Bertrand RUSSELL (1872-1970)
Książki: Zasady matematyki (1903), Principia Mathematica (1910 z Whiteheadem), Filozofia logicznego atomizmu (1921), Badania dotyczące znaczenia i prawdy (1940), Ludzka wiedza: jej zasięg i ograniczenia (1948)
Narodowość: Angielska
Teoria typów.
Russell w 1901 roku wpadł na antynomię, paradoks w logice klas. Antynomię tą można przedstawić w sposób następujący. Klasa świń sama oczywiście nie jest świnią, to znaczy nie jest swoim własnym elementem. Ale kiedy rozważając pojęcie klasy wszystkich klas, które nie są swoimi własnymi elementami, spytamy czy owa klasa – np. X – jest swoim własnym elementem, dochodzimy do dwóch różnych wniosków zależnie od tego jak do problemu podchodzimy. Antynomia ta była nierozwiązywalna na gruncie logiki Fregego. Russell znalazł rozwiązanie, mianowicie stworzył teorię typów - zdanie logiczne może orzekać tylko o zdaniu "niższego typu", czyli będącym na niższym poziomie hierarchii. Teoria typów pozwalała rozwiązać antynomię kłamcy.
Wskazywał on, że trudności Wittgensteina polegające na niezdolności do powiedzenia czegoś w ramach danego języka o strukturze tego języka, można by sprostać dzięki idei hierarchii języków. Nawet więc, gdy nie jest się w stanie powiedzieć niczego w ramach języka A o jego strukturze, można być zdolnym do zrobienia tego w ramach języka B, gdy należą one do różnych typów i A jest językiem pierwszego rzędu, a B jest językiem drugiego rzędu.
Teoria deskrypcji.
Obecny był problem jak potraktować wypowiedzi typu: „Minotaur się popłakał”. Czyli jak wyodrębnić byty rzeczywiste od zmyślonych. Miała ku temu służyć teoria deskrypcji (opisu). Deskrypcje to wyrażenia opisowe. W przeciwieństwie do nazw własnych nie wskazują na żaden realny przedmiot. Russel rozróżnił deskrypcje określone i nieokreślone: „Niebieskie migdały” jest określoną, bo nie jest nazwą własną i wskazuje na jeden przedmiot, za to: „Jakieś jezioro” jest nieokreśloną, gdyż wskazuje na przedmiot określonego rodzaju, ale nie wiadomo który.
Deskrypcje określone niczego nie oznaczają (nie wskazują na żaden przedmiot, choć są sensowne). Podmiot „niebieskie migdały” wydaje się oznaczać jakiś byt. Naprawdę jednak nie jest to podmiot logiczny a jedynie gramatyczny. Możemy się o tym przekonać gdy przekształcimy to zdanie w zdanie logiczne: „Funkcja: -x jest niebieskie i jest migdałem- jest fałszywa dla wszystkich wartości x”. Wspólna część zbioru rzeczy niebieskich i zbioru migdałów jest pusta. Inaczej mówiąc nigdzie nie jesteśmy w stanie odnaleźć niebieskich migdałów. Znikają więc niebieskie migdały, czyli też pokusa, by postulować tu trwanie jakiegoś nierzeczywistego bytu. Nie jesteśmy już bowiem uwikłani w niezręczną sytuację, jaka powstaje ze względu na fakt, że zdanie, „Złota góra nie istnieje”, może nasuwać pytanie: „C o nie istnieje?”, sugerując, że złota góra musi mieć jakiś rodzaj rzeczywistości, jeśli możemy powiedzieć o niej sensownie, że nie istnieje. Takie przekształcenie likwiduje zatem problem istnienia „złotych gór”, „niebieskich migdałów” i im podobnych bytów.
Ogólnie rzecz biorąc Russellowi chodziło oto, aby eliminować z filozofii różne zmyślone byty (brzytwa O.). Russell zatem nie pozwalał filozofom używać wyrażeń językowych, takich jak te wymienione powyżej, które dawałyby możliwość postulowania bytów o osobliwym statusie, bytów umieszczonych między istnieniem rzeczywistym a nieistnieniem.
W zdaniu: „Nikogo nie widziałem na drodze”, przedmiotem gramatycznym jest „nikt”. Ale „nikt” nie jest jakimś szczególnym rodzajem „kogoś”. A owo zdanie można przekształcić w taki sposób, że słowo „nikt” znika (np.: „Nie jest tak, że widziałem jakąś osobę na drodze”). W ogólności zatem Russell był przekonany, że forma gramatyczna zdania bynajmniej nie jest tym samym co jego forma logiczna, oraz że filozofowie mogą poważnie błądzić, jeśli nie rozumieją tego faktu.
Logicyzacja matematyki.
W Principia Mathematica (1910) pojawiła się próba wykazania, że czysta matematyka jest sprowadzalna do logiki, w tym sensie, że można wykazać, iż wynika z czysto logicznych przesłanek i posługuje się wyłącznie pojęciami, które można zdefiniować w terminach logicznych.
Ponieważ Russell był przekonany, że w Principia Mathematica dowiódł prawdziwości swej tezy, był również przekonany, że przedstawił rozstrzygające obalenie Kantowskiej teorii matematyki. Jeśli geometria, na przykład, jest wyprowadzalna z przesłanek czysto logicznych, postulowanie apriorycznego oglądu przestrzeni jest zbędne.
Na początku stulecia Russell był przekonany, że matematyka wyprowadza nas poza to, co ludzkie, do „dziedziny absolutnej konieczności, z którą musi się zgadzać nie tylko świat rzeczywisty, lecz każdy możliwy świat”. W owym idealnym świecie matematyka tworzy wieczny gmach prawdy. Ale stopniowo, choć z oporami, Russell doszedł do uznania poglądu Wittgensteina, że czysta matematyka składa się tylko z „tautologii”.
Zadaniem Principia Mathematica było znalezienie minimalnego słownika matematyki, w którym żaden symbol nie byłby definiowalny w terminach innych symboli. A wynikiem badania był wniosek, że minimalny słownik matematyki jest taki sam jak minimalny słownik logiki. W tym sensie uznano matematykę za sprowadzalną do logiki.
Minimalny słownik świata fizycznego.
Russell doszedł do przekonania, że podobną technikę można zastosować w odniesieniu do świata fizycznego. Oznaczało to odkrywanie za pomocą analizy bytów nieusuwalnych, w terminach których można definiować byty wywnioskowywane. Przekształcił ona brzytwę Ockhama do następującej postaci: „Gdziekolwiek jest to możliwe, byty wywnioskowane trzeba zastępować konstrukcjami logicznymi”. Dokładniej mówiąc Russell utrzymuje, że przedmioty fizyczne można zdefiniować jako funkcje danych zmysłowych, zaś dana zmysłowa jest konkretnym przedmiotem, takim jak konkretna plama barwna.
Musimy uznać, że dane zmysłowe, które nie są aktualnymi danymi, nie są przedmiotami aktualnej świadomości podmiotu. Nazwijmy je sensibiliami (bo nie wszystkie dane zmysłowe należą do aktualnie płynącego strumienia doświadczenia). Sensibilia są więc bytami wywnioskowanymi, a nie płynącymi czyli i danymi bezpośrednio (a wyłącznie o takie Russell chciałby oprzeć konstrukcje logiczne). Jedynymi istotnymi nie wywnioskowanymi bytami są aktualne dane zmysłowe. Wówczas trzeba by było ograniczyć się też do danych zmysłowych i wyłącznie jednej osoby. Z tych powodów Russell zgadza się na dwa rodzaje bytów wywnioskowanych, na dane zmysłowe innych ludzi i na sensibilia. Zatem przedmiot fizyczny zdrowego rozsądku i nauki trzeba interpretować jako funkcje danych zmysłowych i sensibiliów lub, mówiąc inaczej, jako klasy ich przejawów, jako logiczny konstrukt oparty o te najmniejsze konkretne przedmioty.
