HP-Ścios A.-III Rzeczypospolita czy trzecia faza.pdf

(6591 KB) Pobierz
137233482 UNPDF
137233482.001.png
TEST ZBRODNI
Stronnicy i beneicjanci nazwali go „kamien-
iem milowym w rozwoju demokracji” i „histo-
rycznym kompromisem”. Inni woleli dostrzegać w
nim „agenturalny sabat”, współczesną „targowicę”
lub „spisek elit” - upatrując w paktowaniu z komu-
nistami zdradę ideałów „Solidarności”. Był zdar-
zeniem na tyle istotnym, że dał podstawę wykre-
owania osobliwego tworu państwowego o nazwie
III Rzeczpospolitej, która przywłaszczając sobie
kolejną cyfrę bytu publicznego, nie zechciała jed-
nak skorzystać z tradycji Polski międzywojennej.
Nie przypadkiem deinicja „okrągłego stołu”
określa nasz stosunek do III RP i pełni funkcję
wyznacznika politycznych sympatii i antypatii.
Wśród wielu, funkcjonalnych określeń, ja-
kich użyto w odniesieniu do zdarzeń z roku 1989
na szczególną uwagę zasługuje nazwa, którą
nadał im Jerzy Urban, mówiąc o „konsump-
cji konkubinatu”. Mimowolna lub zamierzona
trafność tego określenia zachęca do podążenia
tropem „nieprawego związku”, poszukiwania jego
genezy i ukazania fundamentów, na jakich został
zbudowany. Wprawdzie na temat „okrągłego stołu”, napisano już setki mniej lub bardziej
mądrych tekstów, nadal niewiele jest takich, które proponują optykę pozbawioną nach-
alnej ideologii, sięgającą poza horyzont doraźnych, politycznych podziałów. Z tej perspe-
ktywy określenie „konsumpcja konkubinatu” zasługuje na rozwinięcie i pogłębienie.
Zbliżająca się 20 rocznica zdarzeń z roku 1989, wywoła zapewne propagandową
ofensywę zwolenników „historycznego kompromisu” i uruchomi medialne kampanie dezin-
formacji. Co najgorsze – kolejny raz pogłębi istniejące wśród Polaków podziały i zdezorien-
tuje miliony odbiorców, zastępując prawdę historyczną politycznie „poprawnym” bełkotem.
Konieczna zatem wydaje się próba przedstawienia tych zdarzeń w ich właściwym
kontekście historycznym. Zestawienie faktów, przytoczenie oryginalnych tekstów, przy-
pomnienie słów i wypadków z lat 80 –tych. Obraz, który chciałbym nakreślić i kryjąca się za
nim teza nie pretenduje do miana analizy historycznej. Jako tzw. spiskowa teoria dziejów,
1
137233482.002.png
bywa pogardliwie odrzucana przez ludzi zamkniętych w zaklętym kręgu „politporawnych”
dogmatów, często niezdolnych już do wysiłku samodzielnego myślenia Dla wielu będzie
nadto przerażająca, by stać się łatwo przyswajalnym sposobem widzenia rzeczywistości.
Jakkolwiek, z perspektywy bieżącej polityki, retrospektywa zdarzeń z lat 1984 – 1989
może wydawać się czynnością jałową, jestem przekonany, że zrozumienie mechanizmów
rządzących współczesną Polską, jest niemożliwe bez tego zabiegu. Jego konieczność staje
się jeszcze mocniej zauważalna, gdy próbujemy wyjaśnić źródła dzisiejszych decyzji polity-
cznych, przyczyny kreowania określonych postaw i poglądów, genezę narodzin lęku przed
rzetelnymi badaniami historycznymi, powstania tematów objętych anatemą, rozlicznych
zaniechań i fałszerstw, jakich dopuszcza się establishment III RP, by zachować owoce
„konsumpcji konkubinatu”.
Zasadniczym pytaniem, jakie pojawia się przy temacie „historycznego kompro-
misu” jest kwestia wskazania zdarzenia, cezury czasowej, która wyznacza początek drogi
do „okrągłego stołu”? W którym momencie począł się ów nieformalny, pokątny związek
części środowisk opozycyjnych z władzą komunistyczną? Czy doszło do niego na skutek
sprzyjających obu stronom zdarzeń, w efekcie naturalnego „biegu rzeczy”, wynikającego z
wolnych, indywidualnych decyzji, czy też mieliśmy do czynienia z realizacją zamierzonego
planu, kombinacji opartej na wyznaczonych regułach, przeprowadzonej z żelazną logiką i
premedytacją?
Te pytania wydają się szczególnie ważne, gdy podziela się zdanie Alaina Besancona, iż
komunizm dopuszcza możliwość sprzeciwu, natomiast nie znosi, aby go rozumiano. Próba
uświadomienia sobie, czym był proces dochodzenia do „okrągłego stołu” i jakie mecha-
nizmy nim sterowały może okazać się intelektualnym, ozdrowieńczym zabiegiem.
Przed 20 laty to właśnie Alain Besancon, oceniając ówczesne zdarzenia podzielił się z
czytelnikami „Biuletynu Dolnośląskiego” istotną releksją:
Jestem zaniepokojony olbrzymią przysługą którą oddaje Gorbaczowowi Wałęsa
i jego doradcy, akceptując co najmniej w części władzę komunistyczną w Polsce,
zgadzając się na dialog z nią, udając, że wierzy, że można poprawić sytuację w
Polsce, gdy partia jest wciąż u steru. Sądzę, że Polska miała wielką szansę, żeby
zerwać sieć kłamstwa tkaną przez Gorbaczowa.
O jakim kłamstwie mówił Besancon, w odniesieniu do człowieka, który stał się
bożyszczem zachodnich polityków, sławionym za „pierestrojkę” i demontaż „imperium
zła”? Sugestię znajdziemy w innym fragmencie wypowiedzi Besancona, w której wyjaśnia
swoją koncepcję kompromisu z władzą komunistyczną – Dla partii kompromis jest to
częściowe porzucenie programu komunistycznego i środków działania komunizmu
w taki sposób, ażeby substancja społeczna całkowicie nie zanikła i mogła odżyć, by
na nowo podtrzymać władzę komunistycznego rządu. Polska znajduje się według
mnie właśnie w epoce kompromisu. Kompromis jest zawsze pożądany przez partie
komunistyczną” [...] Partia komunistyczna wyniosła Gorbaczowa na jego obecne
miejsce po to, aby wprowadzał w życie jej linię polityczną, zresztą dość starą, bo
ciągnącą się od Andropowa. ZSRR stracił swoją potęgę. Gorbaczow nie zamierza
uwolnić swojego kraju, ani liberalizować partii komunistycznej – to nie jego prob-
lem. On usiłuje przywrócić potęgę władzy komunistycznej. Chce tego dokonać za
pomocą środków, które już omówiłem. Najważniejszy – to pomoc Zachodu.
Środki, o których mówił wówczas Besancon to: wsparcie materialne Zachodu, moral-
na sankcja Zachodu dla władzy komunistycznej oraz utrzymanie się przy władzy dzięki
Zachodowi i części społeczeństw państw komunistycznych.
Stanowisko francuskiego sowietologa i historyka idei, w zdumiewający sposób
współbrzmi z wnioskami Anatolija Golicyna, zawartymi w książce „Nowe kłamstwa w
miejsce starych - komunistyczna strategia podstępu i dezinformacji”, przy czym opinie
2
Golicyna, formułowane w roku 1984 wyprzedzają wypowiedź Besancona o nowe, odważne
teorie. W rozdziale zatytułowanym „Zachodnia błędna interpretacja wydarzeń w Polsce”,
na str.482 Golicyn pisał:
„Ponieważ Zachód nie zdołał zrozumieć ani strategii komunistycznej, ani potęgi dezin-
formacji, ani uznać faktu zaangażowania do nich wszystkich zasobów służb bezpieczeństwa
i wywiadów Bloku, z agentami wysokiego szczebla, posiadającymi wpływy polityczne,
pojawienie się „Solidarności” w Polsce zostało przyjęte jako spontaniczne wydarzenie,
porównywalne do Powstania Węgierskiego z roku 1956 i zwiastujące upadek komunizmu w
Polsce. [...] Istnieją mocne podstawy, by twierdzić, że polska wersja „demokratyzacji”, opar-
ta częściowo o model czechosłowacki, była przygotowywana i kontrolowana od początku, w
ramach polityki i strategii Bloku. Od dwudziestu lat polska partia komunistyczna, PZPR,
pracowała nad budową „dojrzałego społeczeństwa socjalistycznego”, w którym Partia i jej
organizacje masowe mogłyby odgrywać aktywniejszą i skuteczniejszą rolę polityczną.”
Wprawdzie trudno nam – ludziom pamiętającym czas „Solidarności” roku 1980 -
bezkrytycznie podzielić pogląd autora, nie można jednak odmówić Golicynowi racji, gdy
dowodzi:
Początki ruchu „Solidarności” w stoczni noszącej imię Lenina, śpiewanie
„Międzynarodówki”, używanie przez członków Solidarności starego sloganu: „Pro-
letariusze wszystkich krajów, łączcie się!” oraz stała obecność portretu Lenina,
wszystkie te rzeczy pasują do faktu ukrytego kierowania organizacją przez Partię.
Bez tego przewodnictwa i pomocy, to dyscyplina „Solidarności”, a przede wszyst-
kim fakt odniesienia sukcesu w negocjacjach z polskim rządem, byłyby niemożliwe.
Ukryte wpływy Partii wewnątrz polskiego Kościoła Katolickiego, działały na
związkowców jako czynnik powodujący umiarkowanie, oraz zapewniający kompro-
mis pomiędzy „Solidarnością” a rządem. W skali międzynarodowej, strategiczne
cele, stojące za utworzeniem „Solidarności”, są zbliżone do tych z czasów „Praskiej
Wiosny”. W skrócie, miały one na celu oszukać zachodnie rządy, polityków i ogół
opinii publicznej, co do rzeczywistej natury współczesnego komunizmu w Polsce,
zgodnie z taktyką osłabiania i wzorcowego ewoluowania dezinformacji. Mówiąc
bardziej konkretnie, intencją było wykorzystanie „Solidarności” do propagowania
wspólnych działań z wolnymi związkami zawodowymi, socjaldemokratami, kato-
likami oraz innymi grupami religijnymi, dla dalszego wspierania celów strate-
gii komunistycznej w krajach wysoko rozwiniętych, a w mniejszym stopniu w
Trzecim Świecie. [...] Kania ujawnił, że około 1 miliona członków partii należało
do „Solidarności”. W roku 1981, spośród 200 członków Komitetu Centralnego
PZPR, 42 osoby były jednocześnie członkami „Solidarności”. Bogdan Lis, zastępca
Wałęsy, był członkiem Komitetu Centralnego Partii. Zoia Grzyb, inna liderka
„Solidarności”, była członkiem Politbiura. Ci przywódcy nie zostali usunięci z Par-
tii za swoje członkostwo w „Solidarności”. Przeciwnie, „Solidarność” uznawała
przewodnia rolę Partii, a Partia uznawała istnienie „Solidarności.
Nie miejsce tu, by cytować szczegółowe analizy autora, wskazujące, w jaki sposób
polska partia komunistyczna, na przestrzeni lat 60-tych i 70- tych została włączona w
globalny mechanizm sowieckiej strategii inicjowania „odnowy” w bloku państw satelick-
ich ZSRR. Logika wywodu Golicyna wydaje się niepodważalna, gdy na stronie 491 swojej
książki stwierdza:
„Utworzenie „Solidarności” i początkowy okres jej działania jako związek zawodowy,
może być odczytywane jako eksperymentalna, pierwsza faza polskiej „odnowy”. Mianowanie
Jaruzelskiego, wprowadzenie stanu wojennego, oraz zawieszenie „Solidarności”, stanowi
drugą fazę, przeznaczoną na wprowadzenie tego ruchu pod ścisłą kontrolę oraz zapewnie-
nie stanu politycznej konsolidacji. W trzeciej fazie można oczekiwać [pisane w 1984 r.], że
zostanie uformowany rząd koalicyjny, skupiający przedstawicieli partii komunistycznej,
3
Zgłoś jeśli naruszono regulamin