Hermann Hesse - Wilk stepowy.pdf

(1027 KB) Pobierz
Hermann Hesse
Wilk stepowy
(Przełożyła Gabriela Mycielska)
Przedmowa
Książka ta zawiera notatki pozostałe po człowieku, którego nazywaliśmy
“wilkiem stepowym”, czyli określeniem, jakiego on sam wielokrotnie używał w
stosunku do siebie. Jest kwestią dyskusyjną, czy jego rękopis wymaga przedmowy;
odczuwam jednak potrzebę dorzucenia do tych zapisków kilku kartek, na których
spróbuję naszkicować moje o nim wspomnienia. Wiem o tym człowieku niewiele, a
zwłaszcza nie znam ani jego przeszłości, ani pochodzenia. Osobowość jego wywarła na
mnie jednak silne i - muszę przyznać - mimo wszystko sympatyczne wrażenie.
Wilk stepowy, mężczyzna około pięćdziesięcioletni, zjawił się pewnego dnia -
przed kilkoma laty - w domu mojej ciotki, szukając umeblowanego pokoju. Wynajął
mansardę i przyległą izdebkę sypialną, wrócił po kilku dniach z dwiema walizkami i
dużą skrzynią książek i mieszkał u nas dziewięć czy dziesięć miesięcy. Prowadził życie
bardzo ciche i samotne i gdyby nie sąsiedztwo naszych pokoi sypialnych, sprzyjające
przypadkowym spotkaniom na schodach i w korytarzu, prawdopodobnie nie
poznalibyśmy się nigdy, gdyż był to człowiek nietowarzyski w stopniu niespotykanym,
prawdziwy wilk stepowy - jak siebie niekiedy nazywał - istota obca, dzika, a także
bardzo płochliwa, istota z innego świata niż mój. Jak dalece pogrążył się w
osamotnieniu z racji swych predyspozycji i losu i w jakim stopniu osamotnienie to
świadomie uważał za swój los, o tym - rzecz jasna - dowiedziałem się dopiero z
pozostawionych przez niego zapisków; jednak w pewnej mierze poznałem go już
wcześniej z jego niepozornych gestów i rozmów; doszedłem do wniosku, że obraz, jaki
wyrobiłem sobie o nim na podstawie zapisków, jest w zasadzie zgodny z - oczywiście
bledszym i mniej kompletnym - obrazem ukształtowanym na podstawie naszej
osobistej znajomości.
Przypadek sprawił, że byłem przy tym, kiedy wilk stepowy zjawił się w naszym
domu po raz pierwszy i wynajął u mojej ciotki pokój. Przyszedł w porze obiadowej,
talerze stały jeszcze na stole, a ja miałem zaledwie pół godziny przed powrotem do
biura. Jeszcze dziś pamiętam dziwne i sprzeczne wrażenie, jakie wywarł na mnie przy
pierwszym spotkaniu. Wszedł przez oszklone drzwi, pociągnąwszy uprzednio za
dzwonek. W mrocznym przedpokoju ciotka spytała, czego sobie życzy. Wilk stepowy
zrazu nie odpowiedział ani też nie wymienił swojego nazwiska, uniósł w górę
kanciastą głowę o krótko ostrzyżonych włosach, węszył wrażliwym nosem dookoła i
powiedział: “O, jak tu przyjemnie pachnie”. Uśmiechał się przy tym, a moja poczciwa
ciotka uśmiechała się również, mnie zaś te słowa powitania wydały się raczej śmieszne
i usposobiły do niego negatywnie.
- Prawda - powiedział - przychodzę w sprawie pokoju do wynajęcia.
Dopiero kiedy we trójkę wchodziliśmy po schodach na poddasze, mogłem
dokładniej przyjrzeć się przybyszowi. Nie był wysoki, chodził jednak i trzymał głowę
tak jak ludzie o słusznym wzroście, miał na sobie modny, obszerny płaszcz zimowy i w
ogóle ubrany był dostatnio, lecz niedbale, był gładko ogolony, a włosy, całkiem krótko
ostrzyżone, tu i ówdzie połyskiwały siwizną. Jego chód początkowo zupełnie mi się nie
podobał, było w nim coś z wysiłku i wahania, co nie harmonizowało ani z jego ostrym
i surowym profilem, ani z tonem i temperamentem jego mowy. Dopiero później
spostrzegłem i dowiedziałem się, że był chory i że chodzenie sprawiało mu trudności.
Z osobliwym uśmiechem, który wówczas był mi również niemiły, przyglądał się
schodom, ścianom, oknom i starym, wysokim szafom stojącym na korytarzu;
odnosiłem wrażenie, że wszystko mu się podoba, a zarazem w jakiś sposób go
śmieszy. W ogóle człowiek ten sprawiał wrażenie, jak gdyby przybywał do nas z
obcego świata, być może z zamorskich krajów, i uważał, że wszystko tu jest ładne, ale
trochę śmieszne. Był - nie mogę tego określić inaczej - grzeczny, nawet uprzejmy,
podobał mu się dom, zgodził się też natychmiast i bez zastrzeżeń na pokój, czynsz,
śniadania i w ogóle na wszystko, a jednak człowieka tego otaczała, jak mi się zdawało,
niedobra czy też wroga aura. Wynajął gabinet i pokój sypialny, wysłuchał uważnie i
grzecznie informacji dotyczących opału, wody, obsługi i regulaminu domowego,
zgodził się na wszystko, zaproponował też od razu zadatek; a mimo to był jak gdyby
nieobecny, sam wydawał się sobie śmieszny w swych poczynaniach i nie brał siebie
serio, tak jak gdyby wynajmowanie pokoju i rozmowa z ludźmi po niemiecku była dla
niego czymś dziwnym i nowym i jak gdyby w myślach zajęty był zgoła odmiennymi
sprawami. Takie mniej więcej było moje wrażenie i nie mógłbym nazwać go
korzystnym, gdyby nie zostało przeobrażone i skorygowane innymi szczegółami.
Przede wszystkim od razu spodobała mi się twarz tego mężczyzny; spodobała mi się
mimo wyrazu obcości, była to bowiem twarz może trochę dziwna i smutna, ale czujna,
myśląca, przeorana doświadczeniem i uduchowiona. A poza tym nieco mnie
udobruchał rodzaj jego grzeczności i uprzejmości, który - choć zdawało się, że sprawia
mu trochę wysiłku - był całkowicie pozbawiony pychy, a nawet miał w sobie coś
nieomal
wzruszającego,
coś
błagalnego,
na
co
dopiero
później
znalazłem
wytłumaczenie, co mnie jednak od razu trochę dla niego zjednało. Jeszcze nim
skończyło się oglądanie obu pomieszczeń oraz dalsze pertraktacje, upłynął czas mojej
przerwy obiadowej; musiałem wracać do biura. Pożegnałem się i zostawiłem go
ciotce. Kiedy wieczorem wróciłem do domu, ciotka oświadczyła, że obcy wynajął
mieszkanie i sprowadza się w najbliższych dniach, prosił tylko, żeby nie zgłaszać jego
przybycia
policji,
ponieważ
dla
niego,
człowieka
chorowitego,
formalności,
wystawanie w urzędach policyjnych itd. są nie do zniesienia. Przypominam sobie
dokładnie, jak mnie to zaskoczyło i jak ostrzegałem ciotkę przed zgodą na te warunki.
Z dziwną obcością, cechującą tego człowieka, zdawał się aż nadto dobrze
harmonizować właśnie ów lęk przed policją, który wręcz rzucał mi się w oczy jako
podejrzany. Tłumaczyłem ciotce, że na spełnienie tego dość dziwnego wymagania,
mogącego w pewnych okolicznościach mieć dla niej bardzo niepożądane skutki, nie
wolno się pod żadnym warunkiem zgodzić, zwłaszcza wobec całkowicie obcego
człowieka. Ale okazało się, że ciotka już mu przyrzekła dostosować się do tego
życzenia i że w ogóle dała się uwieść i oczarować nieznajomemu; nigdy bowiem nie
przyjmowała lokatorów, z którymi nie mogłaby nawiązać jakiegoś ludzkiego,
przyjaznego i rodzinnego, albo raczej matczynego kontaktu, co też przez niejednego z
poprzednich lokatorów było solidnie wykorzystywane. Zdarzało się, że w pierwszych
tygodniach nowemu lokatorowi miałem niejedno do zarzucenia, gdy tymczasem moja
ciotka za każdym razem serdecznie brała go w obronę. Ponieważ nie podobało mi się
niedopełnienie obowiązku zameldowania na policji, chciałem przynajmniej usłyszeć
od ciotki, co wie o obcym, o jego pochodzeniu i zamiarach. Okazało się, że wie o nim
już to i owo, choć po moim wyjściu w południe bawił u niej bardzo krótko. Powiedział,
że zamierza zatrzymać się w naszym mieście kilka miesięcy, korzystać z bibliotek i
obejrzeć zabytki. Właściwie ciotce nie odpowiadało, że chciał wynająć mieszkanie
tylko na krótki okres, ale widocznie już ją sobie zjednał, mimo dość dziwnego sposobu
bycia. Krótko mówiąc, pokoje były wynajęte, a moje zastrzeżenia okazały się
spóźnione.
- Dlaczego właściwie powiedział, że tu przyjemnie pachnie? - zapytałem.
Wtedy moja ciotka, która czasami miewa dobre przeczucia, oświadczyła: - To
dla mnie oczywiste. U nas pachnie czystością i porządkiem, atmosferą pogodnego i
przyzwoitego życia, i to mu się spodobało. Wygląda tak, jak gdyby od tego już odwykł i
jak gdyby mu tego brakowało.
Niech i tak będzie, pomyślałem. - Ale - ciągnąłem - jeśli nie jest
przyzwyczajony do porządnego i przyzwoitego życia, to co z tego wyniknie? Co
zrobisz, jeśli nie jest schludny i wszystko zabrudzi albo jeśli będzie nocami wracał
pijany?
- To się okaże - powiedziała ciotka, śmiejąc się; poprzestałem więc na tym.
I rzeczywiście obawy moje okazały się nieuzasadnione. Lokator, choć
absolutnie nie wiódł życia solidnego i rozsądnego, nie przeszkadzał nam ani nie
wyrządzał szkód; dziś jeszcze chętnie go wspominamy. Ale do naszego wnętrza, do
mojej duszy i do duszy mojej ciotki, człowiek ten wniósł jednak wiele zamętu i
wyrządził nam krzywdę, a mówiąc szczerze, długo jeszcze nie będę mógł się z nim
uporać. Śni mi się czasem po nocach i czuję się samym jego istnieniem do głębi
poruszony i zaniepokojony, choć stał mi się wręcz drogi.
W dwa dni później woźnica przyniósł rzeczy obcego, który nazywał się Harry
Haller. Bardzo ładna skórzana walizka zrobiła na mnie dobre wrażenie, a duży płaski
neseser zdawał się wskazywać na dawne dalekie podróże, gdyż był oblepiony
spłowiałymi etykietami hoteli i firm spedycyjnych z różnych, także zamorskich
krajów.
W końcu zjawił się on sam, po czym zaczął się okres, w którym stopniowo
poznawałem tego osobliwego człowieka. Zrazu niczym się do tego nie przyczyniłem. I
choć interesowałem się Hallerem od momentu, kiedy tylko go zobaczyłem, to jednak
w ciągu paru tygodni nie uczyniłem niczego, żeby go spotkać czy nawiązać z nim
rozmowę. Natomiast, muszę to przyznać, obserwowałem go już od początku,
wchodziłem niekiedy do jego pokoju pod nieobecność lokatora i w ogóle trochę go z
ciekawości szpiegowałem.
Powiedziałem już nieco o powierzchowności wilka stepowego. Na pierwszy rzut
oka robił wrażenie człowieka wybitnego, wyjątkowego i niezwykle uzdolnionego,
twarz
jego
była
pełna
wyrazu,
a
niezwykle
subtelna
i
ożywiona
mimika
odzwierciedlała interesujące, ogromnie wrażliwe, pełne delikatności i uczuciowości
życie duchowe. Kiedy w rozmowie przekraczał nieraz granice konwenansu i z głębi
swej obcości wypowiadał osobiste, własne myśli, wtedy każdy z nas musiał się mu
bezwzględnie podporządkować, więcej bowiem przemyślał niż inni ludzie i w
sprawach ducha był nieomal rzeczowy, pewny swych przemyśleń i wiedzy, jakimi
odznaczają się tylko ludzie prawdziwie uduchowieni, całkowicie wyzbyci próżności,
którzy nigdy nie pragną błyszczeć, kogokolwiek przekonywać albo za wszelką cenę
postawić na swoim. Taką wypowiedź, która nie była nawet wypowiedzią, a raczej
Zgłoś jeśli naruszono regulamin