Prolog.doc

(32 KB) Pobierz

If I Could See You Again...

 

<B>Prolog</b>

Ciepły wrześniowy wieczór. Na pozór normalnie wyglądająca para, przechadzała się alejkami parku w Forks, zmierzając do najbliższego kościoła. Chciała bowiem po raz kolejny powiedzieć sobie „Tak” i przysiąc oddanie aż do śmierci. Dziewczyna kurczowo trzymała się swojego męża. Cieszyła się każdą chwilą,  jednak w środku odczuwała straszny ból. Wiedziała, że za chwile stanie się coś, co przewidziała kilka minut temu. Że zginie z rąk, jednego z najgroźniejszych wampirów. On tymczasem szedł z dumnie wypiętą piersią, nie przeczuwając, że stanie się coś złego. Alice nie chciała, żeby się martwił… Takie było przeznaczenie. Stanęła nagle koło największego klombu i spojrzała mu prosto w jego miodowe oczy.

-Kochasz mnie, prawda?- zapytała lekko wspinając się na palce, żeby zbliżyć się do jego ust.

-Oczywiście, nie wiem jak w ogóle możesz o to pytać- odpowiedział rozbawiony.

-A czy mógłbyś mi coś obiecać. Wiesz, tak ostatnio się nad tym zastanawiałam- zaczęła niepewnie…

-Wiesz, że dla Ciebie zrobię wszystko.

-Jasper, jeśli kiedykolwiek by mi się coś stało...- ucięła i spojrzała na chłopaka, który zmrużył niepewnie oczy- jeśli  by mi się coś stało, obiecaj, że nie zrobisz nic głupiego. Chciałabym, żebyś „żył” wiecznie i funkcjonował normalnie…

-Alice? Czy coś się stało? Dlaczego mówisz o tym właśnie teraz?

-Nic się nie stało… Tylko tak po prostu… Nie chciałabym, żebyś robił coś głupiego przeze mnie- uśmiechnęła się- Tak więc, obiecasz mi?

-Oj Alice, czy muszę odpowiadać… Przecież wiesz dobrze, że będziemy żyli wiecznie… Ty i Ja… Razem- odpowiedział i złożył delikatny pocałunek na jej ustach.

-Jednak bardzo Cie o to proszę Jazz. Nie dam Ci spokoju, dopóki mi nie obiecasz- Alice odwróciła się od niego i kopnęła leżący obok kamień.

-No już dobrze, obiecuję! Pasuje? – obrócił delikatnie swoją żonę i przytulił ją do siebie.

-Ale przysięgasz na naszą miłość? – brunetka nie dawała za wygraną.

-Przysięgam!- odpowiedział składając swoją rękę na piersi.

Dziewczyna mocno przytuliła się do niego. Jeszcze tylko kilka minut i będzie musiała się z nim pożegnać. Tak bardzo cierpiała, że nie będzie mogła się pożegnać ze swoją rodziną. Że już więcej nie zobaczy uśmiechu na twarzy swojej bratanicy. Że już nigdy nie wyruszy na zakupy z Bells i Rosalie… Że już nigdy nie zobaczy Jaspera… Wiatr zawiał mocniej i z północnej części parku zdało się usłyszeć kobiecy krzyk. Oboje spojrzeli w tamtym kierunku.

-Wampir!- powiedzieli równocześnie i pobiegli w tamtą stronę. Kiedy już dotarli na miejsce, wielki mężczyzna pochylał się nad kobietą, która leżała na ziemi. Krzyczała…

-Proszę… Nie zabijaj mojego dziecka… Nie zabijaj jej…- ton jej głosu  wyrażał tyle bólu. W ramionach trzymała małe zawiniątko. Wampir pochylił się jeszcze bardziej i wyszczerzył zęby.

-Zostaw ją! –krzyknęła brunetka i podbiegła bliżej. Za nią udał się chłopak.

-Alice nie podchodź bliżej- ostrzegł ją.

-Może zmierzysz się z kimś, kto jest Tobie równy?- rzuciła odważnie. Wampir spojrzał na nią rozbawiony.

-Mówisz o sobie? – zadrwił. Zwrócił wzrok z powrotem na kobietę i pochylił się jeszcze niżej, gryząc ją. Małe zawiniątko przeturlało się po ziemi, zwolnione z uścisku matki, która krzyczała w niebo głosy. Dziewczyna podbiegła do wampira i rzuciła mu się na plecy.

-Jasper! Weź dziecko i zanieś w bezpieczne miejsce!- rozkazała.

-Ale Alice, jestem silniejszy…

-I szybszy. Wrócisz w mgnieniu oka. Poradzę sobie!- krzyczała szarpiąc się z przeciwnikiem.

-Ale…

-Żadnych ale! Kochasz mnie? Jeśli tak to zrób to dla mnie! Dam radę! – rzuciła wampirem o najbliższe drzewo.

-Kocham Cię Alice! Zaraz wrócę!- wziął zawiniątko i pobiegł w stronę kościoła.

-Żegnaj kochany…- rzuciła cicho.

Gdyby serce mu biło, zapewne wyskoczyłoby z klatki. Tak strasznie się bał. Zapanował nad strachem i spojrzał na dziewczynkę. Biło od niej takie szczęście i ciepło. Jej cudowne zielone oczy wpatrywały się w niego w skupieniu. Zrobiło mu się strasznie źle. Nie wiedząc czemu uśmiechnął się do małej.

-Przykro mi z powodu Twojej mamy. Mam nadzieję, że zaznasz tutaj szczęście- powiedział do niej, kładąc na schodkach od kościoła. Dziewczynka zamrugała oczami i wyciągnęła malutką rączkę w jego stronę. On tylko dotknął delikatnie jej policzka i już go nie było. Biegł jak najszybciej mógł. Na ratunek ukochanej. A co jeśli jej się nie udało. Jeśli cała ta sprawa z obiecaniem, miała oznaczać, że to miało się zdarzyć dzisiaj. <i>Nie, to nie może być prawdą…”</i> Kiedy zjawił się na miejscu, nie zastał nikogo prócz palącego się ogniska. Rozejrzał się dookoła szukając Alice. Musiała się najwyraźniej schować.

-Alice! Możesz wyjść!- krzyknął, ale nikt mu nie odpowiedział. W całym parku zdało się słyszeć, tylko płomienie pochłaniające liście i patyki, które leżały na drodze… Nigdzie jej nie było. Podszedł bliżej. Nie wyczuwał niczyjej obecności. Czy to miało oznaczać, że ona… Że jej już nie ma… Że ten wampir ją pokonał… Tysiąc myśli zaczęło kłębić się w jego głowie… Nie… Nie… To niemożliwe!

-Nieeeeeeeeeeee!

...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin