Autorytet..rtf

(11 KB) Pobierz

Autorytet pielęgniarki i położnej.

 

W dzisiejszych czasach. Hi, hi, a kto jest autorytetem? Pani po operacjach plastycznych, a może bracia Mroczek zdobywający szczyty sławy i prestiżu. Z takiego szacunku to ja wolę zrezygnować. Temat świetny. Zmuszający do przemyśleń. Można go rozwijać na dwa sposoby. Opisywać jak to dzielne dziewczyny( panowie jakoś mniej się garną do tych zawodów) w pocie czoła zdobywają wiedzę, nieustannie się dokształcają, gotują piorą, prowadzą dzieci do szkoły, a w chwilach wolnych haftują lub uprawiają działeczkę. Społeczeństwo je wielbi i docenia finansowo, I taka szczęśliwa grupa zawodowa przekracza dzień w dzień drzwi szpitala otoczona jak aureolą autorytetem. No, pięknie ale rzeczywistość skrzeczy. I to dośc głośno. Wystarczy pogadać sobie ze znajomymi o opiece zdrowotnej. Jak wygląda jej obraz w oczach przeciętnego chorego. Niezbyt różowo. Według nich pacjent jest zostawiony sam na sam ze swoimi problememami. Nawet ściany są głuche na skargi pokrzywdzonych. Lekarze zamknięci w swoich gabinetach, pojawiajacy się jak z łaski raz na dzień na odddziale. Pielęgniarki leniwie popijają kawke, a powinny badać ciśnienie, robić kompresy, zmieniać opatrunki. Salowe, choć niezbyt starannie sprzątają to traktowane są pobłażliwie. Ich rola nie jest związana ściśle ze sferą medyczną i stąd chyba mniej krytyczna ocena ich pracy. Znajdą się tacy co takie zdania odrzucą z marszu. Ludzie się nie znają, to co brać pod uwagę ich gadanie. A to jest najprostszy sposób na tworzenie fikcji. A tego życie nie znosi. Tak jak próżni. Wmawianie sobie, że świat jest taki jak go sobie wyobrażamy na dłuższą metę nie jest wskazane. Przebudzenie może być bolesne, bez możliwości podania znieczulenia. Musimy zdawać sobie sprawę, że stykamy się z ludźmi cierpiącymi, przestraszonymi, oderwanymi przez chorobę od utartego nurtu ich życia. Trudno im, więc w jednej chwili odnaleźć się w nowych szpitalnych warunkach. Oni nie szukają autorytetu, oni szukają pomocy i my uśmierzając ból, głaszcząc rodzącą po głowie, mówiąc do tych potrzebujących słowa pociechy budujemy cegiełka po cegiełce szacunek dla naszego zawodu.  Wtedy i tylko wtedy. Co podkreślam. Na tworzeniu komfortu psychicznego leżacych na odziale opiera się szacunek, a więc i autorytet naszego zawodu. Niestety nie zawsze dokuczliwa choroba mija tak szybko jakby pacjent sobie życzył. Stąd i takie krzywdzące nas osądy. Z osobistych doświadczeń wiemy, że w momentach dokuczliwego bólu marzymy tylko o jego zlikwidowaniu. I ten dobry, kto go szybko nas pozbawi. Nie musi być lekarzem, pielęgniarką może być Goździkową. O i mamy problem reklam. Lecą od rana do wieczora, a w nich kulejący dziadkowie po posmarowaniu kolana maścią dziarsko ruszają z wiatrem w zawody. Kichajaca i kaszląca panienka po połknięciu proszeczka raźno przystępuje do pracy i nawet śliczny nosek jej nie czerwienieje. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszelkie choroby znikają. To czemu siostra tak nie potrafi. Nie chce jej się leku podać. I potem wieść gminna mówi, że pani Zosia chodziła po lekarzach, tak coś z pół roku, a biodro bolało i bolało, zastrzyki dostawała, co to po nich jeszcze gorzej rwało, a sąsiadka jej doradziła specyfik i jak ręką odjąl. Ha i kto tu będzie miał większy autorytet służba zdrowia, czy znajoma. Nasz zawód nie zajmuje pierwszych miejsc w rankingach zaufania, ale z pewnością jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest niechęć współczesnegoczłowieka do chorowania, starzenia się i śmierci. Obecnie gorszego stanu zdrowia, pewnych ograniczeń związanych z wiekiem nie traktuje się jak naturalnej kolei rzeczy, a raczej jak kataklizm. A my widzimy ludzi w chwilach ich słabości, wymiotujących, płaczących, krzyczących z bólu, przeklinających swój los, przestających logicznie myśleć, poddanych wielkiemu psychicznemu i fizycznemu napięciu. To nie są miłe chwile, takie chwile chce się zapomnieć i to jak najszybciej. A wypierając z pamięci straszny pobyt w szpitalu, wypiera się i nasze starania przynoszące ulgę. Jeszcze dam przykład pewnej odmienności w ocenach zawodów. Strażak wynosi dziecko z płonącego domu. Jest bohaterem, wiem, ale jak pielęgniarka i lekarz mają sekundy na podjęcie właściwego leczenia, chwilę na diagnozę i równie krótki moment na podanie leku to nie są równie zdeterminowani w ratowaniu ludzkiego życia. Ale to strażak jest godny podziwu. A my - przecież to ich obowiązek, od tego są te "łapiduchy". Nas też te chwile walki o przetrwanie pacjenta dużo psychicznie kosztują. Nie będę opisywać tych doznań. Zna je każdy pracujący przy chorych. Życie nam mówi, że o autorytety trudno. Minęły czasy jednego wielkiego cieszącego się estymą człowieka. Dziś wybiera się wśród wielu zawodów, religii, regionów geograficznych i to jest dobre. Ja wolę jak ludzie sami szukają swoich własnych ścieżek, niech błądzą, niech wyciągają wnioski z sukcesów i porażek. I niech nie traktują białego personelu jak kapłanów nowej wiary. Ja chciałabym z pacjentem współpracować, chciałabym, aby choć trochę znał fizjologię swego organizmu. Wtedy leczenie będzie łatwiejsze i szacunek dla niosących pomoc większy. Ale to jeszcze długa droga. Dziś zamiast uczyć ludzi przemijania pokazuje się starsze panie po tysiącu operacji plastycznych jak ochoczo wkładają seksowną bieliznę. A ja bym wolała zobaczyć uroczą siedemdziesięciolatkę czytającą w fotelu książkę. A w stringach niech sobie chodzi, ale prywatnie. Niedzisiejsze podejście. Chyba tak, ale jeśli tylko będziemy żądać od życia wiecznej młodości i całodobowego uśmiechu, to przepraszam świat zwariuje. Niektórzy twierdzą, że już to zrobił. Jest jakaś cząstka prawdy w tym twierdzeniu. Z jaką pasją i namiętnością telewidzowie oglądają wyczyny Joli Rutowicz lub innych znanych nie wiadomo z czego, ale podziwianych i wielbionych. I marzenie wielu być jak owa Jola, a kto chciałby być pielęgniarką Agnieszką. Chętnych brak. Ja zdaję sobie sprawę z chwilowości sławy tych ekranowych idoli, ale znikną ci przyjdą inni. Na pociechę nam wszystkim mniej cenionych od serialowych gwiazd powiem, że my mamy zawód, który będziemy wykonywać całe życie. Mamy piękne chwile gdy witamy nowego człowieka, gdy pacjent odzyskuje przytomność po próbie podróży na tamtą stronę. I wiecie, nic cenniejszego w naszym zawodzie nie ma. Nie autorytet, nie finanse, a właśnie te chwile dają nam siłę do pracy . Tak myślę. I te piękne momenty mam w pamięci  szykując się do pracy w czasie ciemnego, zimowego świtu. Wtedy najtrudniej utrzymać pogodę ducha.    

...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin