(wg obrazu J. Matejki)
Dziś bal na zamku królowej BonyWytruto myszy zwieszono lampionyI opłacono śpiewakówCzuję jak blednie moja twarz błazeńskaWłaśniem przeczytał o stracie SmoleńskaAle gdzie Smoleńsk gdzie Kraków
Wiadomość pewna podpisy pieczęcieAle królowa skrzywi się z niechęciąRachunki bardziej ją troszcząZaplatam palce nieskore do gestówBo samych wodzów jest tu ze czterdziestuNa balu dobrze ich goszczą
Gdybym pociągał sznury wielkich dzwonówTo bym z nich dobył najwyższego tonuI biłbym biłbym na trwogęA dzwoneczkami na błazeńskiej czapceSwój kaduceusz mając za doradcęKogóż przestrzec ja mogę
Stańczyk - wołają - dajcie tu StańczykaJuż im nie starcza uczta i muzykaChcą jeszcze pośmiać się z głupcaNie jestem dobrym błaznem na te czasyLecz wśród jedwabnych i złotych kutasówNa mądrość znajdźcie mi kupca
Lecz żadna mądrość nie zastąpi przeczućKtóre są przy mnie dzisiaj jak co wieczórChoćby grano najgłośniejSiedzę bez ruchu jak wyzbyty mowyCzemu więc nagle wokół mojej głowyDzwoneczki dzwonią żałośnie
To ta kobieta władzy wciąż niesytaPisma podmienia raportów nie czytaTajne prowadzi układyMówcie że mądra że wielkiego roduŻe wschodem rządzić ma ręka zachoduA ja nie cierpię tej baby!
Jacek Kaczmarski 1980
klio56