TAMERLAN.pdf
(
62 KB
)
Pobierz
untitled
1.
POCZĄTKI NA STEPACH
1336–1370
Timur, Pan Koniunkcji, był największym azjatyckim zdobywcą,
jakiego znała historia. Syn przywódcy pomniejszego plemienia był nie tylko
najdzielniejszym z dzielnych, ale także mężem niezwykle rozważnym,
hojnym, doświadczonym i wytrwałym człowiekiem; połączenie tych cech uczyniło go
niezrównanym przywódcą ludów i istnym bogiem wojny, którego uwielbiały
wszystkie warstwy ludności (...). Celem Timura była chwała i,
podobnie jak w przypadku wszystkich zdobywców, czy to starożytnych,
czy współczesnych, wzrostowi jego potęgi towarzyszył straszliwy rozlew krwi.
Czasem nakazywał masakrę z zemsty lub z ostrożności, ale przyczyną
bardzo niewielu rzezi było czyste okrucieństwo.
podpułkownik P.M. Sykes
A History of Persia
(Historia Persji)
liną na swą armię. Jego liczne wojska pokrywały równinę Czibukabad, leżącą
na północny wschód od Ankary, niczym ciemna, przerażająca plama. Wódz kazał
konnym łucznikom uformować szeregi, które ciągnęły się aż po horyzont i ginęły
w słonecznej poświacie. Wszyscy czekali na sygnał do ataku: 200 000 wojowników
pochodzących z najdalszych rubieży państwa, od Armenii po Afganistan, od Sa-
markandy po Syberię. Byli pewni swej siły, zdyscyplinowani i zahartowani w ogniu
bitew. Nigdy nie zaznali porażki.
Przez 30 lat ci ludzie, ich ojcowie i synowie jak burza przetaczali się przez
pustynie, stepy i góry Azji, siejąc śmierć i zniszczenie. Pod ich naporem jedno po
drugim upadały wielkie miasta Wschodu. Antiochia, Aleppo, Balk, Bagdad,
13
R
ankiem 28 lipca 1402 roku niemłody władca patrzył ze wzniesienia nad do-
Damaszek, Delhi, Herat, Kabul, Sziraz i Isfahan zmieniły się w dymiące zgliszcza.
Wszystkie ludy padały na kolana przed niepokonanymi tatarskimi hordami, które
zabijały, gwałciły, grabiły i paliły, znacząc swój szlak przez kontynent kolejnymi
triumfami i straszliwymi trofeami. Na każdym polu bitwy pozostawiały krwawe
wieże i piramidy głów obciętych wrogom: okrutne ostrzeżenie dla tych, którzy
śmieli im się przeciwstawić.
Teraz, patrząc na odległą sylwetkę siedzącego na koniu człowieka, która ryso-
wała się nad nimi na tle nieba, wojownicy szykowali się do kolejnego zwycięstwa.
Ich władca zasłużył na wspaniale brzmiące tytuły: Pan Szczęśliwych Koniunkcji
(co odnosiło się do zapowiadającego powodzenie układu planet w chwili jego na-
rodzin), Zdobywca Świata, Cesarz Swych Czasów, Niepokonany Pan Siedmiu
Krain. Jedno z imion pasowało do niego bardziej niż inne: Timur, Bicz Boży.
Stojąc pod rozpalonym letnim niebem i patrząc w dół, władca był spokojny.
Kilka chwil przed najważniejszą bitwą życia czuł tylko niezachwianą wiarę w swo-
je przeznaczenie, które dotąd go nie zawiodło. Zsiadłszy z ogiera, ukląkł, żeby od-
mówić zwyczajowe modlitwy do stworzyciela wszechświata, rozciągając się po-
kornie na spękanej ziemi, poświęcając swoje zwycięstwa Allachowi i prosząc, by
nadal otaczał boską łaską Swego sługę. Potem wstał, wyprostował 66-letnie plecy,
proste jak zwykle u jeźdźca, i spojrzał na pole walki, gdzie czekali jego ukochani
synowi i wnukowie: przyszłość dynastii Timura.
Lewym skrzydłem dowodzili jego syn książę Szach Ruch i wnuk Chalil Suł-
tan. Strażą przednią kierował inny wnuk, sułtan Husajn. Trzeci w kolejności syn
Timura, książę Miranszach, prowadził do boju prawe skrzydło wojsk, na czele
awangardy mając swego syna, Abubakra. Jednak zamglone oczy władcy prawdo-
podobnie spoczęły najdłużej na głównym trzonie armii, mieniącym się jak w ka-
lejdoskopie skupisku żołnierzy pod dowództwem jego wnuka i dziedzica, księcia
Mohammeda Sułtana. Nad ich głowami wznosił się królewski znak Timura, buń-
czuk z końskiego włosia, zwieńczony złotym półksiężycem. Żołnierze przybyli
prosto ze stolicy – Samarkandy – odróżniali się od steranych w bojach towarzyszy
wspaniałymi strojami. Każdy oddział lśnił innym kolorem: karmazyn i fiolet obok
żółci i bieli. Do barwy oznaczeń, tarcz i siodeł dopasowane były włócznie, kołcza-
ny, pancerze i buzdygany. Przed wojownikami stało 30 machin zniszczenia: bojo-
we słonie, które Timur zdobył w 1398 roku w podbitym Delhi. Na ich grzbietach,
ukryci w drewnianych wieżyczkach, czekali łucznicy i miotacze płomieni.
Jak napisał XV-wieczny syryjski kronikarz Ibn Arabszach, armia tatarska przed-
stawiała straszliwy widok. „Zdawało się, że dzikie bestie zostały zebrane i rozrzu-
cone po ziemi, a gwiazdy rozproszone, gdy jego armia przelewała się tam i z po-
wrotem, [zdawało się], że góry chodzą, kiedy się poruszała, że wywracają się groby,
kiedy maszerowała, a ziemia zdawała się trząść od gwałtownych ruchów”.
Naprzeciwko zastępów Timura na równinie stał jego najpotężniejszy nieprzy-
jaciel. Osmański sułtan Bajazyt I, nazywający się zbrojnym ramieniem islamu,
wystawił do walki porównywalne siły. Jego wojska składały się z 20 000 serbskiej
14
jazdy, konnych spahisów, nieregularnej kawalerii i pieszych oddziałów z prowin-
cji w Azji Mniejszej. Sułtan osobiście dowodził zgromadzonymi w centrum 5000
janczarów – zaczątkiem regularnej piechoty – wspomagany przez trzech synów,
książąt Musę, Isę i Mustafę. Ruchami prawego skrzydła kierował Łazarewicz,
chrześcijański szwagier Bajazyta, lewemu wydawał rozkazy kolejny syn władcy,
książę Sulejman Czelebi. Tureccy żołnierze, bohaterowie spod Nikopolis, gdzie
w 1396 roku pokonali europejskich krzyżowców i zdławili płomień krucjat, byli
spragnieni, wyczerpani i zniechęceni po serii forsownych marszów. Jeszcze przed
rozpoczęciem bitwy genialny manewr taktyczny Timura poważnie osłabił ich mo-
rale. Zaledwie tydzień wcześniej zajmowali wzniesienie, na którym teraz stała armia
wroga. Pozorując ucieczkę, Tatarzy wywiedli ich w pole, pospiesznie wrócili, zatruli
zapasy wody, splądrowali niebroniony obóz i opanowali tureckie pozycje.
Przeciwnicy czekali w ciszy i bezruchu. Nagle w szeregach konnicy Timura
zapanował zamęt: konie wyczuły zbliżający się atak. Zaraz potem ciszę rozerwały
huk potężnych kotłów oraz dźwięk cymbałów i trąb, znak, że zaczyna się bitwa.
