1
Mądrość antyczna lekarstwem
na zło nękające współczesnego człowieka
I. Na czym polega wielkie zło nękające współczesnego człowieka?
Mój wykład jest w pewnym sensie syntetycznym ujęciem refleksji, jakie dojrzewały we mnie w trakcie badań nad myślą starożytną, wyrażonych zwłaszcza w mojej Historii filozofii starożytnej, a także nad myślą nowożytną i współczesną w trakcie prac nad dziełem Myśl Zachodu, które pisałem we współpracy z Dario Antiseri. Pozwala mi to spojrzeć całościowo na problemy, o których będę mówił.
Wszelkie duchowe bolączki, które trapią świat współczesny, mają jedno źródło: jest nim to, co pod koniec XIX wieku Nietzsche określił terminem: „nihilizmu". Nietzsche był przekonany, że słowem „nihilizm" opisuje nie tyle przede wszystkim klimat kulturowy i stan doktryny swego wieku (XIX), ile raczej przewiduje kształt dziejów wieku, który nadchodził (wieku XX), czy nawet „dwóch najbliższych wieków" (Wyrażenie Nietzschego z 1882, z trzeciej księgi Gaia scienz).
Gdy idzie o wiek XX, to Nietzsche okazał się prorokiem złowrogim, ale bezwzględnie prawdomównym. Można mieć tylko nadzieję, że jego przewidywania nie sprawdzą się także w odniesieniu do wieku XXI; i wszystko jednak wskazuje na to, że nadzieja ta opiera się na wątłych fundamentach.
Istotę nihilizmu Nietzsche streścił w kilku zdaniach. Pierwsze jest bardzo znane i brzmi tak: „Bóg umarł, i to myśmy go zabili". Należy jednak od razu sprecyzować, że ogłoszenie „śmierci Boga" nie jest wyrazem ateizmu w zwykłym rozumieniu tego słowa, ale - jak to bardzo dobrze wyjaśnił w jednym ze swych mistrzowskich studiów Heidegger -oznacza odrzucenie wszystkich wartości, w jakie wierzył Zachód. Staje się to zresztą oczywiste od razu, gdy tylko uświadomimy sobie fakt, że „wartości" mają strukturę hierarchiczną, co powoduje, że po usunięciu ich strukturalnej podstawy ontologicznej (Boga), wali się sama ta hierarchia i tym samym upadają wszystkie wartości; dobrze to zrozumiał i wyjaśnił w Micie Syzyfa Albert Camus.
Status „nihilizmu" jest określony jeszcze wyraźniej i lepiej wyartykułowany w innych stwierdzeniach Nietzschego: „Nihilizm oznacza: brakuje celu; brakuje odpowiedzi na pytanie dlaczego". „Nihilizm oznacza, że najwyższe wartości tracą swoją wartość. Nihilizm zakłada: „że nie istnieje prawda, że nie ma żadnej absolutnej struktury rzeczy, żadnej rzeczy w sobie”. „To, że rzeczy maja swoją strukturę... jest hipotezą całkowicie zbędną „Nie istnieje zgoła świat prawdziwy". „Nie ma prawdy".
Kluczowe punkty nihilizmu są więc następujące: a) śmierć Boga; b) zanegowanie zasady i celu; c) zanegowanie wartości, a więc i ontologicznej różnicy między dobrem i złem; d) zanegowanie różnicy między prawdą i fałszem; e) zanegowanie ontologicznego ukonstytuowania i struktury rzeczy.
Konsekwencją jest zanegowanie godności człowieka jako człowieka (masy ludzi są tylko bezkształtnym stadem), a następnie sformułowanie teorii nadczłowieka i gloryfikowanie nadczłowieka, co równa się odmówieniu wszelkiej wartości człowiekowi zwyczajnemu. Dobrze znane jest przekonanie Nietzschego, że człowiek jest po prostu „zwierzęciem niedokończonym", czyli „niepełnym".
A mimo to Nietzsche stawia człowieka na miejscu Boga, który umarł, i pisze: „Dobro ogółu wymaga porzucenia jednostki... Spójrz jednak, ogół taki nie istnieje. W gruncie rzeczy człowiek utracił wiarę w swoją wartość, gdyż nie działa w nim człowiek, który by taką wartość posiadał". I dalej:
„Nie mamy już absolutnie żadnego Pana nad sobą; dawny świat wartości jest teologiczny - on się zawalił. Krótko mówiąc, nic mamy ponad sobą żadnej wyższej instancji: skoro Bóg nie może istnieć, teraz my sami jesteśmy Bogiem... Sobie musimy przyznać atrybuty, które przypisywaliśmy Bogu".
Naturalnie, „nihilizm" w stanic czystym, taki, jaki opisaliśmy, pojawia się tylko w tekstach Nietzschego i filozofów, którzy snuli refleksje nad tym fenomenem. Konkretnie natomiast kryje się pod kuszącymi maskami, buduje wzniosłe mity i roztacza bardzo atrakcyjne obietnice. Wszystko to jednak jest jakby śpiewem Homeryckich Syren, którego celem jest wciągnięcie człowieka w otchłań nicości.
Schematycznie możemy wymienić dziesięć głównych masek, jakie przywdziewa nihilizm. Są to wielkie błędy, a więc jest to wielkie duchowe zło epoki współczesnej. Błędy te są ze sobą wewnętrznie powiązane i korzenie wszystkich tkwią w tym błędzie, który wymieniamy na końcu, to znaczy w zanegowaniu istnienia jakiejkolwiek rzeczywistości poza rzeczywistością zmysłową.
1) Pierwszym błędem jest scjentyzm. Jest to owa szczególna, bardzo szeroko rozpowszechniona dziś mentalność, która za „prawdziwe" uważa tylko to, co do czego można się upewnić i co można zweryfikować metodami i zabiegami stosowanymi w naukach szczegółowych (doświadczenie, eksperyment, obliczenia matematyczne).
2) Drugim błędem jest ideologizm. Polega on na sprowadzeniu prawdy do przekonań władzy politycznej albo przynajmniej na podporządkowaniu jej władzy politycznej. Prawdą jest to, co masy ludowe mają uważać za prawdę, aby móc sprawować władzę (by utrzymali się przy władzy ci, którzy już ją posiadają albo też władzę zdobył opozycja, która jej jeszcze nie posiada). Dla ideologii prawda obiektywna nie istnieje, albo (przyjąwszy nawet, że istnieje) nie odgrywa roli decydującej, liczy się bowiem to, co za prawdę uchodzi. Prawda nie posiada własnej siły; wręcz przeciwnie: to siła (a więc przemoc) narzuca swoją prawdę. Wielu nie robi nic innego, jak tylko dąży do władzy w przekonaniu, że wszystko inne zależy tylko i wyłącznie od samej władzy.
3) Trzecim błędem jest praksizm. Polega on na jednostronnym i przesadnym podkreślaniu wartości ludzkiego „działania" i sprowadzeniu wszelkiej wartości do praktyki. Rzeczy i natura nie mają własnego statusu ontologicznego: ich sens sprowadza się całkowicie do ich „użyteczności”. Wielu współczesnych ludzi ocenia wartość każdej niemal rzeczy w świetle pytania: „Do czego to służy?".
4) Za czwarty błąd trzeba uznać wielki mit „materialnego dobrobytu" stawiany w miejsce szczęścia duchowego, które uznaje się za chimeryczne i nierealne. Jeszcze przed kilku laty ludzie (zwłaszcza w Europie) starali się wręcz unikać słowa „szczęście", gdyż uważali je za wyrażenie określające coś, co jest czystym mitem. Szczęście należy sprowadzić do „dobrobytu" polegającego na wytwarzaniu coraz więcej rzeczy, aby mieć do dyspozycji coraz większą ilość rzeczy materialnych, z których można korzystać. „Polityczny" wymiar dobrobytu polegać by miał zatem na społecznym włączeniu możliwie największej liczby osób do korzystania z możliwie największej ilości dostępnych dóbr materialnych.
5) Piątym błędem jest systemowe uznanie przemocy za uprzywilejowaną metodę rozwiązywania ludzkich problemów. Przemoc ta do dawnego systemu wojen dołączyła i wysunęła na pierwszy plan „walkę klas", a ona stopniowo wytworzyła liczne formy walk i przeciwieństw: mężczyzna - kobieta, rodzice - dzieci, starzy - młodzi, i tak dalej.
