R14.txt

(28 KB) Pobierz
ROZDZIA� CZTERNASTY
CZY ALA MNIE ZDRADZA � DZIWNA PROPOZYCJA � WYPO�YCZAM PI�� KIELICH�W � KTO SZUKA DZIURY W CA�YM � WYPRAWA DO KRAINY STRASZLIWEGO ASA � UWAGA, NIEBEZPIECZE�STWO � CZY TO PIES, CZY TO BIES � CO ZOBACZY�EM W TELEWIZORZE � TAJEMNICA BATURY � TRZECI Z�OCZY�CA � PI�� Z�OTYCH KIELICH�W � DRWINY Z TOMASZA � HOKUS-POKUS STRASZLIWEGO ASA
� Zdrajczyni! � powiedzia�em pogardliwie do panny Ali, kt�ra po odej�ciu Marczaka zbli�y�a si� i usiad�a obok mnie na �awce pod d�bem.
Zrobi�a obra�on� min� i zacz�a grzeba� w swojej torbie. Wreszcie wyj�a czarne pude�ko, podobne do male�kiego nadajnika radiowego.
� Zdrajczyni! � rzuci�em powt�rnie. � Nawet nie ma pani nic na swoj� obron�.
Wzruszy�a ramionami.
� Zastanawiam si�, czy nie przywo�a� tutaj Asa, aby si� z panem rozprawi�.
� Asa? � pog�adzi�em si� po ramieniu, przypominaj�c sobie u�cisk stalowych r�k.
� Je�li tego nie uczyni�, to tylko dlatego, �e nie chc� wywo�ywa� niepotrzebnej sensacji we Fromborku � stwierdzi�a. � Ale i tak nie pozwol� si� obra�a�.
� Pani wsp�pracuje z Batur�. Widziano pani� w czerwonym mustangu w towarzystwie tego �ajdaka.
� Ach, o to panu chodzi? � roze�mia�a si�. � Czy pan naprawd� s�dzi, �e gdybym by�a wsp�pracowniczk� Batury, pokazywa�abym si� w jego samochodzie? Wczoraj rano sz�am do Fromborka po zakupy. Akurat tamt�dy przeje�d�a� Batura i zaproponowa�, �e mnie podwiezie. Czy mia�am z tego nie skorzysta�? To samo powt�rzy�o si� i po po�udniu. Odwi�z� mnie swoim mustangiem.
� D�entelmen � rzuci�em pogardliwie.
� Owszem, to bardzo dobrze wychowany cz�owiek � potwierdzi�a. � Oczywi�cie zdaj� sobie spraw�, �e jego zainteresowanie moj� osob� wynika z faktu, �e widzia� nas razem, gdy �cigali�my jego mustanga. Podwi�z� mnie, aby przy okazji wybada�, co ja tutaj robi�.
� Pani sz�a piechot� do Fromborka? Czy�by magistrowi in�ynierowi Zegadle zepsu� si� jego b��kitny opel? � zapyta�em z drwin� w g�osie.
� Nie, po prostu magister in�ynier Zegad�o zosta� na zawsze skre�lony z listy moich adorator�w. Jest to osobnik, kt�ry w �yciu kieruje si� tylko pozorami. To, co �adnie wygl�da, to mu imponuje. A ja, prosz� pana, lubi� ludzi, kt�rzy nie tyle zwracaj� uwag� na czyje� cechy zewn�trzne, co na charakter. Wa�na jest dla mnie nie b�yszcz�ca karoseria samochodu, ale to, co samoch�d kryje pod mask�. Nie interesuje mnie m�czyzna tylko dlatego, �e jest �adny, ma pi�kne w�osy, smuk�� figur� i dobrze ta�czy, ale wa�ne jest dla mnie, co on ma pod kopu�� swojej czaszki. Koniec, kropka. Nie pojad� wi�cej b��kitnym oplem.
Melancholijnie pokiwa�em g�ow�.
� Ja r�wnie� okaza�em si� cz�owiekiem, kt�ry kieruje si� pozorami. I dlatego po raz trzeci przegra�em w walce z Waldemarem Batura.
Opowiedzia�em Ali o wczorajszej przygodzie w podziemiach katedry.
� Zgubi�o mnie moje zarozumialstwo � wyja�ni�em. � Wydawa�o mi si�, �e jestem niezwykle sprytny. Zaledwie przyjecha�em do Fromborka, natychmiast wpad�em na trop Diabelskiej G�ry, a potem Diabelskiego Drzewa. Gdybym s�dzi� o sobie z mniejsz� zarozumia�o�ci�, zapewne odkry�bym wkr�tce przebieg�y plan Batury, polegaj�cy na tym, �e podsuwa� mi on tropy, kt�re mia�y mnie zaprowadzi� w �lepy zau�ek. Jak mog�em nie zdawa� sobie sprawy, �e je�li Batura tak nieudolnie porywa staruszka, to kryje si� w tym pu�apka? Jak mog�em da� si� wprowadzi� w krypt� podziemn�?
Panna Ala zastanawia�a si� nad czym� g��boko. W zamy�leniu skuba�a palcami kosmyk swoich w�os�w.
� Powiada pan, �e w skrytce prawdopodobnie by�o pi�� z�otych, wysadzanych drogimi kamieniami kielich�w mszalnych, a odnaleziono kielichy srebrne? � upewni�a si�.
� Tak. Przecie� Batura nie przyjecha� tu po to, aby rozkoszowa� si� pi�knem Fromborka.
Na twarzy panny Ali pojawi� si� nagle wyraz zdecydowania.
� Postaram si� panu pom�c � rzek�a. � Prosz� mi jednak da� te pi�� srebrnych kielich�w.
� Po co?
� Niech pan za du�o nie pyta. Ja r�wnie� mam swoje tajemnice.
� A sk�d ja wezm� pi�� srebrnych kielich�w? Czy pani s�dzi, �e dyrektor Marczak podaruje mi je?
� Niech pan je od niego wypo�yczy. Za rewersem. Przecie� sam pan m�wi�, �e one nie przedstawiaj� wi�kszej warto�ci.
� Zgoda. Tylko czym uzasadni� pro�b� o wypo�yczenie kielich�w?
� To ju� pa�ska sprawa. Ale daj�c mi te kielichy, otwiera pan przed sob� mo�liwo�� dostarczenia panu dyrektorowi Marczakowi ��danego dowodu.
� Pani chce mi dostarczy� dow�d winy Batury? W jaki spos�b?
� Prosz� nie pyta�! � a� tupn�a nog�. � Niech pan dostarczy mi pi�� srebrnych kielich�w.
Wsta�em z �awki.
� Musz� w takim razie porozumie� si� z dyrektorem Marczakiem.
Poszli�my do schroniska PTTK. Poprosi�em pann� Al�, aby zaczeka�a w moim pokoju, kt�ry tymczasem opu�ci� Cagliostro.
Sam za� zapuka�em do drzwi pokoju dyrektora Marczaka.
K�ad� si� ju� chyba do snu, bo drzwi otworzy� ubrany w pid�am�.
� O co chodzi? � burkn�� gniewnie. � M�wi�em panu, �e jestem zdro�ony.
� Chcia�bym wypo�yczy� pi�� srebrnych kielich�w ze skrytki.
� Po co?
� Podejrzewam, �e to wsp�cze�nie wykonane falsyfikaty.
� Bzdura. S�dz�, �e wykonano je pod koniec ubieg�ego wieku. Ich warto�� nie przekracza sumy dziesi�ciu tysi�cy z�otych.
� A jednak chcia�bym je obejrze�. Kaza� mi pan dostarczy� dowodu, a gdy chc� go znale��, to pan mi utrudnia poszukiwania.
� Ach, to pan tak stawia spraw�? No, dobrze. Wypo�ycz� panu te kielichy.
I zaprowadzi� mnie w k�t pokoju, gdzie w drewnianej skrzyni, zamkni�tej na ogromn� k��dk�, le�a�y przedmioty znalezione w drugim schowku Koeniga. Dyrektor Marczak wyszuka� pi�� srebrnych kielich�w i wr�czy� mi je.
� Czy mam panu wystawi� rewers?
� Obejd� si�. Mam do pana zaufanie.
Opu�ci�em jego pok�j, w obu r�kach nios�c pi�� kielich�w mszalnych. W korytarzu natkn��em si� na magistra Pietruszk�. Podejrzliwym spojrzeniem obrzuci� kielichy.
� W jakim celu je zabra�e�? � zapyta�.
� Chc� je obejrze�.
� Dlaczego?
� Wydaje mi si�, �e s� tylko posrebrzane, a wi�c prawie bez warto�ci.
� Mylisz si�. Dok�adnie je obejrza�em. S� ze srebra. Nie maj� wielkiej warto�ci, to prawda, ale to nie moja wina, �e Koenig w tym wzgl�dzie okaza� si� g�upcem. Zreszt�, trudno si� temu dziwi�. Nie nale�a� do znawc�w dzie� sztuki, by� zwyk�ym hitlerowskim rabusiem, bra�, co mu w r�k� wpad�o. W jego schowkach znajdujemy rzeczy bezcenne i bezwarto�ciowe, wspania�e monety i zwyk�e fenigi, bezcenne miniatury i zwyk�e kielichy mszalne.
� Czy masz co� przeciw temu, �e jednak je obejrz�?
� Nie � wzruszy� ramionami i odszed�. Wszed�em do swego pokoju i ustawi�em kielichy na stole.
� Oto one � powiedzia�em do panny Ali. I rozejrza�em si� po pokoju. � Ba�em si�, �e zastan� pani� stoj�c� na stole albo na krze�le.
� Dlaczego?
� Mieszkam w towarzystwie zaskro�ca i dw�ch bia�ych myszek.
� Och! � pisn�a przera�ona i r�wnie� rozejrza�a si� po pokoju.
� Ale zdaje si� � doko�czy�em � �e Cagliostro zabra� to towarzystwo z sob�.
Panna Ala natychmiast uspokoi�a si�. Usiad�a na krze�le i wskaza�a znajduj�ce si� pod ��kiem Cagliostra jego tekturowe pude�ka.
� Potrzebne mi b�dzie takie pude�ko.
� Nale�� do Cagliostra...
� Tym lepiej.
� Ale� to kradzie� � zauwa�y�em.
� Nie. To b�dzie tylko po�yczka. Zwr�c� panu kielichy razem z tekturowym pude�kiem.
Wyci�gn��em spod ��ka pud�o, w kt�rym od czasu do czasu mieszka� Piotru�, w�o�y�em do niego kielichy i poda�em pannie Ali.
� I co teraz? � zapyta�em zaciekawiony.
� Teraz ja id� do domu � o�wiadczy�a.
Wzi�a pude�ko pod pach� i skin�wszy mi g�ow�, wysz�a z pokoju.
Westchn��em ci�ko. Przez chwil� mia�em wra�enie, �e znowu wpakowa�em si� w jak�� kaba��.
D�ugo jednak nie trapi�em si� t� spraw�. Zaj��em si� czym�, co wydawa�o mi si� po stokro� wa�niejsze.
Uzbrojony w latark� elektryczn� poszed�em do warowni i wr�ci�em stamt�d dopiero w porze obiadu.
W jadalni zasta�em dyrektora Marczaka jedz�cego obiad w towarzystwie magistra Pietruszki. Dosiad�em si� do ich stolika i poprosi�em kelnerk� o obiad.
� I jak wypad�a ekspertyza? � zapyta� mnie dyrektor Marczak.
� Jaka ekspertyza?
� Kielich�w. Przecie� pan je ode mnie zabra� � stwierdzi� dyrektor.
� No tak. Rzeczywi�cie.
� W takim razie prosz� mi je zaraz zwr�ci�, gdy� skrzyni� ze skarbami odsy�am do Warszawy.
Struchla�em. Bo sk�d teraz wzi�� te kielichy?
� Chce pan skarby odes�a� poczt�? Mog� zagin�� � zatroska�em si�.
� Niech pan b�dzie spokojny. Zapewni�em dla skrzyni specjalnego konwojenta.
� Yhm � chrz�kn��em niepewnie. � Kielichy b�d� mi jeszcze jaki� czas potrzebne.
� Mia� pan do�� czasu na ekspertyz�. Zreszt�, doko�czy j� pan w Warszawie, a teraz prosz� przynie�� kielichy do mojego pokoju.
�O rany, co ja zrobi�? � przerazi�em si�.
A magister Pietruszka, zauwa�ywszy zapewne wyraz zak�opotania maluj�cy si� na moim obliczu, doda� ze z�o�liwym u�mieszkiem:
� Tomasz szuka dziury w ca�ym, tylko �e nie znajdzie.
Szybko prze�kn��em obiad. Zerwa�em si� od sto�u i niemal biegiem wyskoczy�em ze schroniska PTTK. Wsiad�em do swego wehiku�u, gdy podbieg� do mnie Ba�ka.
� Panie Tomaszu! Panie Tomaszu! � wo�a� rado�nie. � Wiem ju�, gdzie Batura ma sw�j biwak. Mieszka w namiocie u uj�cia rzeki Baudy, na ma�ym piaszczystym cyplu.
� Ach, to ju� teraz niewa�ne � odrzek�em, uruchamiaj�c silnik.
� Niewa�ne? � powt�rzy� bardzo rozczarowany. � A czy wie pan, jak� wspania�� ksi��k� kupi�em w pawilonie ksi�garskim? �Sztuki magiczne� Aleksandra Wadimowa, znanego radzieckiego iluzjonisty. Niech pan j� obejrzy...
I poda� mi grub� ksi��k� w ��tej, jaskrawej ok�adce.
� Po�ycz mi j� � poprosi�em tkni�ty nag�� my�l�. � Przejrz� i jutro ci zwr�c�. A teraz przepraszam ci�, ale bardzo si� spiesz�.
� Nie zabierze mnie pan z sob�?
� Nie � pokr�ci�em g�ow�. I doda�em z powag�: � Jad�, ch�opcze, do Krainy Straszliwego Asa. Gdybym nie wraca� przez d�u�szy czas... � zaj�kn��em si� i machn��em r�k�. � Wybacz mi, nic ci nie mog� wi�cej powiedzie�.
� Co to za kraina? Co to za As? � dopytywa� si� zaciekawiony ch�opiec.
� Jestem zwi�zany przysi�g� milczenia. W Krainie Straszliwego Asa byli�my z Cagliostrem, ale i on musi milcze�. Gdybym d�ugo nie ...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin