CICHO – SZA! NA MODLITWĘ CZAS
A wieczorem, to modlę się jak maciejka,
co rozchyla swoje płatki,
gdy noc spuszcza na nią krople rosy.
I choć ona taka cicha, niewielka,
to Ty, Boże,
schodzisz, by jej słuchać –
najcichszy, jakby bosy…
Twoje słowa do mnie
czuję, jak rosy kropelki…
i wtedy wyciągam ręce
i otwieram serce podobne do maciejki…
A Ty robisz ku mnie krok –
o, taaaaki wielki!
I po prostu przy mnie JESTEŚ,
jak cień - po cichutku.
To ja Ci teraz swój dzień opowiem –
szczerze i pomalutku…
Chciałbym być jak świerszcz,
co się tak rozśpiewał, rozgadał,
że całe powietrze,
każda kropla rosy
od jego cykania drży.
A on całe serce w muzykę swą wkłada
i nikt jej nie rozumie –
tylko on i Ty.
Ja teraz też
coś Ci nucę, coś gadam, Panie,
jakbym Ci pisał kolorowy wiersz -
długi tak, jak to świerszczowe granie…
Więc podpisuję je jeszcze:
Twój Świerszcz.
A kiedy klękam, jestem jak kapliczka,
przy której przysiada i Anioł, i motyl,
a w której mieszkasz Ty.
A ja, podobny do drżącego płomyczka,
opowiadam Ci swoje kłopoty,
a czasem i łzy…
Gdzieś daleko, jest katedra –
wielka i piękna,
lecz teraz zamknięta.
A kapliczka jest zawsze otwarta
i moja modlitwa się w niej tli –
może niewiele warta,
lecz przy Tobie jest,
o Tobie marzy i śni…
brat Tadeusz
Promyk Jutrzenki 6/93 s. 6
jolas_79