż i wszerz, bez
skutku. W końcu Michael zaproponował, żeby zapytać kogoś o drogę. Pomysł od razu został
zaaprobowany, a Michael jako pomysłodawca został wyznaczony do realizacji tego zadania.
Wyskoczył szybko z auta i podszedł do najbliższych dziewcząt, wprawiając je tym w nerwowe
chichotanie. Nic dziwnego. Michael jest naprawdę przystojny. Ze swoimi włosami w kolorze
pszenicy i wielkimi oczami w kolorze ciemnego błękitu, które przenikały przez człowieka
niczym dwa sztylety, miał każdą dziewczynę na skinienie palca. Do tego codziennie biegał i
ćwiczył, co również zostawiło piętno na jego muskulaturze. Jednym słowem wymarzony
kandydat na chłopaka. Zachowanie zapytanych dziewcząt jedynie to potwierdzało. Całkiem
długą chwilę zajęło mu wyciągnięcie z nich informacji. Wreszcie podziękował im grzecznie i
wrócił do naszego auta.
- Więc jak kochasiu? Dowiedziałeś się czegoś oprócz numeru telefonu tej czarnej? –
- Przecież widzisz, że w tych warunkach nie da się normalnie prowadzić – mruknął
Raphael z ironicznym uśmiechem na ustach spojrzał na kartę zapisaną różowym atramentem
ściskaną przez Michaela. Ten posłał mu piorunujące spojrzenie.
- Na końcu drogi skręć w lewo, a potem już cały czas prosto – rzucił i odwrócił się w
stronę okna, cały czas się czerwieniąc.
Znalezienie tu czegokolwiek wymaga niezwykłej orientacji, ale dojechaliśmy. Uriel
zaparkował na podjeździe małego domku. Wysiedliśmy z auta. Domek był piętrowy i skromny.
Nic szczególnego. Mały ganek z przodu, mały ogródek z tyłu. I wielki, rozłożysty klon pod
oknem. Właśnie ten klon dodawał mu niepowtarzalnego uroku.
- No więc jesteśmy – mruknął Raphael.
Wszyscy wpatrywaliśmy się w dom. Wiedzieliśmy co będzie teraz. Milczenie jest
najlepszą metodą odwlekania nieuniknionego. Nie chciałam o tym myśleć. Tyle lat, zawsze
razem. Nigdy się nie rozstawaliśmy. Nigdy. A teraz mamy to zrobić. To takie niesprawiedliwe.
Nie wiem, czy jestem w stanie żyć sama. Bez nikogo. Tylko ja. Chyba tak nie potrafię. Ale
wiem, że muszę. Dostałam polecenia, przydzielono mnie tutaj. Michael będzie niedaleko w
Sioux Falls w Dakocie Południowej. Chociaż tyle. Uriel będzie w Teksasie, w Houston, a
Raphael w Miami na Florydzie – na drugim krańcu kraju. Zawsze na nich narzekałam, nie raz
powtarzałam, że wolałabym być sama, ale to nie była prawda. Nigdy nie chciałam ich
zostawić.
- Amitiel? I jak? Podoba ci się? – spytał łamiącym głosem Uriel.
W tej chwili niczego nienawidziłam tak bardzo, jak tego domku.
- Jasne. Jest w porządku – skłamałam płynnie.
Zdecydowanie nie było to moje wymarzone miejsce do zamieszkania. Nawet krajobraz tego
nie nadrobi. Nic nie nadrobi mi braku moich najlepszych przyjaciół, mojej jedynej rodziny.
- Chodźmy do środka, bo coś nie wierzę, że ta firma transportowa, którą nająłeś, dała
radę tu dojechać – rzucił Raphael i nie patrząc na ciskające gromy spojrzenie Uriela, skierował
się w stronę dębowych drzwi.
Wyjął z kieszeni klucz i włożył do zamka. Klucz przekręcił się ze chrzęstem i drzwi
stanęły otworem. Powoli zaczęli wchodzić do środka. Nagle poczułam, że Michael mnie
ciągnie i zdałam sobie sprawę, że wciąż się nie poruszam.
- Spokojnie, wszystko będzie dobrze – szepnął i przytulił mnie mocno. Zawsze tak
robił, kiedy się martwiłam.
Wsparta na ramieniu Michaela ruszyłam ku drzwiom. Niepewnie postawiłam stopę na
pierwszym stopniu schodów, ale uspokojona spojrzeniem przyjaciela weszłam do środka.
Raphael zapalił już światło. Przedpokój był mały, ale przytulny. Jasnozielone ściany
przyjemnie napawały optymizmem. Firma wynajęta przez Uriela wywiązała się z zadania. W
salonie stały wszystkie pudła, które zapakowałam. Meble także zostały już ustawione. Chociaż
o to nie muszę się martwić.
- No proszę, jednak dojechali – Raphael z niedowierzaniem rozejrzał się po
pomieszczeniu. Usiadł na wyblakłej ze starości kanapie. Zaraz wszyscy poszliśmy w jego
ślady.
Znów milczeliśmy. Nieme pytania bez odpowiedzi wisiały w powietrzu. Cisza robiła
się coraz cięższa. Nie wytrzymałam.
- Ja nie dam rady – wyszeptałam. Chciałam krzyczeć, płakać, ale nie musiałam. Szept
rozdarł ciszę niczym sztylet.
Michael mocniej mnie przytulił. Wyczułam, że drży.
- Musisz dać radę. Nie mamy wyjścia – Uriel zamknął oczy.
Raphael wpatrywał się tępo w blat stołu. Jego twarz nie wyrażała emocji. Jedynie ręce
zdradzały jego zdenerwowanie.
- Dasz radę, wszystkim nam będzie cholernie ciężko. Ale takie jest nasze
przeznaczenie. Nie możemy się kierować tym co dla nas najlepsze, tylko tym co jest najlepsze
Plik z chomika:
szalony-kapelusznik
Inne pliki z tego folderu:
lelsie - Świetlni.doc
(57 KB)
Milczenie - Rozdziały 1-12.pdf
(840 KB)
Anioł Stróż (wersja ostateczna).pdf
(1800 KB)
Anioł Stróż - Całość.pdf
(1412 KB)
Inne foldery tego chomika:
Anioł Stróż
Milczenie
Prywatne
zachomikowane
Zgłoś jeśli
naruszono regulamin