Podroze poza cialem -Robert A. Monroe.pdf

(1530 KB) Pobierz
Microsoft Word - 1
ROBERT A. MONROE
PODRÓZE POZA CIAŁEM
(Journeys out of the Body / wyd. orygin.: 1971)
SPIS TREŚCI:
Słowo od autora
Wstęp
Rozdział pierwszy – Po omacku
Rozdział drugi – Poszukiwania i badania
Rozdział trzeci – Na dowód
Rozdział czwarty – Tu i teraz
Rozdział piąty – Bezkres i wieczność
Rozdział szósty – Światy równoległe
Rozdział siódmy – Post Mortem
Rozdział ósmy – "Tak mówi biblia"
Rozdział dziewiąty – Anioły i archetypy
Rozdział dziesiąty – Inteligentne zwierzęta
Rozdział jedenasty – Dar czy brzemię?
Rozdział dwunasty – Przypadkowe wizyty
Rozdział trzynasty – Drugie ciało
Rozdział czternasty – Świadomość i nadświadomość
Rozdział piętnasty – Seksualizm w stanie drugim
Rozdział szesnasty – Ćwiczenia wstępne
Rozdział siedemnasty – Proces oddzielenia
Rozdział osiemnasty – Analiza wypadków
Rozdział dziewiętnasty – Trochę statystyki
Rozdział dwudziesty – Bez konkluzji
Rozdział dwudziesty pierwszy – Tezy: czy racjonalne?
Epilog: o Robercie Monroe
Robert A. Monroe
Podróże poza Ciałem
zarówno na świecie jak i w moim życiu osobistym. "
Najbardziej interesującym doświadczeniem było publiczne zakwalifikowanie mnie jako członka wysoce podejrzanej
grupy określanej mianem mediów, zmysłowców, szarlatanów lub - bardziej generalnie - parapsychologów.
Publikacja książki po prostu „zdmuchnęła" mój wizerunek poważnego odpowiedzialnego biznesmena. Jednakże
pojawienie się Podróży... na rynku wydawniczym miało też swoje dobre strony, często całkowicie nieoczekiwane, a
wiele obaw zostało dzięki niej rozproszonych. Na przykład fakt, że byłem (i wciąż jestem) dobrze prosperującym i
aktywnym człowiekiem w świecie interesu, w dużym stopniu zaważył na poważnym podejściu do zawartego w niej
materiału. Powinienem był także przejawiać więcej wiary i pewności siebie w to co znam. Zawsze twierdziłem, że
handel i przemysł dotyczą „czegoś cennego", nie zwracając szczególnej uwagi na pochodzenie tego czegoś. „Jeżeli
działa, to stosuj to - mawiałem." Obawiałem się jednak reakcji, jaką mogła wywołać książka u członków zarządu
korporacji, której jestem prezesem. (Kto bowiem chciałby zlecać przeprowadzanie wielomilionowych operacji takiej
niestałej osobie! ) Po opublikowaniu książki, na pierwszym posiedzeniu zarządu w Fort Lauderdale na Florydzie,
nikt o niej nie wspomniał. Ja także nie. Lecz kiedy w drodze na obiad przepływaliśmy przez kanał jachtem
należącym do przewodniczącego zarządu, w pewnej chwili z kabiny wyszła jego żona z egzemplarzem Podróży... w
ręce. „Czy mógłbyś dać mi autograf, Bob?" - zapytała. Spełniłem Jej prośbę, chociaż z odrobiną zakłopotania i
zaskoczenia. Okazało się jednak, że moje obawy były niepotrzebne. „Interesująca książka" - powiedział
przewodniczący przez ramię, kierując jachtem do nabrzeża. - „Moja żona jest całkiem niezłym medium. Nigdy nie
podejmuję poważniejszych decyzji bez konsultacji z nią. I wiesz - to rzeczywiście pomaga". Nie poproszono mnie
więc o złożenie rezygnacji, jak się tego obawiałem. Ta publiczna „odsłona" mojej prywatnej strony życia nie miała
także większego wpływu na kontakty handlowe. Zamiast tego, nieoczekiwanie otworzyły się przede mną nowe
drogi. Bo i któż mógłby przypuszczać, że o doznaniach poza ciałem będę mówił w tak szacownej i konserwatywnej
instytucji jaką jest Smithsonian Institute? A tak się jednak stało. Twierdzono iż Podróże... są książką wyprzedzającą
swój czas, że zawarty w niej materiał dopiero teraz może się spotkać ze szczerym i poważnym zainteresowaniem.
Może to i prawda, lecz co właściwie spowodowało taką zmianę w ciągu czterech zaledwie lat? Czasami myślę, że
książka ta była swego rodzaju katalizatorem, który wyzwolił reakcję łańcuchową. Początkiem było proste
twierdzenie, iż doznania parapsychiczne nie są rzeczą niezwykłą i naturalne jest traktowanie ich jak czegoś, czego
współczesna nauka nie jest jeszcze w stanie zmierzyć ani powtórzyć. Życie poza życiem jest właściwie jednym z
takich doznań. Inna decyzja dotyczyła czasu publikacji książki. Otóż sądziłem, że mój świadomy umysł lub jaźń nie
ma jeszcze dostatecznego doświadczenia czy treningu, aby kontrolować takie „niefizyczne wycieczki". Po pierwsze
było to spowodowane nudą i irytacją testami typu „stąd tam, i z powrotem w naszym świecie fizycznym". Kto
chciałby poświęcać godzinę dziennie na przygotowania (nastawiać instrumenty, wytwarzać stan konieczny do
oddzielenia), aby przejść się jedynie od sypialni do kuchni (od Wirginii do Kalifornii lub Kansas). Po drugie, wiele
podróży odbywało się poza świadomym rozumieniem tego faktu i kontrolą, co wskazywałoby, że moje świadome
fizyczne „ ja" miało bardzo ograniczone pojęcie gdzie się udaje i co robi. Powziąłem więc ważną decyzję. W
większości przypadków świadomie oddzielałem się od ciała, po czym przekazywałem dalsze kierowanie akcją mojej
totalnej jaźni (duszy?). Moja świadomość także wybierała się na takie wycieczki, po prostu jako część całości.
Rezultaty były ekstatyczne, pouczające, zagmatwane, przerażające, niosące otuchę - były też inne, leżące poza moją
zdolnością pojmowania, lecz najwyraźniej stanowiące pewien program edukacyjny, jaki przyswajam sobie sto-
pniowo, kawałek po kawałku. Być może będzie trzeba olbrzymiej zmiany w świadomości, aby zredukować ten
materiał do praktycznego poziomu „czegoś wartościowego". Cóż to oznacza? Może to, że podczas życia fizycznego
zachodzi taka zmiana w świadomości? A może ma to miejsce później, w jakiejś innej rzeczywistości? Kim są ci
„Nauczyciele" czy „Pomocnicy"? Stopniowo zaczynamy już zbliżać się do odpowiedzi na te pytania poprzez nasze
badania w Instytucie. Tak, to prawda - badania naukowe nad tym zjawiskiem stały się faktem od 1972 roku. Nasza
działalność zwróciła na siebie uwagę i zaowocowała współpracą lekarzy, psychologów, biochemików, inżynierów,
wychowawców, przewodniczących korporacji i statystyków, z których wielu znalazło miejsce w naszej radzie.
SŁOWO OD AUTORA
"Od ukończenia pracy nad Podróżami poza ciałem wiele wydarzyło się
Otrzymaliśmy przeszło jedenaście tysięcy doniesień o podobnych doznaniach i w większości z nich przeważało
uczucie ulgi, że o sekrecie można już rozmawiać bez obawy posądzenia o utratę równowagi psychicznej. Tak więc
podstawowy cel książki został osiągnięty. W naszym programie badawczym i treningowym wzięło do tej pory
udział przeszło siedemset osób. Pierwszy zespół badaczy liczy sobie sześciu członków. Na szkolenie czeka
pięćdziesiąt osób, a liczba ich wzrasta z dnia na dzień. W niedalekiej przyszłości mamy nadzieję na uzyskanie
większej siedziby, większej ilości niezbędnego sprzętu i wykwalifikowanych pracowników, co pozwoli nam
nadrobić wszelkie zaległości i rozszerzyć program badań. Lecz nawet w tym roku programy szkoleniowe i naukowe
stoją na poziomie mogącym przynieść chlubę niejednemu uniwersytetowi. Tymczasem zespół uzyskuje dane o
wiele szybciej niż możemy je przeanalizować. Zaś znaczenie tego co do tej pory udało nam się usystematyzować,
jest ogromne. Fakt iż cała szóstka badaczy jest w swych doniesieniach zazwyczaj zgodna - nie są oni świadomi
swoich wzajemnych doświadczeń, prócz sytuacji, kiedy działają wspólnie - stanowił prawdziwy wstrząs dla tych,
którzy opracowywali otrzymany tą drogą materiał. Szczegóły opiszę w kolejnej książce. To wszystko, co wydarzyło
się w ciągu czterech lat od chwili pierwszej publikacji Podróży... wzmocniło jedynie koncepcję przyśpieszonych
zmian w pracy - szczególnie zmian w potrzebach człowieka. Przed obecnym wznowieniem książka została przeze
mnie bardzo troskliwie przejrzana. Jestem szczęśliwy mogąc stwierdzić, iż w świetle późniejszych doświadczeń
niczego nie musiałem w niej zmieniać. Podstawowe założenia są wciąż takie same. A z punktu widzenia
przeprowadzonych wtedy eksperymentów, jest ona w dalszym ciągu aktualna. Jedno wiemy na pewno - odczytanie
poniższych słów przez wasze lewe półkule mózgowe jest już pierwszym stadium filtracji.
Robert
A.
Monroe
Dla tych, którzy zainteresowani są działalnością Instytutu lub doświadczyli spontanicznych doznań poza ciałem,
podaję adres:
The Monroe Institute Route 1, Box 175
Faber, Virginia 22938
WSTĘP
W naszym zorientowanym na działanie społeczeństwie,
zasypiający człowiek przestaje niejako istnieć. Ponieważ leży prawie nieruchomo od sześciu do ośmiu godzin więc
nie „działa", nie może „myśleć produktywnie" czy robić czegokolwiek. Wszyscy wiemy, że ludzie śnią, lecz
równocześnie wychowujemy nasze dzieci tak, aby uważały zarówno same sny jak i zjawiska zachodzące podczas
snu za nieważne, nierealne w porównaniu z wydarzeniami dnia codziennego. Dlatego większość ludzi zapomina swe
sny, a jeżeli zdarzy im się pamiętać, zazwyczaj uważają je za zwykłe dziwactwa. Prawdą jest jednak, że
psychologowie i psychiatrzy traktują sny swoich pacjentów jako wskazówkę przy określaniu odchyleń osobowości,
lecz nawet takie zastosowanie snów i innych nocnych doświadczeń właściwie nie pozwala ich uznawać za realne w
jakimkolwiek sensie. Uważa się je za rodzaj wewnętrznych danych przetwarzanych przez „ludzki komputer". Istnieją
pewne ważne wyjątki od takiego spojrzenia na sny, lecz dla ogromnej większości ludzi w naszym współczesnym
społeczeństwie sny są w dalszym ciągu kwestią, którą poważni ludzie nie powinni zawracać sobie głowy. Jak
odnieślibyśmy się do kogoś kto twierdzi, że podczas snu lub w innych stanach nieświadomości miał doznania, które
wydały mu się nie tylko wstrząsające, ale jak najbardziej prawdziwe? Załóżmy, że ta osoba twierdzi, jakoby
ubiegłej nocy unosiła się w powietrzu ponad Nowym Jorkiem. Co więcej, mówi że doznanie było nie tylko
nadzwyczaj realne, ale jednocześnie wiedziała, że to nie sen i że istotnie szybuje nad Nowym Jorkiem.
Prawdopodobnie zignorujemy takie twierdzenia lub też dyplomatycznie (albo mniej dyplomatycznie) poin-
formujemy ową osobę, że być może coś jest nie w porządku z jej głową, albo że jest szalona, i będziemy sugerować
jak najszybszą wizytę u psychoterapeuty. Jeżeli ten ktoś dalej będzie się upierać przy realności swoich przeżyć i
może jeszcze opowie nam o innych swoich dziwnych doświadczeniach, to w najlepszej wierze możemy
wyekspediować taką osobę do szpitala dla wariatów. Z drugiej strony, jeżeli nasz „podróżnik" jest wystarczająco
bystry, to szybko nauczy się nie opowiadać o swoich doznaniach. Jedynym problemem jaki odkryłem rozmawiając
z wieloma takimi ludźmi jest obawa czy nie popadają przypadkiem w szaleństwo. Dla celów dalszych rozważań
przypomnijmy, że nasz „podróżnik" jest bardziej nawet kłopotliwy. Załóżmy że twierdzi, iż po locie nad Nowym
Jorkiem „wpadł" na krótko do twojego mieszkania. Widział ciebie i dwie inne, zupełnie nie znane mu osoby.
