z.doc

(42 KB) Pobierz

Generalnie dużo fajnych rzeczy i sporo dość nieprzyjemnych. Inna rzecz , że trudno chwalić biuro za większość jednych i drugich... nie sposób wysławiać organizatora za to , że w Laosie są fajne zabytki , ani jechać po nim za to , że na przykład najpierw tajski współpracownik , a potem linie lotnicze schrzaniły usługę , za którą im zapłacono , za sprawą czego bagaż mój mocno się przerzedził i zostałem dosłownie z dwoma parami gaci. Znaczy , kiedyś tam prawdopodobnie odzyskam te wszystkie rzeczy , ale nikt nie wie czy i jak. (Uzupełnienie : Ten z linii odzyskany. Ten drugi na razie nie).

 

Porównując kraje , w których byłem... Na pewno najlepiej wypada Laos. Fantastyczna stolica , można by to nazwać , tradycyjna , czyli wspaniałe Luang Prabang o którego zabytkach co nieco pisałem (w kartce-co-jeszcze-nie-doszła) , przepiękna przyroda dzikich gór , do tego mili ludzie , brak w przeciwieństwie do trzech pozostałych krajów turystyki irytująco masowej , niskie ceny itd. Stolicy praktycznej , choć nie oficjalnej (a niektóre źródła twierdzą , że jednak tak. Ja się tam nie znam) czyli Vientiane , miastem ładnym nazwać nie można , ale jest to coś w rodzaju Genewy Laosu. Ma swój specyficzny klimat , chociaż samo w sobie nie jest śliczne ani nie ma specjalnie fajnych zabytków. Po drodze jest jeszcze bardzo fajne miasto Vang Vien , w którym można min. pływać po jaskiniach na oponach (!). Spotkałem tam też bardzo fajną parę , która urodziła się w Australii , dzieciństwo spędziła w Londynie , obecnie uczy angielskiego w Malezji , a przedtem przez rok mieszkała w RADOMIU. Więceśmy sobie pogadali krzynę. Z weselszych kwiatków :

Kobieta (zapytana jak było w Radomiu) : Well… a lot of noisy people…

Ja (ze smutną miną) : Well… they are still there.

 

Laos jako państwo ludowo-demokratyczne ma sporo fajnych absurdów. Między innymi w hotelach wisi fantastyczna rozpiska , z której obok standardowych rzeczy (nie wynoś własności hotelowej itd.) można się dowiedzieć , że niedopuszczalne jest , by w jednym pokoju mieszkały dwie osoby różnych płci niebędące małżeństwem , oraz że w pokojach hotelowych nie wolno KRĘCIĆ FILMÓW PORNO. Daję słowo , że tak było w tych regulacjach. Zastanawiam się , czy były takie próby…

Jeszcze lepiej było , gdy wracając z wodospadów zatrzymaliśmy się w bardzo biednej wiosce zamieszkałej przez jedną z licznych laotańskich mniejszości narodowych : wychudłe kury , dzieci płci obojga latające jak je Pan Bóg stworzył itd. Na jednej z biednych , zapadłych chat wisi komiks , a w komiksie kurczak z megafonem przebrany za Supermana coś tam nawija. Jak zapytałem przewodnika o czym nawija , to dowiedziałem się że o sposobach chronienia się przed SARSem. W różnych innych miejscach Laosu też są komiksy , pokazujące rzeczy zakazane i ich złe konsekwencje : seks przedmałżeński , jaranie , dotykanie mnicha buddyjskiego… (Laos to dość unikalny przykład państwa , w którym socjalizm , po dość długim okresie konfliktu wprawdzie , całkiem dobrze dogadał się z buddyzmem i obecnie zasady prawne biorą się z tego dość ciekawego światopoglądowego melanżu)

 

Na drugim miejscu Kambodża. O ile Laos ma urok , powiedzmy , zielonej i spokojnej wsi , może nieco na uboczu cywilizacji , ale niepozbawionej jej zdobyczy , Kambodża jest typowym krajem Trzeciego Świata. Wszechobecni żebracy (ci , którychśmy obserwowali na nadrzecznych bulwarach w Phnom Penh , stworzyli wręcz anarchokomunę , w której można by kręcić nową wersję „Władcy Much”) , drogi , w porównaniu z którymi polskie wydają się luksusowymi autostradami (ta z Siem Reap do Poi Pet i granicy z Tajlandią jest najgorsza , po jakiej w życiu jechałem) , ceny specjalnie zawyżone dla każdego o białej cerze i tak dalej. Ba – w Siem Reap w pokojach hotelowych łażą jaszczurki (takie nawet fajne , z niebieskimi oczyma ; wszędzie są , ale tylko tam na wyposażeniu pokoju). Trzeba jej jednak przyznać kilka ważnych atutów. Po pierwsze zabytki. Zupełnie niesamowite wrażenie robią Pola Śmierci , czyli taka powiedzmy phnompeńska Białołęka , gdzie reżim Pol Pota zabił kilka tysięcy ludzi i wrzucił ich do masowych grobów , a obecnie ich czaszki zgromadzono w jednej pamiątkowej stupie. Tak samo więzienie Tuol Sleng w samym centrum stolicy , przerobione ze szkoły. Plus Pałac Królewski w Phnom Penh , porównywalny ze swoim laotańskim odpowiednikiem (samo Phnom Penh nie jest najładniejsze , ale ma sporo uroku w porównaniu z innymi większymi miastami regionu i śliczne bulwary nad rzeką Tonle Sap. Ja najlepiej zapamiętałem pożar , który wybuchł w nocy po drugiej stronie ulicy , gdzieśmy spali , i zadymił całą okolicę , bo paliła się apteka z masą farmaceutyków) Angkor , choć nie może nie robić wrażenia , dla mnie nie okazał się aż tak fantastycznym przeżyciem , jak go reklamowano. Ot , wielkie ruiny , z dalszej perspektywy wyglądają pięknie , ale mnie osobiście dużo bardziej podoba się taki pałac w Pszczynie. Po drugie krajobrazy. Inne niż w Laosie , ale takoż poruszające. Za zaletę bądź wadę można uznać prawo , tak dziurawe i nieprzestrzegane , że w Kambodży kwitnie pełno rzeczy surowo zabronionych w sąsiednich , i zresztą nie tylko , krajach. Jest hazard , jest zupełnie legalna marihuana i jest , tym razem nawet tu niedozwolone , strzelanie z panzerfausta. Plus specyficzna mentalność obywateli. Kiedyś przewodnik pytał jednego , czemu nie robią żadnej lustracji dla żyjących jeszcze przywódców Czerwonych Khmerów (których , choć poddanych pewnemu ostracyzmowi społecznemu , w zasadzie nikt nie rusza , a już na pewno nie wymiar sprawiedliwości). Ten odpowiedział , że swoimi czynami tak zapaprali sobie karmę , że nie ma ich co dobijać. Na piszącym te słowa zrobiło to wrażenie , choć sam z różnych względów nigdy nie przeszedłby na buddyzm.

 

Trzecie miejsce ma Wietnam. Bardzo specyficzny to kraj. Zabytki ma , szczerze mówiąc , takie sobie , choć bardzo ciekawe stare miasto Hue i ruiny miasta Czamów w My Son warte są na pewno obejrzenia. A jakie wrażenia ogólne? Dzieli się w zasadzie na część północną i południową. Jeśli chodzi o Hanoi , to piękne ono na pewno nie

jest , ale w jakimś sensie fascynujące. Tak zawsze wyobrażałem sobie Moskwę... Podobało mi się , mimo faktu , że w zasadzie jedynym ciekawym zabytkiem jest tam mauzoleum Ho Chi Minha (niestety przewodnik spieprzył sprawę i nie weszliśmy do środka). Sajgon natomiast (w którym się zgubiłem , bo autobus pojechał nie tam gdzie trzeba ; cud prawdziwy , że szukali mnie tylko dwie godziny) jest ohydny , rozrośnięty do niebywałych rozmiarów , brudny , a jednocześnie pełen wielkich lśniących wieżowców na koreańską modłę. Warto też co nieco dodać o specyficznych cechach Wietnamczyków. Nie mam ochoty bawić się w generalizowanie , ale wydaje mi się , iż bez ryzyka można stwierdzić , że większość z nich ma wkodowaną mentalność oszukiwania. Mnie osobiście takie próby , czasem udane a czasem nie , spotykały z dziesięć razy w trakcie pobytu , a jakby to przemnożyć przez całą grupę... Z bezinteresowną życzliwością natomiast spotkałem się tam tylko raz. Inną ważną rzeczą jest klakson , bez którego kierowca wietnamski życia sobie nie wyobraża. Na trzy samochody na ulicy na pewno co najmniej jeden będzie akurat go używał , choćby żeby spędzić pieszego , zatrąbić na kogoś albo przywitać się ze znajomym. Albo do wszystkiego. Pod wieloma względami to chyba najbardziej zeuropeizowany kraj Azji.

Zwłaszcza bardzo specyficzne wrażenie robią wszechobecne w miastach plątaniny elektrycznych , telefonicznych i wszelkich innych kabli , biegnące dwa metry nad niemal każdym chodnikiem. Pewnie , że pod napięciem , a jak inaczej niby?

 

Zdecydowanie najgorsza jest Tajlandia. Bangkok to najbardziej ohydne miasto , jakie w życiu widziałem. Cuchnące , z legionami myszy i innych żyjątek , zaduch zaś jest tam zawsze taki , że nawet o siódmej rano człowiek przejdzie się chwilę i spływa potem jak fontanna. Plus miliony kiczowatych portretów króla , którego Tajowie otaczają półboską czcią. Napisy życzące długiego życia królowi są min. na większości billboardów , opakowań , na opaskach zdobiących ramiona wielu przedstawicieli tego narodu , sam zaś Bhumibol jest na wszystkich monetach i banknotach , a jego portrety wiszą co sto metrów wzdłuż każdej większej drogi. Natomiast jego pałac i w ogóle zabytki tego miasta są do niczego. Nawet Sajgon jest drobinkę lepszy , choć mysz nie pożywiłaby się na tej różnicy.

Cała reszta Tajlandii to dno. Nieciekawe , pełno archetypicznych już niemieckich emerytów , wszędzie gorąco jak cholera. Dobre mają tylko autostrady i tego typu infrastrukturę. Aha , i ponadto fantastyczną górską świątynię w Chiang Mai.

 

Grupa taka sobie , średnia wieku niższa aniżeli poprzednio , co wiele nie dało , bo ideał grupowej integracji po prostu mi nie leży , a ich styl bycia też mnie odrzucał. Takiego pokazu grupowego pijaństwa , jarania tam , gdzie było co (Kończyło się to niejednokrotnie niezbyt miło dla jarających. W szczególności w Phnom Penh jedna z dziewcząt zamówiła sobie pizzę z marihuaną , po czym wymiotowała przez pół nocy , krzycząc że umiera , a na facetów z grupy spadł niemiły obowiązek dostarczenia jej z hotelu na wodolot niemal na rękach niosąc) , i niemiłych tekstów jednocześnie to dawno nie oglądałem. Dodatkowo co poniektórzy , głównie pary małżeńskie i samotne dziewczyny , propagowały swym zachowaniem bardzo dziwną odmianę feminizmu , wmawiając wszystkim , że porządny facet to taki co im poniesie plecak , do którego przedtem naładowały kilkadziesiąt kilo śmiecia i fatałaszków wszelakich , a potem nie były się w stanie z nim nawet podnieść z ziemi. Na sam koniec mnie się oberwało z tego działa , a mianowicie gdy pewna niewiasta wepchała się przede mnie do kolejki , a ja delikatnie podsunąłem obsługującemu kolejkę pierwej swój papier , zostałem sklęty przez męża wymienionej i co poniektórych z pozostałego towarzystwa od chamów , idiotów i niewychowanych bezczeli co to kurwa mogliby być dżentelmenami. Na sam koniec gość zagroził że mi da w gębę , ale odpuścił sobie jak usłyszał że wróci to do niego z nawiązką. A cholera facet w wieku Rymkiewicza i zresztą jego znajomy , opozycyjny dziennikarz za czasów socjalizmu , obecnie niezależny publicysta , podobno całkiem mądry , a zachowuje się jakby ledwo co z piaskownicy wyszedł. Co ten model grupowej egzystencji jednak robi z ludzi.

Zgłoś jeśli naruszono regulamin