Balzac Honoré de - Kobieta trzydziestoletnia.pdf

(633 KB) Pobierz
903049261.001.png
Ta lektura , podobnie jak tysiące innych, jest dostępna on-line na stronie
Utwór opracowany został w ramach projektu Wolne Lektury przez fun-
HONORÈ DE BALZAC
 
Kobieta trzydziestoletnia
ł.  -żń
 ł
Wśród wszystkich utworów Balzaca, ten tytuł, Kobieta trzydziestoletnia , najbardziej może
zrósł się z jego nazwiskiem: dla iluż osób stojących dalej od literatury, alza — to był
autor Kobiety trzydziestoletnie . Jest to na pozór wypadek dość osobliwy: ani powieść ta
nie jest najdoskonalszym utworem Balzaca, ani opowiadania, które się na nią składają, nie
nosiły pierwotnie tego tytułu. Opowiadania te powstały między rokiem  a , mimo
iż, skupiwszy je w całość, Balzac datuje ją latami –. To przesunięcie chronologii
wynika zapewne stąd: w pierwotnej redakcji były to oddzielne epizody; bohaterka ich¹
nie była nawet jedną i tą samą osobą! Później dopiero Balzac, widząc w nich jedność
wewnętrzną, stopił je (o tyle o ile) w jedną całość, uczynił z nich życie jednej kobiety na
przestrzeni paru dziesiątków lat. Stopienie to nie jest zresztą zupełne; czytelnik z łatwością
zauważy, iż zarówno chronologia, jak i charakterystyka osób (np. generała d'Aiglemont),
ich wzajemny do siebie stosunek, nie mają cech jednolitości. Zapewne, gdy rzecz rozgrywa
się na tak znacznej przestrzeni lat, i charaktery, i stosunki mogą się zmienić; bądź co bądź,
dla należytego zrozumienia tej książki nie od rzeczy jest znać jej genezę.
Mimo tych ułomności, nie dziwmy się, że tytuł Kobieta trzydziestoletnia przylgnął
tak do nazwiska autora. Jest on w całym jego dziele najbardziej poniekąd „programo-
wy”. Streszcza jedno z tych jego ory , o których można powiedzieć, że doniosłość ich
z literatury rozciągnęła się na samo życie.
Pierwszą niemal książką, którą Balzac wszedł w literaturę, była izoloia aesta .
Też znamienny tytuł. Kto przed Balzakiem zajmował się małżeństwem? — Nikt. Miłością
owszem; a i to miłością romansową; ale małżeństwem nie. W tych dwóch słowach tytułu
tkwił już cały Balzac: każde z nich było zarazem małą rewolucją. izoloia , ten naukowy
termin w odniesieniu do rzeczy, której pojęcie leżało poza obrębem nauki; to brutalne
słowo w stosunku do spraw wprzód rozważanych jedynie z punktu „harmonii dusz”… Od
zoloii małżeństwa zaczyna się też w tej powieści jego psychologia.
Tak samo i tytuł Kobieta trzydziestoletnia jest małą rewolucją. Przed Balzakiem ko-
bieta w ogóle nie ma wieku. Kochanka jest z obowiązku młoda i piękna; nikt jakoś nie
zauważył, że w życiu plecie się różnie. Niejeden może jak Balzac pił pierwsze słodycze
miłości z ust kobiety wyżej lat czterdziestu, ale w literaturze transponowało się to na
szesnastoletnią dziewicę lub raczej w ogóle nie było przyjęte określanie wieku. Przez parę
stuleci abstrakcyjnej literatury nie zauważono, że wiek ludzki odbył tymczasem ewolucję.
¹ byy to odzielne eizoy boatera i — Sam Balzac pisze o tym w przedmowie z r.  tak:
„Wiele osób pytało, czy bohaterka… nie jest pod różnymi nazwiskami jedną i tą samą osobą. Autor nie umiał
odpowiedzieć na te pytania. Ale może myśl jego wyrazi się w tytule, który łączy te rozmaite sceny. Osoba, która
przebywa niejako sześć obrazów… to nie jest postać; to jest myśl. Im bardziej ta myśl przywdziewa rozmaite
stroje, tym lepiej oddaje intencje autora. Ambicją jego jest zrodzić w duszy mglistą zadumę, w której kobiety
zdołałyby odnaleźć pewne wrażenia, wspomnienia, wyczytać z niej pewne nauki… Kobiety wypełnią zapewne
te luki; być zaś jednako zrozumianym przez wszystkich, to niepodobieństwo…”. Mimo to później Balzac dał
bohaterce sześciu epizodów jedno nazwisko.
903049261.002.png 903049261.003.png
 
Królowa Nawarry, autorka etateron , mawiała, że „po trzydziestce kobieta powinna
zmienić przydomek ina na obra ”… Okropność!
Przyczyny tej ewolucji (poza rozwojem kosmetyki i higieny) są rozmaite. Przede
wszystkim trzeba powiedzieć, że literatura żyje w znacznej mierze konwencją, konwencja
zaś ta szła z Włoch i z Hiszpanii, owych kolebek literatury pięknej, gdzie, jak wiado-
mo, kobieta wcześniej dojrzewa i wcześniej przekwita, i gdzie w miłości dominuje przede
wszystkim jej prosty zmysłowy wyraz. W życie natomiast wkradł się inny czynnik, nie-
zmiernie z pewnością szlachetny i ważny, mianowicie przesunięcie w znacznej mierze
wartości miłosnych ze sfery fizycznej na duchową, na intelektualną. Czyż tym, czym była
dla Balzaca pani de Berny, kochanką, przyjaciółką, powiernicą, pomocnicą jego prac, mo-
gła być szesnastoletnia lub nawet dwudziestoletnia dziewczyna? „Jedynie ostatnia miłość
kobiety może nasycić pierwszą miłość mężczyzny”, te słowa, którymi Balzac, zapewne
przez wspomnienie swojej pierwszej miłości, kończy historię o Ksine e aneais , były
wówczas rewolucyjnie śmiałe.
Balzac obala obowiązującą poetykę, która na ołtarzu stawia dziewiczą młodość i która
przebierała realności życia w poetyckie transpozycje. Jak wszędzie, tak i tutaj, Balzac widzi
(dar niezmiernie rzadki!) życie bezpośrednio, a nie przez pryzmat konwenansu literatury.
Szczerość jego, bezwzględna, brutalna, która z tej Koeii ldzie czyni, obok yzna
Russa, najodważniejszą może spowiedź, i tu otwiera oczy na rzeczywistość. Naraz zja-
wia się pisarz, który tę fatalną przed nim i tak głupio poniżoną „trzydziestkę” (a Balzac
przeciąga ją delikatnie dość daleko) stroi we wszystkie uroki; który w lekko zmęczonych
rysach kobiety widzi całe bogactwo serca i myśli, i zmysłów, o ileż ponętniejsze od banal-
nych i bezosobistych powabów młodości. Z jakimż zachwytem kobiety ówczesne musiały
czytać tę nową ewangelię, o tym nie możemy mieć nawet pojęcia dziś, gdy przesąd wieku
dawno jest przezwyciężony, gdy kobieta trzydziestoletnia jest… niemal dzieckiem i gdy
w ogóle spojrzenie Balzaca na te sprawy weszło w krew pokoleń.
Balzac zrywa z dawną heroiną romansów, która była zawsze „młoda i piękna”. Mi-
łość u niego nie jest abstrakcją, ale jest żywą siłą; i to siłą nie działającą w próżni, ale
w realnych warunkach społecznych; współgrająca z całym splotem sił. Jest wypadkową
instynktu, ambicji, próżności, interesu, intelektu. Rzetelne odmierzenie tych sił spra-
wia, że prawdziwą heroiną romansu okazuje się nie osiemnastoletnia dziewica, jak chciał
konwenans powieściowy, ale trzydziestoletnia mężatka i taką też na długo zostaje heroina
pobalzakowskiej powieści.
