IX.doc

(43 KB) Pobierz

IX

EDP:

Jak to Jasper ujął „będziesz miał całe dwa tygodnie, aby odzyskać Bellę. Tylko, że ja nie jestem jakimś pieprzonym cudotwórcą, żeby ją zmusić, aby mnie pokochała. Następnego dnia z samego rana zadzwoniłem do ojca i wyjaśniłem mu zaistniałą sytuację oraz go przeprosiłem. Carlisle nawet się ucieszył, kiedy powiedziałem mu, że zostanę jego świadkiem. Poszedłem też do Belli, aby ją przeprosić. Wszedłem po schodach na górę, chociaż mogłem użyć windy, ale tego nie zrobiłem, musiałem przemyśleć sobie, co jej powiem, ale, gdy zapukałem do drzwi, zapomniałem wcześniej ułożonej formuły.

- Chwileczkę krzyknęła Bella, a po chwili otworzyła drzwi. Miała niedbale związane włosy i trochę za dużą koszulkę z napisem „I love NY”, ale mimo wszystko i tak wyglądała pięknie.

- Cześć – przywitałem się. Bella była troszkę zaskoczona moim widokiem.

- Hej – odpowiedziała ściszonym głosem.

- Chciałem cię, Bello, przeprosić za to, co wydarzyło się przed restauracją. Moje zachowanie było bardzo karygodne i nawet nie mogę znaleźć słów, którymi mógłbym cię przeprosić. – Bella tylko stała i wpatrywała się we mnie. – Bello, proszę cię, powiedz coś.

- Ale co mam powiedzieć? zapytała smutno.

- Że jestem skończonym dupkiem i idiotą, możesz nawet dać mi w twarz, ale proszę cię, wybacz mi.

- W twarz ci nie dam, ale musze przyznać, że jesteś skończonym dupkiem. – Bella po raz pierwszy obdarowała mnie uśmiechem, na który tak czekałem.

JPW:

Gdy tylko zobaczyłem Edwarda w tym barze, wiedziałem, że coś jest nie tak i oczywiście miałem rację. Wyglądał naprawdę, jakby jego cały świat legł w gruzach i to wszystko przez jedną kobietę. Moja dziewczyna, Alice, nie rozumie postępowania Edwarda, przecież to on wyjechał, nie dawał znaku życia, a teraz wraca i oczekuje, że Bella będzie na niego czekała. W pewnym sensie ma rację, a z drugiej strony trochę, ale tylko troszeczkę, źle go ocenia. Edward w pewnym sensie też źle postąpił, skoro mu tak zależało na niej, ale mogę powiedzieć, że miał swoje powody. A tak naprawdę to jeden dosyć śmieszny i głupi powód. Jechałem właśnie do szpitala, w którym pracuje nie kto inny jak szanowny i najwybitniejszy doktor Carlisle Cullen. Tak jak obiecałem Edwardowi, zajmę się jego ojcem. Szybkim krokiem wszedłem do szpitala i skierowałem się na czwarte piętro do pokoju 476. Zapukałem do drzwi i wszedłem do sali.

- Jasper! krzyknęła kobieta. Jak dobrze cię widzieć.

- Ciebie też, Lizy. Lizy jest miłą, starszą panią i byłą klientką naszego biura. Bardzo chwaliła sobie współpracę z nami, a w szczególności ze mną. Nie, żebym się przechwalał, ale właśnie tak było.

- Co cię do mnie sprowadza? zapytała.

- No, więc chcę cię prosić o przysługę. Lizy się uśmiechnęła.

- Wiesz, że zawsze bardzo chętnie ci pomogę, a o jakiej przysłudze mówimy?

- Twoim lekarzem jest doktor Cullen, prawda?

- To prawda, bardzo go chwalę, inni nawet nie dorastają mu do pięt.

- Wiem, że będziesz miała zabieg i wiem też, że ten szpital zrobi wszystko, abyś była tylko zadowolona. Więc chciałbym cię prosić, żebyś poprosiła, a właściwie zażądała, aby zabieg wykonał doktor Cullen.

- Ale dlaczego? A poza tym to, on wyjeżdża i nie ma go w następnym tygodniu, a wtedy jest zabieg.

Lizy jak zawsze podejrzliwa (ale tak kończą hazardziści), zgodziła się przyłączyć do mojego planu. A z historii, której jej opowiedziałem, dotyczącej Edwarda, na początku ją to rozbawiło, a potem dodała, że miłości trzeba pomóc, ale z własnego doświadczenia wie, że ona nie istnieje.

Sprawdziłem też loty z Los Angeles do Irlandii i byłem zadowolony, że dopiero dwa dni przed ślubem Carlisle może się tam pojawić, ale, kiedy zacząłem sprawdzać różne inne połączenia, zwątpiłem, ponieważ Edward miałby tylko tydzień. Więc postanowiłem jeszcze raz posłużyć się Lizy, żeby zażądała przeniesienia zabiegu na koniec następnego tygodnia i stałej opieki doktora Cullen’a, a znając dyrektora szpitala, zgodzi się, ponieważ potajemnie podkochuje się w niej. Trochę kosztowało mnie to wysiłku i pracy, ale, gdy tylko wszystko zostało ułożone po mojej myśli, zadzwoniłem do Edwarda, że ma całe dwanaście dni na to, żeby przekonać Bellę do siebie.

 

BPW:

Właśnie się pakowałam, ponieważ za dwa dni wylatuje z Carlislem do Irlandii, aby przygotować się do ślubu. Gdy nagle usłyszałam pukanie do drzwi, pomyślałam, że to Carlisle przyszedł sprawdzić, jak mi idzie pakowanie.

- Chwileczkę krzyknęłam w kierunku drzwi i wrzuciłam do walizki kilka rzeczy, podbiegłam do drzwi i otworzyłam je. Jakie było moje zdziwienie, kiedy za drzwiami nie ujrzałam Carlisle’a tylko Edwarda.

- Cześć przywitał się Edward, przyglądając mi się.

- Hej odpowiedziałam ściszonym głosem.

- Chciałem cię, Bello, przeprosić za to, co wydarzyło się przed restauracją. Moje zachowanie było bardzo karygodne i nawet nie mogę znaleźć słów, którymi mógłbym cię przeprosić. Stałam tam tylko i patrzyłam się na niego w szoku. Przyszedł tak sam ze swojej nie przymuszonej woli i mnie przeprasza. Bello, proszę cię, powiedz coś.

- Ale co mam powiedzieć?

- Że jestem skończonym dupkiem i idiotą, możesz nawet dać mi w twarz, ale proszę cię, wybacz mi. Miałam wrażenie, że Edward przeprasza nie tylko za to, jak zachował się przed restauracją, ale za coś więcej.

- W twarz ci nie dam, ale musze przyznać, że jesteś skończonym dupkiem. Edward uśmiechnął się tak, jak wtedy, gdy go poznałam, to był ten sam uśmiech, który zwalał mnie z nóg. Edward po pewnym czasie pożegnał się ze mną. Zachowanie chłopaka było dla mnie trochę dziwne, ale może rzeczywiście chciał mnie przeprosić i pogodził się już z tym, że wychodzę za mąż za jego ojca. Wróciłam do pakowania, gdy znowu usłyszałam pukanie do drzwi. Tym razem był to Carlisle.

- Cześć, słońce przywitał się, całując mnie.

- Cześć, sprawdzasz, czy się pakuje? zapytałam, obejmując go.

- Właśnie to mnie do ciebie sprowadza i jeszcze jedna sprawa.

- Jaka? zapytałam, całując go w kącik ust.

- Nie mogę z tobą lecieć oznajmił.

- Co? Ale dlaczego?

- Bello, muszę zostać w szpitalu, bo mnie potrzebują. Nasza bardzo ważna pacjentka uparła się, że chce przenieść zabieg na późniejszy termin i zażądała, żebym to ja go przeprowadził.

- Nie możesz powiedzieć, że wylatujesz, ponieważ za dwa tygodnie będziesz brał ślub?

- Byłem już u dyrektora szpitala, ale niestety, kochanie.

- To mam lecieć sama? Ale zaraz po przeprowadzeniu tego zabiegu przylecisz do mnie?

- Jest jeszcze mały problem z przelotem, mogę do ciebie przylecieć dopiero dwa dni przed ślubem.

- Co?! zdenerwowałam się.

- Wiem, Bello, że jesteś zawiedziona. Zawiedziona...

Zgłoś jeśli naruszono regulamin