Tytus
WYBRAŁEM NIEBO
Ślubuję tobie (...) miłość, wierność i uczciwość małżeńską i że cię nie opuszczę... - wypowiadała słowa ślubowania moja siostra. Uroczystość ślubna odbywała się w Zborze, do którego uczęszczałem jeszcze jako dziecko. Ileż to już lat nie byłem w Zborze ? - zastanawiałem się.
Do zboru uczęszczałem właściwie ze względu na rodziców. Po prostu oni uczestniczyli w nabożeństwie, a ja w zajęciach szkółki niedzielnej. Ale tak naprawdę nie rozumiałem, o co właściwie chodzi z tą wiarą w Boga. Dorastałem, skończyłem szkołę średnią. Stanąłem przed trudnym pytaniem: co dalej? Nie mogłem znaleźć pracy, nie widziałem dla siebie żadnych perspektyw. Życie na garnuszku rodziców było dla mnie zbyt upokarzające. A ponieważ nie mogłem zarobić na swe utrzymanie uczciwą pracą, zacząłem kraść. Razem z najlepszym kolega napadaliśmy na kobiety, zabierając im torebki, a nocą włamywaliśmy się do sklepów. Nie baliśmy się nikogo, nawet policji. Podczas jednej z "akcji" postrzeliliśmy 6 osób ! Do tego dochodziły narkotyki w które wciągnąłem się jeszcze w szkole średniej. Tak - to był najciemniejszy okres mojego życia.
W końcu wraz z przyjacielem trafiliśmy do Anglii. Moje życie trochę się unormowało, znalazłem pracę. Jednak narkotyki zażywaliśmy nadal, teraz już codziennie. Pewnego razu robiliśmy to na stacji metra. Wokół przewijało się mnóstwo ludzi. Może ze względu na te tłumy pod wpływem narkotyku zaczęło mi się wydawać, że jestem w niebie. Przypomniały mi się słowa słyszane na szkółce niedzielnej. Tak bardzo się ucieszyłem że znalazłem się w niebie. Wówczas nie zdawałem sobie jeszcze sprawy, do jakiego "nieba" mógłbym trafić, żyjąc takim życiem, jakim żyłem - kwalifikowałem się tylko do piekła. Ale wtedy nie zastanawiałem się nad tym. Przez kilka dni myślałem tylko o Bogu, o Jego wielkości, chciałem od razu przystępować do chrztu, aby zamanifestować swoją świeżą wiarę.
Ale trwało to tylko kilka dni. Potem moja wiara ostygła. I wówczas wydarzyło się coś, co na nowo skierowało moje myśli w stronę Boga. Mój przyjaciel nie mogąc sobie poradzić z problemami, jakie zaistniały pomiędzy nim, a jego dziewczyną, postanowił popełnić samobójstwo. Powiedział mi, że jak tylko wyjdę do pracy, on podłączy się do prądu. Próbowałem go odwieść od tego zamiaru, ale on nie chciał ze mną rozmawiać. Po wyjściu z domu modliłem się, jak nigdy dotąd. Błagałem Pana, aby uratował mego przyjaciela. I Pan mnie wysłuchał! Okazało się, że nie wytrzymał bezpiecznik w zegarze czasowym, który przyjaciel zainstalował i dzięki temu samobójstwo się nie udało. Wierzę, że to była Boża interwencja. Bóg dał memu przyjacielowi jeszcze jedną szansę, a ja dzięki temu uwierzyłem w Jego moc.
Pod wpływem mej wiary moje życie zaczęło się zmieniać. Zmienił się mój stosunek do ludzi, przestałem kraść, brać narkotyki. A potem przyjechałem na ślub siostry i znalazłem się w zborze, w którym nie byłem ładnych parę lat. Nazajutrz, w niedzielę, byłem na nabożeństwie. Wywarło na mnie tak bardzo wielkie wrażenie że musiałem się starać, aby się nie popłakać.
Nastąpiło to później kiedy wracałem autobusem do Londynu. W drodze słuchałem kaset z wykładami na temat czasów ostatecznych, które dała mi moja siostra. Na końcu czwartej kasety usłyszałem modlitwę pastora za ludzi, którzy chcieli dołączyć do Pana, powierzyć Mu swoje życie. Nagle poczułem się tak jak bym był na tym nabożeństwie i podnosił rękę na znak, że także chcę należeć do Jezusa. Czułem jak Duch Święty spływa na mnie, a z oczu zaczęły mi płynąć łzy. Ludzie w autobusie spali, obok siedziała jakaś kobieta, a ja ani trochę nie przejmowałem się tym, że nie mogę powstrzymać się od płaczu.
Od tego czasu zacząłem czytać Pismo Święte "Biblię". Jeszcze nie wszystko w niej rozumiem, mam w sercu wiele pytań, ale jedno wiem na pewno: będę żył wiecznie ! Kiedyś na pewno znajdę się w niebie i nie będzie to złudzenie, jak wówczas na stacji metra, lecz realna rzeczywistość, którą dla mnie okupił na krzyżu mój Zbawiciel.
"Tytus"(imię i nazwisko znane webmasterowi)
koni86