6) Na szóstym miejscu trzeba umieścić zapomnienie o „pięknie". Nihilizm bowiem w radykalny sposób odrzucił ontologiczną wartość piękna. Wystarczy wspomnieć o licznych kierunkach w malarstwie, rzeźbie, muzyce, architekturze i literaturze XX wieku. Wiadomo, że nowoczesne i współczesne malarstwo zdecydowane znaczenie przypisuje formie, a nie treści przedstawień. Nastąpiło więc rozproszenie piękna w pozbawionych treści formach abstrakcyjnych, które często same zostają poddane złożonym zabiegom „deformacji". Równie często przyjęły się postawy przeciwne, które uwypuklają treści chaotyczne i bezkształtne, kreowane najczęściej celem wywołania prowokacji. To samo miało miejsce również w rzeźbie, w znacznym stopniu także w muzyce, a nawet w literaturze. Publiczność, której bliskie są te formy nowoczesnej sztuki, tworzy coraz to węższe, niemal ezoteryczne kręgi. Precyzyjnie ujął to Frossard: „Wydaje się, że sztuka nowoczesna faktycznie jest nie sztuką dekadencji, lecz wprost przeciwnie, sztuką pierwotną, która rozsadza, rozkłada formy i rozciera barwy jakiejś przyszłej wizji świata, o którym nie ma jeszcze najmniejszego pojęcia".
7) Siódmym błędem jest zapomnienie o miłości. Oto jak Nietzsche próbował ją unicestwić: „Miłość jest subtelnym pasożytem, jest niebezpiecznym i niegrzecznym zagnieżdżeniem się jednej duszy winnej duszy - niekiedy także w ciele... - niestety - kosztem gospodarza". Obecnie jest jeszcze gorzej. Media propagowały i wychwalały miłość (eros) jako antidotum na „zło cywilizacji". Uformował się jednak niebezpieczny krąg: okazało się, że to, co było proponowane jako lekarstwo, zawiera w sobie subtelne zagrożenie ukryte w najskrytszych zakamarkach samej miłości erotycznej. Edgar Morin pisze: „Dawna śmierć, odsunięta dzięki medycynie i higienie, z nieznaną dotąd zjadliwością zaatakowała seks, o którym myśleliśmy, że uczyniliśmy go aseptycznym, i jak miecz Demoklesa unosi się nad każdym stosunkiem seksualnym".
8) Ósmy błąd tkwi w zredukowaniu człowieka do jednego tylko wymiaru: do tego wymiaru, który pozostaje, jeżeli się zaneguje istnienie innego wymiaru niż wymiar zmysłowy. Jest to obraz człowieka zamkniętego w tych wymiarach, jakie wyznaczają mu swymi jednostronnymi ujęciami nauki szczegółowe. Człowiek, zredukowany do pionka w ideologiczno-politycznej grze, do zwykłego narzędzia produkcji, do ogniwa w łańcuchu, który stwarza dynamika wytwarzania i konsumowania, do podmiotu i przedmiotu dialektyki siły i przemocy, staje się jakby elementem emblematycznej taśmy montażowej. Z tej perspektywy zdanie „człowiek jest celem" traci jakikolwiek sens, jako że sensu nabiera zdanie przeciwne: „człowiek jest środkiem". W społeczeństwach przedchrześcijańskich mówiło się tak o niewolnikach, bo - jak wyjaśnia Arystoteles - uważano ich za „żywe narzędzia produkcji". Obecnie, z opisanego wyżej punktu widzenia, wszyscy ludzie automatycznie spadają do takiej kondycji, wszyscy są (lub grozi im, że się staną) narzędziami, to znaczy niewolnikami „systemu" (narzędziami produkowania i konsumowania).
9) Dziewiąty błąd polega na zapomnieniu o „celu". Wspomnieliśmy już, że zaprzeczenie istnienia „celu" w sensie ontologicznym jest jednym
z głównych momentów samego nihilizmu. Z „kosmosu", czyli. z „porządku", który wyznaczają określone cele, świat staje się „chaosem". Nietzsche pisał: „Świat bezwzględnie nie jest organizmem, jest chaosem". I dalej: „Stawanie się nie ma stanu końcowego, nie ma ujścia w bycie.
(...) Wartość stawania się jest w każdym momencie taka sama: suma wartości jest równa sobie. Innymi słowy mówiąc, nie ma żadnej wartości, ponieważ brakuje czegoś, przy pomocy czego można by je mierzyć, i w odniesieniu do czego słowo wartość miałoby sens". Nihilizm ten zaraził obecnie także nauki, które w centrum swoich badań stawiają właśnie chaos. Laureat nagrody Nobla, Steven Weinberg, pisze wprost: „Im bardziej świat rozumiemy, tym bardziej jawi się on jako bezcelowy". Świat jest ujmowany jako coś, w czym działa chaos, a powstanie naszego świata traktuje się jako wydarzenie czysto przypadkowe.
10) Dziesiątym i największym ze wszystkich złem jest materializm polegający na ontologicznym sprowadzeniu wszystkich przejawów bytu do wymiaru rzeczywistości fizycznej: wszystko, co istnieje, jest albo rzeczywistością fizyczną, albo jej epifenomenem. Zredukowanie człowieka i rzeczy do rzeczywistości ekonomicznej jest tylko wyjątkowo wyrafinowanym przypadkiem ogólnego stanu ontologicznego.
Te dziesięć archetypicznych błędów można by ilustrować dowolnie rozbudowaną gamą przykładów i do nich dałoby się sprowadzić inne jako ich uszczegółowienia, Pokazują one ad abundantiam, że uznanie, iż Bóg umarł, to znaczy odrzucenie wartości transcendentnych i prawdy oraz związana z tym próba postawienia w ich miejsce samego człowieka, pociąga za sobą nie wywyższenie człowieka (jak błędnie mniemano), ale jego destrukcję. Dziś bardzo wyraźnie widać duszność tego, co twierdził ponad pięćdziesiąt lat temu Henri de Lubac: „Nie jest prawdą - a wydaje się, że tak czasami chce się powiedzieć - że człowiek nie może zorganizować ziemi bez Boga, ale ostatecznie nie może on jej zorganizować inaczej, jak tylko i wyłącznie przeciw człowiekowi. „Humanizm ekskluzywny jest humanizmem nieludzkim". I dalej: „Ziemia bez Boga mogłaby przestać być chaosem tylko stając się więzieniem".
Czy błędy te są nieuleczalne? Czy też istnieją może „lekarstwa", o ograniczonym wprawdzie zasięgu, ale mimo to skuteczne?
Lekarstwa na pewno istnieją i nawet można je dokładnie wskazać; trudno je jednak zastosować. Opisane błędy ujawniają w istocie: a) wyjałowienie i radykalne ograniczenie możliwości rozumu uwięzionego w wymiarze rzeczywistości fizycznej; b) utratę sensu i znaczenia wiary.
W tym eseju zajmę się tylko pierwszym punktem, to znaczy tym, co może powiedzieć rozum jako taki, bez odwoływania się do wiary i spróbuję pokazać, że sama mądrość starożytna zawiera w sobie mocne i skuteczne antidotum na te dziesięć bolączek, albo - mówiąc inaczej - pewne I możliwe punkty odniesienia dla próby uzdrowienia samego rozumu.
II. Kilka kluczowych elementów mądrości antycznej lekarstwem na choroby współczesnego człowieka.
1. „Filozoficzny rozum" Greków wyzwaniem dla „scjentyzmu"
Pierwszy ze współczesnych błędów, o którym mówiliśmy wyżej, to znaczy „scjentyzm", powstał jako swego rodzaju bezkrytyczne uwielbienie dla nauki. Zapoczątkowany przede wszystkim przez Bacona i Kartezjusza, stopniowo z coraz większym rozmachem zataczał coraz szersze kręgi na różnych poziomach, a w najnowszych czasach został uznany za niekwestionowany dogmat.
Wspomnieliśmy wyżej krótko, że polega on na przekonaniu, że jedynym typem rozumu ludzkiego jest „rozum naukowy", czyli typ rozumu rozwijany w różnych naukach szczegółowych i przy pomocy właściwych im metod.
„A jakiż to inny typ rozumu może jeszcze istnieć?" - zapytuje współczesny człowiek, gdy zdziwiony słyszy takie pytanie.
Zanim przywołamy lekarstwo oferowane przez mądrość antyczną, przytoczmy opis wyników, do jakich dochodzi rozum naukowy, opis, jaki z wykwintną ironią francuską formułuje Edgar Morin: „Rozum podzielony na dziatki, osobne przedziały, mechanistyczny, redukcjonistyczny, rozbija kompleks świata na oddzielone od siebie fragmenty, dzieli problemy, rozłącza to, co jest złączone, reorganizuje to, co jest wielowymiarowe: jest to rozum równocześnie krótkowzroczny, starowzroczny, daltoniczny, jednooki i najczęściej kończy się ślepotą".
Oto precyzyjna odpowiedź, która może przyjść od strony filozofii starożytnej.
Rzeczywistość, czyli byt, można rozpatrywać z dwóch bardzo od siebie różnych punktów widzenia: a) można ją ujmować w jej powszechności, czyli rozpatrywać jako „całość"; albo też b) rozważać rozmaite jej sektory i różne „części". Nauki nazywają się naukami „szczegółowymi" właśnie dlatego, że rozważają różne części bytu. Inaczej mówiąc, z definicji za właściwy sobie przedmiot badań każda przyjmuje część rzeczywistości i w konsekwencji każda stosuje metodę adekwatną do właściwego dla niej przedmiotu. I jest to zupełnie poprawne. Zdarza się jednak potem, że metody te, efektywnie zastosowane do badania części, zostają rozciągnięte poza owe części i zastosowane do całości, to znaczy do Boga, do duszy i do wartości moralnych. Stąd się bierze nieuchronny błąd, gdyż metody, które są tak owocnie stosowane do „części", okazują się strukturalnie nieadekwatne, jeśli zastosuje się je do badania całości. Kant, chcąc zaaplikować metody stosowane w matematyce i fizyce do metafizyki, zburzył tę ostatnią (przynajmniej taką, jak ją tradycyjnie rozumiano), uznając ją za czysto transcendentalną iluzję, a ocalił jedynie etykę. Potem jednak, przy zastosowaniu podobnej metody, obalono także etykę. W końcu także teologia zapłaciła za tego rodzaju mentalność.
Zanim przejdziemy do wskazania kolejnego lekarstwa, jakie oferuje nam mądrość antyczna, przytoczmy inną pikantną uwagę Morfina: „Nauka nie tylko wyjaśnia: ona jest także ślepa w odniesieniu do siebie samej i jak biblijne drzewo poznania pośród swoich owoców ma zarówno dobro, jak i zło. Razem z cywilizacją technika niesie nowe barbarzyństwo, tak anonimowe, jak i manipulujące. Idea rozumu oznacza nie tylko racjonalność krytyczną, ale i logiczne bredzenie o racjonalizacji, ślepe na konkretne byty i złożoność rzeczywistości. To, co uważaliśmy za postęp cywilizacyjny, jest równocześnie rozwinięciem barbarzyństwa".
A oto lekarstwo, które może przyjść ze strony filozofii greckiej: należy wyróżnić: a) rozum naukowy, który bierze pod uwagę „części" i b) rozum filozoficzny, który próbuje zmierzyć się z problemem „całości". Metody stosowane przez pierwszy różnią się od metod stosowanych przez drugi, i to różnią się z racji strukturalnych. Dawniej filozofia przekraczała swoje granice i wkraczała na tereny nauki, degenerując się w filozofizm; obecnie sytuacja uległa odwróceniu i nauka me tylko wkroczyła na teren filozofii, lecz także metodycznie ją dusi (w ostatnich latach mówi się nawet o „śmierci filozofii").
Kilka przykładów wziętych z nauki greckiej pomoże sprawę wyjaśnić. Arystoteles, który był nie tylko wielkim filozofem, ale i wielkim naukowcem, wyraził to pojęcie w sposób paradygmatyczny: „Jest taka wiedza, która rozważa byt jako byt (= całość) oraz to, co przysługuje mu w sposób istotny. I nie utożsamia się ona z żadną z tak zwanych nauk szczegółowych. Żadna inna bowiem poza nią nie rozpatruje w ogólności bytu jako bytu, lecz wyodrębniając jakąś jego dziedzinę, rozważa to, co przysługuje mu w danym aspekcie".
