GUŁAG POD PARYŻEM
Bilet w jedną stronę
Po II wojnie światowej na przedmieściach Paryża działał radziecki obóz repatriacyjny dla emigrantów. Kto przeszedł przez jego bramę, żegnał się z Zachodem na zawsze. Francuskie władze nie reagowały - do czasu.
SIERGIEJ NIECHAMKIN
25.09.2003
Równo 50 lat temu w Związku Radzieckim zlikwidowano instytucję o długiej i niezgrabnej nazwie Biuro Pełnomocnika Rady Ministrów ds. Repatriacji Obywateli ZSRR. Jej przedstawiciele pracowali na wszystkich kontynentach, z wyjątkiem Antarktydy. I zadanie swoje wykonali - za pomocą kija i marchewki, obietnic i szantażu sprowadzili do kraju ponad 5,5 mln obywateli rozrzuconych przez wojnę po świecie. Bezprecedensowa "akcja humanitarna" miała na celu nie tylko uzupełnienie po wojnie brakujących rąk do pracy, ale również ponowne zamknięcie ZSRR przed światem.Przeciąć wrzódWieczorem 14 listopada 1947 r. dwa francuskie czołgi renault przemknęły ze zgrzytem gąsienic po ulicach podparyskiego miasteczka Beauregard. Spieszyły na pomoc czterem setkom żandarmów i 150 uzbrojonym agentom policji oblegającym położony na przedmieściu radziecki eksterytorialny zbiorczy obóz repatriacyjny. Miesiąc wcześniej na komisariat policji w Nicei zgłosił się rosyjski emigrant Dmitrij Spiecziński. Oskarżył on swoją żonę Sofię Subbotinę o porwanie małoletnich córek - Maszy, Ziny i Oli. Poprzedniego dnia pod jego nieobecność Sofia ubrała ciepło dziewczynki i gdzieś znikła.Policja nigdy i nigdzie nie lubi się mieszać do kłótni małżeńskich. Ta historia przybrała jednak nieoczekiwany obrót. Zajęły się nią najwyższe władze, obława objęła całe terytorium Francji; córek Spieczińskiego szukały policja, armia i służby specjalne. W końcu agenci kontrwywiadu, dzięki podsłuchowi rozmów telefonicznych osób podejrzanych o związek z przestępstwem, odnaleźli dziewczynki w Beauregard. Szef kontrwywiadu Roger Vibeau natychmiast poinformował o tym rząd. Rada Ministrów obradowała kilka godzin. Na zakończenie posiedzenia premier Francji Paul Ramadier wydał polecenie: Przeciąć wrzód. Któż mógłby przypuszczać, że historia obozu w Beauregard, zaczynająca się podniośle i romantycznie jesienią 1944 roku, zakończy się tak nieprzyjemnym incydentem.W 1944 roku na terenie Francji znajdowało się ponad 120 tys. obywateli radzieckich. Więcej przebywało tylko w Niemczech i Austrii. Kogóż tam nie było! Przymusowi robotnicy, jeńcy wojenni, własowcy, żołnierze najróżniejszych utworzonych przez Niemców "legionów narodowych", słowem - ludzie, których los rzucił najdziwaczniejszymi drogami na brzegi Sekwany i Loary.Wojna pokrzyżowała losy mieszkańców wszystkich krajów europejskich. Mimowolnych imigrantów wzięła pod swoje skrzydła abstrakcyjna wspólnota światowa (później pojawi się określenie "dipisi", czyli "wysiedleńcy" - od angielskiego Displaced Persons of United Nations). Już w 1944 r. dyplomaci opracowali zasady repatriacji. Później Stalin, Churchill i Roosevelt poświadczyli odpowiednie porozumienia podpisami na konferencji jałtańskiej.W ZSRR sprawą tą zajmowało się utworzone 6 października 1944 r. Biuro Pełnomocnika Rady Komisarzy Ludowych ZSRR do spraw Repatriacji Obywateli ZSRR z Niemiec i Okupowanych przez nie Krajów (tak brzmiała początkowa nazwa). Pełnomocnikiem tym został generał Filip Golikow, przyszły marszałek.Jego przedstawicielem we Francji był generał Wasilij Dragun. W listopadzie 1944 roku w wielkiej białej willi przy Avenue Bigeau w Paryżu otwarta została Misja Repatriacyjna ZSRR we Francji. Utworzyła ona w tym kraju ponad 130 obozów repatriacyjnych (punktów zbiorczych). Stosownie do potrzeb otwierano je i zamy kano (kiedy "lokatorzy" wyjeżdżali), niektóre istniały tylko przez kilka tygodni, inne - przez całe lata. Z kilku powodów Beauregard było od początku uważane za nieformalne centrum tej sieci. Podczas wojny był tam obóz niemiecki dla jeńców wojennych i w momencie wyzwolenia w barakach mieszkało ponad 400 Rosjan. Ważne też było położenie blisko Paryża. Ponadto istniało tam lotnisko.
Archipelag dipisów Do Beauregard wkrótce przylgnęło piętno "gułagu pod Paryżem". Określenie "archipelag dipisów" pojawiło się później. Historyk Paweł Polan, jeden z najlepszych w Rosji znawców problemu radzieckich wysiedleńców, podkreśla, że nie można stawiać znaku równości między obozami dipisów a stalinowskimi i nazistowskimi obozami koncentracyjnymi. Wysiedleńcy przeszli okropności niewoli albo katorgę hitlerowskich obozów koncentracyjnych, więc każdego z nich trzeba było nakarmić, ubrać, zapewnić pomoc medyczną, uspokoić. Zostali umieszczeni w barakach, bo gdzie można było mieszkać w zniszczonej Europie? Tak, były ogrodzone, niekiedy drutem kolczastym, istniał system przepustek, panowała ostra dyscyplina. Ale przecież wszyscy tam byli w stanie postresowym, stłoczeni, bez zajęcia. W takich warunkach łatwo dochodziło do utarczek i konfliktów. Jedynym rozwiązaniem w duchu tamtego czasu było zorganizowanie życia na wzór wojskowy i wprowadzenie wojskowych zasad regulaminu wewnętrznego - z punktami kontrolnymi i przepustkami. Za to każdy otrzymywał tu trzy razy dziennie przyzwoity posiłek. I możliwość odnalezienia się w nowej sytuacji.Rosyjscy dipisi dzielili się na trzy kategorie: jedni chcieli jechać do ZSRR, inni się wahali, byli też i tacy, którzy nie mieli ochoty wracać. Do kraju rwały się dziesiątki tysięcy rosyjskich, białoruskich i ukraińskich dziewcząt i chłopców wywiezionych przez Niemców wagonami towarowymi na roboty. Dla nich Niemcy, Francja czy słoneczne Włochy były tylko gorzką obczyzną. Historyk Wiktor Ziemskow uważa, że takie były nastroje około 70 proc. repatriantów. Ale i ludzi, którzy w czasie wojny pozostawali na służbie Niemców, było we Francji sporo. Niektórzy z nich mieli ręce zbrukane krwią, np. Kozacy czy górale kaukascy wykorzystywani przez Niemców do tłumienia ruchu oporu. Ze zrozumiałych względów nie czuli się oni zbyt dobrze w Europie, a od władz radzieckich nie oczekiwali niczego dobrego. Różnie sobie radzili. Część z nich zaciągnęła się do Legii Cudzoziemskiej. Z kolei dawni kolaboranci, którzy w ostatnich miesiącach wojny przeszli na stronę aliantów lub francuskiego ruchu oporu, mieli nadzieję, że "wszystko zostanie puszczone w niepamięć".Trwała walka o dusze. Propaganda radzieckich służb repatriacyjnych polegała na tym, by przekonać, nakłonić, udowodnić, uciec się do uczuć, zastraszyć. Przeciwko niej działała propaganda antyradzieckich organizacji emigracyjnych w rodzaju Narodowego Związku Pracy. Obie strony posuwały się do kłamstwa.Od Monte Cassino do IrkuckaMówi Paweł Polan: Do tej pory na Zachodzie pokutują opowieści o rozstrzeliwaniu powracających od razu w porcie w Odes-sie, niemal na trapach statków, przy włączonej głośnej muzyce. Nie znalazłem potwierdzenia tego w archiwach. Rzeczywistość była prostsza i bardziej cyniczna. Podczas wojny zginęła masa ludzi i Związkowi Radzieckiemu były potrzebne ręce do pracy (pod koniec lat 40. zlikwidowano u nas karę śmierci!). Postawiono więc zadanie, by przywieźć do kraju, kogo tylko się da. Na repatriantach w Związku Radzieckim przez długie lata ciążyło piętno "człowieka z niechlubną przeszłością". Natomiast tych, którzy choć odrobinę splamili się współpracą z Niemcami, oczekiwał status specjalnych przesiedleńców, obóz pracy przymusowej, wyrąb lasów, kopalnie, Syberia, daleka północ, Kazachstan.Kasjan Mackiewicz był białoruskim chłopem spod Grodna. W 1939 r. został powołany do armii polskiej i dostał się do niewoli radzieckiej. Pracował w republice Komi przy budowie kolei. W jego obozie umierało ośmiu na dziesięciu więźniów. Przeszedł szlak armii Andersa - Iran, Irak, Liban, Palestyna, Egipt, lądowanie we Włoszech. Za walkę pod Monte Cassino dostał angielskie odznaczenie. Wojnę zakończył we Francji. Zastanawiał się, czy wracać. Doszedł do wniosku, że jako prosty chłop i żołnierz nie ponosi winy wobec władz radzieckich. W ojczyźnie zostawił ziemię, rodzinę, dzieci. Zwrócił się do misji radzieckiej - odesłano go do Beauregard i przewieziono do ZSRR. Po powrocie został natychmiast zesłany wraz z rodziną do Czeremchowa w obwodzie irkuckim. Pracował na budowie. Zasiedlone przez więźniów powojenne Czeremchowo było miastem, w którym wszyscy chodzili z nożami, nawet zesłani za swoją pokojowo nastawioną wiarę baptyści. Każdy trzymał się swoich. Cyganie zamieszkiwali z Cyganami, Litwini z Litwinami, bo inaczej nie można było przeżyć. Białorusini też żyli w gromadzie. W ten sposób Kasjan poznał Karla Łozowika, którego los był jeszcze bardziej pokrętny. Wojnę zaczął w Suwałkach w pułku ułanów. Jednym z oficerów był tu kapitan Jakub Wajda, ojciec znakomitego reżysera filmowego. Do ZSRR Karl wracał przez Wielką Brytanię. Przez jakiś czas pracował jako taksówkarz w Glasgow, ale wkrótce zatęsknił za domem. Dzieci jego i Mackiewicza pobrały się.
Oficerów pododdziałów repatriacyjnych w literaturze emigracyjnej określa się krótko jako "typowych czekistów". Polan twierdzi jednak, że byli to nie tyle czekiści (ci pojawili się później), ile coś w rodzaju wojskowej służby dyplomatycznej. Wiadomo na pewno, że Golikow i Dragun pracowali w wywiadzie. Jeśli idzie o rangę służbową Draguna (który po pewnym czasie stanął na czele całej sieci repatriacyjnej w Europie Zachodniej), można się jej domyślać na podstawie następującego szczegółu: to właśnie jemu Mołotow polecił w 1945 r. reprezentowanie ZSRR w tajnych rozmowach Amerykanów z generałem SS Karlem Wolfem w sprawie kapitulacji wojsk niemieckich w północnych Włoszech. Jak powszechnie wiadomo, "pracownicy wywiadu nigdy nie przechodzą na emeryturę", można zatem zakładać, że ludzie Draguna przebywali w Europie Zachodniej nie tylko w celach humanitarnych.Łapanka na własowcówWiktor Malcew był przed wojną instruktorem lotniczym. Aresztowany i torturowany w 1937 roku, cudem uniknął rozstrzelania. Wypuszczony w 1939 roku nie został już dopuszczony do latania - mianowano go kierownikiem domu wypoczynkowego Aerofłotu w Jałcie. W 1941 r. zaproponował swoje usługi Niemcom i został burmistrzem Jałty. Kiedy powstała armia Własowa, stanął na czele jej lotnictwa w randze generała. W 1945 r. oddał się w ręce Amerykanów. Ci nie bardzo chcieli go wydać, jednak strona radziecka stanowczo się tego domagała. W końcu został wysłany do Beauregard, gdzie dokonał dwóch prób samobójczych. W maju 1946 r. przewieziono go do Moskwy, a w sierpniu został powieszony wraz z Własowem.W pewnym momencie alianci zaproponowali zorganizowanie "mostu powietrznego" do przewozu radzieckich dipisów do kraju. Moskwa odmówiła, obawiając się, że samoloty amerykańskie i brytyjskie będą się zajmować zwiadem fotograficznym. Natomiast eksterytorialne lotnisko w Beauregard było wykorzystywane bardzo aktywnie - transportowe radzieckie douglasy latały do Berlina i Lipska, przerzucały ludzi, transportowały dowództwo.Piąta kolumnaMichaił Strange (a dokładniej: von Strange) był synem rosyjskich emigrantów. Rodzice prowadzili w Sabaudii niewielki pensjonat, w którym zatrzymywali się latem niezamożni rodacy. Pewnego razu przyjechała tam na wypoczynek para z dwojgiem dzieci - Marina Cwietajewa i Siergiej Efron. Ten ostatni zwerbował studenta Strangego do wywiadu radzieckiego. Kiedy w 1937 r. zamordowano radzieckiego szpiega Ignatija Reissa, który odmówił powrotu do kraju, policja francuska rozpoczęła polowanie na Efrona. Prawdopodobnie Strange był koordynatorem grupy bojowej, lecz nie został zdemaskowany. Podczas wojny zniknął z Paryża i walczył we francuskim ruchu oporu. Pojawił się po wojnie w mundurze radzieckiego młodszego lejtnanta. W latach 1945-1946 był pomocnikiem naczelnika Beauregard. Powrócił do ZSRR, gdzie zasłynął jako wybitny historyk, specjalista od rewolucji francuskiej. Zmarł w 1968 roku.Strange to na swój sposób typowa postać. Francja była jednym z ośrodków porewolucyjnej emigracji. W 1946 r. wydano "Dekret Rady Najwyższej o przywróceniu obywatelstwa ZSRR obywatelom dawnego Imperium Rosyjskiego oraz mieszkającym na terenie Francji osobom, które utraciły obywatelstwo radzieckie". Ambasada radziecka i misja repatriacyjna pobudzały oczywiście nastroje "do powrotu". Tysiące ludzi otrzymywały radzieckie paszporty i pakowały walizki. W takiej atmosferze łatwo było realizować również inne zadania. W pamiętnikach imigrantów czytamy, że po wojnie na ulicach Paryża podchodzili do ludzi mówiących po rosyjsku oficerowie radzieccy, prosili o okazanie dokumentów i o udanie się z nimi. Zatrzymani (a raczej porwani, bo rzecz działa się w obcym kraju) trafiali do Beauregard, a potem... Władze francuskie nie spieszyły się z interwencją, bo przecież Rosjanie załatwiali między sobą swoje własne sprawy. A poza tym kim byli przedstawiciele władz francuskich w tamtym okresie?W parlamencie, w rządzie i w aparacie państwowym dominowali komuniści, bohaterowie ruchu oporu. Rezydentem francuskich służb specjalnych w Beauregard był miejscowy działacz partii komunistycznej!Powróćmy do konfliktu w rodzinie Spieczińskich. Na fali nastrojów patriotycznych Sofia Subbotina, córka carskiego admirała, postanowiła wrócić do ZSRR. Spiecziński nie chciał jechać. Spór rodzinny zakończył się ucieczką Sofii z córkami. Do podobnych incydentów dochodziło również wcześniej. Francuzi dysponowali informacjami o blisko 60 przypadkach nielegalnego wywozu ludzi do Beauregard - zarówno emigrantów (w tym obywateli Francji) jak i dipisów niemających ochoty na powrót. Do pewnego czasu przymykali na to oczy. Jednak pod koniec 1947 r.wahadło wychyliło się w drugą stronę i zaczęła się zimna wojna. Dla rządu francuskiego zadaniem numer jeden stało się usunięcie z życia politycznego komunistów, których - nie bez powodu - uznano za agentów Moskwy. Nie trzeba było staczać "bitwy o Beauregard". Kiedy francuski czołg zatrzymał się przed punktem kontrolnym, oficerowie radzieccy polecili otworzyć bramę. Dziewczynki znajdowały się w obozie. Oddano je ojcu.Przeminęło z zimną wojnąBiuro repatriacyjne w Beauregard prowadziło szeroko zakrojoną działalność - zajmowało się polityką, wywiadem, propagandą. Nic dziwnego, że budziło zainteresowanie francuskich służb specjalnych. Z jednej strony trwała już zimna wojna, z drugiej - strumienie repatriacyjne były coraz słabsze. W 1944 r. biuro Golikowa przewiozło do ZSRR 1 050 398 obywateli radzieckich, rok później - 4 514 201 osób. Za to w okresie 1946-1951 wysłano już tylko 253 239 ludzi.Strumień dipisów wysychał, jednak ludzie Golikowa docierali do najodleglejszych zakątków planety w poszukiwaniu pojedynczych repatriantów. Byli wszędzie - w Argentynie, Australii, Iraku, Kanadzie, Stanach Zjednoczonych, Chinach... Ogółem w ciągu niecałych siedmiu powojennych lat radzieckie organy repatriacyjne przewiozły do ZSRR 5,7 mln ludzi.
22.10.2003 Forum onet.pl http://tygodnikforum.onet.pl/1137272,0,5803,925,1,artykul.html
magik1977