Ale nie tylko pod tym względem powieść ta jest rewelacją. Zważmy sam jej początek:
zadzierżgnięcie romansu Julii i Wiktora. Cóż widzimy? Młodą dziewczynę i napoleoń-
skiego junaka, coś niby Mickiewiczowską Zosię i Tadeusza, tę idealną parę wyciętą jak
z winiety. Jak odnosiła się do takiej pary powieść? Z chwilą, gdy młodzi się pobiorą,
był koniec powieści; któż troszczył się o to, jak popłynie pożycie Zosi z Tadeuszem al-
bo Anieli z Gustawem ze lb aniesi ? Otóż Balzac zauważył rzecz tak prostą jak
jajko Kolumba: mianowicie, że tam, gdzie powieść się zazwyczaj kończy, tam życie się
dopiero zaczyna; zwłaszcza dla kobiety. Ogarnął swą koncepcją ielolanoo życia, róż-
ność człowieka zależnie od warunków, w jakich się znajdzie, i od żądań, jakie mu życie
stawia. Ten, kto byłby bohaterem w bitwie, może być szubrawcem jak Filip Bridau al-
bo durniem jak Wiktor d'Aiglemont. Dalej jeszcze jedno odkrycie. Kiedy pobrało się
dwoje młodych ludzi, pięknych, bogatych, cóż może stać na przeszkodzie ich szczęściu?
Chyba jakieś wielkie katastro. Otóż Balzac poddaje analizie życie codzienne, potocz-
ne, to, którym powieść nie raczyła się zajmować. Ukazuje, jakie dramaty może stworzyć
samo życie, prostym faktem gry swoich sił. Ukazuje, jak ciężką próbą jest małżeństwo
samo w sobie, nawet przy najbardziej sprzyjających zewnętrznych warunkach. Pierwszy
raz może spowiada kobiety — jak owa stara ciotka — z ich najtajniejszych, najwstydli-
wiej ukrywanych niedoli i zawodów. Wprowadza, on pierwszy, moment życia zyzneo ,
które wprzód, o ile bywało brane w rachubę, to jedynie w najbanalniejszym problemie
„młodej żony przy starym mężu” i służyło raczej za temat do konceptów. Słowem, on
pierwszy odsłania całą zawiłość, całą dramatyczność powszedniego życia.
Zarazem ta powieść jest dokumentem einiz Balzaca. Zanim George Sand za-
cznie walczyć o wolność kobiety, tutaj, u Balzaca, pada już to ciężkie, brutalne słowo:
   Kobieta trzydziestoletnia
„małżeństwo takie, jak dziś istnieje, jest legalną prostytucją”. Namiętna tyrada, którą wy-
rzuca z siebie w rozmowie z proboszczem wiejskim hrabina Julia, jakimż echem musiała
się rozlegać w sercach kobiet całej Europy! Balzac był jednym z pierwszych szermierzy
walczących o tę przyszłość kobiety, która dopiero w naszych oczach staje się rzeczywi-
stością.
Balzakowskie jest to ogarnianie życia na szerokiej przestrzeni i to wiązanie odległych
na pozór jego zjawisk. Odsłania nam kompleks walk, zawodów, zawiedzionych marzeń,
dramatów, które później dla publiczności streszczały się w jednym słowie: „Pani X. ma
kochanka”.
Dziś życie kobiety jest sferą, w której stosunki od czasów Balzaca przeobraziły się może
najistotniej. Ale może gdzieś, „w jakim cichym dworze”, daleko od połączeń kolejowych
lub na zapadłej prowincji tłucze i dziś jeszcze głową o ścianę swojej klatki jakaś „kobieta
trzydziestoletnia”. Dla niej ta książka będzie żywym słowem. Dla innych kobiet, jakże
cudownie wolnych w porównaniu z życiem ich babek, będzie wzruszającym dokumentem
doli kobiecej.
I ta powieść, jak niedawno wydana po polsku istoria trzynast , nosi obok balzakow-
skiego realizmu piętno epoki, z której powstała. To owa domieszka romantyzmu. Korsarz!
Życie wolne, życie buntu, swobody, przeciwstawione dusznemu gmachowi społecznemu
i tu znajduje swój wyraz pełen uroczych dzieciństw. Kontrasty te, które mogłyby przy-
prawić o wzruszenie ramion przygodnego czytelnika Kobiety trzydziestoletnie , dodadzą
książce tej wdzięku w oczach tych, którzy — mam nadzieję — nauczyli się czytać, rozu-
mieć i podziwiać Balzaca.
