KOSZTEM DRUGIEGO
Nie wiem czy wiecie, że kiedyś sól była bardzo droga. Tak droga, jak srebro czy złoto.
Mieszkańcy pewnego miasteczka postanowili urządzić wielkie spotkanie. Miał to być znak ich wzajemnej życzliwości i sympatii. Cała uroczystość miała się zakończyć wspólną ucztą.
Mięsa, warzyw i ziemniaków było dosyć. Każdy jednak z mieszkańców miał przynieść odpowiednią ilość soli, aby zupa była smaczna. I wtedy ktoś sobie pomyślał, że on przecież może na tej uroczystości zaoszczędzić. Nie musi przecież dawać dużo soli; jeśli inni dadzą dostateczną ilość, nikt nie zauważy, że on dał mniej. Tak sobie ktoś pomyślał. Nie był to jednak pomysł odosobniony. Również sąsiad z prawej i sąsiad z lewej pomyśleli tak samo. Inni wpadli też na ten pomysł.
Rozpoczęła się uczta. Wszyscy zasiedli do jedzenia. Gdy pierwszy skosztował zupy, natychmiast zmiarkował, że brakuje w niej soli,
chciał o tym głośno powiedzieć, ale.' ale przypomniał sobie, że to on
właśnie chciał zaoszczędzić na soli. Drugi i trzeci, czwarty i piąty doznali tego samego. Nikt nie odważył się jednak powiedzieć, że zupa jest niesłona. Wszyscy spuścili głowy i jedli w milczeniu. Wszyscy wstydzili się swoich myśli o oszczędzaniu, o tym, że chcieli przecież swoich przyjaciół i znajomych oszukać.
Wtedy wstał burmistrz. Miał wygłosić ważne przemówienie. Zrobiło się cicho: „Wydaje mi się, rozpoczął burmistrz, że tej zupie czegoś brakuje, lub niezbyt dokładnie zamieszano w kotle. Moja zupa nie jest słona. Następnym razem każdy będzie sam solił swoją zupę!"
Zebrani odprężyli się, atmosfera stała się przyjemniejsza, zaczęto cicho rozmawiać, ludzie mogli sobie popatrzyć w oczy. Z tego ich pierwszego spotkania pozostało nie tylko wspomnienie, ale i nauka, że każdy musi sam sobie posolić, nawet wtedy, gdy to kosztuje, aby wspólne jedzenie smakowało.
jolas_79