Wspomnienia Aldony Jastrzębskiej-Lipszycowej cz. 2..pdf

(47 KB) Pobierz
oredzie69-2008.p65
18
Orędzie Miłosierdzia 69
ZE WSPOMNIEŃ O ŚW. SIOSTRZE FAUSTYNIE
WSPOMNIENIA Aldony Jastrzębskiej−Lipszycowej (2)
Gdy jednak usłyszałam zarzut, że oszuka-
ła, wzburzyłam się i gorąco zaprzeczyłam: „Hela
nie mogła skłamać”. Prawdopodobnie źle tra-
fiłam i tu jej nie ma. Zapytałam, czy jest
w pobliżu inny klasztor. Wskazano mi Zgroma-
dzenie Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. Tam
istotnie była Hela. Hela ucieszyła się bardzo,
że przyszłam. Rozmawiałam przed zobaczeniem
Heli chwilę z Przełożoną, która mi bardzo dzię-
kowała za tak dobrą opinię i informację o Heli,
a potem z Helą w asyście innej siostry. Hela
wyraźnie miała ochotę pomówić ze mną sam
na sam. Korzystając z chwilowego odejścia so-
cjuszki, po drodze odprowadzając mnie do wyjś-
cia opowiadała, że jest jej ciężko, że męczy ją
regulamin, który nakazuje ciszę, powolne cho-
dzenie, że nie może bronić się, gdy jej coś nie-
słusznie zarzucają. Pamiętam, że opowiedziała
mi jakąś sprawę, gdzie dla wyrobienia pokory
musiała znieść jakieś przykre dla niej upoko-
rzenie wobec wszystkich, choć nie była temu
winna, co jej zarzucano.
Wszystko to zrobiło na mnie przygnębiające
wrażenie; miałam poczucie, że łamią jej prostą,
radosną naturę. Powiedziałam: Hela, bój się
Boga, poszłaś w służbę Bożą i nie możesz być sobą,
i mówić całej prawdy. Rzuć to wszystko i wracaj.
Więcej nie mogłyśmy wtedy porozmawiać.
Jeszcze raz i to ostatni w życiu widziałam
Helę, gdy na moją prośbę z pozwoleniem prze-
łożonych odwiedziła mnie na Rakowieckiej,
gdzie wówczas mieszkałam. Był to rok 1926.
Hela wpadła do naszego mieszkania i zaczęła
gorączkowo opowiadać o swoich przeżyciach,
głośno, radośnie, swobodnie. Była z socjuszką,
wracały od dentystki. I znów widziałam, jak
bardzo jest zmieniona i jak bardzo jej ciężko.
Proponowałam jej powrót do nas, jeśli czuje,
że to nie jej droga. Pamiętam jej odpowiedź:
„Jest mi ciężko, ale czuję wielką łaskę Bożą,
że mogę to wszystko znieść”. Powiedziała mi
wtedy, że jedzie do Krakowa do nowicjatu, je-
żeli nie wytrwa, to wróci i wtedy przyjdzie do
mnie. Mówiła, że pracowała w kuchni, dużo się
nauczyła, jeżeli wróci, będzie mogła dzieciom
różne smaczne, dobre rzeczy robić.
Te wszystkie wspomnienia są bardzo żywe
w mojej pamięci, niejednokrotnie w ciągu tych
lat myślałam i opowiadałam o niej.
Moje dzieci, obecnie ludzie dorośli, były
zbyt małe, by Helę pamiętać; pamiętają nato-
miast dobrze opowiadane im przeze mnie wra-
żenie z widzenia się z Helą, to, że tak mocno
twierdziłam: „że Hela nie mogła skłamać”.
Bardzo niedawno, na wiosnę roku bieżą-
cego (1952), dowiedziałam się od s. Katarzyny
z Lasek o dalszych losach Heli i o objawieniu
Miłosierdzia Bożego. Zrobiło to na mnie bar-
dzo silne wrażenie, opowiadałam to na wsi swo-
im sąsiadom. Apolonia Kurkowa mieszkająca
w Lipce, pow. Radzymin, powiedziała na to, że
dobrze pamięta Helę i to, że poszła do klaszto-
ru. Poznała ją u mnie, chodziły razem do Klem-
bowa do kościoła i po kościele odwiedzała ją
w moim domu. Powiedziała o niej: „To była
dziewczyna jakuratna”. Najczęściej Hela cho-
dziła do kościoła ze starą Rybakową (której mąż
stróżował u nas) – już nie żyjąca. Od córki jej,
która również znała Helę i bywała u niej, nie
zebrałam jeszcze informacji.
Aldona Lipszycowa
Warszawa, [1952]
www.faustyna.pl
98818720.001.png
Zgłoś jeśli naruszono regulamin