Właściwie nie ma nawet potrzeby przypominać, że istnieje nie tylko całość ontologiczna, ale i całość antropologiczna. Kiedy Sokrates mówił, że zamierza sprowadzić filozofię z nieba na ziemię, bynajmniej nie j zamierzał przesunąć swojej uwagi z „całości" na „część" w sprecyzowanym wyżej sensie, lecz zamierzał po prostu inaczej postawić problem całości. Filozofowie przyrody próbowali wyjaśnić całość kosmologiczną poprzez wskazanie zasad kosmo-ontologicznych wszystkich rzeczy (to znaczy zasadę boską lub zasady boskie, z których biorą się wszystkie rzeczy); Sokrates natomiast zamierzał wyjaśnić całość antropologiczną, to znaczy wszystkie sprawy związane z człowiekiem i z jego życiem, wyprowadzając je w sposób systematyczny z jednej zasady (badając je właśnie w aspekcie całości). W ten sposób doszedł do stwierdzenia, że istotą człowieka jest dusza (dusza rozumiana jako inteligencja, to znaczy jako zdolność poznawania chcenia) i z tego punktu widzenia ujmował prawdziwy sens życia. Dlatego dociekania Sokratesa nie mają nic wspólnego z wszystkimi innymi „naukami szczegółowymi" dotyczącymi człowieka (takimi naukami były w starożytności na przykład medycyna i gimnastyka). Nauki te zajmują się właśnie tylko częściami, to znaczy szczegółowymi aspektami człowieka, a nie całością człowieka w określonym wyżej znaczeniu. A po ukonstytuowaniu się wielu nauk zajmujących się człowiekiem pod koniec XIX, a zwłaszcza w XX wieku (socjologia, psychologia itp.), przykłady można by mnożyć. Wszystkie te nauki strukturalnie ignorują właśnie ową całość człowieka, która interesowała Sokratesa, a która i dziś jeszcze pozostaje szczególnym przedmiotem, specyficznym dla filozofii człowieka.
Podsumujmy: Grecy wskazują nam sposób ustrzeżenia się przed scjentyzmem poprzez ścisłe odróżnienie dwóch poziomów badań: poziomu „rozumu naukowego", który bada „części" (płaszczyzna nauk szczegółowych) i poziomu „rozumu filozoficzno-metafizycznego", który usiłuje zmierzyć się z problemem „całości" (płaszczyzna, na której znajduje się filozofia, teologia i etyka), i wyjaśnienie, że jest poważnym błędem uznawać, iż to, co jest miarodajne dla części, eo ipso jest takie także w odniesieniu do całości.
2. Właściwe dla mądrości antycznej rozumienie „prawdy" jako wyzwanie dla współczesnej ideologii
Ideologia w swej specyficznej postaci zrodziła się z kryzysu heglizmu, przede wszystkim dzięki Marksowi, który podał też jej paradygmatyczną definicję. Zwłaszcza nurty myślowe czerpiące inspirację z marksizmu są odpowiedzialne za to, że próbowały wszystko przekształcić w ideologię i nawet przeszłość człowieka odczytywać według tego klucza. Logika stojąca u podstaw tego przekształcenia ideologii w skrajny ideologum, który dziś jeszcze dominuje w myśli europejskiej, jest zupełnie jasna: gdy raz zaneguje się obiektywność prawdy i jej absolutny charakter - jak o tym wspomnieliśmy wyżej - wówczas prawda staje się czymś, czym można dowolnie manipulować, nie posiada bowiem swej mocy i dlatego można ją modyfikować, proponować siłą czy wręcz narzucać przemocą.
Alei w tym punkcie Grecy byli bardzo dalekowzroczni. Prawdę oznacza greckie słowo aletheia (termin złożony z alfa privativum i lanthano), które znaczy: „ta, która nie jest ukryta", a więc oznacza coś, co samo przez się zawsze można zobaczyć. Arystoteles i Teofrast, chcąc pokazać, że trudności, na jakie ludzie natrafiają w związku z prawdą, leżą nie w niej, ale w nas, odwołują się do bardzo pięknego porównania: nasz umysł podobny jest do oczu nietoperzy, które nie widzą, kiedy jest jasno. Prawda jest właśnie światłem, którym jesteśmy zawsze otoczeni i opasani, a nie widzimy go, ponieważ ono nas oślepia.