Dolina wypełniła się echem łoskotu kopyt, świstem strzał i brzękiem metalu ude-
rzającego o metal. Przez równinę ruszyła wspaniała serbska jazda; pancerze lśniły
jasno w kłębach duszącego kurzu. Pod naciskiem Serbów lewe skrzydło tatarskie
zaczęło się cofać, broniąc się kolejnymi falami strzał i podpalonej nafty. Na pra-
wym skrzydle ludzie Abubakra w deszczu grotów natarli na oddziały księcia Cze-
lebiego i walcząc jak lwy, przerwali szeregi Turków. W tej chwili tatarska konnica
Bajazyta nagle zmieniła front i zaatakowała od tyłu Macedończyków i Turków
Czelebiego. Był to krytyczny moment, który zdecydował o załamaniu się turec-
kiego ataku. Timur – mistrz podstępu – od miesięcy zabiegał o przeciągnięcie Ta-
tarów służących w wojskach sułtana na swoją stronę, grając na ich poczuciu lojal-
ności plemiennej i obiecując bogatsze łupy. Widząc, że jego oddziały ulegają
przewadze Tatarów, a w prawym skrzydle osmańskiej armii, zaatakowanej przez
konnicę wnuka Timura, sułtana Husajna, zapanował zamęt, Czelebi uznał bitwę
za przegraną i uciekł z pola walki z resztą swoich ludzi.
Obserwację zdarzeń, które rozgrywały się w leżącej pod jego stopami dolinie,
przerwało Timurowi pojawienie się wspaniale uzbrojonego jeźdźca. Zeskoczyw-
szy z rumaka, ulubiony wnuk władcy, Mohammed Sułtan, przykląkł na jedno ko-
lano i błagał dziadka, by pozwolił mu dołączyć do boju i wykorzystać do końca
przewagę nad wrogiem. Timur z powagą wysłuchał słów młodzieńca i skinął głową.
Mohammed Sułtan, nieustraszony wojownik i godny dziedzic, był jego dumą.
Elitarne oddziały z Samarkandy i gwardziści władcy natarli na serbskich jeźdź-
ców, którzy, ujrzawszy, że Czelebi opuszcza pole bitwy, zachwiali się pod atakiem
i ruszyli za uciekającym księciem w kierunku Brusy. Był to bolesny cios dla Baja-
zyta: do dyspozycji pozostała mu jedynie piechota. Wkrótce sprawy przybrały jesz-
cze gorszy obrót. Główne siły tatarskie – 80 pułków i budzące przerażenie bojowe
słonie – ruszyły naprzód i zmiażdżyły turecką piechotę. Ci, którzy jeszcze żyli
i walczyli, zginęli na miejscu lub zostali pojmani w niewolę.
15
Bajazyt, władca, na którego dźwięk imienia zamierały serca królów i książąt
Europy, znalazł się na skraju całkowitej klęski. Większa część jego wojsk uciekła.
Sułtana nie opuściły jedynie oddziały janczarów i odwody. Mimo to się nie pod-
dawał. Zażarta walka trwała aż do wieczora. Żołnierze Bajazyta dzielnie bronili
swego władcy.
„Byli jednak jak ktoś, kto grzebieniem zmiata kurz, osusza morze sitem lub
waży góry na szalkach – pisał Arabszach. – Z chmur gęstego kurzu wyrzucali nie-
przerwanie ulewę bełtów i czarnych strzał w kierunku gór i pól pełnych owych
lwów, a naganiacz Przeznaczenia i myśliwy Losu wypuścili swe psy przeciw sta-
dom bydła i wciąż pokonywali, i byli pokonywani, i sieczeni przez fale ostrych
strzał, aż stali się niczym jeże, a bitewny zapał rozgrzewał te gromady od wschodu
słońca do wieczora, kiedy armie żelaza zwyciężyły i wobec ludzi Rum* odczytane
zostały wersety
Zwycięstwa
”
1
. Wówczas ich siły wyczerpały się, a oddziały na linii
walki i rezerwy zostały zdziesiątkowane, nawet najdalszy z wrogów nacierał na
nich, gdy chciał, a obcy rąbali ich mieczami i włóczniami i napełniali stawy ich
krwią, a bagna ich kończynami, a Ibn Osman [Bajazyt] został wzięty i skrępowany
pętami jak ptak w klatce”.
Bitwa pod Ankarą położyła kres potędze Bajazyta. Timur odniósł największe
ze swoich zwycięstw. „Od Irtyszu i Wołgi po Zatokę Perską, od Gangesu do
Damaszku i Archipelagu, Azja była w ręku Timura – pisał Edward Gibbon. – Jego
armie były niepokonane, jego ambicje nieskończone. W swej gorliwości mógł za-
pragnąć podboju i nawrócenia chrześcijańskich królestw Zachodu, które drżały
już na dźwięk jego imienia”. Timur stał u wrót Europy. Jej słabi, skłóceni i ubodzy
królowie – Henryk IV w Anglii, Karol VI we Francji, Henryk III w Kastylii –
rzeczywiście drżeli na myśl o tym, z jaką łatwością ten przybywający znikąd wódz
powalił ich najgroźniejszego wroga. Natychmiast pośpieszyli z listami pełnymi
powinszowań i deklaracji dobrej woli pod adresem „najbardziej zwycięskiego i ła-
godnego księcia Timura”. W ten sposób mieli nadzieję zapobiec inwazji. Wszyscy
lękali się jego następnych posunięć.
W obozie tatarskim, przeciwnie, panował spokój. Ludzie Timura, od najwyż-
szych emirów po szeregowych żołnierzy, zastanawiali się, co teraz uczyni ich wład-
ca. Być może poprowadzi ich hordy dalej na Zachód, do krajów chrześcijańskich,
by siać zniszczenie wśród niewiernych i zasłużyć na jeszcze większą łaskę w oczach
Allacha. A może skieruje się na Wschód, aby stawić czoło innemu niewiernemu,
potężniejszemu od tamtych, chińskiemu cesarzowi z dynastii Ming. Takie decyzje
mogły jednak poczekać.
Tymczasem dla władcy i jego wojowników najważniejsze było świętowanie
ich największego triumfu. Żołnierze brodzili w zwałach ciał na przesiąkniętym
krwią polu bitwy, obcinając głowy martwych wrogów, by, jak to mieli w zwyczaju,
* Rum to turecka nazwa Rzymu: władcy osmańscy pretendowali do tytułu dziedziców
cesarstwa rzymskiego i nazywali się sułtanami Rum (przyp. tłum.).
16
ZŁOTA ORDA
Astrachań
J. Bałchasz
STEP
GŁODOWY
Morze
Aralskie
Signak
Sabran
CHOREZM
KYZYŁ-KUM
Jasi
Talas
Aszpara
Issyk-kuł
Julduz
Urgencz
Otrar
Kat
Aksu
Taszkient
FERGANA
Andidżan
KARA-KUM
Chodżent
Morze
Kaspijskie
Buchara
Samarkanda
Kokand
Kaszgar
Kaszka-daria
Karshi
Szachrisabz
Jarkand
PAMIR
Derbend
Dżurdżan
Sabzauar
Tus
Niszapur
Meshed
Sułtanija
Amul
Astarabad
Merw
Termez
Chotan
Sari
Kazwin
Andhoi
Balk
Raj
MAZANDARAN
BAKTRIA
KUNLUN
Wielka Pustynia Słona
CHORASAN
PAŃSTWO HULAGU
Herat
Kabul
Peszawar
KASZMIR
Ghazni
Ojczyzna Timura:
Mawarannar i państwo Czagataja
SISTAN
0 50 100 150 200 mil
Kandahar
0
160 320 kilometrów
Plik z chomika:
DoctorB
Inne pliki z tego folderu:
reynolds-the-quran-in-its-historical-context-2.pdf
(38958 KB)
Christoph Luxenberg.pdf
(36158 KB)
history_of_quranic_text(1).pdf
(15376 KB)
Reynolds, G - The Crisis.pdf
(2194 KB)
Histoire-du-Coran-Diapo.pdf
(1415 KB)
Inne foldery tego chomika:
- ! Paczki RAR autorów [spakowane epub, mobi] ! -
Pliki dostępne do 01.06.2025
Pliki dostępne do 08.07.2024
Pliki dostępne do 19.01.2025
!!!!Książki na Kindle
Zgłoś jeśli
naruszono regulamin