getattach.doc

(82 KB) Pobierz

      

 

 

 

 

 

 

 

 

 

„GRUDZIEŃ 1970”

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Sytuacja polityczna i społeczna Polski

 

7 grudnia Polska podpisała układ o podstawach normalizacji wzajemnych stosunków z RFN. Był to wielki sukces Gomułki. W art. 1 układu rząd RFN zobowiązywał do poszanowania granic w Europie a szczególnie do uznania decyzji konferencji poczdamskiej w sprawie wytyczenia nowej granicy wschodniej Niemiec wzdłuż linii rzek Odra-Nysa Łużycka. Na podstawie tego porozumienia stosunki wzajemne uległy znacznemu odprężeniu. Stopniowo podejmowano współprace w dziedzinie gospodarczej, kulturalnej i częściowo politycznej. Układ ten spowodował zerwania współpracy z NRD, która nadal pozostała sojusznikiem Polski w ramach Układu Warszawskiego. Normalizacja stosunków Polski z RFN wywarła znaczny wpływ na normalizację stosunków między blokami wschodnim a zachodnim[1]

Wydarzenia marcowe nie zmieniły władzy w państwie. I sekretarzem PZPR pozostał Gomułka, jednak jego poparcie znacznie zmalało. Okazało się również, że Moczar nie jest w stanie przejąć władzy w państwie. To wszystko wykorzystał Edward Gierek, który wydarzeniami marcowymi wzmocnił swoją pozycje w partii, w społeczeństwie jak i na Kremlu.

         W tym samym czasie w kraju narastał kryzys gospodarczy, widoczny we wszystkich działach produkcji: szczególnie w przemyśle-brak postępu technicznego, a także w rolnictwie i budownictwie. Robotnicy pracowali ponad swoje możliwości, a ich dochody nie zapewniały im dobrego poziomu życia. Stagnacja i brak wyraźnych perspektyw rozwoju budziły sprzeciw coraz większej liczby zwykłych obywateli. Próby przeciwdziałaniu negatywnych zjawisk ekonomicznych nie przyniosły żadnych widocznych rezultatów.

 

Podwyżka cen

 

           W obliczu coraz większych problemów gospodarczych przed PZPR stanęła w końcu odwlekana podwyżka cen żywności. Decyzja ta zapadła na posiedzeniu Biura Politycznego jeszcze 30 października 1970 roku wprowadzenie miało się odbyć jeszcze w grudniu. Od 8 grudnia w MSW i MON rozpoczęły się przygotowania „w zakresie zwalczania wrogiej działalności, ochrony porządku i bezpieczeństwa publicznego oraz przygotowań obronnych”. 11 Grudnia we wszystkich służbach MSW wprowadzono stan pełnej gotowości.

Tego samego dnia projekt Rady Ministrów o wprowadzeniu podwyżek cen artykułów przemysłowych i rolnych został rozpatrzony i zatwierdzony przez Biuro Polityczne PZPR. Jedynym uczestnikiem posiedzenia Biura Politycznego, który zgłosił zasadnicze zastrzeżenia i wątpliwości do całej operacji był Stefan Jędruchowski - wskazując na brak rozeznania, co do skutków społecznych podwyżki cen. Na pytanie skierowane przez Władysława Gomułkę do Edwarda Gierka:, „jaka będzie postawa klasy robotniczej” - padła odpowiedz – „będzie ciężko, ale damy sobie radę". Biuro Polityczne zatwierdziło projekt i wystosowało do wszystkich Podstawowych Organizacji Partyjnych PZPR list, objaśniający konieczność wprowadzenia podwyżki cen.

        12 grudnia wieczorem, za pośrednictwem radia i telewizji, poinformowano społeczeństwo o zmianie cen. Z dniem następnym drożało 46 artykułów, w tym mięso i jego przetwory średnio o 17, 6%, mąka o 16%, ryby o 17%, powidła i dżemy o 36,2%. Rekompensatą miało być obniżenie cen 40 towarów, głównie przemysłowych, takich jak telewizory (19,2%), pralki (17%), czy odkurzacze (15%)[2].W tym samym czasie na terenie całego kraju, w zakładach pracy rozpoczęły się zebrania organizacji partyjnych, na których odczytywano list Biura Politycznego z 11 grudnia, uzasadniający konieczność podwyżki cen.

W Stoczni Gdańskiej im. Lenina na wydziale K-3 zorganizowano zebranie, w którym uczestniczył wiceprezes Rady Ministrów Stanisław Kociołek. Na wiadomość o podwyżce, około trzystu członków partii uczestniczącym w tym spotkaniu zareagowało oburzeniem i protestami. Robotnicy nocnej zmiany nie podjęli pracy. Już w nocy z soboty na niedzielę przyłączyła się część dokerów portu gdańskiego.

        13 grudnia prasa codzienna opublikowała komunikat o podwyżkach cen detalicznych. Równocześnie środki przekazu relacjonują streszczenie stanowiska Prezydium i Komitetu Wykonawczego Centralnej Rady Związków Zawodowych, które na posiedzeniu 12 grudnia zaaprobowały podwyżki tłumacząc ich nieuchronność niekorzystnymi w ciągu dwóch lat warunkami pracy w rolnictwie, a także niełatwą sytuację w handlu zagranicznym. Ze względu na okres przedświąteczny była to niedziela handlowa. W sklepach sprzedawano towar już po wyższych cenach. W Elblągu na ścianach pojawiły się na murach antyrządowe napisy. W południe tego dnia (13 XII) przed budynkiem dyrekcji stoczni gdańskiej zgromadził się tłum liczący ponad 3 000 osób. W czasie tego wiecu domagano się cofnięcia podwyżki cen, regulacji systemu płac, a zwłaszcza zasad obliczania premii, żądano również osunięcia rządzącej ekipy od władzy (padały nazwiska Gomułki, Cyrankiewicza, Mocarza i Kociołka). Obecny na tym wiecu dyrektor Stoczni - Stanisław Żaczek oświadczył zebranym, że czuje się niekompetentny wobec żądań. Temperatura nastrojów rośnie. Zebrani domagali się rozmów z  I sekretarzem KW PZPR w Gdańsku.

W tej sytuacji stoczniowcy z Gdańska podjęli strajk ekonomiczny. Na ulicach wybrzeża organizowali pochody. Manifestanci „chcieli chleba” i „starych cen”., śpiewali pieśni patriotyczno-religijne i socjalistyczne takie jak „Międzynarodówka” czy hymn Gwardii Ludowej.

 

                                                                      Początek protestu

 

              14 grudnia, zaraz po aresztowaniu delegacji robotników na ulicach z megafonu opanowanego radiowozu ogłoszono, iż wtorek- 15 grudnia, będzie dniem strajku powszechnego, a także domagano się uwolnienia aresztowanych delegatów. Zapowiedziano, że jeszcze w dniu dzisiejszym o godz.16.00 odbędzie się pod KW PZPR wiec. Jeszcze tego samego dnia, w południe część demonstrantów ulicami Marynarki Polskiej i Kliniczną udało się w Kierunku Politechniki Gdańskiej. Kilka minut później wyważyli bramę Politechniki Gdańskiej. Na spotkanie wyszli im, rektor Janusz Staliński i I sekretarz KU PZPR Zdzisław Przewłócki. Kilkaset osób weszło do budynku PG, nawołując studentów do wyjścia na ulicę. Apele nie przyniosły oczekiwanego skutku. Demonstranci opuścili PG, część z nich (300 osób) udała się przed Rozgłośnię Polskiego Radia i pod groźbą dewastacji, żądają od dyżurnego technika w gdańskiej rozgłośni radiowej uruchomienia nadajników dla nadania apelu do pracujących w kraju. Bez skutku, opuszczają rozgłośnię i udają się do centrum miasta. W rejonie mostu Błędnik następuje pierwsze starcie demonstrujących z milicją. Wezwania sił porządkowych do rozejścia się nie odnosiły skutku. Blokująca przejście do centrum tyraliera zmotoryzowanego odwodu MO jest zbyt słaba, by powstrzymać opór prawie 3-tysięcznego tłumu. Czoło pochodu, napierając na tyralierę coraz częściej sięgało po kamienie torując sobie drogę sprzed dworca PKP Gdańsk-Główny do gmachu KW PZPR. Demonstranci zachowują się agresywnie wobec sił porządkowych. Władze podjęły decyzję o użyciu pałek i środków obronnych.