Wówczas zdanie np. o stole, można w zasadzie przełożyć na zdanie, w których odwołujemy się jedynie do danych zmysłowych, a słowo „stół” w nich nie występuje. Nie jest to jednak równoważne zaprzeczeniu użyteczności wypowiedzi o stołach. Istotnie, w kontekście języka potocznego i jego celów powiedzenie, że istnieją stoły, jest całkowicie prawdziwe, choć z punktu widzenia analitycznego filozofa stół jest konstrukcją logiczną z danych zmysłowych. Ze względu na cele życia codziennego jesteśmy całkowicie upoważnieni do dalszego mówienia o drzewach i kamieniach; nie musimy zamiast tego mówić o atomowych danych zmysłowych. Mogą istnieć różne poziomy języka, wykorzystywane do różnych celów w różnych kontekstach, jeden poziom nie wyklucza innych.
Celem Russella było osiągnięcie bezosobowej prawdy. A podstawową metodą osiągania tego było dla niego analiza. Jego punkt widzenia przeciwstawiał się więc punktowi widzenia Bradleya, który sądził, że analiza, rozbijanie całości na jej składowe czynniki zniekształca rzeczywistość i odwodzi nas od prawdy, która jest, jak mawiał Hegel, całością. Później, rozważając w szczególności stosunek filozofii do nauk empirycznych, Russell skłonny jest podkreślać rolę syntezy, śmiałych i rozległych hipotez filozoficznych dotyczących świata. Ale w tym okresie nacisk pada na analizę.
Atomizm logiczny.
Na krótko przed I wojną światową Wittgenstein dał Russellowi swoje notatki dotyczące swoich nowych koncepcji logicznych. Notatki te mocno na niego oddziałały. Postanowił on dotrzeć do ostatecznych elementów składowych rzeczywistości, atomów logicznych (nie fizycznych). Wittgenstein zwrócił uwagę, że zdania nie są nazwami faktów, ale z nimi „korespondują”. Zdanie fałszywe „koresponduje” z faktem w tym sensie, że właśnie jego stosunek do faktu czyni je zdaniem fałszywym. Zdanie, które stwierdza fakt lub przeczy faktowi, jest prawdziwe lub fałszywe i właśnie jego stosunek do faktu sprawia, że jest prawdziwe lub fałszywe. Jak widzieliśmy wyżej forma gramatyczna zdania może różnić się od jego formy logicznej. Ale w języku logicznie doskonałym „słowa w zdaniu odpowiadałyby jedno-znaczeniowym składnikom odpowiedniego faktu, wyjąwszy takie słowa jak: lub, nie, jeżeli, to – które mają inną funkcję”. W języku takim istniałaby więc identyczność struktury faktu, który się stwierdza lub któremu się przeczy, i jego symbolicznej reprezentacji – zdania. Jeśli więc istnieją fakty atomowe, mogą też istnieć zdania atomowe.
Najprostszym faktem – faktem atomowym jest konkret, bądź fakty obejmujące ich większą ilość (np. trójczłonowa relacja konkretów). Przykładowym zdaniem atomowym będzie więc: „To jest białe”, pod warunkiem, że „to” pełni rolę nazwy własnej, oznaczającej daną zmysłową.
Każdy konkret jest samoistny, w tym sensie, że jest logicznie niezależny od każdego innego konkretu. „Nie ma powodu, dla którego mielibyśmy nie mieć świata, na który składa się jeden konkret i nic więcej”. Jest wprawdzie faktem empirycznym, że istnieje wielość konkretów, ale nie jest logicznie konieczne, że ma tak być. Niemożliwe byłoby więc, założywszy wiedzę o jednym konkrecie, wydedukowanie z niej całego systemu świata (świat nie jest cieszkowskim organizmem).
Russell podzielał w tym czasie Wittgensteinowską obrazową teorię zdania, jego pogląd, że wszystkie zdania atomowe są od siebie niezależne, oraz jego doktrynę, że zdania logiki i czystej matematyki są „tautologiami”, które same w sobie ani nie mówią niczego o rzeczywiście istniejącym świecie, ani nie odsłaniają nam innego świata trwałych bytów i bezczasowych prawd. Ale Russell nie przyjmował przeświadczenia Wittgensteina, że forma, którą zdanie prawdziwe dzieli z odpowiadającym mu faktem, nie może być „wysłowiona”, lecz może być jedynie „pokazana”. Russell bowiem, jak już zauważyliśmy, był przekonany o istnieniu hierarchii języków. Jeśli nawet w języku a nic nie można o tym języku powiedzieć, nic nie zabrania nam posłużyć się językiem b, by mówić o języku a.
Ich podejście również się różniło. Wittgenstein myślał o sobie jako logiku. Uważał, że analiza logiczna wymaga zdań elementarnych, faktów atomowych i prostych przedmiotów występujących w faktach atomowych i nazywanych w zdaniach elementarnych. Ale nie myślał, że jego zadaniem jako logika jest podawanie jakichś ich przykładów. Russell z kolei interesował się rzeczywistym odkryciem rzeczywistych ostatecznych składników świata. I jak widzieliśmy nie wahał się przed podawaniem przykładów.
Później Russell doszedł do wniosku, że choć o wielu rzeczach można wiedzieć, że są złożone to jednak o niczym nie można wiedzieć, że jest proste (w nauce o tym, o czym uprzednio myślano, że jest proste, okazywało się często, że jest złożone).
Solipsyzm i postulaty wnioskowania niededukcyjnego.
Russell głosi, że solipsyzm jest logicznie możliwym stanowiskiem. Bo choć faktycznie moje doświadczenie prowadzi mnie do przekonania o istnieniu innych umysłów, „na mocy samej logiki równie niewątpliwe jest to, że mógłbym mieć te doświadczenia, nawet gdyby inne umysły nie istniały”. Aczkolwiek zdaniem Russella nikt nie trzymuje, że jest konsekwentnym solipsystą, bo to wymagałoby też zwątpienia w przeszłość czy przyszłość, a nikt tak daleko się nie posuwa.
Alternatywą wobec solipsyzmu zdaniem Russella jest hipoteza, że istnieją zasady wnioskowanie niededukcyjnego, które usprawiedliwia naszą wiarę w istnienie świata zewnętrznego oraz innych ludzi.
Mówi się, że uczeni dokonują skutecznych przewidywań, świat jest skutecznie poznawany a nauka przynosi rezultaty. To nie może nas jednak przekonywać, bowiem nauka nie może być zawieszona w próżni. Musimy więc poszukiwać jakiegoś uzasadnienia wnioskowania naukowego, innego niż jego faktyczne powodzenie. Russell proponuje odnaleźć to, co uchodzi powszechnie za autentyczne przypadki wnioskowania i uogólnienia naukowego, i wykryć w nich zasady niezbędne do ich usprawiedliwienia.
Russell wymienia pięć postulatów wnioskowania naukowego. Trzeba jednak zauważyć, że wszystkie zasady stwierdzają jedynie prawdopodobieństwa, a nic pewnego, i że trzeba je rozumieć jako coś, co nadaje określone wyjściowe prawdopodobieństwo pewnym typom wnioskowania indukcyjnego.
Pierwszy postulat (quasi-stałości) stwierdza, że gdy mamy jakieś zdarzenie A i często zdarza się, że zdarzenie bardzo podobne do A zachodzi w sąsiednim miejscu w zbliżonym czasie to możemy się możemy posługiwać się zdroworozsądkowymi pojęciami osoby i rzeczy bez wprowadzania metafizycznej idei substancji.