Opisuje je dokładnie i relacjonuje toczącą się wtedy rozmowę. A teraz załóżmy, że się nie mylił. Rzeczywiście roz-
mawiałeś z takimi osobami, na tematy, o których wspominał. I cóż mamy z tym wszystkim począć? Typową reakcją
byłoby stwierdzenie, że wszystko to jest bardzo interesujące, ale ponieważ wiemy, iż nie może się wydarzyć, więc
nie musimy się zastanawiać, co oznacza. Lub też spokojnie można by zbyć to wszystko powołując się na „zbieg
okoliczności". Cudowny zwrot - zbieg okoliczności - a już mamy przywrócony spokój umysłu. Na nieszczęście dla
spokoju naszych zmysłów, istnieją tysiące podobnych przykładów, o których mówią ludzie jak najbardziej
wiarygodni. Nie zajmujemy się więc czysto hipotetyczną sytuacją. Przypadki takie określane są jako wędrowne
jasnowidzenia, projekcja astralna lub bardziej naukowo - doznania poza ciałem (OOBE)1. Formalnie możemy
zdefiniować OOBE jako przypadki, kiedy osoba: (1) wydaje się odbierać wrażenia z otoczenia, które nie mogą być
odbierane z miejsca, gdzie się akurat znajduje jej ciało fizyczne, oraz (2) osoba ta ma świadomość, że w tym czasie
nie śpi ani nie fantazjuje, i nawet zdaje sobie sprawę z nieprawdopodobieństwa takich zdarzeń. Będzie się czuła
całkowicie przytomna, w pełni władz umysłowych i będzie wiedzieć, że nie śni. Co więcej, po przebudzeniu nie
będzie uważać tego wszystkiego za sen. Jak więc mamy rozumieć ów fenomen? Gdybyśmy chcieli szukać
naukowych źródeł informacji na temat OOBE, to praktycznie nie znajdziemy żadnych. Naukowcy, ogólnie mówiąc,
po prostu nie zajmują się tymi fenomenamil. Podobnie ma się sprawa z literaturą naukową na temat postrzegania
pozazmysłowego. Zjawiska takie jak telepatia, jasnowidzenie, prekognicja2 i psychokineza3 nie są „możliwe" w
rozumieniu świata nauki i znanych nam fizycznych praw rządzących materią. A ponieważ jakoby nie mogą mieć
miejsca, większość naukowców nie zadaje sobie nawet trudu by zapoznać się z przykładami wskazującymi, że
istnienie tych zjawisk jest faktem, a w oderwaniu od tych faktów, ich niewiara jeszcze się umacnia. Skutkiem tego
rodzaju okrężnego rozumowania często spotykanego wśród naukowców, jest niewielka ilość badań nad doznaniami
pozazmysłowymi. Pomimo braku danych naukowych, wiele wniosków możemy wysnuć na podstawie materiałów
już istniejących. Po pierwsze: OOBE jest doznaniem powszechnym w tym sensie, że wzmianki o nim pojawiają się
od początku historii człowieka a opisy brzmią podobnie, niezależnie od różnic kulturowych pomiędzy doświad-
czającymi go ludźmi. Relacja na temat OOBE gospodyni domowej z Kanady jest niezwykle podobna do opisu
pochodzącego ze starożytnego Egiptu lub źródeł orientalnych. Po drugie: OOBE zwykle przydarza się raz w życiu i
najczęściej związane jest z silnym zagrożeniem. Czasami wywołuje je choroba, szczególnie jeżeli jest niezwykle
ciężka, czasem bardzo mocny stres. W wielu przypadkach OOBE występuje podczas snu jakby zupełnie samoistnie.
Jedynie bardzo rzadko jest rezultatem świadomych działań. Po trzecie: OOBE jest zazwyczaj jednym z najgłębszych
doświadczeń w życiu osobistym człowieka i jako takie radykalnie zmienia jego przekonanial. Wyraża się to zwykle
wiarą w nieśmiertelność duszy i życie po śmierci. Człowiek który doświadczył przebywania poza ciałem wie, że
posiada pewien rodzaj świadomości, która będzie istnieć po śmierci ciała. Pozornie nie brzmi to zbyt logicznie,
gdyż nawet jeżeli OOBE jest czymś więcej niż tylko snem czy halucynacją, to jednak występuje wtedy, kiedy ciało
fizyczne żyje i funkcjonuje, więc wydaje się, iż OOBE może zależeć lub pochodzić od niego. Wątpliwości tego
rodzaju nie mają tylko ludzie, którzy doświadczyli OOBE. Jestem pewien, że nasza wiara w duszę wywodzi się z
przeżyć ludzi doznających OOBE. Po czwarte: OOBE jest przeważnie niezwykle zabawne dla tych, którzy go
doświadczają. Z grubsza szacuję, że około 90-95% ludzi z takimi doznaniami jest zadowolonych z pojawienia się
OOBE i uważa je za zabawne, podczas gdy jedynie 5% osób jest nimi przerażonych, ponieważ w czasie trwania
OOBE wydaje im się, źe umierają. Prawie za każdym razem, kiedy mam odczyt na ten temat, ktoś potem podchodzi
i dziękuje, że poruszyłem ten problem, gdyż ludzie nie potrafiąc go wytłumaczyć martwią się, że oszaleli. Po piąte:
w niektórych przypadkach OOBE, opis tego co działo się w odległym miejscu jest dokładny i o wiele bardziej
zgodny z rzeczywistością, niż można by się spodziewać po zwykłym zbiegu okoliczności. Oczywiście nie mówię tu
o wszystkich przypadkach, ale o sporej ich części. Aby je wytłumaczyć musielibyśmy uznać, albo że
„halucynacyjne" przeżycia OOBE związane są z doznaniami pozazmysłowymi, albo że nasz „podróżnik" naprawdę
tam był. W ten sposób OOBE staje się czymś realnym. Fakt, że większość naszej wiedzy na temat OOBE pochodzi z
relacji osób, które oświadczyły ich tylko raz w życiu, stwarza nam dwa poważne problemy. Pierwszy polega na tym,
iż większość ludzi nie może wywoływać doznań poza ciałem przy pomocy woli, co wyklucza możliwość badania
ich w precyzyjnych warunkach laboratoryjnych. Drugim jest to, że osoba wtłoczona na krótko w nowe i dziwne
otoczenie może nie być dobrym obserwatorem. Jest zbyt podniecona i przejęta niezwykłością tego zjawiska. Dlatego
też relacje ludzi, którzy doświadczyli OOBE tylko raz w życiu są bardzo niedokładne. Książka, którą trzymacie w
rękach jest bardzo rzadkim okazem. Jest to opis dziesiątek OOBE osoby, która doświadczyła ich wszystkich
osobiście i jest, jak uważam, doskonałym sprawozdawcą. Nic podobnego nie zostało opublikowane przez wiele lat.
Robert A. Monroe jest dobrze prosperującym biznesmenem, który całkiem nieoczekiwanie zaczął doświadczać
OOBE przeszło ćwierć wieku temu. Pochodzący z rodziny akademickiej, wykształcony i inteligentny, szybko
dostrzegł niezwykłość tych doświadczeń i od początku zaczął je systematycznie zapisywać. Jego zbiór jest
fascynujący i nie wymaga tu dalszego wprowadzenia, a jego relacje wzbudzają we mnie pełne zaufanie. Kiedy
człowiek ma głębokie doznanie o charakterze religijnym okazuje się zazwyczaj, że jego relacja związana jest nie z
tym co się wydarzyło, ale z tym co oznacza to w jego wierze. Przypuśćmy, iż pewna osoba znalazła się
nieoczekiwanie ponad swoim ciałem, a wciąż jeszcze zaskoczona tym zjawiskiem, dostrzegła w kącie pokoju
ciemną, niewyraźną postać, i przenikający ją niebieski krąg światła. Dobry reporter tak właśnie opisałby tę scenę.
Jednak wielu ludzi inaczej by ją zinterpretowało: „Ubiegłej nocy na skutek łaski Boga, moja nieśmiertelna dusza
została wyniesiona z grobowca mego ciała i pojawił się anioł, który na znak łaski ukazał mi symbol świętości".
Zgłoś jeśli naruszono regulamin