           Wieczorem demonstranci zaatakowali i podpalili gmach Kom. Wojew. PZPR oraz inne budynki, nadal trwały starcia z oddziałami MO. Przeciwko manifestacjom wystąpiły miejscowe bojówki milicji, używano gazu łzawiącego i pałek.

            Bilans pierwszego dnia demonstracji przedstawia się następująco: raniono 99 milicjantów, w tym 5 ciężko; w Akademii Medycznej w Gdańsku udzielono pomocy 19 osobom, spośród których 16 pozostawiono w szpitalu; spalono 2 kioski „Ruchu „; spalono 7 samochodów w tym 3 milicyjne; uszkodzono 1 samochód bojowy; zdemolowano 16 sklepów, z czego 10 ograbiono.

 

                                                                                    Bunt robotników

           15 grudnia 1970 roku do strajku przystąpili pracownicy przedsiębiorstw Gdyni. Strajk w Stoczni im. Komuny Paryskiej ( SKP) rozpoczął się o godz. 6.30. Pół godz. później, po krótkim wiecu część jego uczestników sforsowała bramę stoczni i ruszyła w kierunku centrum miasta, wznosząc okrzyki: Chcemy chleba, Żądamy starych cen, żądamy podwyżki zarobków. W chwili wejścia na ulice Świętojańską tłum liczył około 5 tysięcy osób.

           W Gdańsku w godzinach rannych do strajkującej Stoczni im. Lenina dołączyły: port, Stocznia Remontowa, Zakłady Naprawy Taboru Kolejowego, Gdańska Fabryka Mebli, Fabryka Konserw rybnych i Zakłady Futrzarskie. O godz. 6.40 rozpoczął się wiec przed budynkiem dyrekcji w Stoczni Gdańskiej. Demonstranci liczący 6 tyś osób dotarli do Komendy Głównej MO i Prezydium MRN. Pochód usiłowały zatrzymać 2 kompanie ZOMO. Doszło do starcia, w wyniku, którego robotnicy zepchnęli zomowców w ulice Świerczewskiego. Na parkingu komendy stoczniowcy podpalili 6 radiowozów i 3 samochody prywatne. Robotnicy byli uzbrojeni w żelazne pręty i butelki z benzyną, niektórzy mieli własnoręcznie sporządzone tarcze. Za broń służyły też wyrwane z bruku kamienie. Manifestanci szturmują wejście i parterowe okna pomieszczeń Wydziału Ruchu Drogowego KM MO. Pracownicy "drogówki" zajęli pozycje obronne w piętrowym budynku na podwórzu. W ich kierunku rzucano nasycone benzyną szmaty. Milicjanci pod gradami kamieni ledwo powstrzymują napór tłumu na podwórzu. Są to chwile największego napięcia. Na ul. Świerczewskiego, przyparci do budynku KM MO milicjanci zasypywani byli gradami kamieni, cegieł, śrub itp. Tłum deskami zmasakrował otoczonego milicjanta.

           Około 8 rano w Gdyni odbyło się zgrupowanie przed bramą Stoczni im. Komuny Paryskiej. Przybyli dyrektor stoczni M.Tymiński, I sekretarz KZ PZPR W.Porzycki. Tyminski odpowiadał na pytania robotników i apelował o powrót do pracy. Proponował także przedłożenie dyrekcji żądań na naradach wydziałowych lub przez wybranych delegatów.

W tym czasie w Warszawie, w sali posiedzeń Biura Politycznego KC PZPR zebrały się osoby zajmujące najważniejsze stanowiska w partii i państwie. W posiedzeniu wzięli udział: I sekretarz KC PZPR Władysław Gomułka, przewodniczący Rady Państwa Marian Spychalski, prezes Rady Ministrów Józef Cyrankiewicz oraz sekretarz KC PZPR Bolesław Jaszczuk, Mieczysław Moczar, Ryszard Strzelecki a także wezwani na posiedzenie: kierownik Wydziału Administracyjnego KC PZPR Stanisław Kania, Minister Obrony Narodowej Wojciech Jaruzelski, Minister Spraw Wewnętrznych Kazimierz Świtała oraz komendant główny Milicji Obywatelskiej Tadeusz Pietrzak. "W chwili rozpoczęcia posiedzenia- czytamy w sprawozdaniu Komisji KC PZPR powołanej do wyjaśnienia przyczyn i przebiegu konfliktów społecznych w dziejach Polski Ludowej- znane były informacje o mających miejsce w dniu poprzednim groźnych, destrukcyjnych wydarzeniach, a w szczególności o demolowaniu sklepów i rabunku mienia społecznego[3], niszczenia pojazdów mechanicznych, usiłowaniu podpalenia budynku KW PZPR, dewastacji dworca PKP. Wiadomo było również, że od dnia 15 grudnia wypadki rozwijają się wręcz lawinowo. Strajk rozszerzył się na port Gdański, pozostałe stocznie gdańskie i Gdyni oraz niektóre inne zakłady pracy.

           Tłumne, uliczne pochody kierowały się pod Gdańską MRN, Komendę Wojewódzką MO, więzienie, a następnie na budynek KW PZPR (gdzie demonstrującym udało się podpalić gmach KW. Zdesperowany tłum nie dopuścił nawet interweniującej straży pożarnej. Zanim nadszedł z Warszawy rozkaz użycia broni, pododdział chroniący gmach KW oddał salwę ostrzegawczą, ślepą amunicją, w powietrze. Strzały te oddano z IV piętra gmachu. Po salwie, w tłumie wokół KW PZPR wybuchł śmiech).

           Dotarły też już informacja, że z tłumu padły pierwsze strzały, w wyniku, których zostało rannych 3 funkcjonariuszy MO. Jeden z funkcjonariuszy został zmasakrowany. " W tej sytuacji Wł. Gomułka podjął decyzję o użyciu broni przez siły porządkowe i wojsko. Broń miała być używana w przypadkach bezpośredniego atakowania żołnierzy i milicjantów, podpalania lub niszczenia obiektów, zagrożenia dla życia ludzi. Zasady użycia broni Wł. Gomułka określił następująco:

   - Po ostrzeżeniach głosem pierwszy strzał oddawać w górę, następne po 5-10 sekundach,

W przypadku zbliżania się tłumu do milicjantów i żołnierzy- salwami w nogi.

Decyzja ta wchodzi w życie 15 grudnia o godzinie 12.00.

Następnie Prezes Rady Ministrów Józef Cyrankiewicz przekazał telefonicznie wiceministrowi Obrony Narodowej gen. Grzegorzowi Korczyńskiemu, przebywającemu w Gdańsku decyzję podjętą przez Wł. Gomułkę o udziale wojska i użyciu broni.

            Zamieszki nie ustały. O 9.15 demonstranci zatrzymali się przed Komitetem Miejskim PZPR w Gdańsku, jednak nikogo nie było żadnego funkcjonariusza wyższego rangą. I sekretarz KM Hugon Malinowski, wraz z dwoma zastępcami, opuścił budynek na widok zbliżającego tłumu i w asyście pododdziału uzbrojonych marynarzy schronił się w sztabie Dowództwa Marynarki Wojennej. Stoczniowcy wołali bezskutecznie: Hugon wyjdź do nas![4].

Tuż przed południem tłum manifestantów połączył się z drugim pochodem idącym z „Unimoru”. Tłum dotarł pod prezydium MRN. Manifestanci w negocjacjach z przewodniczącym PMRN Janem Mariańskim, spisali, protokół- listę ośmiu postulatów ekonomicznych i socjalnych. Mariański obiecał przekazać postulaty wicepremierowi Kociołkowi. W "protokóle uzgodnień" zgłoszono następujące postulaty:

1-Zredukować rozpiętość zarobków pomiędzy zarobkami pracowników umysłowych (kierownictwa zakładów) a zarobkami pracowników fizycznych.

2 - Wobec wprowadzonej podwyżki cen artykułów spożywczych, płace robotników winny być w odpowiedniej wysokości podniesione.

3- Zarobki pracowników fizycznych winne być mniejsze o około 100 zł od zarobków pracowników z wykształceniem średnim zawodowym.

4- Różnica pomiędzy zarobkami pracowników fizycznych i z wyższym wykształceniem winna wynosić około 200 zł.

5- Dyrektor przedsiębiorstwa powinien zarabiać nie więcej niż 1 000 zł od pracownika z wykształceniem wyższym.

6- Należy bezwzględnie podwyższyć minimalne wynagrodzenie pracowników, a przede wszystkim kobiet najniżej zarabiających.

7- Zasiłki chorobowe winny być 100% tzn. w pełni odpowiadać utraconemu zarobkowi.

8- Strajk okupacyjny trwać będzie tak długo, aż nasze postulaty będą spełnione.

W zamian za przekazanie "protokółu uzgodnień" J. Mariański zażądał, aby wszyscy manifestanci w ciągu pól godziny rozeszli się do domów albo wrócili do pracy.

           Około 12 Stoczniowcy w porozumieniu z Zarządem Portu Gdynia powołali Główny komitet strajkowy dla miasta Gdyni. Przewodniczącym został Stanisław jego zastępca Kazimierz Mizerski.

W celu rozpędzenia demonstracji, władze wprowadzają czołgi i transportery opancerzone. Około 18.00 ogłoszono wprowadzenie godziny milicyjnej od 18 - tej do 5 - tej rano, a także zabroniono gromadzenia się w miejscach publicznych bez względu na porę dnia[5]. Zablokowano drogi dojazdowe do miasta, odcięto zamiejscowe połączenia telefoniczne. Ulice miasta kontrolują silne patrole MO i wojska oraz patrolują wozy strażackie. Pracownicy handlu przystąpili do zabezpieczania sklepów, a pracownicy przedsiębiorstw komunalnych przez całą noc likwidacji zniszczeń z walk ulicznych.

Późnym wieczorem, w gmachu Prezydium MRN odbyło się posiedzenie Egzekutywy KW PZPR, w której uczestniczyli m.in.: Stanisław Celichowski, Piotr Stolarek, Tadeusz Bejm, Stanisław Bajger, Hugon Malinowski. Na posiedzenie przybyli członkowie Biura Politycznego KC PZPR Zenon Kliszko, Stanisław Kociołek, który przedstawił ocenę wydarzeń dokonaną przez kierownictwo partii, która w zasadzie sprowadza się do tego, że "mamy do czynienia z kontrrewolucją, a z kontrrewolucją trzeba walczyć za pomocą siły. Jeśli zginie nawet 300 robotników to bunt zostanie zdławiony”. W ciągu całego dnia w Gdyni stacjonowało 193 milicjantów oraz 100 funkcjonariuszy ORMO[6].

 

           16 grudnia o 4.00 do miasta wkroczyły oddziały wojska, czołgi, transportery opancerzone - na mocy decyzji obecnych w Gdańsku członków Biura Politycznego KC PZPR - przystępując do zewnętrznej ochrony budynków użyteczności publicznej. Cztery okręty Marynarki Wojennej rozpoczęły służbę bojowa na redzie gdańskiego portu. Padły pierwsze strzały pod stocznia gdańską. Z polecenia Gomulki przybył do Gdańska jego najbliższy współpracownik Zenon Kliszko. Wydal on wojsku oraz milicji rozkaz zgniecenia oporu siłą, przy użyciu broni palnej[7]. W Gdyni, na znak solidarności ze strajkującymi w SG im. Lenina nie podjęły pracy załogi Stoczni im. Komuny Paryskiej, Zarządu Portu Gdynia i „Dalmoru”, a przed budynkiem rozpoczął się wiec. W tłumie pojawiły się ulotki antyrządowe i nawołujące do strajku. Wiece również odbywały się w gdyńskim porcie, „Dalmorze" i innych zakładach pracy. Zebrani skandowali m.in. Suche bułki dla Gomułki i Żądamy chleba. Do rozmów z dyrekcją wybrano 16 delegatów, którzy domagali się zwolnienia aresztowanych w nocy członków Komitetu Strajkowego. Wszyscy wrócili o 14.20. Delegaci skierowali apel do tłumu o rozejście się do domów i ewentualnie rozpocząć strajk w dniu następnym.

           Ponad to w Elblągu pierwsza zmiana w spółdzielni „Metal” nie przystąpiła do pracy.

           Po południu na ulicach Gdyni pojawiły się transportery opancerzone, czołgi i kolumny ciężarówek. Zenon Kliszko podjął decyzje o zablokowaniu tej Stoczni w dniu następnym. Takie zapory stanowiły pułapkę dla robotników, którzy mieli znikome szanse ucieczki. Nakazał również zawieszenie pracy w Stoczni im. Komuny Paryskiej, do odwołania, zwolnienie jej wszystkich pracowników oraz weryfikacje załogi. W Gdyni została tego dnia wprowadzona godzina milicyjna.

 

 

     

 

    

 

       

   

 

Krwawy czwartek

 

            Już w nocy 17 grudnia w Trójmieście, na polecenie przewodniczącego PWRN T. Bejma uruchomiono komunikację autobusową i podano wiadomość o wprowadzeniu dodatkowych pociągów, które miały rozwieść stoczniowców do domów. PKP wprowadziło dodatkowe pociągi elektryczne na trasie Gdańsk-Gdynia-Stocznia. Do ludzi apelowano o powrót do domów i stawienie się do pracy rano.

           Rankiem tysiące ludzi zmierzały, zgodnie z apelem Kociołka, w stronę zakładów pracy. Przy wiadukcie koło stacji Gdynia-Stocznia ludziom kazano się nagle rozejść i bez ostrzeżenia wojsko otworzyło do nich ogień. W masakrze zginęło kilkadziesiąt osób. Nadjeżdżały ciągle nowe pociągi, z których wysiadali pracownicy zmierzający do Stoczni. Widząc, co się stało, około 5 tys. ludzi starło się z oddziałami MO i WP. Walki trwały ponad 2 godziny; byli kolejni ranni i zabici. Wojsko i policja strzelało w tłumy zebrane na peronach, z hal Dworca Gdynia-Osobowa patrole policyjne wyciągały młodszych mężczyzn i biły ich do nieprzytomności. Strzelanina trwała tez przed Komenda MO i Prezydium rady narodowej w Gdyni. Do dziś nie wiadomo, kto ponosi odpowiedzialność za zbrodnicze ostrzelanie zmierzających do pracy robotników na wiadukcie gdyńskim.[8]

W Szczecinie władzę nad manifestującymi objął Komitet Strajkowy Stoczni. Zebrani na wiecu robotnicy wysłali przedstawicieli do 1 sekretarza Walaszka, który rozkazał otoczyć stocznię kordonem MO. Załoga stoczni uchwaliła żądania: podwyżki płac, obniżki cen i zwolnienie aresztowanych i rozpoczęła pochód, który po wyjściu ze stoczni został zaatakowany pałkami przez MO. Ponowna próba wyjścia ze stoczni spotkała się z otwarciem ognia. Mimo tego pomimo licznych rannych i zabitych pochód dotarł pod Komitet Wojewódzki. Dygnitarze partyjni uciekali do pobliskiej Komendy Wojewódzkiej Milicji. Gmach KW i willa 1 sekretarza zostały spalone, przez niezadowolonych robotników. Przy próbie zdobycia komendy wojewódzkiej milicja oddała kolejne strzały. Chwilę później do akcji wkroczyły oddział wojska[9].

           Dokładna liczba zabitych przez milicje i wojsko demonstrantów na Wybrzeżu nie jest znana.(...) Istnieją doniesienia o 174 ofiarach śmiertelnych w samym Szczecinie, a ogólna liczbę zabitych ocenia się na kilkaset osób.[10]

 

 

 

 

 

 

 

 

Odwilż

 

            W nocy z 18 na 19 pierwszym sekretarzem KC został Edward Gierek. Apelowano o spokój i rozwagę, wojska opuściły stocznię Gdańską. Trwał strajk w Szczecinie, jednak milicja przestała prowadzić akcje zaczepne. Panował nastrój wyczekiwania. Wina kryzysu spadła na Gomułkę oraz na jego współpracowników. Strajki w zakładach wybrzeża wygasły, panował nastrój żałoby i smutku. Wyczekiwano od nowego kierownictwa naprawy krzywd. W Szczecinie na czas świąt za cenę obietnic przerwano strajk. Po świętach obchodzonych w przygnębieniu, strajku nie wznowiono. Zatajono liczę ofiar, którą szacuje się na kilkaset osób. Prasa donosiła o odradzającym się zaufaniu. Na poprawę sytuacji materialnej rodzin najuboższych przeznaczono duże sumy. Podniesiono najniższe płace i obiecano zamrozić ceny na najbliższe lata. Władzom wydawało się, iż uda im się wyciszyć tragedię na wybrzeżu[11].

            22 grudnia w Szczecinie podpisano porozumienie, w którym robotnikom gwarantowano m.in. wycofanie podwyżek, podniesienie płac, nie represjonowanie uczestników strajków i ukaranie winnych za spowodowanie ofiar.

 

 

                                                        Konsekwencje

 

 

           Bilans grudniowych represji był tragiczny: ponad tysiąc osób rannych, co najmniej 42 osób zabitych, przeszło 3 tysiące zatrzymanych. Do walki z demonstrantami ruszyło 5 tysięcy milicjantów i 27 tysięcy żołnierzy. Wybrzeże zostało spacyfikowane

Z dokumentów IPN wynika, że grudniowe zajścia nie ograniczyły się do Wybrzeża. Do demonstracji i strajków doszło także w Krakowie, Wałbrzychu i innych miastach. Według niektórych historyków w głębi kraju strajkowało wtedy ponad 20 tysięcy osób. A ówczesna sytuacja społeczno-gospodarcza była rezultatem określonej polityki prowadzonej przez partię i państwo.

Zmiana oceny wydarzeń 1970 roku dokonana w Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej przyczyniła się do zmiany kierownictwa politycznego partii. Pozwoliło to również na polityczne rozwiązanie ówczesnego konfliktu. W tej napiętej sytuacji 20 grudnia 1970 r. zebrało się VII plenum KC i pod nieobecność Gomułki wybrano na pierwszego sekretarza Edwarda Gierka. E. Gierek nowy I sekretarz różnił się od poprzednika, wyglądem (złote okulary, dobrze ubrany), umiał pozyskiwać społeczeństwo. W jego przemówieniach znalazły się nowe akcenty np. zwroty „partyjni, bezpartyjni”, „wierzący, niewierzący”, akcentował, że wychował się na zachodzie Europy we Francji. Często podróżował po kraju i nawiązywał z tak zwanymi „zwykłymi ludźmi”. W pierwszych miesiącach rządów nie dopuścił do wybuchu nowych strajków. W przemówieniach wygłoszonych w większych zakładach pracy przekonał ludzi, aby my zaufali, obiecując poprawę sytuacji gospodarczej

Tragedia z grudnia 1970 roku była do uniknięcia. Główną, ale nie jedyną, winą władz było dopuszczenie do zorganizowania się kilku niezależnych od siebie ośrodków dowodzenia (wiem, o co najmniej trzech: Kliszki, Kociołka i gen. Pietrzaka), z których każdy rzekomo reprezentował Gomułkę i całą partię. To stąd wziął się wieczorny, tragiczny w skutkach telewizyjny apel Kociołka (16.12) o zachowanie spokoju i powrót robotników do pracy. Nazajutrz do wysiadających na stacji kolejowej robotników otworzono ogień z karabinów maszynowych sądząc, że to próba przedarcia się tłumów do otoczonej wojskiem stoczni. Oczywiście inna sprawa, że do dziś pojawiają się hipotezy o spisku wewnątrz partyjnych koterii i o próbie (udanej) skompromitowania Gomułki i rozszerzenia konfliktu bez względu na ilość ofiar.

 

 


[1] A. Czubiński, Historia Polski XX wieku, Poznań 2000, s. 296

[2] A. Dudek, T. Marszałkowski, Walki uliczne w PRL 1956-1989, Kraków 1992, s. 169

[3] List do klasy robotniczej i  ludzi pracy w Gdańsku, Komitet Wojewódzki PZPR

   http://www.solidarnosc.gda.pl/grudzien70/ulotka4awers.jpg

   http://www.solidarnosc.gda.pl/grudzien70/ulotka4rewers.jpg

[4] A. Dudek, T. Marszałkowski, Walki uliczne..., s. 175

 

 

[5] Zarządzenie porządkowe Nr.1 Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Gdańsku z dnia 15 grudnia 1970r.

   w sprawie wprowadzenia godziny milicyjnej na terenach miast:  Gdańska, Gdyni i Sopotu.

    http://www.solidarnosc.gda.pl/grudzien70/ulotka2.jpg

[6] A. Dudek, T. Marszałkowski, Walki uliczne...

[7] M.Tymowski, J.Kieniewicz, J.Holzer, HISTORIA POLSKI, Editions Spotkania, Warszawa 1990.

[8] W. Roszkowski, HISTORIA POLSKI 1914-1990, Warszawa1992

[9] tamże

[10] tamże

[11] W. Roszkowski, HISTORIA POLSKI 1914-1990, Warszawa1992

...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin