Zbliżał się dzień 13 października 1917 roku - dzień, w którym, jak mówiło troje wizjonerów, Matka Boża miała dokonać wielkiego cudu, aby wszyscy uwierzyli. Już 12 października ze wszystkich stron napływali ludzie. Po południu drogi były zapełnione. Ludzie pielgrzymowali odmawiając różaniec. Szli z myślą, aby pokutować za swoje grzechy i innych. Większość z nich koczowała pod gołym niebem, aby nazajutrz mieć jak najlepsze miejsce.
Tymczasem rodzice dzieci obawiali się, że gdyby zapowiadanego cudu nie było, ludzie zabiliby ich i dzieci. Gdy dzieci dowiedziały się o obawach rodziców, odpowiedziały jednomyślnie:
Cóż to za szczęście móc wstąpić wraz z Matką Bożą do raju.
Ranek 13 października był pochmurny. Cały czas padało. Drogi pokryte były błotem. Wszyscy, którzy przybyli poprzedniego dnia, byli przemoczeni. Pomimo tak brzydkiej pogody napływały dalsze tłumy. Około południa zgromadziło się około sześćdziesięciu tysięcy ludzi. Kwadrans przed południem na miejsce zjawień przybyła trójka dzieci w towarzystwie zaniepokojonych matek.
Są, są! - krzyczeli ludzie. Tłum rozstępował się z szacunkiem, aby zrobić im przejście. Dzieci dotarły do karłowatego dębu, z którego został tylko pień, gdyż ludzie obrali go z liści, aby mieć relikwie. Łucja powiedziała w stronę tłumu: - Zamknijcie parasole! Pomimo że padało, ludzie zamykali parasole. Jak przy poprzednich objawieniach najpierw dzieci dostrzegły błysk światła, po którym Matka Boża pojawiła się nad krzewem.
Łucja zapytała Matkę Bożą: - Czego Pani sobie życzy ode mnie? Ona odpowiedziała: - Chcę ci powiedzieć, aby wybudowano tu kaplicę na Moją część. Jestem Matką Boską Różańcową. Odmawiajcie w dalszym ciągu codziennie różaniec. Wojna się skończy, a żołnierze wkrótce wrócą do swoich domów.
Miałam prosić Panią o wiele rzeczy: o uzdrowienie kilku chorych, o nawrócenie niektórych grzeszników. - Jednych uzdrowię, innych nie. Trzeba, aby się poprawili i prosili o przebaczenie swoich grzechów. I ze smutnym wyrazem twarzy dodała: - Niech nie obrażają więcej Boga Naszego Pana, który już i tak jest bardzo obrażany. Potem Matka Boża rozchyliła dłonie i sprawiła, że płynący z nich blask odbił się od słońca. Gdy się wznosiła, Jej własny blask odbijał się od słońca. W tym momencie Łucja krzyknęła: - Spójrzcie na słońce!
ciąg dalszy nastąpi
oprac. o. Oskar
jolas_79