Treacherous Beauties
39012413.092.png
Cheryl Emerson
ZDRADLIWE
WZGÓRZA
0
39012413.103.png 39012413.114.png 39012413.125.png 39012413.001.png 39012413.012.png 39012413.023.png 39012413.034.png 39012413.045.png 39012413.047.png 39012413.048.png 39012413.049.png 39012413.050.png 39012413.051.png 39012413.052.png 39012413.053.png 39012413.054.png 39012413.055.png 39012413.056.png 39012413.057.png 39012413.058.png 39012413.059.png 39012413.060.png 39012413.061.png 39012413.062.png 39012413.063.png 39012413.064.png 39012413.065.png 39012413.066.png 39012413.067.png 39012413.068.png 39012413.069.png 39012413.070.png 39012413.071.png 39012413.072.png 39012413.073.png 39012413.074.png 39012413.075.png 39012413.076.png 39012413.077.png 39012413.078.png 39012413.079.png 39012413.080.png 39012413.081.png 39012413.082.png 39012413.083.png 39012413.084.png 39012413.085.png 39012413.086.png 39012413.087.png 39012413.088.png 39012413.089.png 39012413.090.png 39012413.091.png 39012413.093.png 39012413.094.png 39012413.095.png 39012413.096.png 39012413.097.png 39012413.098.png 39012413.099.png 39012413.100.png 39012413.101.png 39012413.102.png 39012413.104.png 39012413.105.png 39012413.106.png 39012413.107.png 39012413.108.png 39012413.109.png 39012413.110.png 39012413.111.png 39012413.112.png 39012413.113.png 39012413.115.png 39012413.116.png 39012413.117.png 39012413.118.png 39012413.119.png 39012413.120.png 39012413.121.png 39012413.122.png 39012413.123.png 39012413.124.png 39012413.126.png 39012413.127.png 39012413.128.png 39012413.129.png 39012413.130.png 39012413.131.png 39012413.132.png 39012413.133.png 39012413.134.png 39012413.135.png 39012413.002.png 39012413.003.png 39012413.004.png 39012413.005.png 39012413.006.png 39012413.007.png 39012413.008.png 39012413.009.png 39012413.010.png 39012413.011.png 39012413.013.png 39012413.014.png 39012413.015.png 39012413.016.png 39012413.017.png 39012413.018.png 39012413.019.png 39012413.020.png 39012413.021.png 39012413.022.png 39012413.024.png 39012413.025.png 39012413.026.png 39012413.027.png 39012413.028.png 39012413.029.png 39012413.030.png 39012413.031.png 39012413.032.png 39012413.033.png 39012413.035.png 39012413.036.png 39012413.037.png 39012413.038.png 39012413.039.png 39012413.040.png 39012413.041.png 39012413.042.png
1
Gdybym tylko miała dobrze w głowie nie ważyłabym się nigdy
na podobną historię. Gdy wspominam teraz różne wydarzenia,
nadziwić się nie mogę, skąd wzięłam tyle odwagi. Z natury jestem
ostrożna i nigdy nie kuszę niepotrzebnie losu. Nie daję się w głupi
sposób unosić porywom chwili.
„To rozsądna dziewczyna", mawiała o mnie z czułością moja
mama. „O Annabelle nie trzeba się bać, na pewno nigdy nie wpadnie
w żadne tarapaty. Nie lubi ryzyka". Mama miała rację. Nigdy jeszcze,
jak żyję, nie igrałam z losem. Aż do czasu tych wydarzeń w Rahuncie.
Ale nawet wtedy, gdy już ważyłam się na tak wiele, cofnęłam
się przed podjęciem ostatecznego ryzykownego kroku, choć nie
należało tego robić. Nie mogłam się zmusić do postawienia
wszystkiego na jedną kartę, do czego namawiało mnie serce, a czego
rozum bronił. Za swą głupotę omal nie zapłaciłam życiem.
Tak naprawdę nie jestem głupia, lecz opanowana i rozsądna;
niektórzy uważają nawet, że jestem inteligentna. W depresję wpadłam
dopiero wtedy, gdy w przeciągu pół roku straciłam brata, męża i
matkę.
Wtedy zaczęły mnie nawiedzać senne koszmary. One właśnie, te
senne koszmary, w których mój brat Alan przychodził do mnie z ręką
wyciągniętą w niemym błaganiu, one to sprawiły, że zdobyłam się na
podobnie desperacki krok. Mój psychiatra sądzi, iż zrodziło je
poczucie winy. Nie mogłam pojechać z mamą, żeby zabrać ciało
1
39012413.043.png
Alana i przywieźć je do domu, nie mogłam nawet być na pogrzebie.
Gdy szesnaście miesięcy temu przyszła wiadomość o śmierci Alana,
byłam w Illinois, gdzie mój mąż przechodził operację usunięcia
jednego całego płuca i części drugiego.
Mama zadzwoniła właśnie tego popołudnia.
- Twój brat nie żyje - powiedziała opanowanym głosem. - To był
napad rabunkowy. Postrzelili go, spadł do tego strasznego wąwozu i
tam umarł. Boże, po co w ogóle tam jechał?
Siedziałam jak ogłuszona, wpatrując się w beżowe ściany
pokoju, w którym czekałam na wiadomość o stanie męża.
Wiedziałyśmy obydwie, że nie mogę opuścić Boba ani na chwilę.
Mama nawet mi przykazała, żebym nie przyjeżdżała do domu.
Może jednak czułam się winna. I może to poczucie winy zaczęło
dawać o sobie znać, gdy tylko byłam w stanie myśleć o śmierci Alana.
W półtora roku po jego odejściu rozmyślałam o nim przez większość
dnia, w nocy zaś pojawiał się w makabrycznych snach, to zaś, że
przychodził stale, nie zmniejszało wcale mojego bólu. Zastanawiałam
się czasem, czy te senne koszmary kiedykolwiek się skończą.
- Czy nie sądzi pani, że duch Alana chce nawiązać z panią
kontakt? - spytał doktor Brunweld, gdy pojawiłam się na kolejnym
spotkaniu.
Wiązanki kwiatów, które stały zwykle na jego biurku,
przypominały mi szpitalne sale i cmentarne kaplice, psując nastrój,
jaki wywierał swym spokojem i opanowaniem. Jaskrawe
chryzantemy, na które patrzyłam tego dnia, sprawiały wrażenie
2
39012413.044.png
barwnych kopii tych koszmarnych białych chryzantem, które
ozdabiają zwykle groby. Zrobiło mi się niedobrze od ich zapachu.
- Oczywiście, że nie - odpowiedziałam.
Doktor Brunweld chrząknął w odpowiedzi, a potem zaczął mnie
sondować:
- Czy Alan był ulubieńcem matki? Czy może czuje się pani
winna, że to on umarł, a nie pani? Może, nie zdając sobie nawet z tego
sprawy, czuje pani do niego nienawiść?
Głośno się wtedy roześmiałam. Alan, młodszy ode mnie o sześć
lat, był moim ukochanym braciszkiem, był wreszcie przyjacielem. W
moich myślach o Alanie nie było miejsca na żale czy urazy, królowała
jedynie miłość naznaczona smutkiem.
Nie miałam pojęcia, dlaczego śnił mi się on właśnie, a nie mama
czy mój biedny Bob. Ale tak było. Wszystkie sny były takie same i
Alan był w nich nieodmiennie najważniejszą postacią. Patrzył zawsze
wprost na mnie z napięciem, które nie licowało ze zwykłym mu,
promiennym wyrazem twarzy. Próbował mi coś powiedzieć, próbował
mi przekazać coś ważnego. A mój umysł był przyćmiony, jak to
zwykle we snach bywa i nigdy nie mogłam pojąć, o co mu chodziło.
„Annabelle, ty jedna powinnaś mnie przecież zrozumieć", słyszałam
co noc, przewracając się z boku na bok. Wyciągał przy tym rękę w
proszącym geście, czego nigdy w życiu nie robił. „Anno, musisz mi
pomóc. Tylko ty to potrafisz".
Ostatniej nocy, zanim moje życie zmieniło się na zawsze, sen
powrócił. W chwili, gdy Alan wyciągnął do mnie rękę w swym
błagalnym geście, miast prośby przemówiła przez niego rozpacz.
3
39012413.046.png