R13.txt

(21 KB) Pobierz
ROZDZIA� TRZYNASTY
UWOLNIENIE Z PU�APKI � PIETRUSZKA MNIE OSKAR�A � CO KRY� DRUGI SCHOWEK � PI�� Z�OTYCH KIELICH�W � WSZYSTKO OBRACA SI� PRZECIW MNIE � CAGLIOSTRO UDAJE NAIWNEGO � BUT DYREKTORSKI I ZASKRONIEC PIOTRU� � �NIADANIE Z DYREKTOREM � SK�D OBSERWOWA� KOPERNIK � OL�NIENIE � ZDRADLIWA PANIENKA
Nie wiem, jak d�ugo spa�em. Obudzi� mnie odg�os krok�w nad moj� g�ow�. Kto�, nawet chyba kilka os�b sz�o po posadzce kamiennej nad podziemn� krypt�. Spojrza�em na fosforyzuj�ce wskaz�wki zegarka: zbli�a�a si� sz�sta rano. Tutaj oczywi�cie by�o nadal ciemno jak w grobie, bo te� istotnie znajdowali�my si� w grobowcu.
Ockn�a si� r�wnie� Zosia.
� Brrr, jak mi zimno � pisn�a i zadr�a�a, wstrz��ni�ta ch�odem kamiennej krypty.
Us�yszeli�my skrzyp drzwi, potem kroki na schodach. B�ysn�o �wiat�o i po chwili do krypty wesz�y trzy osoby: Pietruszka, dyrektor Marczak i starszy, przygarbiony m�czyzna, kt�ry trzyma� w r�ku grub�, pal�c� si� �wiec�.
Zobaczyli nas siedz�cych pod �cian� krypty. Magister Pietruszka powiedzia�:
� A m�wi�em, panie dyrektorze? Jak tylko dowiedzia�em si� od pana ko�cielnego, �e zgin�� mu klucz od podziemi, zaraz nabra�em podejrze�.
Wsta�em z ziemi, wyprostowa�em zgarbione plecy. Po nocy sp�dzonej w niewygodnej pozycji czu�em ca�e ko�ciane rusztowanie, na kt�rym trzyma�o si� moje cia�o.
Podszed� do mnie m�czyzna ze �wiec�.
� Dlaczego pan ukrad� klucz od podziemi?
Magistra Pietruszk� ogarn�a irytacja.
� S�yszy pan, dyrektorze? Tomasz mia� si� tu zajmowa� przewodnikiem i jakim� swoim zadaniem, a szuka skarb�w. I to jakimi metodami? Przy pomocy kradzie�y.
Dyrektor Marczak patrzy� na mnie, gro�nie zmarszczywszy czo�o.
� Niech si� pan wyt�umaczy, panie Tomaszu.
Ziewn��em, obmacuj�c obola�e ko�ci.
� Nie ukrad�em klucza � o�wiadczy�em. � We Fromborku, panie dyrektorze, dzia�a Waldemar Batura i jego szajka. Wczoraj wieczorem natkn��em si� na Batur�. Poszed�em za nim, aby wy�ledzi� jego kryj�wk�. On za� podst�pnie wprowadzi� mnie tutaj, w podziemia, a potem zamkn�� za mn� drzwi. I oto jestem.
� Co on gada? � oburzy� si� Pietruszka. � Przecie� sam pan widzia�, dyrektorze, �e drzwi by�y otwarte i tkwi� w nich klucz.
� By�y otwarte? � zdziwi�em si�. � Rozumiem. To znaczy, �e tu� przed waszym przyj�ciem Batura otworzy� drzwi.
Pietruszka wskaza� Teufelsbild na �cianie, a na ziemi � d�uto i m�otek.
� Tomasz ju� zd��y� dobra� si� do skrytki.
� Nie � odrzek�em. � Nawet jej nie dotkn��em. Gdy weszli�my, d�uto i m�otek le�a�y na ziemi, a wok� kamiennego obrazu wida� by�o t� czerwon� rys�. Ta dziewczynka jest �wiadkiem � wskaza�em Zosi�.
Dyrektor Marczak rozczuli� si� na widok dr��cej z zimna dziewczynki. Pog�aska� j� po g�owie i powiedzia�:
� Jak si� pan nie wstydzi zabiera� ze sob� dziecka na nocne eskapady. Bo�e, jaka ona jest zmarzni�ta.
� Prosz� pana � rzek�a szybko Zosia � to sta�o si� wbrew naszej woli. Pan Tomasz tego wcale nie chcia�. Kto� nas tu zamkn�� w podziemiu. Pan Tomasz m�wi szczer� prawd�.
Pietruszka znowu zacz�� gniewnie wymachiwa� r�kami.
� Nie wierz�! � krzycza�. � Ani s�owu nie wierz�. Takie m�ode panienki umiej� �wietnie k�ama�. Sam, gdy chodzi�em do szko�y, k�ama�em jak naj�ty.
Dyrektor Marczak nie wypowiedzia� swej opinii, albowiem, jak ka�dy zwierzchnik, by� cz�owiekiem ostro�nym i nie podejmowa� pochopnej decyzji.
� Zajmijmy si� lepiej schowkiem Koeniga � zaproponowa�. � Po to tutaj przyjecha�em. Wi�c to jest Teufelsbild � doda�, patrz�c na kamienn� twarz diab�a.
Magister Pietruszka chwyci� d�uto i m�otek. Z ogromn� ochot� zabra� si� do wyjmowania kamiennego obrazu ze �ciany. Nie przysz�o mu to z trudem, gdy� kto� � oczywi�cie Batura � zrobi� to ju� przed nim. P�yt� z p�askorze�b� diabelsk� uda�o si� wyj�� ze �ciany bez wielkiego wysi�ku.
I oto w kamiennej niszy zobaczyli�my cztery pi�kne, stare miniatury. Jedna, ju� na pierwszy rzut oka, wydawa�a si� miniatur� pochodz�c� ze s�ynnej pracowni Holbeina. W du�ej skrzyneczce, owini�ty w stare niemieckie gazety, znajdowa� si� serwis sto�owy z sewrskiej porcelany. Skrytk� wype�nia�o dwana�cie kunsztownie wykonanych srebrnych lichtarzy barokowych. Obok nich sta�o pi�� srebrnych kielich�w mszalnych, do�� prymitywnej roboty. Wszystkie te przedmioty, z wyj�tkiem kielich�w, mia�y wielk� warto�� muzealn�.
� No, na szcz�cie nic nie zgin�o. Zgadza si� co do joty ze spisem Koeniga � stwierdzi� uradowany Pietruszka. � Mam nadziej�, panie dyrektorze, �e w protokole z otwarcia schowka nadmieni pan, �e to ja jestem odkrywc�. To przecie� ja jeszcze wczoraj zawiadomi�em pana telefonicznie o tej sprawie i poprosi�em pana o przyjazd. Tymczasem znalaz� si� tutaj Tomasz. Ale to nie on pierwszy, a w�a�nie ja, odnalaz�em drugi schowek Koeniga.
� Tak te� i napisz� � odrzek� dyrektor Marczak, sporz�dzaj�c w notesie protok�.
B�kn��em nie�mia�o:
� Kielichy powinny by� z�ote i wysadzane drogimi kamieniami. A s� srebrne, o niewielkiej warto�ci. Takie kielichy mo�na bez trudu naby� w sklepach Desy.
� Co takiego? � zdumia� si� Pietruszka. � Sk�d wiesz, �e powinny by� z�ote? Czy chowa�e� je razem z Koenigiem?
� Nie. Ale nie s�dz�, aby ktokolwiek chcia� kry� rzeczy o ma�ej warto�ci. Jak wiemy, kielichy mszalne bywaj� z�ote, a niekiedy wysadzane drogimi kamieniami. My�l�, �e rabu� tego typu, co Koenig, w�a�nie za takimi przedmiotami goni� i takie schowa�.
� Ale nie masz �adnej pewno�ci � o�wiadczy� Pietruszka. � Chcesz tylko pomniejszy� m�j sukces. Pragniesz zasia� nieufno�� w sercu dyrektora. Masz pewno�� co do tych kielich�w czy nie?
� Nie � odpar�em szczerze. � Nie mam �adnej pewno�ci. Natomiast wiem, �e kto� tu by� przed nami i otwiera� schowek. Przecie� nie czyni� tego bezinteresownie.
� Ale nie masz tej pewno�ci � powt�rzy� gniewnie Pietruszka. � To s� tylko twoje przypuszczenia.
� Spokojnie, panowie � zmitygowa� nas Marczak. � Je�li panowie maj� jakie� pretensje czy podejrzenia, prosz� je za�atwi� ze mn� w terminie p�niejszym. Na razie podpiszcie ten protok�.
I da� protok� do podpisania ko�cielnemu, mnie, Pietruszce, a tak�e Zosi Walczyk. I sam r�wnie� go podpisa�.
� Bardzo prosz�, panie dyrektorze � wtr�ci� si� Pietruszka � o zaznaczenie w postscriptum protoko�u, �e na miejscu odkrycia skarb�w znale�li�my Tomasza i t� dziewczynk�.
Dyrektor Marczak wprowadzi� t� poprawk�. Zda�em sobie spraw�, �e w ten spos�b chytry zamiar Batury zosta� ca�kowicie zrealizowany. Znalaz�em si� w potrzasku. Ka�de wysuni�te przeze mnie podejrzenie automatycznie obr�ci si� przeciw mnie. Nie udowodni�, �e nie do mnie nale�a�o d�uto i m�otek i �e w og�le nie dotyka�em Diabelskiego Obrazu.
Wzi��em za r�k� Zosi� Walczyk i wyszli�my z podziemia. Och, z jak� rado�ci� powitali�my potoki s�o�ca, kt�re rozlewa�y si� po katedralnym podw�rcu.
Dzie� zapowiada� si� pogodny, niebo by�o b��kitne, bez jednej chmurki. W taki ranek ogarnia ka�dego rado��, ale ja nie mia�em si� z czego cieszy�.
Rozumia�a to chyba Zosia Walczyk, bo powiedzia�a do mnie ze wsp�czuciem:
� Wpakowa� si� pan w nie byle jak� kaba��.
� Owszem. Zosta�em znokautowany w trzeciej rundzie. Wed�ug wszelkich regu� sportowych powinienem zej�� z ringu.
� Zejdzie pan?
� Nie. Bo nie jeste�my na ringu. Musz� odzyska� to, co przyw�aszczy� sobie Batura.
Otrzepali�my z kurzu krypty nasze ubrania. Podzi�kowa�em Zosi za pomoc w tropieniu Batury. U�cisn��em jej r�czk�, poprosi�em, aby o naszej nocnej przygodzie opowiedzia�a Ba�ce.
� Czy ma pan dla nas jakie� nowe zadania? � zapyta�a na odchodnym.
� Trzeba odnale�� obozowisko lub dom, w kt�rym mieszka Waldemar Batura. Musz� przekona� si�, czy naprawd� zamieni� kielichy z�ote na srebrne � powiedzia�em.
� Jak to pan zrobi?
� Nie wiem. To znaczy jeszcze nie wiem � doda�em.
Rozstali�my si�. Ona posz�a do obozu harcerskiego, a ja do swego pokoju w schronisku.
Cagliostro le�a� jeszcze w ��ku, chocia� ju� nie spa�.
� O Bo�e, jak ja si� o pana martwi�em � powiedzia�. � Ca�� noc pana nie by�o.
� Jaki� dra� zamkn�� mnie w podziemnej krypcie w katedrze � wyja�ni�em.
I opowiedzia�em Cagliostrowi o nocnej przygodzie, cho� zdawa�em sobie spraw�, �e on o niej wie r�wnie dobrze jak i ja, bo by� mo�e sam uczestniczy� we wci�ganiu mnie w pu�apk�. Chcia�em jednak go upewni�, �e w dalszym ci�gu nic nie wiem o roli, jak� przy mnie spe�nia.
� Przegra�em � stwierdzi�em. � Ponios�em szwank na honorze, ale w gruncie rzeczy ciesz� si�: skarby pow�druj� do muzeum.
� Nic ze schowka nie zgin�o? � zapyta� Cagliostro.
� Wszystko jest w porz�dku. Ilo�� rzeczy znalezionych w schowku zgadza si� ze spisem, jaki pozostawi� Koenig.
� W takim razie, jaki cel mia�a ta inscenizowana pu�apka na pana? � uda� naiwnego.
� My�l�, �e chodzi�o o to, aby mnie jeszcze bardziej por�ni� z magistrem Pietruszk� � sk�ama�em.
Nie chcia�em bowiem, aby Batura wiedzia�, �e wpad�em na trop zamiany kielich�w z�otych na srebrne.
� Bardzo prawdopodobne � rzek� Cagliostro.
Gdy sko�czy�em golenie si�, zapuka� do mych drzwi dyrektor Marczak.
� Zapraszam pana na �niadanie � powiedzia� ponuro. � A potem chc� z panem porozmawia�.
To zabrzmia�o jeszcze gro�niej.
Przedstawi�em dyrektorowi Cagliostra, kt�ry wci�� jeszcze le�a� w ��ku.
� Mistrz czarnej i bia�ej magii? � pokiwa� g�ow� dyrektor Marczak, jakby tym gestem daj�c mi do zrozumienia, �e w sytuacji, w jakiej si� znalaz�em, mo�e mnie uratowa� tylko wiedza tajemna. � W�a�nie m�wi� mi magister Pietruszka, �e pan staje si� czarnoksi�nikiem.
� Znajomo�� z panem Cagliostrem zawdzi�czam pana sekretarce � odpar�em.
� Co takiego? � zdumia� si� dyrektor Marczak. � Pana Cagliostra pozna� pan dzi�ki pani Zosi? Nigdy nie sadzi�em, �e moje biuro jest azylem dla magik�w. I o ile mnie pami�� nie myli, referat cyrk�w jest o pi�tro wy�ej.
W tym momencie gdzie� spod ��ka Cagliostra, spomi�dzy pude�ek, kt�re tam sta�y, wype�z� zaskroniec Piotru�. Dyrektor Marczak spojrza� na niego uwa�nie, i nie da� po sobie pozna�, �e w�a dostrzega. Nie mie�ci�o mu si� w g�owie, �e w�e chodz� po mieszkaniach kulturalnych ludzi, i wola� raczej mniema�, �e uleg� z�udzeniu....
Zgłoś jeśli naruszono regulamin