Warszawa, w czerwcu .
.  ł
Było to w początku kwietnia roku , w niedzielę. Ranek wróżył jeden z owych pięk-
nych dni, w których paryżanie pierwszy raz w roku widzą bruk bez błota i niebo bez
chmur. Przed południem wykwintny kabriolet zaprzężony w parę rączych koników skrę-
cił w ulicę Rivoli z ulicy Castiglione i zatrzymał się za kilkoma pojazdami u tarasy des
Feuillants. Lekki ten pojazd prowadził człowiek o wyglądzie stroskanym i chorowitym.
Siwiejące włosy, niedostatecznie okrywające żółtą czaszkę, postarzały go przedwcześnie.
Rzucił lejce konnemu lokajowi jadącemu z tyłu, aby pomóc wysiąść młodej dziewczynie,
której subtelna uroda ściągnęła uwagę przechodniów.
Mała osóbka, znalazłszy się na stopniu, pozwoliła się ująć wpół i okoliła ramionami
szyję swego opiekuna, który ją postawił na chodniku, nie zmiąwszy falbanek zielonej
rypsowej sukienki. Kochanek nie byłby tak uważny. Nieznajomy musiał być ojcem tej
dziewczynki, która nie dziękując, ujęła go poufale pod ramię i pociągnęła do ogrodu.
Stary ojciec zauważył zachwycone spojrzenia paru młodych ludzi; smutek na jego twarzy
pierzchnął na chwilę. Mimo iż od dawna doszedł wieku, w którym mężczyznom trzeba
się zadowolić zwodnymi uciechami próżności, uśmiechnął się.
— Biorą cię za moją żonę — szepnął do młodej osóbki, prostując się i krocząc powoli,
ku jej rozpaczy.
Widocznie dumny był z córki i bardziej może od niej cieszył się spojrzeniami, jakimi
ciekawi obejmowali jej brązowe; prunelowe ciżemki, rozkoszną kibić pod lekką sukienką
oraz świeżą szyjkę wychylającą się z haowanego kołnierzyka. Żywszy ruch podnosił nie-
kiedy suknię dziewczyny i pozwalał oglądać ponad ciżemkami zgrabną nóżkę w gładkiej
ażurowej pończoszce. Toteż niejeden przechodzień wyprzedził tę parę, aby ujrzeć raz jesz-
cze młodą twarzyczkę, dokoła której igrały ciemne pukle. Białość jej i rumieniec podnosił
jeszcze odblask różowego atłasu, którym podbity był wykwintny kapturek; a niemniej
pragnienie i niecierpliwość iskrzące się w rysach ładnej osóbki. Niewinny spryt błyszczał
w czarnych oczach, wyciętych w migdał, strojnych ładnym łukiem brwi, długimi rzęsami,
oczach wilgotnych i lśniących. Życie i młodość roztaczały swoje skarby na tej figlarnej
twarzyczce i na biuście² powabnym, mimo paska umieszczonego ówczesną modą pod
samymi piersiami.
² bist (daw.) — tu ogólnie: górna część tułowia; popiersie.
   Kobieta trzydziestoletnia
Nieczuła na hołdy, dziewczyna patrzyła z wyraźnym niepokojem na pałac Tuillerii,
będący widocznie celem jej niecierpliwej przechadzki. Było trzy kwadranse na dwunastą³.
Mimo że godzina była wczesna, wiele kobiet, wyraźnie postrojonych, wracało z pałacu,
odwracając głowę z dąsem, jakby nierade, że się spóźniły na upragnione widowisko. Kilka
słów niezadowolenia, jakie piękna nieznajoma pochwyciła na ustach strojnych kobiet,
zaniepokoiło ją widocznie. Starzec śledził okiem bardziej ciekawym niż drwiącym oznaki
niecierpliwości i lęku malujące się na uroczej twarzy towarzyszki; a przyglądał się jej zbyt
bacznie, aby pod tym spojrzeniem nie kryła się jakaś myśl ojcowska.
Była to trzynasta niedziela roku . Za dwa dni Napoleon miał ruszyć na ową nie-
szczęsną kampanię, w której miał stracić kolejno Bessieres'a i Duroca, wygrać pamiętne
bitwy pod Lützen i Bautzen, patrzeć na zdradę Austrii, Saksonii, Bawarii i Bernadot-
te'a i stoczyć straszliwy bój pod Lipskiem. Wspaniała parada zarządzona przez cesarza
miała być ostatnią z parad, które tak długo budziły podziw paryżan i cudzoziemców.
Stara gwardia gotowała się po raz ostatni wykonać uczone obroty, których dokładność
zdumiewała niekiedy samego olbrzyma gotującego się do pojedynku z Europą. Smutne
uczucie przywiodło do Tuillerii świetną i ciekawą publiczność. Każdy niejako odgadywał
przyszłość i przeczuwał może, iż nieraz wyobraźnia będzie musiała odtworzyć sobie obraz
tej sceny, kiedy ta heroiczna epoka Francji nabędzie, jak dziś, odcienia niemal bajki.
— Prędzej, prędzej, ojcze — przymilała się panienka, ciągnąc za sobą starca. — Słyszę
bębny.
— To wojsko wchodzi do Tuillerii — odparł ojciec.
— Albo defiluje, wszyscy wracają! — odparła z dziecinną goryczą, która sprawiła, że
starzec się uśmiechnął.
— Parada zaczyna się dopiero o wpół do pierwszej — rzekł ojciec, ledwie mogąc
nadążyć porywczej dziewczynie.
Idąc, machała prawą ręką, jak gdyby sobie pomagała w biegu. Mała jej rączka w obci-
słej rękawiczce gniotła niecierpliwie chusteczkę, podobna wiosłu prującemu fale. Starzec
uśmiechał się, ale chwilami wyraz troski osmucał⁴ jego wyschłą twarz. Miłość do tego
ślicznego stworzenia sprawiała, iż zarówno cieszył się teraźniejszością, co lękał się przy-
szłości. Mówił niejako sam do siebie:
„Jest szczęśliwa dzisiaj, czy będzie nią zawsze?”
Bo starcy skłonni są darzyć własnymi cierpieniami przyszłość młodych. Kiedy oj-
ciec z córką dotarli do pawilonu, z którego powiewała trójbarwna chorągiew i którędy
przechodzi się z Tuillerii na plac Karuzeli, warty ozwały się surowo: „Już nie wolno!”.
Dziewczyna wspięła się na palcach i ujrzała tłum strojnych kobiet po obu stronach
marmurowej arkady, przez którą miał wyjść cesarz.
— Widzisz, ojcze, wyszliśmy za późno.
Strapiona minka zdradzała, jak bardzo zależało jej na tym, aby być ma rewii.
— A więc, Julciu, chodźmy; nie lubisz tłoku.
— Zostańmy, papo. Stąd mogę choć widzieć cesarza; gdyby zginął w tej kampanii,
nigdy bym go nie widziała.
Ojciec zadrżał, słysząc te samolubne słowa, bo córka miała łzy w oczach. Spojrzał na
nią, spostrzegł pod przymkniętą powieką parę łez, wyciśniętych nie tyle zawodem, ile
jednym z owych pierwszych zmartwień, których tajemnicę nietrudno odgadnąć staremu
ojcu. Naraz Julia zarumieniła się i wydała lekki krzyk, którego nie zrozumiał ani szyl-
dwach, ani starzec. Na ten krzyk oficer, który biegł ku schodom, odwrócił się, zbliżył
się do arkady, poznał młodą osobę zasłoniętą przez grenadierskie bermyce i natychmiast
uchylił dla tej pary wydany przez siebie zakaz. Następnie nie troszcząc się o szemranie
wykwintnego tłumu oblegającego arkadę, przyciągnął z lekka ku sobie uszczęśliwione
dziewczę.
— Nie dziwi mnie już jej gniew ani pośpiech, skoro ty jesteś na służbie — rzekł
starzec wpół drwiąco do oficera.
³ trzy aranse na nast (daw.) — za kwadrans dwunasta; jedenasta czterdzieści pięć.
osa — dziś: zasmucać.
   Kobieta trzydziestoletnia
Zgłoś jeśli naruszono regulamin