George R.R. Martin - Nawałnica mieczy, krew i złoto.pdf

(2266 KB) Pobierz
(7821 \227 Notatnik)
7821
George R.R. Martin
NAWAŁNICA MIECZY
KREW I ZŁOTO
NAWAŁNICA MIECZY
PIEŚŃ LODU I OGNIA obejmuje księgi:
GRA O TRON
STARCIE KRÓLÓW
NAWAŁNICA MIECZY
Tom I. Stal i śnieg
Tom II. Krew i złoto
George R.R. Martin
NAWAŁNICA MIECZY
KREW I ZŁOTO
Tłumaczył Michał Jakuszewski
JAIME
Choć gorączka uparcie się utrzymywała, kikut goił się czysto
i Qyburn powiedział, Ŝe reszcie jego kończyny nic juŜ nie grozi.
Jaime pragnął jak najszybciej ruszyć w drogę, zostawić za sobą
Harrenhal, Krwawych Komediantów i Brienne z Tarthu. W Czerwo
nej Twierdzy czekała na niego prawdziwa kobieta.
— Wysyłam z tobą Qyburna, by zapewnił ci opiekę po drodze do
Królewskiej Przystani — oznajmił Roose Bolton rankiem tego dnia,
gdy odjeŜdŜali. — On gorąco liczy na to, Ŝe twój ojciec na znak
wdzięczności zmusi Cytadelę, by oddała mu łańcuch.
— Wszyscy na coś gorąco liczymy. Jeśli sprawi, by odrosła mi
ręka, mój ojciec zrobi go wielkim maesterem.
Eskortą Jaime'a dowodził Walton Nagolennik, prostolinijny, ma
łomówny, brutalny męŜczyzna, który w głębi duszy był prostym
Ŝołnierzem. Jaime całe Ŝycie słuŜył z takimi jak on. Ludzie w rodzaju
Waltona zabijali na rozkaz swego lorda, gwałcili, gdy bitwa rozgrzała
im krew, i plądrowali, kiedy tylko zdarzyła się okazja, lecz po wojnie
wracali do domów, zamieniali włócznie na motyki, Ŝenili się z córka
mi sąsiadów i dorabiali się czeredki rozwrzeszczanych dzieciaków.
Wykonywali rozkazy bez dyskusji, lecz głębokie, złośliwe okrucień
stwo Dzielnych Kompanionów nie leŜało w ich naturze.
Obie grupy opuściły Harrenhal tego samego ranka, gdy zimne,
szare niebo zapowiadało deszcz. Ser Aenys Frey wymaszerował trzy
dni wcześniej. Ruszył na północny wschód, w kierunku królewskie
go traktu. Bolton zamierzał podąŜyć w jego ślady.
— Trident wystąpił z brzegów — oznajmił Jaime'owi. — Na
wet przy rubinowym brodzie trudno będzie się przez niego przepra
wić. Czy przekaŜesz moje najserdeczniejsze pozdrowienia twojemu
ojcu?
— Pod warunkiem, Ŝe ty przekaŜesz moje Robbowi Starkowi.
— Nie omieszkam tego uczynić.
Niektórzy z Dzielnych Kompanionów zebrali się na dziedzińcu,
by popatrzeć na ich odjazd. Jaime podjechał do nich kłusem.
— Zollo. Jak to miło, Ŝe przyszedłeś mnie poŜegnać. Pyg. Time
Strona 1
7821
on. Będzie wam mnie brak? Nie przygotowałeś na tę okazję Ŝadnego
Ŝartu, Shagwell? Czegoś, co poprawiłoby mi humor po drodze? A ty,
Rorge, przyszedłeś mnie pocałować na do widzenia?
— Odpierdol się, kaleko — rzucił Rorge.
— Jeśli nalegasz. MoŜesz być jednak pewien, Ŝe wrócę. Lanni
ster zawsze płaci swe długi.
Jaime zawrócił konia i podjechał do Waltona Nagolennika oraz
jego dwustu ludzi.
Lord Bolton ubrał go jak rycerza, ignorując brak dłoni, który
czynił z wojennego rynsztunku niesmaczny Ŝart. Jaime miał za pasem
miecz i sztylet, u jego siodła wisiały hełm i tarcza, a pod ciemnobrą
zową opończę załoŜył kolczugę. Nie był jednak taki głupi, by obno
sić się z tarczą ozdobioną lwem Lannisterów albo z czysto białą,
do której miał prawo jako zaprzysięŜony brat Gwardii Królewskiej.
Znalazł w zbrojowni starą tarczę, spękaną i poobtłukiwaną. Choć
farba z niej obłaziła, moŜna jeszcze było rozpoznać wielkiego czar
nego nietoperza rodu Lothstonów na srebrnozłotym polu. Lothsto
nowie władali Harrenhal przed Whentami i byli w swoim czasie
potęŜną rodziną, lecz dawno juŜ wymarli, nikt więc nie mógł mu
zabronić uŜywać ich herbu. Nie będzie niczyim kuzynem, niczyim
wrogiem, niczyim zaprzysięŜonym człowiekiem... krótko mówiąc,
będzie nikim.
Opuścili Harrenhal przez mniejszą, wschodnią bramę i po sześciu
milach rozstali się z Roose'em Boltonem i jego zastępem, skręcając
na południe, by przez pewien czas podąŜać brzegiem jeziora. Walton
chciał tak długo, jak to tylko będzie moŜliwe, unikać królewskie
go traktu, wybierając wiejskie dróŜki i wydeptane przez zwierzynę
ścieŜki w pobliŜu Oka Boga.
— Królewskim traktem jechalibyśmy szybciej.
Jaime pragnął jak najprędzej wrócić do Cersei. Jeśli się pośpieszą,
moŜe nawet zdąŜą na ślub Joffreya.
— Nie chcę Ŝadnych kłopotów — odparł Nagolennik. — Bogo
wie wiedzą, kogo moŜemy spotkać na trakcie.
— Z pewnością nie musisz się nikogo bać? Masz dwustu ludzi.
— To prawda. Ale inni mogą mieć więcej. Jego lordowska mość
rozkazał oddać cię bezpiecznie twemu panu ojcu i właśnie to zamie
rzam uczynić.
Jechałem juŜ tędy — pomyślał Jaime kilka mil dalej, gdy mijali
stojący nad jeziorem opuszczony młyn. Chwasty zarosły miejsce,
w którym ongiś córka młynarza uśmiechnęła się do niego nieśmiało,
a sam młynarz zawołał: „Na turniej w tamtą stronę, ser". Jakbym
0 tym nie wiedział.
Aerys zrobił z jego inwestytury wielkie widowisko. Jaime wypo
wiedział słowa przysięgi przed królewskim namiotem, na oczach
połowy królestwa klęknął na zielonej trawie obleczony w białą
zbroję. Gdy ser Gerold Hightower pomógł mu wstać i zarzucił na
jego ramiona biały płaszcz, rozległ się ryk, który Jaime pamiętał
jeszcze po tylu latach. Tej samej nocy Aerys zmienił jednak nutę
1 oznajmił mu, Ŝe nie potrzebuje w Harrenhal aŜ siedmiu rycerzy
Gwardii Królewskiej. Rozkazał Jaime'owi wrócić do Królewskiej
Przystani, gdzie miał strzec królowej i małego księcia Viserysa.
Nawet gdy Biały Byk zaproponował, Ŝe on podejmie się tego obo
wiązku, Ŝeby Jaime mógł wziąć udział w turnieju lorda Whenta,
Aerys odmówił.
Strona 2
7821
— Nie zdobędzie tu chwały — oznajmił. — NaleŜy teraz do
mnie, nie do Ty wina. Będzie mi słuŜył tak, jak uznam to za stosowne.
Ja jestem królem i wydaję rozkazy, a on będzie ich słuchał.
Wtedy po raz pierwszy Jaime zrozumiał, Ŝe białego płaszcza nie
zawdzięcza biegłości we władaniu mieczem i kopią ani bohaterskim
czynom, których dokonał w walce z Bractwem z Królewskiego Lasu.
Aerys wybrał go na złość jego ojcu. Chciał pozbawić lorda Tywina
dziedzica.
Nawet po tylu latach ta myśl wciąŜ była dla niego gorzka. A owe
go dnia, gdy zmierzał na południe w nowym białym płaszczu, by
strzec pustego zamku, niemal nie mógł się z nią pogodzić. Gdyby
mógł, zdarłby z siebie ten płaszcz, było juŜ jednak za późno. Wypo
wiedział przysięgę na oczach połowy królestwa, a w Gwardii Kró
lewskiej słuŜyło się doŜywotnio.
Dogonił go Qyburn.
— Dokucza ci ręka?
— Dokucza mi brak ręki.
Najgorsze były poranki. W snach Jaime był cały. Co dzień o świ
cie leŜał pogrąŜony w półśnie i poruszał palcami dłoni. To był kosz
mar— szeptałajakaś część jego jaźni, nadal nie chcąc uwierzyć w to,
co się stało. Tylko koszmar. Potem jednak otwierał oczy.
— Jak rozumiem, ktoś cię w nocy odwiedził — ciągnął Qyburn.
— Mam nadzieję, Ŝe dobrze się zabawiłeś?
Jaime obrzucił go chłodnym spojrzeniem.
— Nie powiedziała, kto ją przysłał.
Maester uśmiechnął się skromnie.
— Gorączka juŜ ci prawie minęła i pomyślałem, Ŝe dobrze by
było, Ŝebyś się trochę rozruszał. Pia jest bardzo zręczna, nieprawdaŜ?
I taka... chętna.
To z pewnością była prawda. Wśliznęła się do sypialni i wyśliznę
ła z ubrania tak szybko, Ŝe Jaime'owi zdawało się, iŜ nadal śni.
Obudził się dopiero wtedy, gdy wsunęła się pod koc i połoŜyła
jego jedyną dłoń na swej piersi. Do tego była ładniutka.
— Kiedy przyjechałeś na turniej lorda Whenta i król dał ci ten
płaszcz, byłam jeszcze małą dziewczynką — wyznała. — Byłeś taki
przystojny, cały w bieli, i wszyscy powtarzali, Ŝe jesteś bardzo dziel
nym rycerzem. Czasami, kiedy jestem z jakimś męŜczyzną, zamy
kam oczy i wyobraŜam sobie, Ŝe to ty leŜysz na mnie, z twoją gładką
skórą i złotymi lokami. Ale nigdy nie myślałam, Ŝe naprawdę będę
cię miała.
Po tym wszystkim niełatwo mu było ją odesłać, Jaime uczynił to
jednak. Mam juŜ kobietę — powiedział sobie.
— Czy przysyłasz dziewczyny wszystkim, którym przystawiasz
pijawki? — zapytał Qyburna.
— Częściej lord Vargo przysyła je mnie. Chce, Ŝebym je zbadał,
zanim... wystarczy, jak powiem, Ŝe kiedyś kochał nierozsądnie i nie
chce, Ŝeby to się powtórzyło. Nie obawiaj się. Pia jest zdrowa. Tak
samo jak ta twoja dziewica z Tarthu.
Jaime przeszył go ostrym spojrzeniem.
— Brienne?
— Tak. To silna dziewczyna. I jej dziewictwo nadal jest nienaru
szone. A przynajmniej było ostatniej nocy.
Qyburn zachichotał.
— Kazał ci ją zbadać?
Strona 3
7821
— Oczywiście. Jest... jakby to powiedzieć... wybredny.
— Czy chodziło o okup? — zapytał Jaime. — Czy jej ojciec
zaŜądał dowodu, Ŝe nadal jest dziewicą?
— Nic nie słyszałeś? — Qyburn wzruszył ramionami. — Przyle
ciał ptak od lorda Selwyna. Z odpowiedzią na list, który do niego
wysłałem. Gwiazda Wieczorna oferuje trzysta smoków za bezpiecz
ny powrót swej córki. Mówiłem lordowi Vargo, Ŝe na Tarthu nie ma
szafirów, ale on nie chciał mnie słuchać. Jest przekonany, Ŝe Gwiaz
da Wieczorna próbuje go oszukać.
— Trzysta smoków to godziwy okup za rycerza. Kozioł powi
nien wziąć to, co mu dają.
— Kozioł jest lordem Harrenhal, a lord Harrenhal się nie targuje.
Jaime'a poirytowała ta wiadomość, choć pewnie powinien się
tego spodziewać. Kłamstwo uratowało cię na krótką chwilę, dziewko.
Ciesz się choć z tego.
— Jeśli jej dziewictwo jest równie twarde jak cała reszta, kozioł
połamie sobie kutasa — zaŜartował. Doszedł do wniosku, Ŝe Brienne
jest wystarczająco silna, by przeŜyć kilka gwałtów, choć jeśli będzie
się opierała zbyt mocno, Vargo Hoat moŜe przejść do obcinania dłoni
i stóp. A jeśli nawet, to co mnie to obchodzi? Gdyby dała mi miecz
mojego kuzyna, zamiast się wygłupiać, mógłbym nadal mieć rękę.
Sam omal nie uciął jej nogi tym pierwszym ciosem, potem jednak
otrzymał od niej więcej, niŜ się spodziewał. Hoat moŜe nie wiedzieć,
śe jest nienaturalnie silna. Lepiej niech uwaŜa, bo inaczej skręci mu
ten chudy kark. Czy to nie byłoby słodkie?
Jaime'a zmęczyło juŜ towarzystwo Qyburna, ruszył więc kłusem
na przód kolumny. Przed Nagolennikiem jechał niski, pękaty czło
wiek z północy o imieniu Nage, który niósł sztandar pokoju, tęczową
flagę o siedmiu długich proporcach, osadzoną na drzewcu ukorono
wanym siedmioramienną gwiazdą.
— Czy na północy nie powinniście uŜywać innego sztandaru
pokoju? — zapytał Nagolennika. — Czym jest dla was Siedmiu?
— Bogami południowców — odparł Walton — a to południow
ców musimy prosić o pokój, by dostarczyć cię bezpiecznie do twego
ojca.
Do mojego ojca. Jaime zastanawiał się, czy lord Ty win dostał juŜ
od kozła list z Ŝądaniem okupu, z gnijącą ręką albo bez niej. Iłe wart
jest szermierz bez ręki? Połowę złota Casterly Rock? Trzysta smo
ków? Czy nic? Jego ojciec nigdy nie ulegał sentymentom. Ojciec
Tywina Lannistera, lord Tytos, uwięził kiedyś nieposłusznego chorą
Ŝego, lorda Tarbecka. Straszliwa lady Tarbeck wzięła w odpowiedzi
do niewoli trzech Lannisterów, w tym równieŜ młodego Staffor
da, którego siostra była narzeczoną Tywina. Odeślij mi mojego pa
na i ukochanego, bo inaczej ci trzej odpowiedzą za krzywdę, która
mu się stanie — napisała w liście do Casterly Rock. Młody Tywin
zasugerował, by ojciec odesłał jej lorda Tarbecka w trzech kawał
kach, lord Tytos był jednak łagodniejszym rodzajem lwa i w ten
sposób lady Tarbeck zdobyła dla swego tępogłowego męŜa jeszcze
kilka lat Ŝycia, a Stafford oŜenił się, dochował dzieci i dokonał
głupiego Ŝywota dopiero pod Oxcross. Tywin Lannister Ŝył jednak
dalej, wieczny jak Casterly Rock. A teraz, oprócz syna karła, masz
równieŜ syna kalekę, panie. AleŜ się wściekniesz...
Droga wiodła przez spaloną wioskę. Odkąd puszczono ją z dy
mem, minął co najmniej rok. Wszystkie chaty były osmalone i pozba
Strona 4
7821
wione dachów, lecz zielsko na okolicznych polach sięgało juŜ pasa.
Nagolennik zarządził postój, by napoić konie. To miejsce teŜ znam —
pomyślał Jaime, czekając przy studni. Była tu ongiś mała gospoda, po
której został tylko komin i kilka kamieni fundamentów. Wstąpił tu na
kufel ale i ciemnooka dziewka słuŜebna dała mu sera i jabłek, a ober
Ŝysta nie chciał przyjąć od niego pieniędzy.
— To zaszczyt gościć pod swym dachem rycerza Gwardii Kró
lewskiej, ser — powiedział mu. — Będę miał o czym opowiadać
wnukom.
Jaime popatrzył na sterczący z zielska komin i zadał sobie pyta
nie, czy oberŜysta doczekał się wnuków. Czy opowiedział im, Ŝe
Królobójca pił kiedyś'jego ale i jadł ser oraz jabłka, czy teŜ wstydził
się przyznać, Ŝe gościł kogoś takiego jak ja? Nigdy nie pozna odpo
wiedzi na to pytanie. Ten, kto spalił gospodę, zapewne pozabijał teŜ
wnuki.
Poczuł, Ŝe zaciskają się jego fantomowe palce. Gdy Nagolennik
stwierdził, Ŝe powinni rozpalić ogień i coś zjeść, Jaime potrząsnął
głową.
— Nie podoba mi się tutaj. Jedziemy dalej.
O zmierzchu oddalili się od jeziora i podąŜyli zrytą koleinami
dróŜką przez dębowowiązowy las. Kiedy Walton postanowił wresz
cie rozbić obóz, do kikuta Jaime'a powrócił pulsujący ból. Na szczę
ście Qyburn zabrał ze sobą bukłak sennego wina. Nagolennik wyzna
czył straŜe, a Jaime rozciągnął się przy ognisku, opierając o pniak
zwiniętą niedźwiedzią skórę, która słuŜyła mu jako poduszka. Dzie
wka powiedziałaby mu, by zjadł coś przed snem, Ŝeby zachować siły,
czuł się jednak bardziej zmęczony niŜ głodny. Zamknął oczy w nad
ziei, Ŝe przyśni mu się Cersei. Sny w gorączce były takie jaskrawe...
Stał nagi i otoczony wrogami, a ze wszystkich stron miał kamień
ne mury. To skała Casterly Rock — zrozumiał. Czuł nad głową jej
gigantyczny cięŜar. Wrócił do domu. Wrócił do domu i znowu był
cały.
Uniósł prawą dłoń i zgiął palce, by poczuć ich siłę. To było
równie dobre jak seks. Jak walka na miecze. Pięć palców dłoni. Śniło
mu się, Ŝe jest kaleką, ale okazało się, Ŝe to nieprawda. Zakręciło mu
się w głowie od ulgi. Moja dłoń, moja zdrowa dłoń. Dopóki ją miał,
nie musiał się bać niczego.
Otaczało go dwanaście wysokich, mrocznych postaci, odzianych
w szaty o zasłaniających twarze kapturach. W dłoniach trzymały
włócznie.
— Kim jestes'cie? — zapytał. — Czego chcecie w Casterly
lock?
Nie odpowiedziały mu, a tylko wymierzyły weń włócznie. Nie
(liał innego wyjścia, jak ruszyć w dół. Szedł krętym przejściem, po
vąskich, wykutych w skale stopniach. Droga wiodła wciąŜ w dół.
Musze iść do góry — powtarzał sobie. Do góry, nie w dół. Czemu
schodzę w dół? Wiedział ze zrodzoną ze snu pewnością, Ŝe pod
ziemią czeka go zguba. Czaiło się tam coś mrocznego i strasznego, co
chciało go dopaść. Spróbował się zatrzymać, lecz włócznie zmusiły
go do dalszego schodzenia. Gdybym tylko miał miecz, nie musiałbym
się bać niczego.
Schody skończyły się nagle w pełnej ech ciemności. Jaime wy
czuwał, Ŝe przed nim otwiera się rozległa pustka. Zatrzymał się
gwałtownie, chwiejąc się na skraju nicości. Włócznia ukłuła go
Strona 5
Zgłoś jeśli naruszono regulamin