Anna Ostrzycka & Marek Rymuszko - Nieuchwytna siła.pdf

(1998 KB) Pobierz
726421319 UNPDF
ANNA OSTRZYCKA
Reporterka „Kuriera Polskiego”. Urodzona 8 listopada 1949 r. w
Warszawie. Absolwentka Wyższego Studium Języków Obcych oraz Instytutu
Lingwistyki Stosowanej U.W. Laureatka Nagrody im. Wincentego
Rzymowskiego. Znana jest m. in. z publikacji o tematyce psychotronicznej.
W ankiecie czytelniczej tygodnika „TIM”, gdzie „Nieuchwytna siła”
drukowana była we fragmentach książka której współautorką jest A.
Ostrzycka, uplasowała się na drugim miejscu wśród najpoczytniejszych
publikacji zamieszczonych na łamach tego pisma.
MAREK RYMUSZKO
Reporter, pisarz, publicysta. Urodzony 4 czerwca 1948 r. w Warszawie.
Absolwent Wydziału Prawa oraz Instytutu Dziennikarstwa U.W. Autor
sześciu książek i kilkunastu „Ekspresów Reporterów”. Laureat licznych
nagród przyznanych za twórczość dziennikarską oraz zdobytych w
ogólnopolskich konkursach reporterskich. W 1986 r. za całokształt dorobku w
dziedzinie reportażu otrzymał Nagrodę im. Ksawerego Pruszyńskiego.
Pracuje w tygodniku „Prawo i Życie”.
Jako reporterzy zjawiskami paranormalnymi interesujemy się od dawna. Mamy do nich stosunek
chłodny, ale jednocześnie rzeczowy i otwarty. Precyzując w książce swoje podejście do fenomenu
psychokinetycznego, który obserwowaliśmy kilka lat, a przy okazji również innych, takich jak: telepatia czy
jasnowidzenie, proponujemy, by traktować je bez euforii, ale i bez uprzedzeń. Uważamy po prostu, że w
każdym przypadku muszą decydować fakty — i tylko one.
Wielokrotnie mieliśmy możność śledzić eksperymenty z udziałem ludzi wykazujących zdolności
paranormalne. Wyniki większości doświadczeń okazały się rozczarowujące, w niektórych jednak
przypadkach były bardzo ciekawe. Utwierdziło nas to w przekonaniu, że fenomeny parapsychiczne stanowią
rzadki, niemniej realny fakt. Historia Joanny Gajewskiej z Sosnowca jest tego szczególnie wymownym i
pouczającym zarazem przykładem.
726421319.001.png 726421319.002.png
Anna Ostrzycka
Marek Rymuszko
Nieuchwytna siła
OFICYNA LITERATÓW „RÓJ”
WARSZAWA 1989
726421319.003.png
SPIS TREŚCI
Zamiast wstępu . . . . . . . 4
Chcemy tego, czy nie chcemy, historia wielkich odkryć naukowych jest zarazem historią bezpardonowej walki z
tymi odkryciami w imię obowiązujących w danym okresie dogmatów, które tworzą silną i skuteczną zaporę wobec
wszystkiego, co nowe.
Co się stało w Sosnowcu? . . . . . . . 8
Wprawione samoczynnie w ruch przedmioty w mieszkaniu Gajewskich widzieli domownicy i sąsiedzi, urzędnicy
miejscy i milicjanci. „Nawiedzony dom” zaczęły oblegać tłumy gapiów.
Spięcia, rezonanse, falstarty . . . . . . . 13
Najważniejsze we wstępnej fazie eksperymentów okazało się doświadczenie, polegające na pocieraniu przez
Joasię dwoma palcami łyżeczki z nierdzewnej stali. Po około sześciu minutach łyżeczka wygięła się pod kątem
dziewięćdziesięciu stopni.
Taka sama jak my, choć trochę inna . . . . . . . 17
Wychowawczyni napisała na tablicy zdanie: „Nasza koleżanka jest taka sama jak my, choć trochę inna”,
tłumacząc, że to, co dzieje się wokół Joasi, nie ma nic wspólnego z duchami, a nauka wcześniej czy później wyjaśni
mechanizm tych zjawisk.
Więcej światła . . . . . . . 20
5 lipca 1983 r. podczas doświadczeń z Joanną, prowadzonych w szpitalu w Reptach Śląskich przez lekarza oraz
fizyka, przemieściły się w pokoju: radiomagnetofon, mikrofon, latarka, piłeczka pingpongowa, trampek oraz koc.
Chłodne oko kamery . . . . . . . 31
Ekspertyza laboratoryjna dokonana w Tokio wykluczyła skazę na taśmie z zapisem magnetowidowym. Oznaczało
to, że zarejestrowany przez kamerę efekt w postaci dwóch następujących po sobie błysków był obrazem lecącego z
ogromną prędkością przedmiotu.
Pokój 309 . . . . . . . 37
W zakopiańskim sanatorium, gdzie przebywała bohaterka książki, kilkakrotnie dochodziło do „eksplozji”
kinetycznych. 30 stycznia 1985 r. w pokoju 309 wyrwana została ze ściany w ułamku sekundy umywalka razem z
metalowymi podporami, a kran rozpadł się na dwie części.
Bez niedomówień . . . . . . . 45
W Instytucie Fizyki UJ podczas doświadczeń dziewczynka kilkakrotnie wygięła łyżeczki poprzez ich pocieranie.
Prowadzący eksperyment czterej naukowcy w podpisanym przez siebie dokumencie wykluczyli możliwość
mistyfikacji.
W kręgu hipotez . . . . . . . 50
Niezwykłe zjawiska mogą być spowodowane lokalnymi zaburzeniami elementarnych oddziaływań, falami
grawitacyjnymi określonej częstotliwości, szczególnym metabolizmem komórkowym lub specyficznym transferem
półkul mózgowych.
Spokój, przede wszystkim spokój . . . . . . . 68
Fenomeny kinetyczne nie są naszym wymysłem. Japończyk Masuaki Kyota potrafi „odbić” na błonie
fotograficznej proste obrazy, będące wytworem jego wyobraźni, a Nina Kułagina w obecności świadków wprawiała
wzrokiem w ruch przedmioty oraz zatrzymywała serce żaby.
Eksperymenty doktora Egely'ego . . . . . . . 75
Na trzysta osób poddanych eksperymentom przez węgierskiego fizyka dr. Egely'ego w trzydziestu przypadkach
uzyskano rezultaty świadczące o oddziaływaniu psychokinetycznym.
Ostatni zapis . . . . . . . 79
Uskarżająca się od czasu do czasu na zawroty głowy Joanna Gajewska zafundowała również zawrót głowy
współczesnej nauce. Czas pokaże, czy ów stan będzie uleczalny czy też przerodzi się w długotrwałą migrenę.
Często przechodzi mnie zimny dreszcz i pytam sam siebie czy nie poświęciłem życia fantazjowaniu.
(Darwin w liście do Lyella, 1859 r.)
Zamiast wstępu, czyli dwie lub trzy rzeczy,
o których warto wiedzieć
Fenomeny, nie tylko psychotroniczne, aby mieć szansę znalezienia się w
programach placówek badawczych oraz instytutów naukowych, musiałyby zostać
wcześniej zaplanowane.
Znany fizyk austriacki Ludwig Boltzmann powiedział, że w naturze nie ma niczego niemożliwego; są
tylko wydarzenia w najwyższym stopniu mało prawdopodobne. Słowa te traktujemy jako myśl przewodnią
naszej książki, stanowiącej zapis szczególnej przygody reporterskiej, którą dane nam było wspólnie przeżyć.
Jej początek wyznaczył 1983 rok, kiedy to na łamach gazet i czasopism po raz pierwszy pojawiło się
nazwisko trzynastoletniej Joasi Gajewskiej z Sosnowca, w obecności której miało dochodzić do niezwykłych
manifestacji psychokinetycznycti. Niestety, większość doniesień na ten temat, co w takich przypadkach
stanowi regułę, utrzymana była w tonie sensacji, zamazującej istotę fenomenu, przede wszystkim zaś
utrudniającej oddzielenie bezspornych faktów od plotek i trudnych do zweryfikowania stwierdzeń.
Podejmując próbę opisu zjawiska, nie od razu przyjęliśmy, że mamy do czynienia z fenomenem
autentycznym. Historia zjawisk paranormalnych jest bowiem z jednej strony historią walki o uznanie ich
realności, z drugiej zaś pasmem oszustw skutecznie zniechęcających wielu badaczy do zajmowania się
problemem. Dodatkową trudność stanowi tu brak przejrzystych wskazań metodologicznych, nie mówiąc już
o kłopotach z samą semantyką. Wokół terminu „parapsychologia” nawarstwiło się tak wiele nieporozumień,
a jednocześnie nadużyć interpretacyjnych, że w zupełności to wystarcza, by nawet ci naukowcy, którzy
prywatnie interesują się fenomenami psi (terminem „zjawiska psi” — od greckiego słowa psyche — w
światowej literaturze psychotronicznej określa się oddziaływania pomiędzy organizmami i ich
środowiskiem, przekazywane bez udziału znanych czynności czuciowo-ruchowych — przyp. A.O. i M.R.),
oficjalnie odżegnywali się od nich w obawie o swoją profesjonalną reputację.
W trakcie zbierania materiałów do książki, której napisanie poprzedziły dziesiątki, jeśli nie setki
rozmów, mieliśmy tego wymowne dowody. Liczni interlokutorzy, a byli wśród nich znani fizycy, lekarze
oraz biolodzy, okazywali żywe zainteresowanie przedstawionym im materiałem i niejednokrotnie udzielali
nam cennych wskazówek interpretacyjnych), ale najczęściej stawiali warunek, że w reporterskiej relacji
pozostaną postaciami anonimowymi. Niewielu było takich, którzy nie mieli tych zastrzeżeń. Do nich należy
m. in. prof. Arkadiusz Góral, który w cyklu publikacji, drukowanych w latach 1982—1985 na łamach
„Przeglądu Technicznego”, podjął śmiałą próbę naukowego wyjaśnienia niektórych fenomenów
psychotronicznych, budując na podstawie osobistych przemyśleń, doświadczeń oraz obserwacji własną,
bardzo interesującą teorię.
Człowiekiem, który badaniom zjawisk psychotronicznych, zwłaszcza zaś telepatii, poświęcił wiele lat
swojego życia, był zmarły w 1979 roku prof. Stefan Manczarski. Ten wybitny specjalista w zakresie
radioelektroniki już w latach dwudziestych wysunął hipotezę o elektromagnetycznym, pozazmysłowym
nośniku informacji. Prowadził on m. in. badania wybranej grupy osób, które przekazywały sobie na
odległość geometryczne figury testowe. Doświadczenia i prace prof. Manczarskiego zmierzały do
wyjaśnienia niektórych zjawisk ESP ( extrasensory perception — postrzeganie pozazmysłowe) metodami
naukowymi i znalezienia ich fizycznej interpretacji. W najpełniejszym stopniu znalazło to odzwierciedlenie
w wydanej w 1977 roku książce Tajemnice parapsychologii , którą prof. Manczarski napisał wspólnie z
Krzysztofem Boruniem. Warto jednak przypomnieć, że rezultaty przemyśleń profesora i zbudowanej na ich
podstawie teorii można znaleźć już w starych, archiwalnych numerach „Przeglądu Telekomunikacyjnego”,
czy też w materiałach z sympozjum, które odbyło się w 1963 roku na temat „Problemów nowoczesnych
systemów teletransmisyjnych”.
Prof. Manczarski należał do ludzi niezbyt przejmujących się atakami, jakich mu niestety nie
oszczędzono (a zdarzały się wśród nich również opinie oraz stwierdzenia nader odległe od tego, co
zwykliśmy określać pojęciem kultury polemicznej). Kiedy jeden z jego współpracowników żalił się, że w
instytucie naukowym, w którym pracuje, ma nieprzyjemności z powodu zainteresowań zjawiskami
psychotronicznymi, Manczarski miał odrzec: „Cóż pan chce, panie kolego, i tak działamy w warunkach
luksusowych. Kilkaset lat temu spaliliby nas na stosie”.
Obecna sytuacja przypomina trucht po obwodzie błędnego koła. Ten bowiem, kto w ramach swojej
działalności naukowej próbuje badać zjawiska psychotroniczne, w najlepszym przypadku naraża się na
ostentacyjną niechęć środowiska oraz kpiny, a nierzadko musi się również liczyć ze znacznie
poważniejszymi konsekwencjami, takimi jak utrata prestiżu, lub nawet pracy. Ciągle jest nie do pomyślenia,
aby funkcjonowała u nas placówka naukowa, podobna do istniejącej na Uniwersytecie w Munster (RFN),
gdzie dr Wolfgang Howald, z którym mieliśmy okazję rozmawiać w 1985 roku, napisał i obronił pracę
doktorską poświęconą różnym aspektom medytacji transcendentalnej, wyższych stanów świadomości oraz
zdolności paranormalnych. Jej autor — dodajmy, aby uniknąć nieporozumień — badał fizjologiczne oraz
psychologiczne efekty stosowania określonych technik paranormalnych, takich jak np. medytacja
transcendentalna czy joga, szczegółowo je rejestrując i opisując (gwałtowny spadek zużycia tlenu w
organizmie, osłabienie tętna, zanikanie kwasu mlekowego i kortyzonu we krwi, wzrost oporności skóry czy
wreszcie specyficzna koherencja EEG).
U nas na badanie fenomenów, nie tylko psychotronicznych, nie ma pieniędzy. Ponadto fenomeny, aby
mieć szansę znalezienia się w programach placówek badawczych oraz instytutów naukowych, musiałyby
być przedtem zaplanowane. Wynika to z faktu, iż wspomniane programy — wraz z przydzielonymi na ich
realizację środkami — konstruowane są z wieloletnim wyprzedzeniem, co późniejszą modyfikację czyni
zazwyczaj niemożliwą, a w każdym razie bardzo trudną. Najlepszym tego przykładem są właśnie badania
fenomenu psychotronicznego Joasi Gajewskiej z Sosnowca. Tylko niewielka ich część, dotycząca analizy
ewentualnych zmian struktury fizycznej próbek metali odkształconych przez dziewczynkę, stała się
integralną częścią programu pracy Instytutu Metaloznawstwa i Spawalnictwa Politechniki Gliwickiej.
Wszystkie pozostałe eksperymenty i doświadczenia prowadzone były przez grupę pracowników naukowych
oraz lekarzy w ramach prywatnego czasu i zainteresowań, zaś po zorganizowaniu w 1984 roku oficjalnego
zespołu badawczego sprawa utknęła w martwym punkcie.
Piszemy o tym wszystkim, żeby uświadomić trudności, jakie wiążą się z badaniami zjawisk psi . Łatwiej
tu spotkać się z lekceważeniem czy wręcz szyderstwem niż wywalczyć prawo do rzetelnej oceny faktów,
które są ponad wszelką wątpliwość faktami.
Nie ułatwia również sytuacji krzykliwość niemałej grupy zwolenników zjawisk paranormalnych,
których arogancja oraz pewność siebie stanowią lustrzane odbicie identycznych cech osób totalnie
negujących realność zjawisk psychotronicznych i kwalifikujących je — zawsze i wszędzie — jako ciemnotę,
zabobon lub oszustwo. Dla tej drugiej grupy ludzi nie ma żadnej różnicy między działalnością religijnego
fanatyka, który wskutek „objawienia” zaczął „uzdrawiać” tłumy na oławskich działkach, a badaniami
plazmy biologicznej wchodzącej w skład biopola żywych organizmów, jakie prowadzi dr Wiktor M.
Iniuszyn z Laboratorium Biofizycznego w Ałma-Acie. Przykładem „życia pozaumysłowego” jest w ich
mniemaniu zarówno „wykrywanie” różdżką lub wahadełkiem wirusa AIDS (niestety, był taki przypadek),
jak i książka „Tajemnicze zjawiska psychiki człowieka”, napisana przez jednego z najwybitniejszych
radzieckich psychologów, dziekana Wydziału Fizjologii na Uniwersytecie w Leningradzie, Leonida
Wasiliewa.
Przyjęcie takiej płaszczyzny dyskusji, jaką prezentują zwolennicy wspomnianej opcji, chętnie i
szczodrze szafujący określeniami w rodzaju „szamaństwo” czy „guślarstwo” bez względu na konkretną
sprawę, która jest tematem rozważań, byłoby tożsame z aprobatą metody prowadzenia sporu na zasadzie:
„Głupiś” — „Sam głupiś”. Na szczęście istnieje dostatecznie pojemny obszar życiowej empirii,
umożliwiający poważną, uargumentowaną konfrontację racji między zwolennikami obu przeciwstawnych
punktów widzenia. Jest w nim zwłaszcza miejsce dla scientysty, który — wątpiąc — niczego z góry nie
odrzuca. Co najważniejsze jednak, w obszarze tym mogą, a nawet powinny znaleźć się pewne ogólniejsze
zagadnienia, dotyczące wzajemnych relacji, jakie zachodzą między nauką a otaczającą nas rzeczywistością
oraz — bo to równie ważne — jej badaczami.
Chcemy tego, czy nie chcemy, historia wielkich odkryć naukowych jest zarazem historią bezpardonowej
walki z tymi odkryciami w imię obowiązujących w danym okresie aksjomatów i paradygmatów, tworzących
silną i często bardzo skuteczną zaporę dla wszystkiego co nowe. Przykładów na poparcie tej tezy można
znaleźć setki. Oto kilka z nich.
Osiemnastowieczni fizycy sądzili, że światło stanowi strumień fotonów, czyli takich obiektów
kwantowych, które mają charakter cząsteczkowy (korpuskularna teoria światła Newtona). Opublikowane w
XIX wieku prace Thomasa Younga, wedle których światło ma charakter falowy, spotkały się początkowo z
zaciekłym oporem i musiało upłynąć dużo czasu, nim utorowały sobie drogę w fizyce. A przecież i one nie
były w tej sprawie ostatnim słowem. Kolejne odkrycia naukowe pozwoliły bowiem stwierdzić, że światło ma
Zgłoś jeśli naruszono regulamin