..Pecaminosa lujuria .. Rozdział 3.rtf

(4733 KB) Pobierz

..Pecaminosa lujuria..Rozdział III

Patrzyłam na anioła stojącego między ludźmi. Jego piękne, czarne oczy patrzyły na mnie ze smutkiem. Długa, ruda grzywka była jedyną pozytywną rzeczą w jego wyglądzie. Jason.

-Księżniczko, twoja bomba kaloryczna.- Micheal wyrwał mnie z zamyślenia.

-Aaa...co dawaj,to moje!- wyrwałam mu z ręki lody i kawę. Spojrzałam w miejsce gdzie chwile temu stał Jason. Nie było go tam, zniknął jak kamfora.

-Wiesz co mam dość zakupów, wracajmy do domu- mruknęłam zawiedziona do blondaska, jedząc palcem bitą śmietanę z lodów. Micheal spojrzał na mnie, na szczęście nie musiałam nic mówić. W jego spojrzeniu mogłam wyczytać, że choć nie wie co się stało rozumie, że nie mam siły o tym mówić.

W drodze do samochodu szliśmy w ciszy. O dziwo, nie ciążyła ona między nami, lecz dryfowała niczym staw. Gdy doszliśmy do samochodu zeskoczyłam z niego i patrzyłam jak wkłada torby na tylne siedzenia samochodu.

-Myślisz, że ważą więcej niż 50 kilo, bo wiesz inaczej będziemy musieli skołować dla nich jakieś podupniki – chłopak pokręcił tylko głową.

-Nie marudź, tylko wsiadaj, to nie ty fundowałaś swojej chyba – prawie - siostrze zakupy za całą wypłatę ojca, więc zapłacenie mandatu nic ci nie zrobi.

-A właśnie że zrobi - wytknęłam do niego język jak pięciolatek i udając obrażoną księżniczkę wsiadłam na miejsce kierowcy.

-Ej! Co ty tam robisz, to ja prowadzę !?- Micheal mówiąc to stuknął mnie paznokciem w czoło.

-Ja! Ja mam zamiar prowadzić to cudeńko! - Na moją twarz wstąpił bigaśny banan.

-Jak chcesz, to sobie Je zabierz. - Uśmiechnął się do mnie i zaczął machać mi kluczykami przed nosem. Ja mu dam. Hmm...nie ma tak, to ja ustalam zasady zabawy. Przemieściłam się na jego kolana. Jego oczy wyszczerzyły się ze zdziwienia. Zaczęłam powoli jeździć językiem po jego gardle jednocześnie kołysząc biodrami. Gdy był wystarczająco zdezorientowany wyrwałam mu kluczki z reki i odpaliłam samochód.

- 1:0 dla ciebie , ale nie bój się, ja się zemszczę - mruknął oburzony.

- Och, mam nadzieję, że się zemścisz - powiedziałam z szelmowskim uśmiechem.

Szczerze, to jazda tym cudeńkiem była czymś, ale prowadzenie tego maleństwa było po prostu zajebiste. Autko chodziło jak marzenie...do czasu. Wjechałam w polną drogę, aby przedłużyć sobie jazdę tym cudeńkiem. Gdy nagle auto zaczęło charczeć, krztusić się i nagle stanęło.

- No kurwa, nie no. Auto mi rozpierdoliłaś!!!

- Ja, ja ci niby auto rozpierdoliłam. Sam se je zepsułeś!

-Nie to kurwa... o cholera, ale z nas debile - ten debilowaty pedzio wybuchł śmiechem.

-O co ci kuuu … o ja pierdzielę - dopiero teraz spojrzałam w miejsce,na które ten bęcwał cały czas patrzył. Nie było paliwa .. do jasnej cholery nie było paliwa. Teraz to ja zaczęłam się śmiać.

- Dobra ja zadzwonię po Shena, żeby nas odholował. Wyszedł z samochodu i zaczął chodzić po polu szukając zasięgu.

Rech, Rech, Rech … Rech, kochanie ...

O mój Boże, znów ten głos. Tylko tym razem nie mogłam nigdzie go znaleźć, więc wyszłam. Zaczęłam kierować się w stronę tajemniczego głosu. Szłam przez najróżniejsze miejsca, co najmniej trzy razy się wywróciłam, gdy nagle tam dotarłam. Nasz wodospad. Zobaczyłam go tam. Stał. W jego rudych włosach odbijały się brązowe refleksy, to przez słońce. Choć jego oczy nadal były smutne, na usta igrał ten tak kochany przeze mnie uśmiech. Zaczęłam iść w jego stronę wspinając się po skałach, ale zamiast coraz bliżej, był coraz dalej. Kurwa.. znowu zniknął, rozejrzałam się wokoło i nagle zrozumiałam. Stałam dokładnie w tym miejscu, gdzie po raz pierwszy powiedział, że mnie kocha. Kucnęłam i zaczęłam szukać tej jednej rzeczy, tej którą tu zostawiłam, gdy dowiedziałam o tym co się stało. Znalazłam ten kapsel z Tymbarka "Przytul mnie mocno" prawie się nie zmienił. Miał tylko kilka nowych plamek od rdzy. Położyłam sie obok niego na trawie bojąc się go dotknąć. Zalała mnie fala wspomnień, te wszystkie chwile, pierwsze i niepierwsze razy. Mój wzrok coraz bardziej sie rozmazywał. Przetarłam oczy i to nie problemy z wzrokiem tylko płacz, prawdziwy płacz po raz pierwszy od 30 lat. Sięgnęłam po kapsel, lecz nie mogłam go wyciągnąć ręce zaczynały mnie parzyć za każdym razem gdy próbowałam po niego sięgnąć. Cholera całkiem zapomniałam że specjalnie moczyłam ją w krwawym bagnie żeby sie po to nie wycofać. Ciągnęłam z całej siły, wreszcie sie udało lecz moja radość nie trwała długo gdyż chwile potem kapsel zaczął się turlać i w końcu spadać do bajora wodospadu. Nie myśląc skoczyłam za nim. Po zderzeniu z wodą nie przejmowałam sie niczym wzięłam szybko kapsla z dna i miałam już wypływałam, gdy coś chwyciło mnie za nogi . Spojrzałam w dół i strzygi było tam pełno strzyg. Pełno żółtych jarzących oczu i szczerzących sie na mnie kłów.  Nagle jedna z nich mnie zaatakowała . Ból . Krzyk . I nagle moje imię ....

Zgłoś jeśli naruszono regulamin