Chciałbym jednak zwrócić uwagę na inny aspekt, który stanowi potężne wyzwanie dla współczesnego ideologizmu, według którego prawda nie posiada mocy (albo, że ma moc, którą można zneutralizować i złamać przemocą). Platon i Arystoteles mówią, że prawda posiada moc największą, ponieważ utożsamia się z bytem. Platon w konsekwencji twierdzi, że prawda ze swej natury jest niepodważalna („nie można bowiem zaprzeczyć prawdzie"). Arystoteles zaś dodaje, że prawdy najwyższe mają tak wielką moc, że nawet ten, kto im zaprzecza (lub próbuje przeczyć), musi się nimi posługiwać, kiedy próbuje je negować. To zaś znaczy, że kto występuje przeciw prawdzie, zawsze wychodzi z tego starcia pokonany; i nawet gdy słowami twierdzi, że zwyciężył, to potem sama rzeczywistość to sprostuje - właśnie dlatego, że „prawdzie zaprzeczyć nie można".
3. Odzyskanie greckiej „kontemplacji" jako wyzwanie dla współczesnego praksizmu
Być może najżywsze wyobrażenie o złym stanie współczesnego człowieka daje dzisiejszy praksizm, ponieważ osiągnął stan paroksyzmu.
Działanie zdegenerowało się w praksizm, kiedy współczesny człowiek zanegował „kontemplację". Polemiki dotyczące wyższości życia aktywnego nad kontemplacyjnym zostały zapoczątkowane w epoce humanizmu i renesansu. Bacon przeniósł je na inną płaszczyznę i przypieczętował definitywne zwycięstwo działania nad kontemplowaniem twierdząc, że „poznać" znaczy tyle, co „móc", gdyż poznanie jest fundamentem przekształcającej rzeczywistość techniki. Celem działań człowieka jest wprowadzanie zmian w rzeczach, zapanowanie nad nimi i przekształcenie ich dla własnej korzyści. Często wprowadza się zmiany i przeprowadza reformy nie wiedząc dokładnie (to znaczy nie uwzględniając globalnego punktu widzenia), na czym polega „lepsze", czy wręcz twierdząc, że lepsze polega właśnie na wprowadzaniu zmian.
O efektach tych zmian, które razem z cywilizacją przyniosły widoczne „zło cywilizacji", Morin mówi tak: „W świecie rozwiniętym musimy dostrzec zaspokojenie, radości, przyjemności, szczęście, ale też braki zaspokojenia, cierpienia, frustracje, obawy i brak szczęścia, które różnią się wprawdzie od występujących w świecie zacofanym, ale są nie mniej od tamtych realne".
Otóż w tym wszystkim widać całkowite zapomnienie o „kontemplacyjnym" wymiarze człowieka, a temu właśnie wymiarowi filozofowie starożytni przyznawali bezwzględne pierwszeństwo. Już presokratykom przypisuje się tezę, według której człowiek został powołany przede wszystkim do „kontemplacji". Platon na różne sposoby potwierdza, że najwyższym ideałem człowieka jest „ustawiczne kontemplowanie całego bytu", zaś Arystoteles proponuje taką organizację państwa idealnego, aby jak najwięcej osób mogło jak najdłużej kontemplować.
Pojęcia te dla ucha współczesnego człowieka brzmią dość nieprzyjemnie. Ale prawdziwy sens greckiego theorein nie zawsze był rozumiany poprawnie także dlatego, że oddanie go łacińskim słowem otium w pewnym sensie wprowadza w błąd, jako że termin otium pokrywa tylko część pola semantycznego greckiego terminu theorein. Grecka „kontemplacja" bowiem, obok działania o charakterze intelektualnym, strukturalnie zakłada także określoną postawę moralną wobec życia. Krótko mówiąc, grecka theoria postuluje nie tylko „widzenie" całości, lecz także postawę moralną i egzystencjalną, która z tego widzenia koniecznie wynika. Greckie theorein zawiera w sobie dwa ściśle ze sobą zespolone czynniki, to znaczy intelektualny i spekulatywny oraz etyczno-moralno-egzystencjalny.
Stanie się to zresztą oczywiste, jeśli weźmie się pod uwagę rzecz następującą. Konfrontacja człowieka z absolutem i całością powoduje u niego zmianę spojrzenia na te rzeczy, które ludzie zwykle sobie cenią (bogactwo, władza itp.). Gdy bowiem człowiek kontempluje całość, z konieczności zmianie ulegają wszystkie zwyczajne ujęcia i właśnie w świetle globalnego spojrzenia zmienia się znaczenie ludzkiego życia i narzuca się nowa hierarchia wartości.
Krótko mówiąc, kontemplacja całości i absolutu, którym dla Platona jest Dobro i to, co boskie, pociąga za sobą eo ipso dostosowanie się i upodobnienie do Dobra i do tego, co boskie, a następnie także obowiązek zachęcenia innych do takiego naśladowania w tym dokładnie wymiarze, który Grecy nazywali „polityką".
Ten wymiar po grecku rozumianej „kontemplacji" bodaj najlepiej wyłania się z Platońskiego Fajdrosa. W sławnym dialogu jest mowa o tym, jak dusze w zaświatach, w ślad bogów krążąc wokół nieba, docierają na „równinę prawdy" i tam kontemplują czysty byt (idee). Im więcej zdołają kontemplować, tym będą bogatsze w energie duchowe i moralne, kiedy ponownie wejdą w ciała i powrócą na ziemię. Najlepszymi ludźmi są ci, w których przebywają dusze, które więcej „widziały" i bardziej kontemplowały Prawdę.
Ale najbardziej znamiennym przykładem niezwykłej wagi greckiego theorein jest bez wątpienia funkcja kontemplacji w systemie Plotym, gdzie theorein urasta wręcz do rangi działania ontogonicznego, czyli stwórczego. Plotyn mówi bowiem, że stwarzanie jest owocem kontemplacji, że prawdziwe tworzenie zależy od kontemplowania. Według Plotyna nawet praktyka, działanie zmierza do kontemplowania, mimo że o tym nie wie.
Tak więc Grecy uczą nas, że robienie czegoś i wytwarzanie dotyczą tylko tego, co jest zewnętrzne względem człowieka, co go nie „wypełnia", ale - można by powiedzieć - „opróżnia". Problemem jest zatem nie „co robić", ale „czym być"; problemem nie jest to, żeby pomnażać (dzięki technice) nasze rzeczy, ale żeby powiększyć (poprzez kontemplację) nasz byt. Raz jeszcze mówi Plotyn „Wzmocnij więc samego siebie odrzuciwszy wszystko inne: po takim wyrzeczeniu ukaże ci się Wszystko" .
4. Grecka eudaimonia jako wyzwanie dla dobrobytu materialnego
Mentalność technologiczno-praksystyczna szczęście utożsamiła z dobrobytem materialnym. Ściśle mówiąc, utożsamienie to, akceptowane do niedawna, obecnie się już starzeje i przynajmniej w pewnej mierze przeżywa kryzys. Nie dlatego, żeby chciano zrezygnować z dobrobytu materialnego, ale z tego powodu, że człowiek, doświadczywszy go w niemałym stopniu, odkrył, że dobrobyt bynajmniej nie dostarcza „szczęścia", jakiego się po nim spodziewał, a w niektórych wypadkach przynosi wręcz „nieszczęście". Technika dała nam do dyspozycji taką obfitość „dóbr" materialnych, jakiej w ciągu dziejów człowiek nie tylko nigdy nie posiadał, ale nawet nie przypuszczał, że może posiadać. A mimo to obecnie człowiek czuje się bardziej niż kiedykolwiek niezaspokojony. Co takiego się wydarzyło? Okazało się, że obfitość dóbr materialnych, zamiast wypełnić człowieka, duchowo go wyjałowiła, gdyż podkopała spoistość i zwartość jako człowieka.
Zanim przywołamy przesłanie starożytnych w tej materii, oddajmy raz jeszcze głos Morfinowi: „Rozwój ma dwa aspekty. Z jednej strony jest globalnym mitem, według którego społeczności uprzemysłowione zmniejszają występujące w nich skrajne nierówności i dostarczają indywiduom maksimum szczęścia, jakiego może udzielić społeczność. Z drugiej strony jest koncepcją redukcjonistyczną, według której wzrost ekonomiczny jest koniecznym i wystarczającym motorem wszelkiego rodzaju rozwoju społecznego, psychicznego i moralnego. Ta techniczno-ekonomiczna koncepcja pomija ludzkie problemy tożsamości, wspólnoty, solidarności, kultury. I w ten sposób pojęcie rozwoju okazuje...
krz4lesz0