129. Neels Betty - Staromodna dziewczyna.pdf

(634 KB) Pobierz
6553975 UNPDF
BETTY NEELS
Staromodna
dziewczyna
Harlequin
Toronto • Nowy Jork • Londyn
Amsterdam • Ateny • Budapeszt • Hamburg
Madryt • Mediolan • Paryż • Praga • Sofia • Sydney
Sztokholm • Tokio • Warszawa
®
6553975.001.png
Tytuł oryginału:
An Old-Fashioned Girl
Pierwsze wydanie:
Mills & Boon Limited 1992
Przekład:
Janusz Węgielek
Redakcja:
Krystyna Barchańska
Korekta:
Ewa Popławska
Bożenna Lada
Hanna Chróśclcka-Kasak
© by Betty Neels 1992
© for the Polish edition by Arlekin - Wydawnictwo Harlequin
Enterprises sp. z o.o., Warszawa 1993
Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji
części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.
Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu
z Harlequin Enterprises B.V.
Wszystkie postacie w te] książce są fikcyjne. Jakiekolwiek
podobieństwo do osób rzeczywistych - żywych czy umarłych
- Jest całkowicie przypadkowe.
Znak firmowy wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin
Romance są zastrzeżone.
Skład i łamanie: PRINT. Warszawa
Printed in Germany by ELSNERDRUCK
ISBN 83-7070-329-1
Indeks 383029
ROZDZIAŁ PIERWSZY
Dwóch mężczyzn stało przy oknie i patrzyło na
ponury styczniowy krajobraz. Nagle, jak na komendę,
odwrócili się i ogarnęli spojrzeniem pokój, w którym
się znajdowali.
- Ma się rozumieć - zauważył starszy z nich,
niski i grubawy, ze strzechą popielatych włosów
nad mięsistą twarzą - Norfolk, a szczególnie jego
wiejskie okolice, nie są podczas zimy zbyt zachę­
cające.
Jakby na przekór tym słowom, w jego głosie
pobrzmiewał optymizm.
- Nie oczekuję żadnych szczególnie estetycznych
przeżyć. - Drugi mężczyzna mówił z wyczuwalnym
obcym akcentem. - Liczę przede wszystkim na spokój
i ciszę. - Raz jeszcze zlustrował dość miłe, choć raczej
skromnie umeblowane wnętrze, którego od tygodni
nikt nie opalał. - Dzisiaj mamy szóstego, sądzę więc,
że sprowadzę się tutaj za cztery dni. Gospodynię
przywiozę ze sobą, ale poza tym przydałaby się osoba
do najrozmaitszych posług. Czy może mi pan kogoś
polecić?
- Nic łatwiejszego, panie Van der Beek. We wsi
jest wiele kobiet godnych zaufania, z których każda
chętnie zatrudni się u pana. Przydałby się też panu
ogrodnik, a stary Ned Groom opiekował się niegdyś
tym ogrodem.
- W porządku. - Van der Beek ponownie odwrócił
się do okna. Był bardzo wysokim trzydziestokilkulet-
nim mężczyzną o jasnych jak len włosach. Z jego
6
STAROMODNA DZIEWCZYNA
mocną budową ciała harmonizował imponujący nos
na przystojnej twarzy. Miał twardo zarysowane usta
i czyste błękitne oczy. - Wynajmuję dom na pół
roku, pan zaś zechce załatwić wszystkie formalno­
ści.
- Oczywiście. - Starszy mężczyzna zawahał się.
- Wspomniał pan, że ponad wszystko przedkłada
spokój i ciszę. Czy mógłbym w takim razie za­
proponować osobę, która przejmie na siebie wszystkie
obowiązki dnia codziennego i będzie odbierała telefony,
robiła zakupy, płaciła rachunki, grzecznie usuwała
nieproszonych gości i dbała o pański dom, gdy pan
będzie musiał się wybrać w kilkudniową podróż?
- Słowem, wzór doskonałości - oschle skomentował
Van der Beek.
Jego rozmówcy przypadło do gustu to określenie.
- Trafił pan w dziesiątkę. Chodzi o mieszkankę tej
wsi, osobę rozsądną i dyskretną. Pana gospodyni nie
musi się obawiać, że jej autorytet zostanie pod­
kopany.
Van der Beek rozważał przez chwilę propozycję.
- W zasadzie nie mam żadnych zastrzeżeń do
samego pomysłu, z tym że warunkiem przyjęcia do
pracy będzie zgoda tej osoby na miesięczny okres
próbny. Do pana należy omówienie szczegółów,
ustalenie pensji i tak dalej.
- Jaka płaca wchodziłaby tu ewentualnie w rachubę?
Van der Beek machnął niecierpliwie ręką.
- Pozostawiam to pana uznaniu. - Podszedł do
drzwi. - Czy podrzucić pana do Aylsham?
Tamten skwapliwie przyjął ofertę. Opuścili stare
domostwo i wsiedli do granatowego bentleya, który
stał na podjeździe. Do Aylsham było około trzydziestu
kilometrów, a że nie mieli sobie nic więcej do
powiedzenia, spędzili czas jazdy w milczeniu. Dopiero
kiedy Van der jjeek wysadził agenta mieszkaniowego
STAROMODNA DZIEWCZYNA
7
przed jego biurem na głównej ulicy, przypomniał
sobie o pewnej kwestii.
- Zapewne ma pan telefon mojego adwokata?
Przypuszczalnie też z usług jakiegoś prawnika korzysta
właściciel domu?
- Oczywiście. Jeszcze dzisiaj skontaktuję się z ni­
mi. I proszę być pewnym, że kiedy za cztery dni
pan tutaj wróci, dom będzie gotów do zamiesz­
kania.
Pożegnali się, po czym Van der Beek wyprowadził
wóz na szosę prowadzącą do Norwich. Ominął
obwodnicą stolicę hrabstwa Norfolk i rezygnując
z autostrady wybrał boczną drogę przez Sudbury
i Saffron Walden. Miał sporo czasu i chciał, zanim
dojedzie do Londynu, przemyśleć raz jeszcze swoje
plany.
Czekało go pół roku z dala od szpitala, gdzie
pracował jako chirurg. Jego drobiazgowe notatki
osiągnęły już takie rozmiary, że wręcz domagały się
przetworzenia w książkę na temat pewnych zagad­
nień z dziedziny chirurgii. Minione tygodnie spędził
na poszukiwaniu odpowiedniego miejsca i lokum,
gdzie mógłby zasiąść do swej pisarskiej pracy. I oto
wreszcie je znalazł, a przynajmniej miał taką na­
dzieję.
Odprowadziwszy wzrokiem granatowego bentleya,
pośrednik mieszkaniowy wszedł do swego biura
i natychmiast chwycił za słuchawkę. Gdy zaś po
tamtej stronie dał się słyszeć męski przytłumiony
głos, od razu przeszedł do rzeczy.
- George? Doktor Van der Beek zdecydował się
na dom Martinów. Wynajmuje go na pół roku.
Kiedy podsunąłem mu pomysł, aby zapewnił pomoc
swojej gospodyni, dość gładko wyraził zgodę. Czy
mógłbyś jak najszybciej skontaktować, się z Patience?
Zgłoś jeśli naruszono regulamin