R12.txt

(30 KB) Pobierz
ROZDZIA� DWUNASTY
SK�D SI� WZI�� DETEKTYW ROBINOUX � PORTRET PRZEST�PCY � DZIWNY LIST � DOK�D POSZ�A YVONNE � MADAME EVELINE UJE�D�A DZIKIEGO RUMAKA � NAROWISTY WEHIKU� � O JOHNIE BLACKU, �NAPADZIE STULECIA�, �RIFIFI� I M�ZGU � W DRODZE DO ORLEGO GNIAZDA � ORDYNARNY NOSACZ I PER�Y � W GNIE�DZIE GANGSTER�W
� Caramba, porca miseria � zawo�a�a madame Eveline. � Gdybym wiedzia�a, �e Robinoux ma co� wsp�lnego z Fantomasem, ju� bym go wsadzi�a za kratki. Pan Durant by mi pom�g� i obezw�adniliby�my opryszka. Ale przecie� nie mia�am poj�cia, �e to bandyta. Gdy tylko zwietrzy� niebezpiecze�stwo, to znaczy zobaczy�, �e wehiku� Pana Samochodzika i w�z policyjny skr�ci�y w las za ��tym furgonem, b�kn�� co� do nas i ulotni� si�. Po prostu poszed� w las i nie wr�ci�. Potem nadjecha�a prawdziwa Pomoc Drogowa i poholowa�a nas do Orleanu. A stamt�d przyjechali�my do zamku taks�wk�. Ale �a�uje, �e Robinoux nie siedzi za kratkami. To pana wina, Panie Samochodzik. M�g� mnie pan ostrzec.
Przecz�co pokr�ci�em g�ow�.
� Nie, madame. Nie mog�em tego zrobi�, bo nie by�em pewny, czy nie zdradzi si� pani przed Robinoux. A zreszt�, czy uwierzy�aby mi pani na s�owo, �e on dzia�a z polecenia Fantomasa? Nawet komisarz policji do�� sceptycznie odnosi� si� do moich podejrze�. Trzeba by�o dopiero dowodu rzeczowego w postaci skradzionego obrazu, aby si� wszyscy przekonali, jakimi metodami dzia�a Fantomas.
Do rozmowy wtr�ci�a si� Yvonne:
� A w og�le sk�d ciocia wytrzasn�a tego Robinoux? Przecie� to cioci wynalazek.
� M�j wynalazek? � oburzy�a si� madame Eveline. � On si� sam wynalaz�, ten Robinoux. Gdy ostatnio by�am w Pary�u, przedstawi� mi si� jako detektyw prywatny. Powiedzia�, �e s�ysza� o k�opotach, jakie mamy w Zamku Sze�ciu Dam, i zaproponowa� swoje us�ugi. Pomy�la�am, �e przyda si� nam jeszcze jeden detektyw i dlatego tutaj si� znalaz�.
Rozmowa toczy�a si� w jadalni Zamku Sze�ciu Dam podczas kolacji.
Pe�na wra�e� Yvonne, po raz nie wiadomo kt�ry, opowiada�a wszystkim o po�cigu za ��tym furgonem, ja za� wyja�ni�em tajemnic� kradzie�y obraz�w.
Baron de Saint-Gatien s�ucha� tych relacji z niezwykle zdumion� min�, jakby kto� opowiada� mu ba�� o �elaznym wilku, jego bratanek za�, malarz Vincent, kt�ry znowu powr�ci� z Pary�a i da� mi do zrozumienia, �e cz�ciowo wype�ni� powierzon� mu misj�, tylko zaciska� pi�ci.
� Szkoda, �e mnie z wami nie by�o � powtarza�. � Ju� ja bym ich dogoni� i ko�ci porachowa�. Pomy�lcie: na mnie spad�y wszystkie podejrzenia. Ile ja si� wstydu najad�em! Ach, �e mnie z wami nie by�o...
W jadalni, oparte o �cian�, sta�y dwa identyczne obrazy. Jeden malowa� Van Gogh, a drugi by� kopi�, kt�r� Robinoux zamieni� na orygina� i pozostawi� w wozie ciotki Eveline. Malarz Vincent rozpozna� j� jako swoje �dzie�o�.
Rozmowa toczy�a si� wok� �metody Fantomasa�. Pan Durant zacz�� przypomina� sobie dwie poprzednie podr�e z obrazami.
Za ka�dym razem psu� mu si� samoch�d. Nie wzbudzi�o to w nim podejrze�, poniewa�, jak wiemy, mia� w�z bardzo stary, kt�ry cz�sto odmawia� pos�usze�stwa. I za ka�dym razem zjawia�a si� natychmiast Pomoc Drogowa w postaci ��tego furgoniku. Ten fakt r�wnie� nie budzi� podejrze�, poniewa� szosy francuskie s� nieustannie patrolowane przez podobne furgoniki.
Pan Durant je�dzi� z obrazami samotnie. Gdy wi�z� do Pary�a obraz Cezanne'a i mechanicy z Pomocy Drogowej naprawiali mu samoch�d, uda� si� za potrzeb� w pobliskie krzaczki. Rzecz jasna, obraz pozosta� w jego samochodzie i nale�y s�dzi�, �e w tym czasie zamieniono go na falsyfikat.
Nast�pnym razem mechanicy z Pomocy Drogowej poprosili pana Durant, aby razem z nimi wlaz� pod w�z i obc�gami trzyma� jak�� �rub�. Jeden z mechanik�w wylaz� wtedy spod wozu, aby rzekomo wzi�� jaki� dodatkowy klucz z furgoniku, i prawdopodobnie w tym czasie, gdy kustosz le�a� pod samochodem, dokona� zamiany orygina�u na kopi�.
� Sk�d jednak Fantomas wiedzia�, kiedy Durant pojedzie z obrazem do Luwru? W historii z obrazem Van Gogha informatorem by� pan Robinoux. Ale w dw�ch poprzednich przypadkach?
� S�dz�, �e ludzie Fantomasa obserwowali kustosza � powiedzia�em.
� Komisarz jest teraz w swoim �ywiole � stwierdzi� Vincent. � Nie ma ju� do czynienia z zagadkowym przenikaniem przez �ciany galerii, lecz z konkretami. W jego r�ce wpad� ��ty furgonik Fantomasa, no i na w�asne oczy widzia� szary helikopter. Wystarczy, �e trafi na trop w�a�ciciela furgonu i helikoptera, a znajdzie i Fantomasa. Do�� sceptycznie odnios�em si� do jego s��w.
� Obawiam si�, �e nie b�dzie �atwo trafi� na �lad w�a�ciciela ��tego furgonu. Przypuszczani, �e numery rejestracyjne by�y fa�szywe albo oka�e si�, �e furgonik zosta� wypo�yczony od kogo� przez tajemniczego osobnika. I �lad si� urwie. Helikopter za�, jak wiemy, by� do niedawna b��kitny. Teraz mia� barw� szar�, a jutro mo�e mie� zielon�. Nie brak farby we Francji, prawda?
� Caramba, porca miseria! � zawo�a�a ciotka Eveline. � Policja ma chyba sposoby, aby zdrapa� lakier i sprawdzi�, jaki kolor mia� poprzednio ten helikopter. Jestem dobrej my�li, prosz� pa�stwa.
Odezwa� si� baron de Saint-Gatien, kt�ry dot�d z uwag� przys�uchiwa� si� naszej rozmowie.
� �a�uj� niezmiernie, �e nie ma z nami pana Pigeona � rzek�. Przez ca�y czas podejrzewa� mnie o kradzie� moich w�asnych obraz�w i mniema�, �e dybi� na pieni�dze jego Agencji Ubezpieczeniowej. Nie mam o to do niego pretensji, gdy� tego rodzaju podejrzliwo�� zwi�zana jest z uprawianym przez niego zawodem detektywa. Przyznaj� jednak, �e gdybym m�g� widzie� jego zawiedzion� min�, mia�bym du�� satysfakcj�.
� A w�a�nie, gdzie jest pan Pigeon? � zapyta�a Yvonne. � Przecie� nie zapowiada�, �e nie zjawi si� na kolacji.
Niestety, nikt nie wiedzia�, gdzie si� podzia� Gaspard Pigeon. Ale mieli�my nadziej�, �e wkr�tce si� pojawi, poniewa� nie zapowiada� wyjazdu i pozostawi� rzeczy w swoim pokoju.
Nie zaprz�tali�my sobie d�u�ej g�owy t� spraw�. Yvonne i Robert uruchomili aparatur� widowiska �D�wi�k i �wiat�o�, bo tego wieczoru znowu sporo turyst�w przyjecha�o do Zamku Sze�ciu Dam. Pan Durant zaj�� si� zawieszaniem na dawnym miejscu orygina�u Van Gogha, a kopi� pozostawi� w swoim gabinecie.
� By� mo�e � zwierzy� si� � w przysz�o�ci, gdy Fantomas zostanie schwytany, b�d� pokazywa� t� kopi� jako pami�tk� po dziwnych wydarzeniach. Stanie si� to jeszcze jedn� atrakcj� dla turyst�w. Oni lubi� takie historie.
A mnie madame Eveline wyci�gn�a do gara�u. Upar�a si�, �e musi obejrze� dok�adnie m�j wehiku�.
Rzecz jasna, pokaza�em go jej, powozi�em j� nawet po alejkach parkowych.
� Caramba, porca miseria! � zawo�a�a opuszczaj�c wehiku�. � Alpine renault kosztowa� osiem tysi�cy frank�w i zepsu� go Fantomas wsypuj�c cukier do benzyny. B�dzie jednak zreperowany i my�l�, �e to mimo wszystko znakomity w�z. Je�li pan chce, mo�emy si� zamieni�. Da mi pan sw�j wehiku�, a ja dam alpine. No co, zgoda?...
Roz�o�y�em r�ce.
� Niestety, madame, to pami�tka rodzinna po moim wuju, zapoznanym wynalazcy. A poza tym jestem ogromnie przywi�zany do swego samochodu. Prze�y�em z nim sporo wspania�ych przyg�d.
Madame Eveline by�a bardzo rozczarowana. Ale ja nie mog�em post�pi� inaczej. Nie sprzeda�bym swego wehiku�u ani nie zamieni�bym go na �aden inny samoch�d. Na pocieszenie obieca�em madame, �e w najbli�szej przysz�o�ci pozwol� jej poprowadzi� wehiku�. Starsza pani bardzo bowiem lubi�a samochody.
A potem, w swoim pokoju, spotka�em si� z Vincentem.
� Niestety, prosz� pana � o�wiadczy� mi na wst�pie � nie uda�o mi si� dotrze� do �adnego z malarzy, kt�ry robi� pozosta�e kopie dla Fantomasa. I s�dz�, �e to beznadziejna sprawa, a w ka�dym razie, aby j� za�atwi�, trzeba wiele czasu. Wiadomo�� o kradzie�ach w zamkach nad Loar� zosta�a szeroko om�wiona w prasie. �aden z malarzy nie przyzna si�, �e robi� kopie dla z�odzieja, bo nie chce by� wmieszany w t� spraw�. Nie pozosta�o mi nic innego, jak zrobi� portret z�odzieja, pos�uguj�c si� w�asn� pami�ci�. Wykona�em go. Oto on.
I poda� mi karton papieru, na kt�rym kolorowymi flamastrami wymalowa� portret jakiego� osobnika z d�ug� czarn� brod�, wielk� szop� czarnych w�os�w i g�stymi bakami na policzkach.
� Tak wygl�da� cz�owiek, kt�ry zam�wi� u mnie kopie obraz�w Cezanne'a, Renoira i Van Gogha � o�wiadczy� Vincent.
D�ug� chwil� wpatrywa�em si� w malunek.
� A czy nie m�g�by pan zamalowa� brody, bak�w, zmieni� uczesania osobnika? Niech pan go zrobi blondynem � zaproponowa�em.
Vincent skoczy� do swego pokoju po pude�ko z farbami i po jakim� czasie ogl�da�em dokonane przez malarza zmiany na kartonie.
� Hm � mrukn��em, ogl�daj�c malunek. Podzi�kowa�em Vincentowi za wykonan� przez niego prace i nic nie m�wi�c o tym, jak wielkie uczyni�a na mnie wra�enie, poszed�em z portretem do don�onu, gdzie Yvonne i Robert obs�ugiwali aparatur� widowiskow�.
Po�o�y�em przed dziewczynk�, na pulpicie sterowniczym, obraz jej brata.
� Ale� to pan Marchant � szepn�a Yvonne. � Marchant, prawda, Robercie?
I przywo�a�a ch�opca, kt�ry potwierdzi� jej s�d. By� on zgodny i z moim.
� Kto robi� ten obrazek? � spyta�a Yvonne.
� Tw�j brat.
� Ach, rozumiem. To jest osobnik, kt�ry zam�wi� u niego kopie obraz�w z naszej galerii � domy�li�a si�.
� Mia� brod�, baki i peruk� na g�owie � uzupe�ni�em wyja�nienia. � Kaza�em mu je zamalowa� i wy�oni� si� Marchant. Ciekawe, prawda?
� Czy poka�e pan to komisarzowi albo, nie daj Bo�e, Pigeonowi? � zaniepokoi�a si� Yvonne. � B�agam pana, niech pan tego nie robi. Sami zajmiemy si� Marchantem. Przecie� ja musz� zdoby� te sto tysi�cy frank�w nagrody.
U�miechn��em si�.
� Mnie nie zale�y na tych pieni�dzach, Yvonne � powiedzia�em. � Ale ch�tnie dopomog� w odzyskaniu skradzionych obraz�w z waszej galerii. Poniewa� my�lisz o nagrodzie, troch� zaczekam z przekazaniem komisarzowi tego portretu.
Widowisko �D�wi�k i �wiat�o� wci�� trwa�o, wi�c musieli�my zako�czy� rozmow�. Yvonne i Robert byli zaabsorbowani poruszaniem si� ta�my z d�wi�kiem, do kt�rej musieli dostosowywa� o�wietlenie zamku. Usiad�em z boku na krzese�ku i przez chwil� obserwowa�em ich prac�. Potem moj� uw...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin