Toffler Alvin I Heidi - Budowa Nowej Cywilizacji.doc

(539 KB) Pobierz



 

 

 

 

 

 

 

ALVIN i HEIDI TOFFLER BUDOWA NOWEJ CYWILIZACJI

 

Polityka trzeciej fali

 

 

 

Przedmowa

NewtGingrich

 

 

 

Przekład

Jerzy Łoziński

 

 

 

 

 

Zysk i Ska Wydawnictwo


Tytuł oryginału

CREATING A NEW CIVILIZATION The Politics of the Third Wave

Copyright © 1995 by Alvin and Heidi Toffler

Al rights reserved Licensed by: Turner Publishing, Inc.

Copyright © 1996 for the Polish translation by Zysk i Ska Wydawnictwo s.c.,

Poznań

 

Grateful acknowledgment is made to the following for permission to reprint previously published material: The Third Wave by Heidi and Alvin Toffler. © 1980 by Alvin Toffler. Reprinted by permission of Bantam Books; Powershift by Alvin Toffler. © 1990 by Alvin and Heidi Toffler. Reprinted by permission of Bantam Books; War and AntiWar by Alvin and Heidi Toffler. © 1993 by Alvin and Heidi Toffler. Reprinted by permission of Little Brown and Company.

 

 

 

 

Redaktor

Zdzisław Wiese

 

 

Wydanie I

 

ISBN 8371501021

 

 

 

Zysk i Ska Wydawnictwo s.c.

ul. Wielka l O, 61 774 Poznań

tel. 532751, 532767, tel./fax 526326

 

 

Printed in Germany by ElsnerdruckBerlin


SPIS TREŚCI

 

 

Przedmowa 7

 

Wstęp: Przygotowanie do wieku XXI 11

 

1. Walna bitwa 17

Rewolucyjna przesłanka 18. Grzbiet fali 19. Fale przyszłości 21

 

2. Konflikt cywilizacji 25

Konflikt podstawowy 27. Odwrót od społeczeństwa masowego 29

 

3. Uniwersalny substytut 33

Alchemia informacji 34. Wiedza kontra kapitał 36

 

4. W jaki sposób tworzymy bogactwo 39

Czynniki wytwórcze 40. Nieuchwytne wartości 40. Koniec masowości 41. Praca 42. Innowacje 43. Skala produkcji 43. Organizacja 44. Systemy integracji 44. Infrastruktura 45. Przyspieszenie 45

 

5. Materializm jurny 47

Nowy sens bezrobocia 49. Różnorodność pracy umysłowej 52. Niskie zintelektualizowanie kontra wysokie 54. Ideologia niskiego zintelektualizowania 56. Ideologia wysokiego zintelektualizowania 57

 

6. Dziejowa kraksa: socjalizm i przyszłość 61

Maszyna przedcybernetyczna 62. Paradoks własności 64. Ile śrub z lewym gwintem? 67. Śmietnik historii 68

 

7. Kolizja elektoratów 70

Rzecznicy przeszłości 71. Jutrzejszy elektorat 76

 

8. Trzecia fala: podstawowe problemy 81              ^

Czy chodzi o coś w rodzaju fabryki? 81. Czy chodzi o wzmocnienie masowości społeczeństwa? 82. Ile jest jajek w koszyku? 83. Masywność czy wirtualność? 84. Czy chodzi o wzmocnienie domu? 85

 

9. Demokracja XXI wieku 88

Potęga mniejszości 91. Demokracja na pół bezpośrednia 95. Podział decyzji 99. Rozbudowujące się elity 102. Twórcza powinność 104

 


PRZEDMOWA

 

 

Ameryka przeżywa obecnie splot kryzysów, z jakim nie zetknęła się jeszcze od chwili swych narodzin. W kryzysie znalazła się instytucja rodziny, system ochrony zdrowia, organizacji przestrzeni, system wartości, a nade wszystko system polityczny, który praktycznie rzecz biorąc, utracił zaufanie ludzi. Dlaczego kryzysy te - a także mnogość innych - pojawiły się niemal w tym momencie naszych dziejów? Czyżby zapowiadały one ostateczny upadek Ameryki? Czyżbyśmy właśnie stanęli u kresu historii?

Na kartach tej książki przedstawimy je inaczej. Kryzysy, które nawiedziły Amerykę, nie są konsekwencją jej porażki, lecz wcześniejszych sukcesów. Nie doszliśmy do końca historii, lecz prehistorii.

Od roku 1970, kiedy w książce Szok przyszłości wypracowaliśmy pojęcie „ogólnego kryzysu społeczeństwa industrialnego", gałęzie przemysłu, których symbolem jest komin fabryczny, przestały zatrudniać wielkie rzesze robotników. Zgodnie z wyrażonymi w naszej pracy prognozami, rozpadła się dawna struktura rodziny, mass media utraciły swój masowy charakter, radykalnie zmieniły się wartości i style życia. Ameryka zdecydowanie zmieniła swoje oblicze.

To wyjaśnia dlaczego nieskuteczne są dawne kategorie analizy politycznej. Takie terminy jak prawica, lewica, liberalizm czy konserwatyzm utraciły tradycyjne znaczenia. W dzisiejszej Rosji komunistów określamy mianem konserwatystów, reformatorów zaś uznajemy za radykałów. W Stanach Zjednoczonych ekonomiczni liberałowie mogą być społecznymi konserwatystami


i vice versa. Lewicowy Ralph Nader jednoczy się z prawicowym Patem Buchananem, aby wspólnie przeciwstawiać się NAFTA (Północnoamerykańskiemu Zrzeszeniu Wolnego Handlu).

Jednak bardziej znacząca i zadziwiająca jest coraz większa utrata władzy przez takie formalne ciała polityczne jak Kongres, Biały Dom, agencje rządowe i partie na rzecz powstających spontanicznie i powiązanych ze sobą grup oraz mediów.

Wszystkich tych ogromnych przemian w amerykańskim życiu politycznym nie można wyjaśnić jedynie w kategoriach politycznych, związane są one bowiem z równie głębokimi przekształceniami w życiu rodzinnym, ekonomii, technologii, kulturze i wartościach. Aby odnaleźć się w tym okresie błyskawicznych przemian, utraty złudzeń i niemal bratobójczego konfliktu społecznego, trzeba wypracować koherentną wizję XXI wieku, której zarysy usiłujemy przedstawić w niniejszej książce. Na gruncie tego ogólnego nastawienia podjąć można konkretne działania, które wpłyną na postać większych jeszcze przemian w przyszłości, dzięki czemu będziemy nimi kierować, zamiast stawać się tylko ich ofiarami.

Nader często się zdarza, że kiedy autorzy wprowadzają do nowej książki fragmenty utworów wcześniejszych, powstaje całość złożona z elementów nie powiązanych, nie mających ze sobą nic wspólnego. Nie odnosi się to jednak do tej książki.

Rozdziały pierwszy i dziewiąty były wcześniej opublikowane w roku 1980 w książce Trzecia fala. Rozdziały drugi i czwarty zostały wzięte z naszej najnowszej pracy War and AntiWar (Wojna i antywojna), która ukazała się w roku 1993. Rozdziały trzeci, piąty i szósty pochodzą z tekstu Powershift (Przejęcie władzy) z roku 1990. W postaci tu prezentowanej fragmenty te zostały właściwie powtórzone, a niewielkie modyfikacje zapewnić miały logiczną spójność. Natomiast rozdziały siódmy i ósmy zostają przedstawione po raz pierwszy.

Chociaż w dużej mierze cytujemy swoje dawniejsze teksty, nie chodziło nam o stworzenie antologii. Jest to raczej zupełnie nowa całość. Zawdzięczamy to temu, że prace nasze,


koncentrując się za każdym razem na pewnej grupie zagadnień, odwołują się zarazem do przemyślanych wizji tego, w jaki sposób przyspieszać przemiany społeczne i polityczne. Książka ta byłaby przeto czymś w rodzaju wstępu: dawałaby klucz do zrozumienia kompleksu naszych utworów.

Do pracy tej zainspirował nas Jeffrey A. Eisenach, przewodniczący waszyngtońskiej Progress & Freedom Foundation, przekonany o politycznej potrzebie syntezy. Dostrzegał on, że Amerykanie w ogóle, a ich polityczni przywódcy w szczególności mają tendencję do traktowania każdego nagłówka w gazecie, każdej wiadomości telewizyjnej, każdej batalii w Kongresie i każdej rewolucji technologicznej jako zdarzeń oddzielnych i niezależnych. Jego zdaniem skończył się czas polityki opartej na działaniach odruchowych. Biorąc to pod uwagę, zaproponował nam napisanie poniższego tekstu.

To miejsce jest odpowiednie, by podziękować mu za tę płodną sugestię. Chcieliśmy także wyrazić wdzięczność za wielką pomoc edytorską ze strony doktora Alberta S. Hansera z Progress & Freedom Foundation, który przejrzał nasze wcześniejsze prace i starannie wybrał ich fragmenty, jak również Ericowi Michaelowi, który zaopiekował się stroną redakcyjną.

Mamy nadzieję, że nasza książka pomoże czytelnikom w fundamentalnym przewartościowaniu ich poglądów, którego wymaga rodząca się cywilizacja dnia jutrzejszego.

Sierpień 1994

Alvin Toffler i Heidi Toffler

9


 

WSTĘP

 

 

Przygotowanie do wieku XXI

 

Lata dziewięćdziesiąte zapoczątkowały falę przemian ustrojowych i politycznych o historycznym znaczeniu. Począwszy od rozpadu imperium sowieckiego, zawalenia się ukształtowanej po drugiej wojnie struktury politycznej Włoch, eliminacji w wyborach z 1993 roku kanadyjskiej partii rządzącej (która ze stu pięćdziesięciu trzech miejsc w parlamencie zachowała tylko dwa), dramatycznej porażki japońskiej Partii LiberalnoDemokratycznej po czterdziestu latach monopolu władzy (i narodziny nowego ruchu reformatorskiego), do pojawienia się w Stanach Zjednoczonych Rossa Perota i ruchu United We Stand.

Politycy, felietoniści i akademicy wszyscy wydają się zaskoczeni skalą przemian. W sposób nieunikniony do głosu dochodzi przede wszystkim żal i dezorientacja tych, którzy utracili władzę. Agonia przeszłości przyćmiewa nadzieję, którą niesie przyszłość. W odniesieniu do Renesansu to znane od lat zjawisko wspaniale ukazał Huizinga w Jesieni średniowiecza. To co nam, patrzącym wstecz, wydaje się cudownym, pasjonującym okresem innowacji, żyjącym ówcześnie ukazywało się jako straszliwy rozpad istniejącego porządku. Podobnie wyglądał upadek konfiicjańskich Chin w połowie XIX stulecia. Uznawany był raczej za przerażający rozkład ładu i stabilności, niż za zapowiedź wejścia w epokę bardziej twórczą i mniej skrępowaną.

Alvin i Heidi Tofflerowie pomagają nam umieścić dzisiejszy chaos wydarzeń w ramach dynamicznej i fascynującej wizji przyszłości. Od ćwierć wieku mówią i piszą o przyszłości. Tytuł ich pierwszej pracy, Szok przyszłości, stał się obiegowym


określeniem dotyczącym skali i dramatyzmu przemian, które przeżywamy. (Był to bestseller większy w Japonii niż w USA, jeśli liczbę sprzedanych egzemplarzy odnieść do populacji potencjalnych czytelników.) Szok przyszłości zwrócił uwagę na przyspieszenie i mnożnikowy mechanizm zmian, które zewsząd zaskakują ludzi i najczęściej powodują dezorientację jednostek, wspólnot, ciał politycznych i życia gospodarczego. Nawet gdyby była to jedyna wypowiedź Tofflerów, już dzięki niej znaleźliby się w gronie ważnych interpretatorów sytuacji człowieka współczesnego. Tymczasem kolejna praca, Trzecia fala, stanowiła jeszcze ważniejszy przyczynek do rozumienia naszych czasów.

W Trzeciej fali Tofflerowie od obserwacji przeszli do przedstawienia prognostycznej wizji. Na rewolucję informatyczną spojrzeli w perspektywie dziejowej, porównując ją z dwoma przełomami o podobnej wadze: rewolucją rolniczą i przemysłową. Czujemy, pisali, napór trzeciej fali dziejowych przemian, za sprawą której uczestniczymy w procesie narodzin nowej cywilizacji.

Tofflerowie słusznie uznali, że przepływ i wymiana informacji stały się naczelnym czynnikiem wytwórczości i władzy człowieka. Gdziekolwiek spojrzymy: na światowe rynki finansowe, całodobowe przekazywanie na cały świat informacji via CNN, biologiczną rewolucję oraz jej skutki dla ochrony zdrowia i produkcji rolniczej, wszędzie widzimy, jak rewolucja informatyczna zmienia rytm, strukturę i treść naszego życia. Dzięki ukazaniu sensu tej przemiany, Trzecia fala wywarła wielki wpływ na strategię poczynań wodzów gospodarki i polityki poza Stanami Zjednoczonymi, w Chinach, Japonii, Singapurze i innych dynamicznie rozwijających się regionach, gdzie położono nacisk na najnowszą technikę i informację. Praca ta nie pozostała bez echa także w USA i wielu strategów gospodarczych zaczęło przekształcać podległe im organizacje tak, aby przygotować je do nadejścia XXI wieku.

Znakomitym przykładem może tu być generał Donn Stany, przełożony TRADOC (Dowództwa Szkolenia i Doktryny


Wojennej Armii Lądowej USA), który w początku lat osiemdziesiątych przeczytawszy Trzecią falę uznał, że Tofflerowie dokonali rzetelnej analizy przyszłości. Oboje autorów zostało więc zaproszonych do kwatery TRADOC w Fort Monroe, gdzie wizję formułowaną w Trzeciej fali skonfrontowali z pomysłami strategów wojskowych, co zostało wspaniale opisane w niedawnej książce War and AntiWar (Wojna i antywojna). Dobrze wiem, jak wielki wpływ miał przedstawiony w Trzeciej fali obraz rewolucji informatycznej na kształtowanie się doktryny wojennej w latach 19791982, gdyż jako młody kongresman wiele czasu spędziłem z generałami Starrym i Morellim (obecnie na emeryturze) przy konstruowaniu tego, co przybrało ostatecznie nazwę modelu bitwy powietrznolądowej.

Istotą nowej koncepcji wojennej stał się system bardziej elastyczny, dynamiczny i zdecentralizowany, oparty na wymianie informacji; system, który wykorzystuje lokalne, bezpośrednio związane z polem bitwy zasoby i odwołuje się do decyzji znakomicie wyszkolonych, w dużym stopniu niezależnych dowódców.

W roku 1991 świat po raz pierwszy ujrzał starcie militarnego systemu trzeciej fali z przestarzałą machiną wojskową drugiej fali. Pustynna burza doprowadziła do jednostronnego zniszczenia sił irackich przez Amerykanów i ich sojuszników w dużej mierze z tej prostej racji, że systemy trzeciej fali ukazały swą nieporównaną wyższość. Zbudowane na modłę drugiej fali, skomplikowane systemy obrony przeciwlotniczej okazały się bezużyteczne w obliczu niewidocznych maszyn trzeciej fali. Solidnie okopane armie drugiej fali zostały wymanewrowane i unicestwione, kiedy przyszło im stawić czoło komputerowym systemom namiaru i logistyki. Efekt był równie druzgocący jak w roku 1898, kiedy naprzeciwko siebie stanęły siły pierwszej fali Mahdiego z Omdurmanu i angloegipskie wojska drugiej fali.

Chociaż jednak tak oczywiste jest to, że dzieje się coś zasadniczo nowego w polityce, ekonomii, sferze militarnej i całym życiu społecznym, w dalszym ciągu zdecydowanie zbyt małą


wagę przywiązuje się do znaczenia wizji Tofflerów. Większość amerykańskich polityków, reporterów i recenzentów nie dostrzegła wniosków, które płyną z Trzeciej fali, a bardzo niewielu jest takich, którzy pojęciu trzeciej fali gotowi byliby nadać nośność polityczną. To właśnie ów brak szerokiej, tofflerowskiej wizji sprawił, że nasza polityka ugrzęzła we frustracji, negatywizmie, cynizmie i zniechęceniu. Kontrast pomiędzy przemianami świata jako całości a stagnacją życia politycznego stanowi zagrożenie dla naszego systemu społecznego. Jeśli nie liczyć koncepcji trzeciej fali, nigdzie nie widać prób zrozumienia, skąd bierze się zniechęcenie i rozgoryczenie, które, jak się wydaje, opanowały polityków i administracje rządowe w całym uprzemysłowionym świecie. Nie powstał język, w którym można by wyrazić nękające nas problemy, nie ma wizji odsłaniającej kształt przyszłości, ku której zmierzamy, nie istnieje program, który miałby na celu przyspieszenie i ułatwienie przejścia do nowej epoki.

Nie jest to bynajmniej nowy problem. Na początku lat siedemdziesiątych zacząłem współpracować z Tofflerami nad koncepcją, jak to nazwaliśmy, demokracji antycypującej. Byłem wtedy świeżo upieczonym wykładowcą na West Georgia State College. Szczególnie fascynowało mnie połączenie spojrzenia historycznego i wybiegającego w przyszłość, które stanowi istotę polityki w jej najlepszym wydaniu. Od ponad dwudziestu lat zabiegamy wspólnie o politykę świadomą przyszłościowych horyzontów i staramy się pozyskać jak najwięcej ludzi dla myślenia, które ułatwi Ameryce przejście od najwyraźniej umierającej cywilizacji drugiej fali do cywilizacji trzeciej fali. Ta nowa postać świata, która nas czeka, zarysowuje się już, ciągle jednak jeszcze niewyraźnie i w sposób nie do końca dla nas zrozumiały.

