Prawdziwa historia Edwarda 4.Esme.doc

(29 KB) Pobierz

4.Esme

 

Od tamtego popołudnia minęło już sporo czasu. Carlisle codziennie jeździł do pracy i wracał wieczorami. mniej więcej co dwa tygodnie chodziliśmy razem na polowania i uczyłem się nowych rzeczy i zapachów. Potrafiłem już w miarę nad sobą panować, choć zdarzały mi się wybuchy agresji. Carlisle zabierał mnie czasami do szpitala i to również wpływało na moje zachowanie, bo oswoiłem się już z ludzkim zapachem. Dużo czasu poświęcałem na rozmyślanie o moich rodzicach i poprzednim życiu, ale niestety ludzkie wspomnienia są takie ulotne...
Tego dnia leżałem w moim pokoju, słuchając muzyki, gdy na podjazd wjechał jakiś samochód. Nie mógł to być Carlisle, bo było na niego jeszcze za wcześnie. Może to jakiś zabłąkany turysta. Wyjrzałem przez okno,by się upewnić. Moje przypuszczenia były błędne. To jednak był Carlisle. Nie był sam, był z nim ktoś jeszcze, a dokładniej kobieta. Szybko zbiegłem na dół i otworzyłem drzwi. Carlisle wszedł i położył ją na kanapie.
- Kto to jest? - spytałem.
- To Esme, rzuciła się z klifu.
- Jak to? Ale po co...
- Zabrałem ją z kostnicy, nikt nie zauważył, że jej serce jeszcze bije. Postanowiłem ją uratować.
Kobieta była naprawdę ładna i nie miała nawet trzydziestu lat.
- Wiesz po co to zrobiła?
- Ale co?
- No to, że rzuciła się z klifu.
- Urodziła synka, który wkrótce zmarł. Nie mogła tego wytrzymać.
Siedzieliśmy tak przy niej, aż do wieczora. W końcu postanowiłem wrócić do siebie. Carlisle nie miał mi tego za złe. Esme przebudziła się dopiero trzy dni po tym jak Carlisle ją przywiózł. Oczywiście pojawiłem się na dole, ale tylko po to by się przedstawić. Nie chciałem im przeszkadzać. Wiedziałem, że Carlisle uratował ją, bo potrzebował kogoś do towarzystwa. Ja nie byłem zbyt rozmowny. Słyszałem tylko jak tłumaczył jej wszystko to co ja już dawno wiedziałem. Starałem się skupić na muzyce, ale i tak wyłapywałem strzępki ich myśli. Następnego dnia Carlisle musiał wrócić do pracy, a mnie powierzył naukę polowania. Gdy ok. dziewiątej rano zszedłem na dół, Esme pogrążona była w lekturze.
- Jesteś głodna? - spytałem z uśmiechem.
- I to bardzo...
- No to chodźmy.
Dzień był pochmurny jak zawsze. Wyszliśmy na zewnątrz i od razu skierowaliśmy się do lasu. Tam Esme zwęszyła trop.
- Co to?
- To stado jeleni. Podążaj za zapachem, a na pewno je znajdziesz. po godzinie polowań, Esme potrafiła już rozpoznać zapach aren i jeleni, łosiów i pum. Nasze polowanie trwało dość długo, ale w końcu Esme zaspokoiła głód. Jej oczy były szkarłatne tak jak moje kiedyś. Teraz moje miały kolor bardziej zbliżony do pomarańczowo - żółtego. Kiedy wróciliśmy do domu zostawiłem ja w bibliotece, a sam znów powróciłem do słuchania muzyki. Ze strzępków jej myśli, dowiedziałem się, że podoba jej się Carlisle i z wzajemnością. Chyba zbliża się czas, w którym znów będę miał rodziców...

 

...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin