Gdy nadchodzi zmierzch part1.pdf

(193 KB) Pobierz
Gdy nadchodzi zmierzch
Gdy nadchodzi zmierzch
Autor: Maciej Cebula
Konsultacje: Agnieszka Szewczyk
Grafika:
Pracę rozpoczęto: 06.04.2007
Pracę zakończono:
Zbieżność imion, nazwisk, miejsc i zdarzeń jest całkowicie
przypadkowa.
1
Poczatek .
Kiedy zapada zmrok, w powietrzu zaczynają
kłębić się myśli, pragnienia i sny. Ludzie otwierają
swe umysły i serca, wypuszczając ich zawartość na
zewnątrz. Niesione wiatrem urywki marzeń tańczą
pośród dopiero rozpalanych niewidzialną ręką
gwiazd. Głęboko skrywane sekrety mieszając się z
prozaicznymi, codziennymi wspomnieniami, tworzą
abstrakcyjną mozaikę obrazów. W mroku słychać
miasto, zbyt wielkie, by mogło kiedykolwiek
naprawdę zasnąć. W takich miejscach niezliczone
wątki pojedynczych, szybko zapominanych historii
przeplatają się bez końca, przypominając
legendarny węzeł przecięty przez Aleksandra.
W takim miejscu zaczyna się nasza opowieść...
2
Niedaleka przeszłość.
(Rok 1986
1 Styczeń
116 dni do Przemieszczenia.)
Mała dziewczynka siedziała na wzorzystym dywanie pogrążona w swym
własnym świecie zabaw. Miała długie, brązowe włosy z tendencją do kręcenia się,
wielkie, niebieskie oczy oraz drobną, filigranową budowę. W delikatnych dłoniach
trzymała misia, brązowego pluszaka, swego najlepszego przyjaciela.
Pokój utrzymywała w półmroku niewielka, nocna lampka, rzucając krąg
światła ograniczający plac zabaw małej. Jej wielobarwny, szklany klosz rozsyłał
kilka różnokolorowych obrazków zwierząt, które przylegały do ścian stanowiąc tło
przygody niedźwiadka. Pomiędzy delfinem, lwem, żyrafą i innymi wesołymi
zwierzakami panował jednak mrok. Większość pomieszczenia pozostawała
niedostępna dla ludzkiego wzroku. Brak innego źródła światła. Ceglane ściany
nigdzie nie były przecięte szklaną taflą okna. Pokój dziecięcy bez widoku słońca
czy gwiazd, sąsiadów, drzew, przechodniów, świata...
Tylko proste, białe, drewniane drzwi znajdowały się za plecami małej. Nigdy
nie zwracała się w tamtą stronę, nawet wtedy, gdy dzielny pluszak zapragnął tam
wędrować. Miś nie znał lęku, smutku, zawiści, zimna czy głodu. Przecież był
bohaterem jej zabaw, a herosi nigdy się nie boją, nie chodzą głodni, nie znają
smaku porażki. Przynajmniej nie w historiach, które dziewczynka układała dla
swego przyjaciela. Ona wierzyła, że są miejsca, gdzie nie ma smutku, samotności i
potworów...
Tak, za białymi drzwiami mieszkały potwory. Wielkie, straszliwe monstra,
które potrafiły zadawać tylko ból. Mała słyszała każdy ich ruch, śmiech, słowo,
codzienną kłótnię, wrzaski, bójki, płacz... Te straszydła także płakały, tak jak ona,
nie były szczęśliwe, jednak nie potrafiły tego zmienić. Były złe, to dziewczynka
wiedziała na pewno. Nie miała gdzie uciekać. Przecież jej świat to tylko krąg
światła, zwierzęta na nagich, piwnicznych ścianach i niedźwiadek, który nie
potrafił pokonać potworów...
3
(Rok 1945
25 czerwiec
19 dni do Przemieszczenia)
Poniedziałek. Nie znosił poniedziałków. Kolejny tydzień pracy, do której
chodził z czystego przymusu, tworząc coś, do czego nie miał przekonania. Leżał
na łóżku w rozkopanej pościeli. Noc spędził walcząc z koszmarami. Wpadające
przez okno promienie słońca obudziły go jak zwykle, prawie pół godziny
wcześniej niż tandetny, elektroniczny budzik jego zegarka.
Powoli usiadł, przeczesał lekko już siwiejące włosy. Sięgnął po paczkę
papierosów leżącą na nocnym stoliku i zapalił pierwszego tego dnia, najlepszego
przyjaciela. Przez kolejne kilka godzin uśmierci ich jeszcze kilkudziesięciu, a
każdy z nich zabije cząstkę jego samego. Zaciągnął się głęboko, po czym wypuścił
z płuc chmurę białego dymu, jednocześnie obrzucając wzrokiem pokój.
Na ścianach pokrytych najtańszą, zieloną tapetą wisiały portrety
przedstawiające zupełnie obcych mu ludzi. Prosty, drewniany stół zajmował swój
kąt pomieszczenia niczym cichy współlokator. Przy jednej z jego nóg warował
stołek o lekko odmiennym kolorycie drewna. Przechylona na dziwacznie szafa
znajdowała się pod przeciwległą ścianą. Nic więcej nie było mu potrzebne. Tak
przynajmniej mu się zdawało, gdy zaczynał tą pracę…
Wypalił do końca, po czym zgasił peta o sfatygowaną boazerię łóżka.
Okrągłe, czarne ślady świadczyły o tym, że nie był to pierwszy raz. Wstał,
zanurzając nogi po kostki w papierach. Szeleszcząc przeszedł do łazienki,
popatrzył w lustro. Zmęczona twarz człowieka, który widział w życiu zbyt wiele,
odpowiedziała mu ponurym spojrzeniem. W tle można było dojrzeć zalewające
pomieszczenie dokumenty. W większości były napisane po angielsku. Duża ich
część nosiła na sobie opieczętowanie "classified". Na wszystkich widniały liczby,
wzory, nazwy i idee, które on przepisywał na cyrylicę i słał dalej. Tyle było warte
jego życie...
4
(Rok 1945
28 lipiec
8 dni do Przemieszczenia)
Sobotnie popołudnie, powietrze przesycone wonią kwiatów i wypełnione
gwarem rozmów. Ustawione w rzędy różnokolorowe stragany wabią do siebie
ludzi wielkim bogactwem towarów. Wspaniałe, mieniące się w blasku słońca
świecidełka przyciągają dorosłych, a pachnące łakocie gromady dzieciarni. Zresztą
dzieci jest, jak zawsze, wszędzie pełno. Krzycząc biegają wśród poruszających się
spacerowym krokiem rodziców oraz nieznajomych. W jednym miejscu jednak
ruch zamiera, zbiera się tłum gapiów. To kilku ulicznych tancerzy prezentuje swą
zwinność przed zgromadzonymi, licząc w równej mierze na oklaski, co na datki.
Pośród widzów przeciska się ubrany w ortalion młodzieniec. Ma długie,
czarne włosy, srebrne kolczyki w uszach, przeciwsłoneczne okulary na nosie. Nie
jest zbyt rosły, jednak przedziera się przez tłum z niesamowitą wprawą i łatwością.
Od czasu do czasu przeprosi tylko grzecznie, po czym idzie dalej. Nietypowy
jegomość, nawet jak na zwariowane obyczaje młodzieży.
Chwilę później jego postać można dostrzec pomiędzy straganami, gdzie
przygląda się uważnie oferowanym towarom, niektóre nawet bierze do ręki,
jednak wszystkim kupcom stanowczo odmawia. Wygląda, jakby czegoś szukał,
dlatego każdy sprzedający stara się mu coś wcisnąć... i każdy ponosi porażkę.
W końcu chłopak opuszcza bazar i zatapia się w labiryncie uliczek
przecinających miasto. Kluczy przez chwilę, po czym staje pod jednym ze
sklepowych okapów i przetrząsa kieszenie. Wydobywa z nich małą, damską
torebkę ze skóry i przegląda jej zawartość. Wyjmuje portfel, kosmetyki, notes oraz
okulary, resztę wyrzuca do śmietnika.
Kilkanaście minut później puka do drzwi znajomego pasera. To jego
przyjaciel z dziecięcych lat, nie skrzywdzi go, jednak nie może traktować lepiej
niż innych. Taki fach. Młodzieniec zamienia jeszcze kilka słów z rodziną kolegi,
chowa pęczek yenów do kieszeni, po czym odchodzi we właśnie zaczynający
padać deszcz.
5
Zgłoś jeśli naruszono regulamin