Usiłowania te przyniosły znacznie więcej rozczarowań i znacznie mniej efektów, niż spodziewałem się dwa dziesięciolecia temu. Niezależnie jednak od porażek, próby te trzeba kontynuować, albowiem ustrój polityczny trzeciej fali ma kluczowe znaczenie dla przyszłości wolności i Ameryki. Jestem wprawdzie przywódcą republikanów w Kongresie, nie uważam jednak by


republikanie czy Kongres mieli monopol na rozwiązywanie problemów i przystosowywanie Ameryki do rewolucji trzeciej fali, rewolucji informatycznej. Burmistrze z ramienia demokratów, jak na przykład Norąuist w Milwaukee czy Rendel w Filadelfii dokonują prawdziwego przełomu w życiu obywatelskim. Niektóre z przedsięwzięć wiceprezydenta Gore mających na celu usprawnienie administracji zmierzają w dobrym kierunku (chociaż podejmowane są doraźnie i niekonsekwentnie). Przede wszystkim chodzi o to, że wielka przemiana rozgrywa się już na co dzień w sektorze prywatnym za sprawą przedsiębiorców i obywateli, którzy dokonują wynalazków i znaj duj ą nowatorskie rozwiązania, w czym biurokracja nie jest w stanie im przeszkodzić. Głównym przeto zadaniem tej książki jest zachęcenie czytelników, aby zaczerpnęli oddechu, wzięli rozbieg i sami zaczęli współtworzyć cywilizację trzeciej fali. Jestem pewien, że kiedy zagłębicie się w rozważania autorów, podkreślicie partie najbardziej dla was istotne, rozejrzycie się wokół siebie za pokrewnymi duszami i wspólnie podejmiecie działania na małą zrazu skalę, za kilka lat będziecie zdumieni, jak wiele udało się osiągnąć.

 

Newt Gingrich

15


ROZDZIAŁ PIERWSZY

 

 

WALNA BITWA

 

Na naszych oczach, w naszym życiu rodzi się nowa cywilizacja, a ślepcy usiłują ją uśmiercić. Ta nowa cywilizacja niesie ze sobą nowy styl życia rodzinnego, zmiany w sposobie pracy, odnoszenia się do siebie i życia, nowy kształt życia gospodarczego, nowe konflikty polityczne, a przede wszystkim: nową świadomość. Ludzkość, która stanęła w obliczu najgłębszego w swoich dziejach przewrotu społecznego i najśmielszej twórczej przebudowy, oczekuje teraz wielkiego skoku kwantowego. Chociaż dostrzegamy tego, uczestniczymy w budowie od podstaw zdecydowanie nowej cywilizacji. To właśnie mamy na myśli, kiedy mówimy o trzeciej fali.

Do czasów obecnych ludzkość przeżyła dwie wielkie fale przemian, z których każda unicestwiła dawne kultury i cywilizacje, a na ich miejsce wprowadziła sposób życia, który byłby niepojęty dla ludzi, którzy żyli wcześniej. Pierwsza fala - rewolucja rolnicza - rozciągnęła się na tysiące lat. Druga fala, w trakcie której powstała cywilizacja przemysłowa, trwała ledwie trzysta lat. Dzisiaj przemiany są jeszcze bardziej gwałtowne, dlatego nie sposób wykluczyć, że trzecia fala przetoczy się przez dzieje w ciągu kilku dziesięcioleci. Dlatego my wszyscy, którzy zamieszkujemy dziś Ziemię, odczujemy na co dzień impet trzeciej fali.

Nowy styl życia, który przynosi trzecia fala, za podstawę mieć będzie zróżnicowane i odnawialne źródła energii. Nowe metody produkcji, które do lamusa odeślą większość produkcji taśmowej i nowy typ rodziny, która nie będzie miała charakteru


zamkniętej w sobie komórki. Pojawią się nowe instytucje, które będzie można nazwać elektroniczną wioską. Radykalnie przekształcone zostaną szkoły i formy współdziałania. Rodząca się cywilizacja spisuje dla nas nowy kodeks zachowań. Usunie standaryzację, synchronizację i centralizację, usunie koncentrację energii, pieniędzy i władzy. Ta nowa cywilizacja ma swoją własną wizję świata, swoje własne podejście do czasu, przestrzeni, logiki i przyczynowości. Ma też swoje własne zasady polityki przyszłości.

 

Rewolucyjna przesłanka

 

Żywe pośród nas są dwa wyraźnie odmienne sposoby myślenia o przyszłości. Większość ludzi, jeśli w ogóle się nad nią zastanawia, uważa, że świat, który znają, trwać będzie po wieki wieków. Osobom takim trudno jest sobie wyobrazić zdecydowaną odmianę własnego życia, a co dopiero mówić o zupełnie nowej cywilizacji. Dostrzegają one, oczywiście, że rzeczy się zmieniają, na jakiejś osobliwej zasadzie przyjmują jednak, że transformacje te jakoś ominą ich samych, nie naruszając dobrze znanej struktury życia gospodarczego i politycznego. Z ufnością oczekują od przyszłości, że będzie kontynuować teraźniejszość.

Jednak najnowsze wydarzenia poważnie nadszarpnęły ten obraz przyszłości. Popularność zaczęła przeto zdobywać wizja bardziej ponura. Wielu ludzi, wykarmionych na codziennej porcji tragicznych wiadomości, katastroficznych filmów oraz złowieszczych scenariuszy, które snują szacowni autorzy, doszło do wniosku, że nie ma co mówić o przyszłości ludzkiej społeczności, albowiem nie będzie żadnej przyszłości. Ich zdaniem od Armageddonu dzieli nas kilka chwil. Ziemia gna w kierunku ostatecznej zagłady.

U podstaw wszystkiego, o czym tu mówimy, leży pewne założenie, które nazywamy rewolucyjną przesłanką. Przyjmujemy oto, że chociaż najbliższe dziesięciolecia mogą być pełne zawieruch, wstrząsów, może nawet aktów zorganizowanej


przemocy, to jednak nie dojdzie do samounicestwienia ludzkości. Uznajemy, że gwałtowne przemiany, których jesteśmy świadkami, nie są chaotyczne, lecz układają się w pewien spójny i dający się odczytać wzorzec, i że co więcej, przemiany te mają charakter kumulatywny, przyczyniają się więc do wielkiej transformacji, której podlega nasze życie, praca, rozrywka i myślenie. To wszystko czyni możliwą pomyślną i obiecującą przyszłość. Mówiąc krótko, wszystkie nasze tezy wynikają z przesłanki, że oto rozgrywa się globalna rewolucja, wielki przeskok kwantowy. Innymi słowy, z przesłanki tej wynika, że jesteśmy ostatnią generacją starej cywilizacji, a zarazem pierwszym pokoleniem cywilizacji nowej. Dlatego wiele naszych osobistych lęków, niejasności i uczuć zagubienia rodzi się z konfliktu, który rozgrywa się w nas samych i w instytucjach naszego życia. Jest to konflikt pomiędzy umierającą cywilizacją drugiej fali a wynurzającą się cywilizacją, która domaga się dla siebie miejsca.

Jeśli raz to zrozumiemy, wtedy wiele z bezsensownych na pierwszy rzut oka wydarzeń ukaże swą głęboką treść. Zaczną odsłaniać się zarysy wielkiego wzorca przemian. Wraz z tym walka o przetrwanie okazuje się możliwa i godna zachodu. Krótko mówiąc, rewolucyjna przesłanka wyzwala nasz intelekt i wolę.

 

Grzbiet fali

 

Nasze podejście śmiało można nazwać „badaniem grzbietu fali". Polega ono na obserwacji dziejów jako ciągu wzbierających przemian i stawia pytanie, w jakim kierunku niesie ludzi grzbiet każdej takiej fali. Koncentrujemy się nie tyle na wątkach ciągłości historycznej (skądinąd bardzo ważnych), ile na elementach nieciągłości, na innowacjach i przełomach. Odnajduje zasadnicze wzorce przemian, pytając zarazem, w jaki sposób ludzie mogą na nie oddziaływać.

Wychodzimy od bardzo prostej obserwacji stwierdzającej, że pojawienie się życia osiadłego i rolnictwa było pierwszym punktem zwrotnym w społecznym rozwoju ludzkości, drugi zaś


punkt przełomowy stanowiła rewolucja przemysłowa. Niechaj jednak czytelnika nie zwiedzie słowo punkt; owe przemiany nie miały charakteru jednorazowych, dających się wyraźnie zlokalizować wydarzeń, lecz przypominały właśnie wzbierającą falę, która toczy się z właściwą sobie prędkością.

Zanim nastąpiła pierwsza fala przemian, ludzie żyli na ogół w małych, często wędrownych grupach, które utrzymywały się dzięki zbieractwu, łowieniu ryb, polowaniu i pasterstwu. Jakieś dziesięć tysięcy lat temu rozpoczęła się rewolucja rolnicza i powoli obejmowała swym zasięgiem całą planetę, dając początek wioskom, osadom, uprawie roli i nowemu trybowi życia. Owa pierwsza fala nie opadła jeszcze całkiem pod koniec siedemnastego stulecia, kiedy w Europie rozpoczęła się rewolucja przemysłowa, dając początek drugiej fali przemian w skali całego globu. Ten nowy proces ze znacznie większą gwałtownością ogarnął narody i kontynenty. Teraz dwa oddzielne i wyraźnie odmienne procesy zmian przetaczały się przez Ziemię z różną szybkością.

Dzisiaj pierwsza fala osiągnęła już właściwie swój kres. Już tylko niewielkie wspólnoty plemienne w Ameryce Południowej czy PapuiNowej Gwinei pozostają jeszcze nie tknięte przez rewolucję rolniczą. Jeśli nie liczyć tych niewielkich obszarów, można powiedzieć, że siła pierwszej fali wyczerpała się.

Tymczasem druga fala, w kilka krótkich stuleci zrewolucjonizowawszy życie w Europie, Ameryce Północnej i kilku innych miejscach globu, toczy się dalej i widzimy, jak wiele krajów - dotąd zdecydowanie rolniczych - z zapałem buduje szosy, stalownie, zakłady samochodowe, fabryki tekstylne i zakłady spożywcze. Ciągle żywy jest pęd do industrializacji. Drugiej fali daleko jeszcze do wyczerpania swojej siły.

Chociaż jednak proces ten ciągle jest w toku, obserwujemy już początki innego, jeszcze bardziej istotnego procesu. Kiedy bowiem industrializacja osiągała swój szczyt w dekadach po drugiej wojnie światowej, zaczęła się wznosić trzecia fala, która nie dostrzegana wprawdzie zbyt wyraźnie, odmieniała wszystko, czego dotknęła. Wiele krajów odczuwa zatem napór dwóch,


a nawet trzech fal przemian, o odmiennym charakterze, tempie posuwania się i odmiennej sile.

W naszych rozważaniach przyjmiemy, że pierwsza fala rozpoczęła się około roku 8000 p.n.e. i niepodzielnie dominowała na świecie aż do lat 16501750 n.e. Wtedy pierwszeństwo wzięła druga fala. Teraz zrodzona przez nią cywilizacja przemysłowa zapanowała w świecie, ale także i ona weszła w fazę przesilenia. W Stanach Zjednoczonych okres ten rozpoczął się około roku 1955, kiedy po raz pierwszy pracownicy administracyjni przewyższyli liczebnie robotników. To owa dekada była też świadkiem coraz szerszego wykorzystywania komputerów, komunikacji lotniczej, pojawienia się pigułki antykoncepcyjnej oraz wielu innych brzemiennych w skutki innowacji. To właśnie wtedy zaczęła wzbierać w USA trzecia fala. Nieco później zaczęła się pojawiać także w życiu innych państw uprzemysłowionych. Dzisiaj wszystkie społeczności, które wykorzystują najnowszą technikę, są wstrząsane przez konflikty trzeciej fali z przestarzałymi, zaskorupiałymi instytucjami drugiej fali.

Kiedy się to zrozumie, wtedy mniej tajemnicze stają się konflikty społeczne i polityczne, pośród których przyszło nam żyć.

 

Fale przyszłości

 

Kiedy w jakimś społeczeństwie dominuje jedna fala przemian, niezbyt trudno jest wykryć wzorzec jego przyszłego rozwoju. Pisarze, artyści, dziennikarze i inni odkrywaj ą „fale przyszłości". W dziewiętnastowiecznej Europie wielu myślicieli, przemysłowców, polityków i zwykłych ludzi miało jasny i zasadniczo słuszny obraz przyszłości. Wyczuwali, że dzieje zmierzają w kierunku ostatecznego triumfu industrializacji nad nie korzystającym z maszyn rolnictwem i dość dokładnie potrafili przewidzieć wiele zmian, które niosła ze sobą druga fala: potężniejsze technologie, większe miasta, szybsza komunikacja, powszechne szkolnictwo i inne.

Ta jasność wizji miała bezpośrednie efekty polityczne. Partie


i ruchy polityczne ścierały się ze sobą, nie tracąc z oczu przyszłości. Siły broniące interesów przedindustrialnego rolnictwa organizowały się do obrony przed „wielkim biznesem", „szefami związkowymi" i „grzesznymi miastami". Robotnicy i menedżerowie usiłowali zdobyć kontrolę nad głównymi dźwigniami rodzącego się społeczeństwa przemysłowego. Mniejszości etniczne i rasowe określały swe interesy w kategoriach udziału w nowym świecie i domagały się miejsc pracy, dostępu do stanowisk kierowniczych, lepszych mieszkań, lepszych płac i powszechnej edukacji. Owa industrialna wizja miała też swoje efekty psychologiczne. Wspólny obraz przyszłości określał również wybory życiowe, sprawiał, że jednostki myślały nie tylko o tym, kim lub czym były, lecz kim mogą się stać. Dlatego nawet podczas największego zamętu przemian społecznych ludzie mieli poczucie pewnej stabilności i swojej tożsamości.

Kiedy natomiast przez społeczność przetaczają się dwie lub nawet trzy wielkie fale przemian i żadna z nich wyraźnie nie dominuje, obraz przyszłości jest popękany. Nadzwyczaj trudne staje się wtedy uchwycenie sensu zmian i konfliktów. Kolizja grzbietów fal rodzi kotłowaninę, w której ścierają się różne prądy, powstają wiry i lokalne obszary bezruchu, przesłaniające głębsze i istotniejsze nurty dziejowe. W Stanach Zjednoczonych - i w wielu innych krajach - zderzenie drugiej i trzeciej fali przynosi w efekcie społeczne napięcia, groźne konflikty i zadziwiające nowe postawy polityczne, które burzą dotychczasowe podziały klasowe, rasowe, płciowe i partyjne. Bezużyteczne stają się tradycyjne słowniki polityczne i bardzo trudno jest teraz odróżnić zwolenników postępu od reakcjonistów, przyjaciół od wrogów. Znikają dawne polaryzacje i pękają stare koalicje. Ów chaos w życiu politycznym przekłada się na dezintegrację ludzkich osobowości. Psychoterapeuci i najróżniejsi guru robią kokosowe interesy; pacjenci błąkają się bezradnie pośród rywalizujących dobroczyńców. Ratunku szukają w najdziwaczniejszych kultach religijnych i na sabatach czarownic albo też uciekają w patologiczną izolację, przeświadczeni, iż rzeczywistość


jest absurdalna, szalona, bezsensowna. Niewykluczone, że w jakimś globalnym, kosmicznym ujęciu życie jest bezsensowne, z tego jednak nie wynika, że codzienne wydarzenia nie układają się w żaden rozsądny wzorzec. Tymczasem, jeśli nauczymy się odróżniać przemiany, które niesie trzecia fala, od tych, które związane są z odpływającą drugą falą, można dostrzec utajony ład.

To z racji kolizji owych fal widzimy jak oto krzyżują się i ścierają odmienne prądy w sferze pracy, życia rodzinnego, postaw seksualnych i jednostkowej moralności. Różnice te przejawiają się w stylu życia i postawach politycznych, albowiem w życiu osobistym i publicznym większość obywateli bogatych krajów to albo ludzie drugiej fali, którzy starają się podtrzymać obumierający porządek, albo ludzie trzeciej fali, którzy budują jutro radykalnie odmienne, albo też niepewną mieszaninę jednego i drugiego. Konflikt pomiędzy ugrupowaniami drugiej i trzeciej fali decyduje w istocie o najpoważniejszym napięciu politycznym we współczesnej społeczności. Jak zobaczymy dalej, najważniejsze jest nie to, kto panuje nad ostatnimi dniami społeczeństwa industrialnego, lecz to, kto kształtuje nową cywilizację, która w niebywałym tempie dojrzewa, aby zająć miejsce tamtej. Po jednej stronie mamy przeto bojowników przemysłowej przeszłości, po drugiej coraz liczniejsze miliony tych, którzy pojmują, iż najbardziej palących problemów nie da się już rozstrzygnąć w ramach porządku industrialnego. Wydana zatem została walna bitwa o kształt przyszłości. Życie polityczne wszystkich narodów jest już teraz elektryzowane przez owo starcie pomiędzy zestarzałymi interesami drugiej fali a rzecznikami trzeciej fali. Nawet w krajach nieuprzemysłowionych nadpłynięcie trzeciej fali gwałtownie przekształciło fronty wszystkich dotychczasowych batalii społecznych. Dawny spór pomiędzy interesami - nierzadko wręcz feudalnymi - grup rolniczych a elitami industrialnymi - kapitalistycznymi czy socjalistycznymi - nabiera nowego sensu z uwagi na to, że sam industrializm już się przeżył. Czy teraz, kiedy wznosi się trzecia fala, gwałtowne uprzemysłowienie


...

Zgłoś jeśli naruszono regulamin