Rauko.doc

(322 KB) Pobierz
"Rauko"

"Rauko"

Prolog

Bitwa o Abbalon była długa i brutalna. Mroczne elfy, demony i wszelkie inne plugastwa walczyły z siłami dobra. W Elisionie, wielowymiarowej krainie rozmaitych bytów wojny nie były niczym dziwnym. Siły dobra i zła, aniołowie i demony walczyły o dominację nad planami. Kraina przepełniona była magią białej
i czarnej mocy.

Rozdział I


Krwawe słońce chyliło się ku zachodowi ukazując ogrom zniszczenia. Tą bitwę wygrały mroczne siły. Demony śmierci unoszące się nad polem trupów istot wszelakich ras dobijały jeszcze żywych. Drobny, czarnowłosy, ubrany na biało elf, ostatkami sił bronił się przed siedmioma mrocznymi magami. Brakowało mu mocy, nie mógł się skontaktować ze swoimi przyjaciółmi. Czy taki miał być jego koniec? W pewnym momencie jeden z mrocznych rzucił potężny czar obezwładniający. Jasna sylwetka upadła na ziemię. Szóstka napastników natychmiast rzuciła się na bezbronnego czarnowłosego. Uderzenia i kopniaki spadały z ogromną siłą i nienawiścią. Ofiara starała się zasłonić głowę i szyję. Po niedługiej chwili jej jaźń ogarnęła pustka. Ostatnią myślą Białego Maga była świadomość, że jednak udało mu się ocalić Abbalon i dzieci jego przyjaciół.

***

Elf ocknął się po wielu godzinach. Wisiał kilkanaście centymetrów nad ziemią, nadgarstki Mroczne przewiązały mu stalową liną, a tą przymocowały do haka w suficie. Jęknął cichutko, był wycieńczony, paliły go płuca. Jedyne, co na sobie miał to wąską przepaskę na biodrach i czarną metalową obrożę na szyi, blokującą jego moce magiczne. W lochu panowało przeraźliwe zimno i ciemność, z sinych ust elfa wydobywały się obłoczki białej pary. Po kilku godzinach oślepiło go ostre światło. Odwrócił głowę od wejścia, mrużąc poobijane powieki.
- To on?- usłyszał metaliczny, nieprzyjemnie brzmiący głos- Za takie ścierwo chcecie 20tys złotych koron imperialnych?!! Żarty...Dam co najwyżej 15.
Tu elf usłyszał drugi głos, znacznie mniej przyjemny, zimny, syczący:
- Pamiętaj, że to syn Lastreal'a. Twój Pan będzie uszczęśliwiony z takiego podarunku.18tysięcy...
- Taaak....Niech będzie...18tysięcy - Czarnowłosy elf zadrżał, gdy ujrzał właściciela pierwszego głosu, który właśnie do niego podchodził. Szpetny demon, ubrany jedynie w łańcuchy, o lekko gnijącym, cuchnącym ciele i zimnych żółtych oczach z pionowymi czarnymi źrenicami.
- Jesteś mój Arminie- uśmiechnął się obleśnie, a przerażony elf pierwszy raz w życiu zapragnął umrzeć. Został własnością piekielnego z czwartej podsfery Inferno.
Demon odciął czarnym biczem linę, na której wisiał Armin, zakuł swoją nową zabaweczkę w kajdany i z demonicznym śmiechem, wysłuchując złorzeczeń młodzieńca, przeniósł ich do 5 planu. Do pałacu Mrocznego Pana. Do piekła.

***

Shabru Noirion jak zwykle o tej porze pochłonięty był przeglądaniem Ksiąg Wieczystych. Nużyło go to zajęcie, ale jako Mroczny Pan miał swoje obowiązki, które musiał spełniać, by we wszystkich planach panowała względna równowaga. Jeden dzień bez nadzoru mógłby sprowadzić chaos nie do opanowania. Właśnie kończył analizować spis potępieńców z ostatniego miesiąca, gdy ciszę pałacu przerwał dosłownie skowyt jakiejś katowanej istoty. W sferze Inferno krzyki potępieńców nie były niczym nowym, ale żeby w jego pałacu?! To już zbyt wiele. Podniósł się i skierował szybkim krokiem w stronę cichnących już jęków i krzyków.
-Co tu się na wszystkie diablęta dzieje?!!- wrzasnął, otwierając drzwi do komnaty z której jeszcze przed momentem słyszał ostatni głośny jęk...Jego oczom ukazał się niezbyt przyjemny widok. Na łożu leżał rozciągnięty, drobny, czarnowłosy elf przywiązany do korb - ręce do jednej, nogi do drugiej.
Był praktycznie nagi. Całe ciało pokrywały sińce i rany. Hebanowe, mokre od potu kosmyki kleiły się do przeraźliwie bladych policzków i czoła nieprzytomnego chłopaka. Shabru wszedł wściekły do komnaty
i groźnym spojrzeniem zmierzył demona trzymającego w dłoni rozżarzony pogrzebacz.
- Paaniee??- demon najwyraźniej poczuł się bardzo niepewnie.
- Co tu się, na wszystkich potępionych dzieje?!- podszedł do łoża- Kim jest ten...-w tym momencie zamilkł, gdyż rozpoznał zmasakrowanego elfa. Armin YaaraEel, Biały Mag, jedyny, ukochany syn Lastreal'a.
-Na wszystkich Bogów! - Shabru szepnął cichuteńko, demon spojrzał na niego z lekką konsternacją, powtórzył swe głupkowate pytanie:
- Panie?
- Natychmiast go odwiąż, skretyniały głupcze!!!!- na taki wrzask nawet demon podskoczył i natychmiast jął rozcinać liny krępujące kostki i nadgarstki więźnia. Mroczny Władca okrył młodzieńca kocem, delikatnie podniósł go, mimo wszystko wywołując tym jego cichy jęk. Zbywając demona milczeniem wyszedł z komnaty.

***

Powoli otwierał powieki, zamrugał zdezorientowany. Z tego, co pamiętał powinien teraz być w sali tortur tamtego demona... Niespokojnie rozejrzał się po pomieszczeniu. Leżał na szerokim łożu, w jedwabnej, karminowej pościeli, okryty do pasa prześcieradłem. Pokój, w którym się znajdował był urządzony ze smakiem, bogato, panował w nim przyjemny półmrok, w kilku miejscach porozstawiane były świece. Wzrok Armina zatrzymał się na postaci śpiącej w fotelu obok łóżka. Mężczyzna leżał skulony, szczupłymi dłońmi obejmował kolana. Długie, lśniące, kruczoczarne włosy spływały po jego ramionach aż do pasa. Czoło zdobił mitrilowy diadem. Czerń włosów podkreślała złotawą skórę. Luźna, ciemna szata odsłaniała jasne ramiona i szyję. Młody elf przyglądał mu się przez chwilę. Dopiero teraz zorientował się, kim On właściwie jest...szepnął, jego głos był bardzo cichutki, schrypnięty, zbolały:
- Shabru?
Mroczny Władca nie zareagował, poruszył się tylko leciutko w fotelu...Armin jęknął cicho. Wszystko
go bolało, może nie było to w jego stylu, ale zbierało mu się na płacz - był w piekle, nie miał mocy, był skatowany i ledwo mógł oddychać. Zebrał resztki sił, jakie jeszcze mu zostały, odezwał się głośniej
- Shabru...
Mężczyzna zamrugał oczami. Rubinowe tęczówki wpatrzyły się w młodego Lorda. Piękna twarz przybrała zatroskany wyraz:
- Lordzie Arminie..........obudziłeś się.......
Chłodna, aksamitna dłoń dotknęła jego rozpalonego policzka
- Gorączka........Niedobrze...
Młody elf przymknął oczy czując na czole zimny kompres. Jego ust dotknął kielich wypełniony jakąś gorzkawą cieczą. Chłopak przełknął napój z trudem. Odezwał się niepewnie, jego głos był drżący
- Co się stało?
- Torturowano Cię lordzie, straciłeś przytomność.
- Jak się tu znalazłem? Dlaczego mi pomagasz?
Głos Czarnego Pana stał się w tym momencie zimny, ironiczny:
- Przyniosłem Cię tutaj, a pomagam ci, ponieważ zostaniesz mym Strażnikiem, kiedy wydobrzejesz. Obecnie jesteś moją własnością Arminie.
Ciemne oczy rozszerzyły się, w jego głosie przebrzmiewały pierwsze nutki strachu
- Nie jestem demonem...nie mogę byś Strażnikiem...
Niski głos Shabru zadrgał złośliwie:
- Będziesz... dla mnie to żaden problem...
W oczach Białego Maga zamigotało przerażenie, poderwał się z łóżka, co wywołało głośny okrzyk bólu. Bezwładnie opadł z powrotem na poduszki.
- Nie...nie chcę...błagam nie...
W głębokich oczach chłopaka pojawiała się panika. Mroczny Pan zignorował jego strach. Delikatnie przewrócił go na brzuch, położył mu na plecach łagodzący, wilgotny opatrunek na rany od płomiennego bicza.
- Nie masz wyboru Lordzie, to już postanowione.
Elf zacisnął zęby
- Nie...błagam nie...Dlaczego ja?
Na twarzy Mrocznego Władcy pojawił się okrutny, złośliwy uśmiech
- Bo jesteś potężny. A zrobienie z Ciebie demona zaboli Lastreal'a bardziej niż wymarcie wszystkich elfów.
- Pozwól mi wrócić do ojca, błagam! Wolę umrzeć niż stać się jednym z demonów... nie rób mi tego...
Shabru zniecierpliwiony pokręcił głową, założył ręce na piersi
- Nie spaczę Ci charakteru, dostaniesz skrzydła i demoniczną moc...no i oczywiście bransolety strażnika
- Wiesz te rany chyba trzeba pozszywać. Nie wiem po co rozrywali brzegi ran...sadyści (I to mówi władca piekieł - Youri ^^' )
- Nie chcę! Mam swoją moc......nie mogę być demonem....jestem następcą Lastreal'a.......wolę umrzeć...daj mi umrzeć...
Shabru posmutniał niezauważalnie, odezwał się cichym głosem
- Ciiii...jesteś obolały i zmęczony. Nie wiesz, co mówisz - zamilkł na chwilę - chyba że wolisz być mym nałożnikiem.............Lecz to i tak niczego nie zmieni.
Mag zacisnął oczy. Shabru widział, że Armin panicznie boi się możliwości zostania demonem...jego głos był pełen bólu, próbował unieść się na łóżku
- Chcę umrzeć....dlaczego mi to robisz? Nie chcę być demonem...nie chcę!
- Spokojnie. Pootwierasz rany i będą blizny- Delikatnie przytrzymał chłopaka - Leż spokojnie...
Elf uspokoił się. Jego głos był niezwykle cichy, zaciskał powieki starając się ukryć szarpiące nim emocje...
- Zrób co chcesz, tylko nie przemieniaj mnie w demona...proszę...
- To i tak się stanie. Nie możesz tu żyć nie będąc demonem. Byłbyś wciąż torturowany i wykorzystywany do wiadomych celów. A ja tego nie chcę...bo jesteś moją własnością -Shabru przewrócił go z powrotem na plecy.
Armin kurczowo zacisnął w pięść nieuszkodzoną dłoń
- Zrobię co chcesz, tylko nie przemieniaj mnie w demona....Błagam! Będę ci posłuszny....nie chcę być demonem....Wolę umrzeć...
Shabru wzruszył ramionami
- Mówiłem Ci, że to już postanowione. Za 12 godzin rytuał przemiany. Do tego czasu będę przy Tobie i nie pozwolę Ci umrzeć.
Elf spojrzał na niego z desperacją i przerażeniem w oczach
- Zrobię wszystko, co tylko zechcesz, będę czym zechcesz....błagam, nie przemieniaj mnie.....wolę umrzeć....wolę cokolwiek innego niż bycie demonem.....błagam......
- Nie poniżaj się Arminie. To bezcelowe, ja i tak nie zmienię zdania.
- Nie chce być demonem! Nie mogę...nie mogę!
Shabru uśmiechnął się pobłażliwie, leciutko uniósł brwi
- Możesz Lordzie Arminie...możesz...jak każdy szary elf.
Armin spojrzał na niego z bezsilną złością
- Jestem Białym Magiem! Sługą dobra...następcą Lastreal'a!
- No i??
- Nie chcę! Nie zgadzam się! Zabiję się, jeśli mnie przemienisz!
Mroczny Pan roześmiał się głośno i złośliwie
- A wtedy wrócę Ciebie do twego ciała. Bo widzisz...twoja dusza będzie już moja.
- Zatem pozwolę się zabić Angelo! To Anioł Śmierci...Wtedy nic już nie zrobisz!
Shabru spoważniał, jego głos stał się zimny
- Nie...wtedy nic nie zrobię. To ostateczna śmierć- wzruszył ramionami - Stracę po prostu strażnika.
Armin zacisnął powieki. Mroczny Władca poczuł, że elficka dusza chłopaka pragnie odejść(umrzeć).
- Nie rób tego Arminie- pogłaskał go po głowie- to byłaby dla wszystkich ogromna strata. Dla Twego ojca szczególnie- wytarł mu delikatnie kilka łez- Proszę...Nie odchodź....Będzie mi smutno.- W odpowiedzi usłyszał cichutki szept:
-Nie będę demonem....Wszystko, tylko nie to...Moja śmierć mniej zaboli ojca, niż zamiana mnie w demona. Pewnie i tak uważa mnie za zmarłego. Wszystko tylko nie zmieniaj mn...- Przerwał mu głośny, ostry krzyk, drgnął przestraszony
- Na wszystkie piekła!!! Nic Ci nie będzie, jeśli zostaniesz demonem!!- Mrocznego Pana wyraźnie ta rozmowa zaczynała irytować, nerwowo przemierzał pokój - Dlaczego jesteś taki uparty?! Uratowałem Cię, zaopiekowałem się Tobą, a Ty mi tak odpłacasz?!!
Przestraszony Armin zamknął powieki, odpowiedział cicho:
- Oddaj mnie tamtemu demonowi...Wolę to, niż bycie jednym z nich. To tak jakby zmienić Ciebie w anioła i skazać na życie w piątym planie...Dziękuję za wszystko, ale wolę umrzeć...- w tym momencie poczuł na ramionach żelazny uścisk dłoni Mrocznego Pana, zaczął krzyczeć i pojękiwać z bólu, gdy Shabru począł nim brutalnie szarpać. Przed oczami Armina zaczęły pojawiać się mroczki, próbował coś powiedzieć, lecz został zakrzyczany
- Wolisz cierpieć, niż żyć w spokoju i luksusach?!!! Głupiec! - Po chwili Noirion puścił pobladłego, półprzytomnego chłopaka, gdy odezwał się ponownie, był już spokojny
- Nie przeżyjesz tych tortur. Demonom zależy tylko na tym by sprawić Ci jak największe cierpienie.
Armin wziął kilka głębszych oddechów, walcząc z bólem odezwał się cichuteńko:
- To nie byłoby życie....Pozwól mi po prostu odejść...
- Przestań się mazać! Odpoczywaj, zbieraj siły, bo jeśli nie zostaniesz demonem, to będę musiał Ciebie oddać mym sługom na tortury. Zostawią Cię dopiero wtedy, gdy im się znudzisz- zamilkł na dłużą chwilę - Oddam Cię piekielnym, skoro takiego wyboru dokonałeś...- delikatne rysy Armina złagodniały, spojrzał w oczy Mrocznego Pana. W Shabru wpatrywały się dwie migoczące gorączką ciemne tęczówki -Zrób to...ja nie zmienię zdania...
- Zobaczysz, jeszcze je zmienisz, gdy oddam Cię piekielnym- głos stał się zimny- upokorzą cię, zezwierzęcą, nie pozwolą umrzeć. Będziesz cierpiał miesiącami, dopóty, dopóki nie umrzesz, zapomniany przez wszystkich. Chciałbym Ci oszczędzić tych mąk. Kiedy będę widział, że nie możesz już wytrzymać, skrócę twe cierpienia- Shabru chciał powiedzieć coś jeszcze, lecz nagle bez słowa po prostu znikł...Armin zdezorientowany zamrugał, szepnął cichutko:
- Shabru??- Nie otrzymał odpowiedzi...Po jakimś czasie, wyczerpany bólem, zasnął.

Rozdział II


Przez kilka tygodni Armin wracał do sił. Ku jego wielkiej uldze, Shabru nie wspomniał więcej
o przemienianiu go w demona. Ogólnie, rzadko u Armina bywał...Pewnego wieczoru przyszedł do niego bardzo zmartwiony, przygnębiony
- Arminie, proszę Cię...Zgódź się na zostanie demonem. Proszę Cię...- patrzył się w spokojne, ciemne oczy Armina z poczuciem winy, i tak........z troską. Chłopak uśmiechnął się blado, jego głos był łagodny, czysty
- Nie, panie...Podjąłem już decyzję. Wiesz, że nigdy jej nie zmienię - Mroczny Władca wyraźnie posmutniał, schował twarz w dłoniach odzianych w czarne, skórzane rękawiczki
- Nie mogę Cię dłużej chronić. Moje demony się buntują. Są niezadowolone....
- Więc zrób to, co musisz...Shabru... - spojrzał na niego ciepło - Dziękuję za to, że chroniłeś mnie przez tyle czasu.
Władca Inferno zerwał się z fotela bez słowa, wyszedł trzaskając drzwiami. Armin usłyszał jak w sąsiednim pokoju jakiś ciężki przedmiot roztrzaskuje się o ścianę z ogromnym hukiem. Posmutniał, przymknął powieki, ukrywając swoje uczucia. Bał się tego, co go czekało....
Tej nocy nie mógł zasnąć.
Rano w komnacie pojawiły się dwa vroki, potężnej budowy demony o sępich głowach. Jeden z nich podszedł do przestraszonego Armina. Potężnym, brutalnym ruchem ogromnego, szponiastego łapska zrzucił elfa z łoża na podłogę. Potem poderwał go za włosy do pozycji stojącej, wywołując cichutki syk bólu i nienawistne spojrzenie Armina. Mag szarpnął się i splunął w dziób demona. Gdyby tylko mógł rzucić czar z tej bestii została by tylko tląca się kupka popiołu.
- Zobaczymy, czy będzie taki zadziorny za kilka godzin- skrzeknął trzymający Armina demon do towarzysza, wlokąc chłopaka do sali tortur. Serce elfa biło bardzo szybko, w jego głowie pojawiło się dziwne pragnienie, by zobaczyć Shabru, jego łagodne spojrzenie, poczuć jego zapach... Potrząsnął głową odganiając natrętne myśli. Źrenice zwęziły się z przerażenia, gdy zobaczył wnętrze komnaty, do której go przyprowadzili. Kurczowo zacisnął powieki przywołując w myślach obraz twarzy ojca...Nigdy tak bardzo nie pragnął znaleźć się powrotem w Perłowym Pałacu. Z nienawiścią spojrzał na przytrzymujące go demony.
Brutalnie pchnięty upadł na kamienną podłogę. Jeden z oprawców zszarpnął z niego koszulę. Poderwał
go do góry niemal łamiąc mu ramię w żelaznym uścisku. Położyli go na ławę, zaczęli naciągać. Armin zacisnął zęby starając się nie okazać po sobie cierpienia. Nie mógł jednak powstrzymać okrzyku bólu, kiedy po kilkunastu minutach zaczęły go kąsać czarne skorpiony chodzące po jego ciele. Oprawcy wspaniałomyślnie wysypali na niego całe wiaderko tych pajęczaków. Elf zamknął powieki, przywołując w myślach obraz przepięknych ogrodów pałacu ojca, wprowadzając się w pewnego rodzaju trans(autohipnoza- przyp. red.). Przestał odczuwać ból. Nie trwało to jednak długo. Zawył, gdy jeden z oprawców przykręcił kolbę ławy, rozrywając mu tym samym stawy łokciowe i nadgarstkowe.
Po policzkach pociekły mimowolnie łzy. Pojękiwał cichutko. Nie zauważył nawet jak do sali wsunął się Shabru. Z gardła młodego maga wyrwał się mimowolny, bezsilny jęk w mowie Pradawnych
- Ojcze...pomóż mi...- spod zaciśniętych powiek wypływały łzy bólu.
Krzyknął przeraźliwie, gdy jeden z oprawców przytknął do jego boku rozżarzony do czerwoności pogrzebacz. Oczy zaszły mu krwawą mgiełką, kiedy demon zaczął "liczyć" mu żebra niemal płonącym żelazem...Vrok zostawił go w spokoju w momencie, w którym elf zaczął tracić przytomność. Chłopak ledwo zdał sobie sprawę, że odwiązują go od ławy. Jak przez mgłę widział dziwne, drewniane rusztowanie w kształcie litery Y. Widok ogromnych metalowych gwoździ otrzeźwił go niemal natychmiast. Nie zważając na ból powyrywanych stawów zaczął szaleńczo wyrywać się z uścisku demonów. Jedna z bestii przydusiła jego dłoń do ramienia tego "urządzenia". Ciemne oczy wypełniły się łzami i skrajną wręcz paniką, głos był urywany, błagalny
- Nie! Błagam...proszę nie!...Nniiiieeeeeeaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Ostatni protest przeszedł w nieartykułowany skowyt, gdy metalowy pręt wbił się w delikatną dłoń maga. Młodzieniec zawisł bezwładnie, wstrząsany spazmami szlochu. Wrzasnął, gdy jego druga ręka została przebita w ten sam, okrutny, sposób. Łzy rozpaczy spływały po jego bladych policzkach nieprzerwanym strumyczkiem mieszając się z krwią cieknącą z zagryzionej z bólu wargi. Na jasnych ramionach lśniła rubinową czerwienią krew z przebitych dłoni...
Armin uniósł głowę. Jego przepełnione skrajnym cierpieniem oczy natrafiły wprost na zbolałe spojrzenie Shabru. Mroczny pan siedział na fotelu kurczowo zaciskając dłonie na oparciach.
Biały Mag poczuł na plecach pierwsze uderzenie ognistego bicza. Jęknął...jego powieki zamknęły się skrywając szarpiące nim uczucia. Głowa powoli opadła w dół. Zaczynało już mu brakować sił nawet
na krzyk...Po szóstym razie usłyszał przebijający się przez zasłonę bólu, lekko schrypnięty, niski głos Shabru...Na początku cichy, niewyraźny, potem już stanowczy, władczy...
- Przestańcie.....- kolejne uderzenie...-dosyć.....- i następne...-Wystarczy!!!
Oprawca powstrzymał spadający kolejny raz bat, z cichym pomrukiem niezadowolenia. Zaczynało już być tak fajnie... Odsunął się kilka kroków w tył z pochyloną nisko głową, gdy Mroczny Pan podszedł do Armina. Już po chwili chłopak leżał w silnych ramionach Shabru, głowa opadła mu na lewą stronę jego klatki piersiowej. Słyszał powolne bicie serca Władcy....Otoczyły ich czarne, pierzaste, ogromne skrzydła Anioła Mroku
- Arminie....ja....wybacz mi. Nie powinienem był na to wszystko pozwolić-w odpowiedzi skatowany elf jęknął tylko cichutko, po policzkach potoczyły się kolejne łzy. Biały Mag poczuł wypełniającą go ciepłą, łagodną moc. Ból zaczął ustępować, a rany powoli zanikać, pozostały po nich tylko białawe ślady. Jedna
z jasnych dłoni zacisnęła się kurczowo na szacie Shabru. Mag powoli uniósł głowę patrząc wprost
w rubinowe tęczówki. Druga dłoń elfa musnęła policzek Czarnego Pana. Szepnął cichuteńko, schrypniętym od krzyków głosem
- Nie winię cię Shabru... - Mroczny władca po raz pierwszy zauważył, że tęczówki chłopaka są ciemnofioletowe, a nie czarne jak zawsze mu się wydawało...
- Proszę Cię, ostatni już raz.... Zgódź się zostać demonem, w innym razie będę musiał oddać Cię sukkubom...
Delikatna dłoń dotykająca do tej pory jego policzka opadła bezwładnie. Armin opuścił głowę, czarne włosy zakryły jego twarz. W głosie przebrzmiewały smutne, zrezygnowane tony
- Nie mogę zostać demonem Shabru...Po prostu nie mogę...
Czarne skrzydła schowały się. Mroczny Pan podał Armina jednemu ze swoich sług - Natu.
Jasnowłosy sukkub przesunął spiczastym językiem przez policzek młodzieńca. Biały Mag drgnął, wbił pełne wyrzutu, bólu i strachu spojrzenie w Shabru. Natu uśmiechnął się paskudnie
- Zaopiekujemy się nim, Panie...
Teleportowali się. Armin nagle upadł na coś miękkiego. Przestraszony rozejrzał się dokoła. Znajdował się w małej komnacie. Nie było tu żadnych sprzętów wyjąwszy liczne poduszki i miękkie, bogate materiały zaścielające całą podłogę. Kilkanaście kandelabrów dawało delikatne, czerwonawe światło. Szarpnął się, gdy poczuł jak ktoś unosi go za ramiona. Sukkub trzymał go jednak mocno
- Spokojnie słodziutki...zaraz się tobą zajmiemy...A TO nie będzie ci już potrzebne...
Resztki ubrań okrywających Armina znikły. Demon popchnął go powrotem na ziemię. Gniew i strach zaślepiły maga, wykonał gwałtowny ruch ręką...Zupełnie zapomniał o blokadzie mocy. Sukkub ze złośliwym uśmiechem chwycił za wyciągniętą dłoń. Gwałtownie przyciągnął chłopaka do siebie. Usta Natu znajdowały się o kilka milimetrów od drżących warg elfa.
- Maleństwo chciało mnie zabić? Cóż za wrogość...Ale na pewno jakoś się dogadamy...-długi spiczasty język liznął usta czarnowłosego. Młodzieniec odskoczył do tyłu. Demon z szyderczym śmiechem wyszedł z komnaty zatrzaskując za sobą drzwi.
Armin skulił się na podłodze, potrząsnął głową odganiając napływające do oczu łzy. Nigdy tak bardzo
nie pragnął mieć swej mocy...Z wściekłością szarpnął obręcz na szyi. Gdyby nie to żelastwo mógłby użyć magii, uciec stąd...skontaktować się z ojcem...
Zacisnął zęby, gdy drzwi pokoju otworzyły się cicho. Przerażony usłyszał kilka rozbawionych głosów.
Do komnaty weszło dwunastu sukkubów -pięknych, młodych "mężczyzn", rozmawiających mową demonów. Wszyscy patrzyli na Armina w okrutny, jakby wygłodniały sposób. Jeden trzymał w dłoni bogato zdobiony kielich. Kilku z nich przytrzymało szarpiącego się elfa. Natu uśmiechnął się perfidnie przytykając naczynie do ust maga. Chłopak poczuł metaliczno-słony smak krwi...Jego oczy rozszerzyły się gwałtownie, usiłował wypluć obrzydliwą ciecz. Jednak sukkub skutecznie temu zapobiegł, brutalnie odchylając do tyłu jego głowę. Armin przełknął z obrzydzeniem, bardzo się przy tym krztusząc. Jednocześnie poczuł czyjeś, wsuwające się w niego palce. Krzyknął rozpaczliwie...jeden z demonów uciszył go pocałunkiem. Do ust wślizgnął mu się spiczasty język Natu. Przed oczami zamigotały mu czarne plamki. Palce jednego z demonów wysunęły się z jego wnętrza...jakiś sukkub wbił się w niego brutalnie. Armin czuł jak ogromny członek rozrywa go od środka. Jęknął głośno, resztką sił próbował wyrwać się oprawcom. Jednak demony trzymały go zbyt mocno...Czuł, że jego ciało zaczyna reagować na tak silny afrodyzjak, jakim jest krew sukkuba...Łzy płynęły po jego policzkach małymi strumyczkami. Czuł ból, rozpacz, bezsilność, upokorzenie...Blond-włosy sukkub oderwał się wreszcie od jego ust, przesunął dłoń na kark elfa
- Widzisz?...Mówiłem, że jeszcze nas polubisz...- roześmiał się okrutnie. Szarpnął chłopaka za szyję. Twarz maga znalazła się na wysokości bioder jednego z demonów. Jednocześnie Armin poczuł jak gwałcący go sukkub wymienia się z innym...krzyknął z przeszywającego całe ciało bólu, demon skwapliwie wykorzystał. Młodzieniec czuł brutalne ręce przytrzymujące nieruchomo jego głowę oraz szczękę, by przypadkiem nie zacisnął zębów na penisie demona. Łzy ciekły nieprzerwanie po jego śmiertelnie bladych policzkach... Nie wiedział ile to trwało, ile razy jego oprawcy zmieniali się miejscami. Po jakimś czasie przestał nawet jęczeć z bólu...Przestał odczuwać cokolwiek. Jego wymęczony umysł odciął się od otaczającego go piekła. Zapadł się głęboko w siebie nie reagując już na okrucieństwo oprawców. Łzy przestały płynąć...świat przestał istnieć. Została tylko bezpieczna, cicha, czarna pustka we wnętrzu jego własnego udręczonego umysłu...

* Sukkuby - demony; mają wygląd oszałamiająco pięknego humanoida - idealne kształty, cudownie gładka skóra itp. Zwykle mają ok.1.80 cm wzrostu. Unikają walki, większość nich w ogóle nie umie posługiwać się bronią. Wolą napuszczać wrogów na siebie używając magii. Sukkuby by utrzymać się przy "istnieniu" wysysają energię życiową z innych istot(wyjąwszy krasnoludy), postarzając je fizycznie. Dla człowieka kończy się to śmiercią w ogromnych cierpieniach. W ogóle niewiele istot przeżywa ten proces. Wyjątkami są np. nieśmiertelne elfy - i to nie wszystkie. Sukkuby wysysają energię przez jakiekolwiek fizyczne zespolenie z ofiarą (np. pocałunek, seks) (ten przypis BYŁ potrzebny! - Youri....Nieprawda ;P- Ami)

 

Rozdział III


Shabru nie mógł skupić się na swojej pracy jak dawniej. Przed oczami cały czas stawał mu obraz udręczonych oczu Armina. Jego blada, drobna twarz. Nocą prześladowały go jego krzyki i błagania.
"Co się ze mną, do wszystkich czortów dzieje?!" Nieustannie zadawał sobie to pytanie. W końcu nie wytrzymał. Był panem demonów. Nikt nie będzie mu rozkazywał. Armin już dość wycierpiał. Powinien wrócić do domu. Powinien być bezpieczny. Shabru nie miał prawa go więzić...Z takimi myślami otworzył drzwi do haremu sukkubów. Kilkanaście smukłych postaci zerwało się i zgięło w pokornym ukłonie. Mroczny pan bez zbędnych ceregieli kazał im przynieść Armina. Przed jego obliczem stanął leciutko uśmiechnięty Natu, odezwał się niewinnym głosikiem
- To chyba nie jest możliwe, wasza Mroczna Wysokość...On już nie za bardzo nadaje się do transportu- oczy sukkuba błysnęły okrutnie.
- Gdzie on jest??!!
- Spokojnie, Wasza Czarna Bezwzględność, on tylko odpoczywa po upojnej nocy....
- Zaprowadź mnie do niego...JUŻ! Natychmiast!- demonek został brutalnie szarpnięty za kark
- Natychmiast Wasza Absolutna Okrutność! Tylko proszę mnie puścić, to boli....
- Zaraz może boleć jeszcze bardziej!!! -warknął- Gdzie on jest??
Natu drżącym palcem wskazał drzwi do bocznej komnaty...........

***


Wydawało mu się, że śni...Wszystko było takie niewyraźne, zamazane...Jakby patrzył stojąc obok własnego ciała. Przed oczyma przesuwały mu się jakieś dziwne, rozmazane postacie...Bał się ich jak nigdy niczego w swoim życiu. Wyjąwszy jedną ... pojawiającą się w jego śnie bardzo często. Słyszał jej cichy, spokojny głos...Ta istota nie krzywdziła go, była delikatna...ostrożna... Nie bał się jej obecności, ani jej dotyku...Wręcz przeciwnie...jej bytność uspokajała go...czuł się bezpiecznie, kiedy miał ja w zasięgu wzroku.
Zamknął powieki. Otoczyła go spokojna, cicha ciemność...zasnął. Obudził się po kilku godzinach spokojnego snu...Rozejrzał się wokół. Znów był w komnatach Shabru...Wszystkie wspomnienia zaczęły gwałtownie wracać. Nie mógł powstrzymać napływających do oczu łez. Obrócił się na łóżku ukrywając twarz na piersi istoty, która była przy nim przez cały czas tej potwornej mary.
Łzy ciekły po jego policzkach wsiąkając w delikatny materiał ciemnej szaty.
Rozległ się niski, lekko schrypnięty, zdziwiony głos Shabru
- Arminie?...Już dobrze, nie płacz...nikt cię już nie skrzywdzi. Jesteś pod moją opieką...-Mroczny Pan niepewnie pogładził szlochającego maga po plecach. Jedyną reakcją był jeszcze silniejszy płacz chłopaka i to, że wtulił się mocno w pierś Władcy...Delikatne ramiona drgały wstrząsane niepowstrzymanym łkaniem. Shabru cały czas gładził go delikatnie po włosach. Armin uspokoił
się w końcu, zasnął wyczerpany płaczem. Czarny Władca ostrożnie odsunął hebanowe kosmyki zasłaniające twarz młodzieńca. Zapatrzył się na lekko rozchylone, drobne usta. Na czarne rzęsy mokre jeszcze od łez... Wierzchem dłoni otarł zapłakany policzek. Czekał praktycznie w bezruchu przez kilka godzin, aż elf się obudzi. Uśmiechnął się leciutko na widok uchylających się powiek, jego głos był cichy i ciepły
- Armi? Obudziłeś się już...Nie musisz nic mówić, jeśli nie chcesz...postaram się ciebie zrozumieć
Ciemnofioletowe tęczówki wpatrzyły się w oczy Mrocznego Pana. Spojrzenie Armina było smutne, zagubione. Bez słowa znów ukrył twarz na piersi mężczyzny. Wydawał się taki kruchy i bezbronny. Shabru po raz pierwszy zwrócił uwagę na otaczający chłopaka delikatny zapach...chyba...bzu? Szepnął
- Co się dzisiaj z tobą dzieje Armi...- Otulił go ramieniem, przytulając twarz do delikatnych, czarnych włosów - Przepraszam...za wszystko...
Armin nawet nie drgnął...Jego głos był bardzo niepewny...niemal jakby nie należał do niego
- Nie oddawaj mnie im...proszę...proszę...
Władca objął go mocniej...przez jego głowę przemknęło, że być może Armin...zwariował... natychmiast, niemal z gniewem, odrzucił ten myśl...
- Na razie jesteś przy mnie i nie mam zamiaru nikomu cię oddawać...Jesteś tu bezpieczny rozumiesz?...Jesteś tylko mój...
Młodzieniec skinął głową, aksamitne kosmyki musnęły usta Shabru
- Ja...ja...O Bogowie...- jego głos był drżący, cichy...brakowało mu tej minionej siły, równowagi i leciuteńkich tonów rozbawienia, które, jak się Shabru wydawało, zawsze igrały gdzieś w głębi tego miłego tenoru...
Ze smutkiem pomyślał, że mogły zniknąć już na zawsze...Teraz głos maga był płytki, przestraszony, zdesperowany
- Nie chcę tam wracać...Proszę, proszę! O...obiecałeś mi...Z...zabij mnie. Obiecałeś...
Armin dygotał w ramionach Shabru, Mroczny Pan czuł jego serce, bijące jak u przerażonego ptaka. Czuł delikatne, drżące lekko pod cienkim materiałem ubrań, mięśnie. Ciałem elfa wstrząsał szloch
Jego dłonie zacisnęły się kurczowo na szacie Shabru. Czarny Władca wyraźnie czuł każdy centymetr delikatnego ciała młodzieńca, który kulił się w jego ramionach. Jego delikatny zapach, zapach bzu, dziwnie działał na zmysły Shabru.
Mroczny Anioł uniósł delikatnie podbródek Armina, przymknął powieki, złożył na lekko rozchylonych ustach drobnego elfa subtelny, czuły pocałunek. Odsunął się, spojrzał uważnie w twarz chłopaka. Mag patrzył na niego rozszerzonymi oczami, jego wargi drżały leciutko, z ust wydostało się ciche, niepewne tchnienie
-Shabru?
- Nie mogę zabić jedynej bliskiej mi istoty - uśmiechnął się ciepło - Z resztą na pewno tego nie chcesz, Arminie - pogłaskał go po doskonale uformowanym policzku. Elf przymknął powieki, przytulił twarz do dłoni Shabru. Leciuteńko skinął głową
- Boję się Shabru...to..to było okropne...-Władca poczuł pod palcami jego łzy...
- Wiem, wiem maleńki...-pocałował kącik jego oka - nie płacz...nie musisz się niczego obawiać, ochronię Cię. Kiedy będę mógł, odeślę Cię do twego ojca, dobrze?
Armin otoczył jego szyję ramionami, wtulił twarz w zagłębienie ramienia, szepnął cichutko:
- Dobrze...dziękuję. - delikatne usta musnęły policzek Shabru...

***

Shabru opiekował się Arminem, po tym jak zabrał go od sukkubów. Elf był autystycznie zamknięty
w sobie, jego spojrzenie było puste, jedyną reakcją na jakikolwiek dotyk była histeria i ucieczka
w najdalszy kąt pokoju. Wiele czasu zajęło Shabru przekonanie Armina do siebie, cały czas odnosił wrażenie, że elf go nie poznaje. W końcu chłopak przestał uciekać od jego dotyku. Pozwalał na to, by Shabru go mył, karmił, ubierał, czesał.... Wydawało się, że lubi słuchać brzmienia jego głosu, gdy opowiadał mu o swych problemach i marzeniach, że w pewnych momentach szukał wzrokiem jego obecności. Któregoś wieczoru, jakaś fałszująca w umyśle Armina struna, pękła. Shabru pierwszy raz
w swym długim życiu odczuł prawdziwą ulgę. Potem było już tylko lepiej...Armin zaprzyjaźnił
się z Mrocznym Władcą, ufał mu...lubił jego towarzystwo, jego obecność.
Pewnego dnia, jakieś dwa tygodnie od tamtego wieczoru, Shabru podszedł do Armina od tylu
i zasłonił mu dłońmi oczy. Chłopak drgnął, niepewnie dotknął jego ręki
- Shabru? Co ty robisz?
- Nie podglądaj, dobrze??- Mroczny Pan prowadził go gdzieś powoli. W pewnym momencie Armin poczuł piękny, delikatny, bardzo subtelny zapach.
- Shabru, dokąd ty mnie prowadzisz? - uśmiechał się leciutko - co ty kombinujesz?
W tym momencie dłonie przytrzymujące jego twarz odsunęły się. Oczom Białego Maga ukazał
się niezwykłej urody kwiat. Kwitnący, biały lotos.
- To dla Ciebie. Taki drobny prezent do póki nie wrócisz do domu...-zniżył głos do konspiracyjnego szeptu- tylko nikomu ani mrumru, bo mogę za to wylecieć z pracy.
Armin roześmiał się, chyba po raz pierwszy odkąd Shabru pamiętał. Delikatnie dotknął palcem płatka kwiatu...Pochylił się wdychając jego delikatny zapach. Armin szepnął cichutko
- Dziękuję...tak bardzo dziękuję...- niespodziewanie obrócił się w stronę Władcy. Otoczył ramionami jego szyję, przyciągając jednocześnie do siebie jego twarz. Shabru poczuł jego miękkie, jedwabiste wargi na swoich ustach. Mag odsunął się po paru sekundach...jego policzki były delikatnie zarumienione, wydawał się sam być trochę zdziwiony tym, co zrobił...Niepewnie opuścił głowę
- Prze...przepraszam...sam nie wiem, co mnie...- Shabru przerwał mu dość gwałtownie, obejmując
go w pasie i przyciągając do siebie. Jego głos był cichy, mruczący
- Nie masz za co przepraszać maleńki...- pochylił lekko głowę zamykając jego usta kolejnym delikatnym pocałunkiem, powoli go pogłębiając. Poczuł lekko drżące ramiona znów otaczające jego szyję. Szczupłe ciało chłopaka przytuliło się do niego. Shabru z wahaniem wsunął ręce pod koszulę elfa. Przesunął palcami przez jedwabistą skórę na plecach Armina...Jego dłoń zadrżała nieznacznie, gdy wyczuł liczne blizny pozostałe po razach bata.
Mag wciągnął gwałtownie, jakby ze strachem powietrze. Ukrył twarz w zagięciu szyi Shabru oddychając niespokojnie.....Mimo, iż bardzo tego chciał, nie mógł odpędzić koszmarnych wspomnień.
- Arminie? Co się stało? - dłoń znieruchomiała. Młodzieniec zagryzł leciutko usta, jego głos był niepewny, przestraszony
- To..to nic...ja tylko...- pokręcił głową - To nic...nieważne...
Shabru puścił go, odsunął się
- Obiecałem, że nie wyrządzę ci krzywdy...i mam zamiar dotrzymać słowa - uśmiechnął się smutno, odwrócił się i wyszedł z komnaty. Armin przez chwilę stal nieruchomo. Zamrugał oczami odganiając łzy, które napłynęły do jego oczu przed chwilą. Uśmiechnął się delikatnie. Poszedł za Shabru...
Mroczny Pan siedział skulony na podłodze, przed kominkiem, gapiąc się bezmyślnie w płomienie.
Poczuł otaczające go od tyłu ramiona i ciepły oddech na policzku...

Zgłoś jeśli naruszono regulamin