hej, ludzie!
Uważam, że S wyszła bosko na zdjęciu w niedzielnym dodatku do „Timesa”. Choć pewnie jej nauczyciele nie byli zachwyceni, widząc, jak w środku szkolnego tygodnia trzyma w obu rękach martini. Mówiąc prawdę, mam już trochę tego dość. No bo czy nie wystarczy, że za każdym razem, kiedy korzystamy z publicznego transportu, musimy patrzeć na jej zdjęcie? Choć najwyraźniej wam się to jeszcze nie przejadło.
Wasze e - maile
P: hej P,
poszedłem na wystawę do tej galerii, żeby zobaczyć twoje zdjęcie, naprawdę sexy, to co piszesz też mi się podoba, ty rządzisz.
Bigfan
O: Cześć Bigfan,
O ile nie masz jakiejś obsesji na moim punkcie, czuję się zaszczycona.
P
P: Cześć Plotkara,
Kiedy zobaczyłam zdjęcie S w gazecie, wpadłam na pewien pomysł! Czy ty to S? Jeśli tak, jesteś bardzo podstępna.
A tak poza tym, mój tata cię uwielbia i chce, żebyś napisała książkę. Ma duże znajomości. Jeśli powiesz mi, kim jesteś, może sprawić, że będziesz sławna.
JNYHY
O: hej JNYHY,
Sama jesteś bardzo podstępna. Nie chcę się przechwalać,
ale w zasadzie to już jestem dość sławna, Czy też raczej nie sławna. Tym bardziej nie powiem ci, kim jestem.
Na celowniku
Widziano, jak D zwraca cudowny smoking od Armaniego z powrotem do Barneys i wypożycza inny, już nie tak cudowny. Jego siostrę J widziano, jak kupuje bieliznę w La Petite Coquette, choć stchórzyła przy stringach. N kupował wielką torbę trawki w Central Parku. Też mi nowina. B widziano w salonie J. Sisters, gdzie znowu depilowała sobie woskiem linię bikini, Widocznie już ją zaczęło swędzieć po ostatnim razie. S siedziała w swojej sypialni ze stopami wystawionymi za okno, susząc paznokcie. Nie wydaje mi się, żeby przez całe swoje dotychczasowe życie spędziła w domu tyle czasu, co teraz. Może powinna sobie kupić kota albo co. Miauuu!.
DWA PYTANKA
Pierwsze: Gdybyście dowiedziały się o przyjęciu, na które was nie zaproszono, poszłybyście na nie, tylko po to, żeby wkurzyć ludzi?
Drugie: Gdybyście postanowiły pójść na to przyjęcie, nie chciałybyście utrzeć ludziom nosów, wyglądając absolutnie bosko i uwodząc wszystkich cudzych chłopaków? Ja zdecydowanie tak.
Ale kto wie, co postanowi S? Ta dziewczyna jest zupełnie nieprzewidywalna...
Przynajmniej mamy o czym rozmyślać, kiedy będziemy robić sobie pedikiur, wyskubywać brwi i wyciskać pryszcze.
Do zobaczenia na przyjęciu!
Wiem, że mnie kochacie
plotkara
- Co za brzydactwo - powtarzała Serena, zwijając swoją nową czarną sukienkę w kłębek i ciskając ją na łóżko.
Cudowna sukienka z Tocca? Ludzie, jak brzydka może być taka sukienka?
Każdego dnia w tym tygodniu Serena wkładała swój bordowy mundurek, szła do szkoły, wracała do domu, oglądała telewizję, jadła kolację, znowu oglądała telewizję i szła spać. Nawet odrabiała pracę domową. Nie rozmawiała z nikim poza swoimi rodzicami i nauczycielami, no i czasem jeszcze wymieniała pozdrowienia z dziewczynami w szkole. Zaczynała się czuć, jakby była tam obecna jedynie połowicznie, niczym cień swojego poprzedniego „ja”, jak dziewczyna, którą kiedyś wszyscy znali, ale teraz nie mogli jej sobie przypomnieć. I po raz pierwszy w swoim życiu czuła się brzydka i odrzucona. Jej oczy i włosy nagle wydawały się jej pospolite, a piękny uśmiech i wyluzowanie gdzieś zniknęły.
Aż w końcu nadszedł piątek i przyjęcie „Buziak w usteczka”. A ona nie mogła się zdecydować: iść, czy nie iść?
Kiedyś, przed takimi eleganckimi przyjęciami jak to, Serena i jej przyjaciółki spędzały pół wieczoru na wspólnych przygotowaniach - popijały gin z tonikiem, tańczyły w samej bieliźnie, przymierzały odjazdowe ciuchy. Ale dzisiaj Serena przetrząsała swoją szafę zupełnie sama.
Znalazła w niej dżinsy z rozdarciem na nogawce, które zrobiła, kiedy zahaczyła się o ogrodzenie z drutem kolczastym w Ridgefield; białą satynową sukienkę, w którą była ubrana na zabawie gwiazdkowej w dziewiątej klasie; starą skórzaną kurtkę Erika; swoje zatęchłe buty do tenisa, które powinna była wyrzucić dwa lata temu. A to co takiego? Czerwony wełniany sweter - Nate'a. Serena przytuliła sweter do twarzy i powąchała. Pachniał nią, nie Nate'em.
W głębi szafy znajdowała się czarna, aksamitna luźna sukienka, którą Serena kupowała razem z Blair. Była to sukienka, którą wkładało się, żeby pić, tańczyć i próżnować w wielkim domu pełnym ludzi, którzy dobrze się bawią. Przypomniało to Serenie rozrywkową dziewczynę, którą była, kiedy kupiła tę sukienkę - dawną siebie, dziewczynę, jaką była jeszcze dwa tygodnie temu. Zrzuciła szlafrok na podłogę i wciągnęła przez głowę sukienkę. Może dzięki temu odzyska część swej dawnej mocy.
Boso weszła po cichu do garderoby rodziców, gdzie przygotowywali się na jakieś eleganckie przyjęcie.
- No i co o tym myślicie? - zapytała, robiąc przed nimi lekki obrót.
- Och, Sereno, nie włożysz tego. Powiedz mi, że nie! - wykrzyknęła jej matka, zapinając na szyi długi sznur pereł.
- A co jest nie tak? - zapytała Serena.
- To potworne starocie - odparła pani van der Woodson. - W podobnej sukience została pochowana moja babcia.
- A co z sukienkami, które kupiłaś z matką w zeszły weekend? - zapytał pan van der Woodsen. - Nie kupiłaś niczego na to przyjęcie?
- Oczywiście, że kupiła. Śliczną czarną sukienkę.
- W której wyglądam jak gruba zakonnica - powiedziała zrzędliwie Serena. Położyła dłonie na biodrach i stanęła przed wielkim lustrem matki. - Podoba mi się ta sukienka. Ma swój charakter.
Jej matka westchnęła z dezaprobatą.
- A co wkłada Blair? - zapytała.
Serena spojrzała na matkę i zamrugała oczami, W normalnych okolicznościach wiedziałaby dokładnie, co włoży Blair, nie wyłączając bielizny. A Blair nalegałaby, żeby pójść razem po buty, bo jeśli kupujesz nową sukienkę, musisz kupić też nowe buty. Blair uwielbiała buty.
- Blair powiedziała, żeby wszyscy ubrali się w stare, klasyczne ciuchy - skłamała Serena.
Jej matka miała już coś odpowiedzieć, kiedy Serena usłyszała, że w jej pokoju dzwoni telefon. Może to dzwoni Nate z przeprosinami? Blair? Popędziła korytarzem i rzuciła się, żeby odebrać telefon.
- Słucham? - rzuciła zadyszana do słuchawki.
- Cześć, zdziro. Sorry, że przez jakiś czas się nie odzywałem.
Serena wzięła głęboki oddech i usiadła na łóżku. Dzwonił jej brat Erik. - Hej - powiedziała.
- Widziałem cię w gazecie w ostatnią niedzielę. Szalejesz, co? - zaśmiał się Erik. - Co mama na to?
- Nic. Teraz jest chyba tak, że mogę robić wszystko, co mi się podoba. Wszyscy myślą, że jestem załamana czy coś takiego.
- Bzdury. Hej, co jest? Zdaje się, że jesteś smutna.
- Taak - przyznała Serena. Jej dolna warga zaczęła drżeć. - Jestem trochę smutna.
- Jak to? Co się dzieje?
- Nie wiem. Dzisiaj jest przyjęcie, na które powinnam pójść, bo wszyscy idą. Wiesz, jak to jest - zaczęła.
- To jeszcze nie tragedia - powiedział łagodnie Erik.
Serena oparła poduszki o zagłówek łóżka i zaczęła wiercić się pod nakryciem. Położyła głowę na poduszkach i zamknęła oczy.
- Chodzi o to, że nikt już ze mną nie rozmawia. Nie wiem nawet dlaczego, ale od kiedy wróciłam, traktują mnie, jakbym miała chorobę wściekłych krów czy coś takiego. - Spod zamkniętych powiek zaczęły wypływać łzy.
- A co z Blair i Nate'em? Oni chyba muszą się do ciebie odzywać. Są twoimi najlepszymi przyjaciółmi.
- Już nie - powiedziała cicho Serena. Teraz po jej twarzy łzy ciekły już bez żadnego skrępowania. Podniosła poduszkę i przycisnęła do policzków, żeby zahamować ten potop.
- Wiesz, co myślę? - odezwał się Erik.
Serena przełknęła i otarła nos wierzchem dłoni.
- Co?
- Pieprz ich. Kompletnie. Nie potrzebujesz ich. Jesteś najfajniejszą laską na zachodniej półkuli. Pieprz ich, pieprz ich, pieprz ich - powtórzył.
- Taaak - powiedziała Serena z powątpiewaniem. - Ale to moi przyjaciele.
- Już nie. Sama tak przed chwilą powiedziałaś. Możesz mieć nowych przyjaciół. Poważnie, Nie możesz pozwolić, żeby takie dupki rządziły twoim życiem. Po prostu pieprz ich.
To był cały Erik. Serena roześmiała się, wytarła cieknący nos w poduszkę i cisnęła ją przez pokój.
- Okay. Masz rację.
- Ja zawsze mam. rację. To dlatego tak trudno mi się opędzić. Jest duże zapotrzebowanie na takich ludzi jak ja.
- Tęsknię za tobą. - Serena gryzła swój różowy paznokieć.
- Ja też za tobą tęsknię - powiedział Erik.
- Serena? Wychodzimy! - usłyszała, jak jej matka wola z holu.
- Dobra, muszę kończyć - powiedziała Serena. - Kocham cię.
- Cześć.
Serena rozłączyła się. W nogach jej łóżka leżało zaproszenie na przyjęcie „Buziak w usteczka”, które zrobiła dla niej Jenny. Chwyciła je i cisnęła do kosza na śmieci.
Erik miał rację. Nie musiała iść na jakieś głupie przyjęcie tylko dlatego, że mieli tam być wszyscy. Nawet jej tam nie chcieli. Pieprzyć ich. Była wolna i mogła robić, co chciała.
Przeszła z telefonem do biurka i grzebała w stosie papierów, aż znalazła książkę telefoniczną z numerami uczennic szkoły Constance Billard, która przyszła z poniedziałkową pocztą. Serena przeleciała wzrokiem po nazwiskach. Nie była jedyną, która nie szła na to przyjęcie. Mogła zabawić się z kimś innym.
- Hej - powiedziała Vanessa, podnosząc słuchawkę. Szykowała się do wyjścia z siostrą i jej przyjaciółmi; włożyła czarny stanik, czarne dżinsy i martensy. Nie została jej już ani jedna czysta czarna koszulka i siostra próbowała ją przekonać, żeby włożyła czerwoną.
- Cześć. Czy rozmawiam z Vanessą Abrams? - zapytał dziewczęcy głos po drugiej stronie linii.
- Tak. A kto mówi? - spytała Vanessa, stojąc przed lustrem w swojej sypialni i przykładając do siebie czerwoną koszulkę. Od dwóch lat ubierała się wyłącznie na czarno. Dlaczego miałaby teraz to zmieniać?
Litości. Czerwona koszulka nie zamieni jej automatycznie w radosną cheerleaderkę z blond warkoczykami. Musiałaby chyba przejść pranie mózgu, żeby do czegoś takiego doszło.
- Serena van der Woodsen.
Vanessa przestała kontemplować swoje odbicie i rzuciła koszulkę na łóżko.
- Och - powiedziała. - Co słychać?
- No cóż... Całkowicie rozumiem, dlaczego wolałaś Marjorie. No wiesz, do swojego filmu. Zdaje się, że naprawdę znasz się na tym, co robisz, a ja potrzebuję jakichś dodatkowych zajęć, bo inaczej pani Glos mnie zabije. Więc pomyślałam, że spróbuję zrobić własny film.
- Uhm - mruknęła Vanessa, zastanawiając się, dlaczego ze wszystkich łudzi na świecie właśnie Serena van der Woodsen dzwoni do niej w piątkowy wieczór. Nie idzie na jakieś przyjęcie? Jakiś bal?
- No i zastanawiałam się, czy nie mogłabyś mi pomóc. No wiesz, pokazać mi, jak działa kamera i takie tam, bo ja się w ogóle na tym nie znam, - Serena westchnęła. - Nie wiem, może film to głupi pomysł. To pewnie o wiele trudniejsze, niż mi się wydaje.
- To wcale nie jest głupi pomysł - powiedziała Vanessa, której wbrew sobie zrobiło się żal Sereny. - Wyjaśnię ci podstawowe rzeczy.
- Naprawdę? - W głosie Sereny słychać było podniecenie. - Jutro? Możesz jutro?
Sobota była dniem wampirzycy Vanessy. Zwykle budziła się po zmierzchu i szła na kolację lub do kina ze swoją siostrą albo Danem.
- Może lepiej w niedzielę - powiedziała.
- Okay. Niedziela - powtórzyła Serena. - Pewnie masz u siebie mnóstwo sprzętu i różnych gadżetów, prawda? To może ja wpadnę do ciebie, żebyś nie musiała tego ze sobą włóczyć?
- W porządku - odparła Vanessa.
- Dobra - powiedziała Serena i na chwilę zamilkła. Nie miała ochoty jeszcze się rozłączać.
- Czy to nie dzisiaj jest to wielkie przyjęcie w starym budynku Barneys? - zagadnęła Vanessa. - Idziesz?
- Nie - odparła Serena. - Nie zostałam zaproszona.
Vanessa pokiwała głową, przetwarzając tę informację. Serena van der Woodsen nie została zaproszona? Może wcale nie była taka zła?
- Może chcesz wyjść dzisiaj z nami? - zaproponowała Vanessa, zanim zdążyła się powstrzymać. - Idziemy z moją starszą siostrą do baru, tutaj, w Williamsburgu. Jej zespół dziś gra.
- Bardzo bym chciała - powiedziała Serena.
Vanessa podała jej adres The Five and Dime - baru, w którym grała jej siostra z zespołem - i odłożyła słuchawkę.
Życie było takie dziwne. Jednego dnia dłubiesz w nosie i jesz pączki, a drugiego wychodzisz do knajpy z Sereną van der Woodsen. Vanessa podniosła czerwoną koszulkę, wciągnęła ją przez głowę i spojrzała w lustro. Wyglądała jak tulipan. Tulipan ze szczeciniastą czarną głową.
- Danowi się spodoba - powiedziała jej siostra Ruby, stając w progu. Podała Vanessie ciemnoczerwoną szminkę. Vamp.
- Dana i tak dzisiaj nie będzie - powiedziała Vanessa z wymuszonym uśmiechem. Nałożyła szminkę i zacisnęła na chwilę wargi. - Zabiera swoją młodszą siostrę na jakieś eleganckie przyjęcie.
Jeszcze raz przyjrzała się swojemu lustrzanemu odbiciu. Dzięki szmince jej duże brązowe oczy wydawały się jeszcze większe, a koszulka była nawet niezła, no i przyciągała wzrok.
Vanessa wypięła biust i uśmiechnęła się zachęcająco do swojego odbicia. Może mi się poszczęści, pomyślała. A może nie.
- Ktoś jeszcze dzisiaj do nas dołączy - poinformowała siostrę.
- Chłopak czy dziewczyna? - zapytała Ruby, obracając się, żeby przyjrzeć się w lustrze swojemu tyłkowi.
- Dziewczyna.
- Jak się nazywa?
- Serena van der Woodsen - wymamrotała Vanessa.
- Ta sama, której zdjęcie jest dosłownie wszędzie w całym mieście? - zapytała Ruby, wyraźnie zachwycona.
- Tak, właśnie ta.
- Hm, założę się, że musi być świetna - powiedziała Ruby, nakładając żel na swoją gęstą czarną grzywkę.
- Może i tak - odparła Vanessa. - Pewnie się o tym przekonamy.
- Fantastyczne kwiaty - powiedziała Becky Dormand, dziewiątoklasistka z Constance. Pocałowała Blair w oba policzki. - I co za wystrzałowa sukienka!
- Dzięki, Beck - odparła Blair, spoglądając w dół na swoją dopasowaną kreację z zielonej satyny. Rano dostała okres, ale pod sukienkę musiała włożyć bardzo skąpą bieliznę. Denerwowała się przez to.
Obok przeszedł kelner z tacą szampana. Blair wzięła kieliszek i błyskawicznie go opróżniła. To był już trzeci kieliszek.
- Masz świetne buty - powiedziała. Becky miała na nogach czarne sandały na wysokim obcasie, które były sznurowane aż do kolan. Doskonale pasowały do jej krótkiej, czarnej sukienki baletnicy i włosów wysoko upiętych w koński ogon. Wyglądała jak balerina jadąca na LSD.
- Nie mogę się doczekać na torby z prezentami - zapiszczała Laura Salmon. - Dzieło Kate Spade, tak?
- Słyszałam, że są w nich nawet świecące w ciemności prezerwatywy - zachichotała Rain Hoffstetter. - Super, nie?
- Nie, żebyś ich używała, co? - powiedziała Blair.
- Skąd wiesz? - odparła wzburzona Rain.
- Blair? - Blair usłyszała czyjś stremowany glos.
Odwróciła się i zobaczyła małą Jenny Humphrey, która w swojej czarnej satynowej sukience wyglądała jak chodzący stanik.
- O, cześć - powiedziała chłodno Blair. - Jeszcze raz dzięki, że zrobiłaś te zaproszenia. Naprawdę fajnie wyszły.
- Dzięki, że pozwoliłaś mi się tym zająć - odparła Jenny. Jej wzrok błądził po wielkiej sali pulsującej gwarem rozmów, muzyką i dymem. Czarne, wysokie prawie na metr świece w wysokich szklanych flakonach przystrojonych pawimi piórami i pachnącymi, białymi storczykami migotały, porozstawiane po całej sali. Jenny nigdy wcześniej nie była na tak wystrzałowej imprezie. - Boże, nie znam tu nikogo - powiedziała zdenerwowana.
- Nie? - zapytała Blair. Zastanawiała się, czy Jenny myśli, że będzie rozmawiała z nią przez całą noc.
- Nie. Miał przyjść ze mną mój brat, Dan, ale w ogóle nie miał ochoty, więc tylko mnie podrzucił. W zasadzie, to znam jedną osobę.
- Kogo?
- Serenę van der Woodsen - zaćwierkała Jenny. - Razem pracujemy nad filmem. Mówiła ci?
W tym momencie kelnerka podsunęła Blair pod nos półmisek z sushi. Blair złapała spory kawałek tuńczyka i wetknęła do ust.
-...
Lewa1922