Drugi postulat to postulat rozdzielnych linii przyczynowych. Stwierdza on, że często można utworzyć taki ciąg zdarzeń, iż z jednego lub dwóch elementów ciągu można wnosić coś o innych członach. Ma on zastosowanie w nauce – tylko bowiem na podstawie idei łańcuchów przyczynowych możemy wyprowadzać zdarzenia odległe z bliskich.
Następnym jest postulat ciągłości czasoprzestrzennej zakładający, że jeśli istnieje związek przyczynowy między nieprzyległymi zdarzeniami, to dojdzie do znalezienia pośrednich ogniw łańcucha.
Czwartym jest postulat strukturalny. Stwierdza on, że kiedy zachodzi pewna ilość strukturalnie podobnych złożonych zdarzeń skupionych wokół pewnego ośrodka, od którego nie są one zbyt daleko oddzielone, na ogół jest tak, że wszystkie są elementami linii przyczynowych, mających swój początek w zdarzeniu o podobnej strukturze w ośrodku. Załóżmy na przykład, że pewna grupa osób rozmieszczonych jest w różnych miejscach publicznego placu, na którym przemawia mówca, i że mają one podobne doświadczenia słuchowe. Postulat ten nadaje wyjściowe prawdopodobieństwo wnioskowaniu, że ich podobne doświadczenia są przyczynowo związane z dźwiękami wydawanymi przez mówcę (w czystym empiryzmie nie ma niczego, co sprawiałoby, iż jest obiektywnie bardziej prawdopodobne, że podobne doświadczeni mają wspólne źródło przyczynowe, niż że go nie mają).
Postulat analogii jest ostatnim z proponowanych przez Russella. Stwierdza, że jeśli obserwując dwie klasy zdarzeń, A i B, ma się powód, by sądzić, że A wywołuje przyczynowo B, to jeśli w danym przypadku występuje A, lecz nie możemy zaobserwować, czy występuje, czy nie występuje B, jest prawdopodobne, że B występuje. I na odwrót. Według Russella, ważną rolą tego postulatu jest uzasadnianie przekonania o istnieniu innych umysłów.
Aczkolwiek owe postulaty są niedowodliwe. Nie przedstawia się ich jako prawd wiecznych, w które można wejrzeć a priori, nie zakłada się też, że są dedukcyjnie wyprowadzalne z takich prawd. Nie można ich również dowieść, czy nawet nadać im jakiegoś prawdopodobieństwa za pomocą argumentów empirycznych, są bowiem zasadami, na których właśnie opiera się ważność takich argumentów. Jeśli usiłowalibyśmy je uzasadniać, odwołując się do wnioskowania naukowego, wikłalibyśmy się w błędne koło. Stąd też nazwa – postulaty.
Russell w obliczu takich problemów odwołał się do uzasadnień biologiczno-psychologicznych. Jeśli na przykład zwierzę ma tego rodzaju nawyk, że w obecności pewnego przypadku A zachowuje się w sposób, w jaki zachowywało się przed uzyskaniem nawyku w obecności przypadku B, można powiedzieć, że „wywnioskowało” i „uwierzyło”, że po każdym przypadku A następuje zwykle przypadek B. Jest to zwierzęca cecha przystosowania do środowiska, a między nią a wnioskowaniem ludzkim istnieje ciągłość. To znaczy, nasze „poznanie” postulatów niededukcyjnego wnioskowania „istnieje najpierw wyłącznie w postaci skłonności do tego rodzaju wnioskowań, jakie są przez owe zasady uzasadnione”. Człowiek jednak w przeciwieństwie do zwierzęcia jest w stanie nad tymi sprawami się zastanawiać. Zatem względnie aprioryczny charakter tych zasad daje się wyjaśnić w terminach skłonności do przeprowadzania wnioskowań zgodnie z nimi. Nie jest to jednak żaden dowód formalny. Fakt, że te postulaty prowadzą do wyników zgodnych z doświadczeniem, „nie wystarcza logicznie, by uczynić te zasady nawet prawdopodobnymi”.
Biologiczne wyjaśnienie pochodzenia skłonności do przeprowadzania wnioskowań w zgodzie z pewnymi utajonymi postulatami czy oczekiwaniami można traktować jako ciąg dalszy o rozwinięcie Hume’a doktryny przekonań naturalnych.
Hierarchia języków; język najniższego szczebla.
Filozofowie, zauważa Russell, interesowali się głównie językiem jako środkiem wypowiadania twierdzeń oraz przekazywania informacji. Ale „co jest celem języka w oczach sierżanta?”. Innymi słowy, język ma rozmaite funkcje.
Ale choć Russell uznaje złożony i płynny charakter języka, sam interesuje się głównie – tak jak bliżej nieokreśleni filozofowie – językiem opisowym. Russell bowiem uznaje filozofię za próbę rozumienia świata, a więc jego uwaga jest naturalnie skupiona na języku jako narzędziu służącym wykonywaniu tego zadania.
Była już mowa o Russella hierarchii języków, związanej z teorią typów. W An Iquiry into Meaning and Truth utrzymuje tę ideę. Twierdzi on, że choć hierarchia ta rozciąga się nieskończenie wzwyż, nie może się rozciągać nieskończenie w dół. Innymi słowy, musi istnieć podstawowy lub najniższy typ języka. Według Russella język podstawowy czy pierwszy to język przedmiotowy, a więc język składający się ze słów przedmiotowych. Są to słowa, których użycia można się nauczyć za pomocą definicji ostensywnej, jak wtedy, gdy mówi się dziecku: „ołówek”, wskazując na ten przedmiot. Język taki nie ogranicza się jednak tylko do rzeczowników (choć nie obejmuje na pewno słów takich jak np. „lub”). Dopuszcza bowiem czasowniki, takie jak „biec” i „uderzyć”, oraz przymiotniki, takie jak „czerwony” i „twardy”. A według Russella, „teoretycznie, założywszy wystarczającą sprawność, moglibyśmy wyrazić w języku przedmiotowym każde zdarzenie niejęzykowe”.
Wyrażone w tym pierwszym języku zdania sensowne byłyby prawdziwe lub fałszywe. Ale w ramach tego języka nie bylibyśmy w stanie p o w i e d z i e ć, że jakieś wyrażone w nim zdanie jest prawdziwe lub fałszywe, ponieważ te terminy logiczne byłyby nieosiągalne. W tym celu trzeba by posłużyć się językiem drugiego rzędu. Oczywiście rzeczywisty język obejmuje zarówno słowa przedmiotowe jak też logiczne, ale sztuczne wyodrębnienie możliwego języka przedmiotowego służy przedstawieniu idei hierarchii języków i pokazuje, jak możemy uporać się z każdą trudnością wyłaniającą się z przeświadczenia, że w ramach danego języka niczego nie można powiedzieć o tym języku (takie przeświadczenie miał Wittgenstein).
Znaczenie i sens; prawda i fałsz.
Russell wprowadza pewne rozróżnienie, mianowicie postuluje ograniczenie terminu „znaczenie” do słów przedmiotowych, a „sens” do zdań. Możemy też powiedzieć, że „choć znaczenia muszą się wywodzić z doświadczenia, sens nie musi się zeń wywodzić”. Znaczy to, że możemy rozumieć sens zdania, które odnosi się do czegoś, czego nigdy nie doświadczyliśmy (i co może nie istnieć!). O słowie mówi się, iż oznacza przedmiot, „jeśli zmysłowo uchwytna obecność przedmiotu oznacza wywołuje wypowiedzenie słowa, a usłyszenie słowa ma pod pewnymi względami skutki analogiczne do uchwytnej zmysłowo obecności przedmiotu”. Jest to behawioryzm.
O zdaniach w trybie rozkazującym czy pytającym, choć są sensowne, nie można powiedzieć, że są prawdziwe lub fałszywe. Rozważmy więc zdania oznajmujące, o których mówimy, że orzekają o faktach. Russell nazywa je też twierdzeniami utrzymując, że „twierdzenie ma dwie strony, subiektywną i obiektywną”. Subiektywnie, twierdzenie wyraża stan wygłaszającej je osoby, który można nazwać przeświadczeniem. Obiektywnie, twierdzenie odnosi się do czegoś, co czyni je prawdziwym lub fałszywym. Twierdzenie jest fałszywe, gdy zmierza do ukazania faktu, lecz mu się to nie udaje, a prawdziwe, gdy tego dokonuje. Ale twierdzenia prawdziwe i fałszywe są równie sensowne. Sens zdania zatem nie zależy od rzeczywistego orzekaniu o fakcie, lecz tkwi on raczej w tym, co twierdzenie wyraża, a wyraża mianowicie jakieś przeświadczenie.
Zdaniem Russella sensem zdanie jest to, co wspólne zdaniu w danym języku i jego przekładowi na inny język. Na przykład zdania: „Jestem głodny”, i: „I am hungry”, mają wspólny element stanowiący sens każdego z nich. Tym wspólnym elementem jest „zdanie” w sensie logicznym. Nie możemy więc pytać, czy zdanie jest sensowne, jest ono bowiem sensem. Ale w każdym razie w przypadku zdań oznajmujących możemy w sposób właściwy zapytać, czy są prawdziwe, czy fałszywe. Sens jest więc niezależny od prawdy.
To zaś prowadzi go naturalnie do przyjęcia krytycznej postawy wobec kryterium znaczenia pozytywistów logicznych. Russell podkreślał, że takie kryterium pociąga za sobą, że zdań najbardziej pewnych, mianowicie sądów spostrzeżeniowych, nie sposób weryfikować, „one bowiem stanowią o weryfikacji wszystkich innych zdań empirycznych, które można w jakimś stopniu znać. Jeśli Schlick miałby rację, bylibyśmy uwikłani w cofanie się w nieskończoność”. Sensem zdania jest sąd w sensie logicznym wyrażający stan przeświadczenia.
Russell opowiada się za korespondencyjną teorią prawdy, według której, „jeśli zdanie lub przekonanie jest prawdziwe, to dzieje się tak wskutek pewnej jego relacji do faktu lub faktów”. Fakty te Russell nazywa „weryfikatorami”. By wiedzieć, co znaczy jakieś twierdzenie czy zdanie, muszę oczywiście mieć jakąś ideę stanu rzeczy, który czyniłby je prawdziwym. Teoria prawdy jako zgodności z faktem nie stosuje się oczywiście do analitycznych zdań logiki i czystej matematyki. W ich przypadku bowiem prawda „wynika z formy zdania”. Co jest jednak ową ideą odpowiedniości, która łączy fakt ze słowem? „Każde przekonanie, które nie jest tylko pobudką do działania, ma charakter obrazu, połączonego z uczuciem zgody lub uczuciem niezgody; w przypadku uczucia zgody jest ono prawdziwe, jeśli istnieje jakiś fakt podobny do owego obrazu w taki sposób, w jaki pierwowzór jest podobny do wyobrażenia; w przypadku uczucia niezgody jest ono prawdziwe, jeśli nie ma takiego faktu. Przekonanie, które nie jest prawdziwe, nosi nazwę fałszywego. Oto jest definicja prawdy i fałszu”.
Zwrot do „języka”.
Russell dostrzegł wagę problematyki lingwistycznej. Język jest bowiem jedyną płaszczyzną, na której filozofia się werbalizuje. Zatem namysł nad językiem może niewątpliwie służyć wzmocnieniu naszej świadomości cech rzeczywistości pozajęzykowej i sprawiać, że zauważamy cos, czego przedtem moglibyśmy nie zauważyć.
5
inaris