KRÓTKO i WĘZŁOWATO
Martin Hollis
' ' ->
FILOZOFIA
przekład Andrzej Walkowski
1998
I. Zdziwienie, paradoks i wizja
Czy gdzieś jeszcze we wszechświecie istnieje świadome życie? Pytanie jest stare, choć stawiano je z różnych powodów.
Ostatnio nabrało naukowego charakteru - i doskonale, bo, nauka rzeczywiście może dostarczyć odpowiedzi. Postawiliśmy stopę na Księżycu, posłaliśmy sondy na inne planety. Mamy radio-teleskopy i komputery, które wspomagają nasze ograniczone możliwości. Nie jesteśmy przez to bliżsi odpowiedzi przeczącej, tj. że nigdzie we wszechświecie nie ma świadomego życia - za to wzrastają nasze szansę, że trafimy na jego ślady. Przed wiedzą, niewiedzą i ciekawością naukowców staje wyzwanie techniczne.
Ciekawość filozofa skupia się na czym innym. Zatrzymajcie się na chwilę i zastanówcie nad pytaniem wyjściowym. Trochę przypomina ono pytanie, czy pod górą lodową kryje się złoto, ale tylko trochę - rozpoznamy bowiem złoto, gdy na nie trafimy. Gdyby sonda kosmiczna przesłała nam zdjęcia pozdrawiających nas radośnie niebieskich Wenusjan, byłoby to jak znalezienie złota. Jednak pojęcie „świadome życie" obejmuje całą gamę możliwości i gdy się nad tym zastanowić, nie znamy jego granic. Przecież nawet ziemskich
organizmów biologowie nie są w stanie podzielić na świadome i nieświadome, z kolei badania nad sztuczną inteligencją rokują nadzieje na układy świadome, które niespecjalnie będą żywe. Nie ma właściwie nic wyjątkowego, jak poucza fantastyka naukowa, w dwojgu oczu, głowie, trzydziestu metrach przewodu pokarmowego i przeciwstawnych kciukach. Gdzieś pomiędzy biologią i informatyką leży nie spenetrowane pole, o którym lepiej na razie nie przesądzać. Naukowa niewiedza to tylko jeden z powodów, dla których brakuje nam pewności, co podpada pod „świadome życie".
Każde pytanie ma jakiś cel, a pytanie o „świadome życie" pojawiło się wcześniej niż technologiczna ciekawość najnowszej nauki. Chodziło między innymi o to, jak wpisać ludzką świadomość w szerzej rozumiany ład czy porządek rzeczy. Zaduma nad nieznanym kosmosem jest tak stara jak widok gwiazd u wylotu jaskini - zaduma nad tym, co ł jak się tam w górze porusza i dlaczego akurat tak zostało to przez bogów pomyślane. Z tej zadumy rodzi się problem świadomości jako takiej oraz poczucie ładu wewnętrznego, który pozostaje w zagadkowym stosunku do ładu na zewnątrz. Człowiek nosi w sobie świat odmienny od potocznego świata zmysłów i nie ma płynnego przejścia z jednego świata do drugiego. To samo dotyczy, przynajmniej do pewnego stopnia, zwierząt. One także kierują się zmysłami, sprytem, działają celowo i żyją we wspólnocie. Może nawet miewają sny. A mimo to nie utrwalają przeszłości wierszem, nie wypatrują nadchodzącej śmierci ani nie zastanawiają się, co ich po niej czeka. To ogromna różnica. Niewykluczone, że kiedyś okaże się tylko dużą różnicą stopnia. Póki co jednak -w przeciwieństwie do zwierząt - widzimy różnicę między światem wewnętrznym a zewnętrznym, mamy poczucie istnienia jaźni odrębnej od doświadczenia, która nieustannie wymyka się naszemu poznaniu.
Nie tylko po to więc ludzkość od dawna stara się zrozumieć przyrodę, aby życie było łatwiejsze i przyjemniejsze.
Nasza własna, ludzka natura także stanowi dla nas wyzwanie. Żyjemy w pewien sposób na zbiegu dwóch światów: wewnętrznego i zewnętrznego, jako istoty cielesne i duchowe zarazem, poddane prawom natury, a mimo to kierujące własnym postępowaniem. Jesteśmy częścią porządku przyrody, a jednocześnie poza nim; ład, który dostrzegamy, tak naprawdę narzucamy światu, by uczynić go zrozumiałym dla nas. Od dawna nie daje to ludziom spokoju (zresztą niesłusznie, jak postaramy się dalej pokazać), toteż od razu zaczęto się zastanawiać, czy tylko ludziom. Czy istnieje gdzieś jeszcze we wszechświecie świadome życie takie jak nasze?
Warto podkreślić, że w gruncie rzeczy jest to pytanie praktyczne. Moja uwaga, że odpowiedź leży obecnie w zasięgu nauki, mogła sugerować, że przeciwstawiam współczesne podejście praktyczne starożytnym spekulacjom. Cóż jednak bardziej praktycznego niż próba odkrycia, jak żyć, a tym samym, jak zbudowany jest wszechświat. Bowiem pytając, jak żyć, pytamy tak naprawdę o to, co można by w życiu zmienić. To z kolei zależy od istoty ludzkiej natury oraz przygodnego czasu i miejsca. Ludzie na przykład mają rozmaite pragnienia, które raz to prowadzą do zgodnego życia w pokoju, to znowu do zatargów i kłótni. Bywamy skorzy do miłości i współczucia, ale także do zazdrości, nienawiści i złej woli. Różnie to wygląda w zależności od czasu i miejsca. Porównajmy na przykład kodeks honorowy dawnej Japonii z indywidualizmem w nowoczesnej gospodarce rynkowej, albo porywy agresji klasycznych Spartan z pokojowym usposobieniem Kwakrów. Niektóre pragnienia są tak trwałe, jak instynkt macierzyński, inne zaś ulotne, jak moda na deskorol-ki. Wielce praktyczna byłaby wiedza, z których pragnień można w sprzyjających warunkach zrezygnować, które zaś należą do istoty człowieka, gdyż albo nie sposób się od nich uwolnić, albo oznaczałoby to wyzbycie się człowieczeństwa. To jeszcze jeden powód, by się zastanowić, czy gdzieś jesz-
8
9
cze istnieje świadome życie. Nawet spekulacje skłaniają do podziału na stałe i zmienne składniki natury ludzkiej.
Istnieje różnica między pytaniem „praktycznym" w sensie: technicznie rozstrzygalnym, i „praktycznym" w sensie: wpływającym na sposób życia. Pytanie, czy istnieje Bóg, jest praktyczne w tym drugim sensie. Nie jest jednak praktyczne w sensie pierwszym, toteż nie chciałbym tych sensów pomieszać. Niemniej wcale nie uważam, żeby dało się je jasno oddzielić. Z jednej strony, jeżeli przystępując do poszukiwania życia, mamy budować radio-teleskopy, to musimy przecież zdecydować, czego szukamy. Z drugiej strony, na tyle mało wiemy o naturze świadomości tu na Ziemi, że świeże, nawet jeżeli kłopotliwe, dane pomogłyby zrozumieć informacje, którymi już dysponujemy. Analogicznie, eksperymenty z płodami w probówkach są w stanie zrewidować nasze przekonania na temat rozwoju komórkowego i natury osoby. Konstruowanie teorii (czyli rozumienie doświadczenia) opiera się w równym stopniu na danych, co na rozumieniu, toteż nie ma sensu podział na rozumienie naukowe i moralne. Później będę odróżniał „wiedzieć więcej" od „wiedzieć lepiej", póki co jednak zajmijmy się zdziwieniem i ciekawością, z których bierze początek filozofia, bo to im przecież poświęcony jest ten pierwszy rozdział. Nie stanowią osobliwej przypadłości osobliwych istot zwanych „filozofami". To właśnie ciekawość i zdziwienie sprawiają, że myśląca osoba zaczyna szukać porządku, który zadośćuczyniłby nauce i moralności. Dlatego rozpocząłem od pytania, w którym myślenie teoretyczne łączy sens techniczny z sensem moralnym.
Gzy gdzieś jeszcze we wszechświecie istnieje świadome życie? Ustalilibyśmy odpowiedź, gdyby udało nam się znaleźć poza Alpha Centauri istoty identyczne jak my. Pytanie jest jednak co najmniej nieprecyzyjne, nie bardzo bowiem wiadomo, do jakiego stopnia „świadome życie" może się od nas różnić. Precyzję można by zyskać, ściśle definiując termi-
ny „świadomy" i „życie". Nie w tym jednak rzecz, żeby je zdefiniować wedle naszego widzimisię, nie chcemy bowiem wykluczać, że odkrycia w kosmosie pomogą nam owo świadome życie lepiej zrozumieć. Nieścisłość w jakimś stopniu odzwierciedla nasze kłopoty z naturą świadomości. A to już jest zastanawiające, gdyż od wieków ludzie - sami przecież będąc świadomi - mogli prowadzić badania nad sobą. Zatem jest to pytanie innego rodzaju - nie pytamy o fakty ani o słowa, lecz mówiąc ogólnikowo, o to jak należy myśleć. Pytania tego właśnie rodzaju, zrodzone ze zdziwienia, ale szukające ładu w świecie faktów, są, jak sądzę, charakterystyczne dla filozofii. Czytelnik, który wytrwał do tego miejsca, intuicyjnie zrozumie, co mam na myśli, gdyż przyciągnęła go do tej książki jego własna filozoficzna ciekawość. Intuicja jednak nie wystarczy w dalszych rozdziałach, dlatego przedstawię teraz pokrótce różnicę między pytaniami domkniętymi, a otwartymi, które dostarczają nowych bodźców do zdobywania wiedzy lub, mówiąc górnolotnie, mądrości.
PYTANIA DOMKNIĘTE
Czy mieszkają na Wenus niebieskie ludki? To pytanie jest domknięte, gdyż wiadomo, jak można by je rozstrzygnąć. Jeżeli wciąż nie mamy odpowiedzi, to przynajmniej wiemy, jak ją uzyskać. Nie byłoby może to łatwe, gdyby okazało się, że wiemy o Wenus zbyt mało. Potrzebowalibyśmy lepszych paliw, metali czy narzędzi, by gruntownie przeszukać teren, a to mogłoby kosztować nas więcej niż chcielibyśmy wydać. Mimo to kwestie techniczne i stopień naszej dociekliwości nie przeszkadzają byśmy rozumieli, w czym rzecz. Pytanie dotyczy faktu i wiemy, jak je rozstrzygnąć.
W skrajnym przypadku na pytanie domknięte znamy już odpowiedź. Dziecko pyta, czyje jest to cętkowane jajo i
1O
II
w odpowiedzi słyszy „drozda". Uczeń pyta o datę ogłoszenia Wielkiej Karty Wolności i dostaje prawidłową odpowiedź lub pyta o coś trudniejszego i wówczas radzi się mu, by zajrzał do biblioteki. Pytania te czerpią odpowiedzi z zasobów informacji i nie ma w nich nic tajemniczego. To tak jakby przetrząsnąć kartoteki pamięci komputera. Nazwijmy takie pytania całkowicie domkniętymi.
Trudniejsze pytania szybko zaczynają wyczerpywać istniejący zasób informacji. Ile wynosi 29,317 x 82,401,379? Może nikt akurat przedtem o to nie pytał, więc żadna z kartotek nie będzie zawierała gotowej odpowiedzi. Od czego jednak mamy technikę, która w krótkim czasie pozwoli uzupełnić naszą niewiedzę. Gdybyśmy tylko chcieli, moglibyśmy, zbrojni w nią, ustalić nieskończenie wiele faktów. Pytania są prawie całkowicie domknięte także tam, gdzie dysponujemy techniką.
Szybko się jednak okaże, że istniejące techniki nie nadążają za pytaniami o fakty. Czy istnieją niebieskie ludziki w Alpha Centauri? Tak daleko nie sięgamy. Możemy powiedzieć, że na gruncie dostępnego nam świadectwa empirycznego jest to mało prawdopodobne. Sonda kosmiczna zdolna rozstrzygnąć pytanie pozostaje w sferze fantastyki naukowej. Ale z drugiej strony, to także jest bezpośrednie pytanie o fakty. Potrzebny jest jedynie dostatecznie potężny statek, który doleciałby na tyle daleko, aby rozstrzygnąć, która z dwu jasno określonych możliwości naprawdę zachodzi i w zasadzie wiemy, co trzeba, aby taki statek zbudować. Także to pytanie można więc uznać za domknięte.
Zwracam uwagę na niepozorny zwrot „w zasadzie". Syg- k nalizuje on, że granice „kwestii faktów" zaczynają się rozmywać. Czy istnieją niebieskie ludki na tyle daleko we wszechświecie, że dotarcie do nich zabrałoby nam milion lat? Nie jest jasne, czy wiemy, jak się o tym przekonać. „W zasadzie" dostatecznie długa podróż dostatecznie szybkim statkiem załatwiłaby sprawę. Podobnie wystarczyłby „w za-
sadzie" statek o napędzie hiperprzestrzennym, który przeskoczyłby punkty leżące po drodze do celu. Ale nie są to dla nas możliwości całkiem realne, choć z drugiej strony, wydaje się, że sama odległość nie zmienia postaci rzeczy. Skoro kwestią faktu jest, czy pod podłogą mieszkają krasnoludki, powinno być także kwestią faktu, czy krasnoludki mieszkają na końcu sąsiedniej galaktyki. „W zasadzie" jest to pytanie tego samego rodzaju. Powiedzmy, że jest domknięte, choć nie całkowicie domknięte. Nie jest całkowicie domknięte, ponieważ nie mamy jeszcze ani samej odpo...
kulturalni2010